Uwaga!

sobota, 24 sierpnia 2013

Wróciłam!





Siemanko!! Wróciłam już z wyjazdu ;) Było świetnie. Wypoczęłam i mogę wrócić (na razie) na bloga. Niedługo pojawi się nowy rozdział. Muszę tylko go dokończyć i wstawić. Więc co tu dużo mówić....Pozdrawiam i do następnego rozdziału ^^
Rida





sobota, 3 sierpnia 2013

Informacja!

Słuchajcie kochani. Wyjeżdżam i wracam pod koniec sierpnia. W tym czasie nie będzie rozdziałów. Bardzo za to przepraszam.
RiDa


piątek, 2 sierpnia 2013

Chapter 1

Lori


- Aissia! Idziesz coś przegryźć? - spytała Edith wchodząc co chatki. Zakryła gałęziami wejście i usiadła obok mnie.
- Jeżeli chodzi Ci o ludzi, to nie. - mruknęłam zła.
- No to..... - zamyśliła się. - Chodźmy na miasto.
- Serio? - zdziwiłam się.
- Nie dla jaj. - przewróciłam oczami. - Mówię poważnie. Zjedzmy te "ludzkie" jedzenie. Pokaż mi tamten zapomniany świat.
- Tak! - wrzasnęłam. Z całych sił przytuliłam przyjaciółkę. W tym samym momencie do kryjówki wbiegł Geo.
- Co jest? - podeszłam do chłopaka.
Mam świetną wiadomość. - z podekscytowania pocałował mnie w policzek. George tak jak ja nienawidzi swojej rasy. Okazuje uczucia co nie podoba się reszcie. Oprócz Edith. Mimo , że jest dumną Błękitnokrwistą, rozumie nas. Nigdy nie chcieliśmy takiego życia. I nie chcemy.
- Yvonne kupiła domek na obrzeżach Londynu. Powiedziała , żebyśmy się tam przeprowadzili. - dodał uśmiechając się szeroko.
- Ale ludzie.... - schowałam twarz w dłoniach. Geo położył rękę na moim ramieniu.
- Aissia dom jest daleko od centrum. Nie masz czego się obawiać. Poza tym to jest 1 z 3 niespodzianek.
- Robi się ciekawie. - Edishia usiadła na skale.
- Wielka Brytania ma w kodeksie praw nowe zastrzeżenie. Strażnicy i inni mają zakaz skrzywdzenia Błękitnokrwistych.
- Słuchaj. Żarty żartami , ale to już przegięcie. - zaśmiałam się. Dołączyła do mnie dziewczyna.
- Hej. - oburzył się. - To nie żart.
- Myślisz , że jesteśmy idiotkami? - blondynka podniosła brwi do góry.
- Dobra. Wygrałyście.
Przybiłam piątkę z przyjaciółką.
-  Z tym domem to też żart?! - spytałam. Brunet pokręcił przecząco głową. Że co?!!
- Yvonne kupiła ten domek, ale musimy poczekać z przeprowadzką. - wyjaśnił. - Próbuję dogadać się z królową.
- Co? - Edishia zrobiła wielkie oczy.
- Walczy, o to żebyśmy nie byli zagrożeni. - powiedziałam. - A teraz możemy już iść na miasto?
- Radziłbym się wam przebrać. - zarechotał złośliwie. - Cuchnie od was na kilometr.
Syknęłyśmy ukazując kły.
- Przepraszam. - wrzasnął kuląc się w kącie. Wyjęłam ubrania dla siebie i dla Edishii.
- Gotowe?
-Jasne. - odpowiedziałyśmy w tym samym momencie. Geo wybuchł  niepohamowanym śmiechem.  Moment później dołączyłyśmy do niego.
- Jesteśmy pojebani. - pokręciłam głową.
- Ale pozytywnie. - przyjaciółka podniosła wskazujący palec do góry.
- Ja i tak wiem swoje. - pokazałam jej język. Chłopak wzruszył ramionami i wyszedł z chatki. Ruszyłyśmy za nim, obierając sobie za cel miasto.

        
                                                             ~,~


- Jak na razie jest dobrze. - powiedziałam. -  Nikt nas nie rozpoznał.
- Nie jestem tego taka pewna. - Edith spojrzała na bruneta. - George zachowuj się!!!
- Sorry - uśmiechnął się szeroko. - Ale jak idę z takimi laskami to, aż chce się.....
- Nie! - przerwałam mu. - Nawet nie dokańczaj tego zdania.
Edishia zaczęła się śmiać. Starałam się zachować powagę ,ale jakoś mi to nie wychodziło. Chwilę później całą trójką rechotaliśmy się na środku ulicy.
- Nie macie co robić bachory niewychowane?! - usłyszeliśmy skrzeczący, surowy głos. Spojrzałam w bok.Boże...Człowiek.
- Co panią to interesuje?! - wysyczała moja przyjaciółka.
-Nie pyskuj gówniaro. - pomachała palcem przed naszymi twarzami.
- Gówno to jest w lesie. - dodał chłopak przyciągając blondynkę do siebie. Opatulił jej talię rękoma. - A my i tak jesteśmy starsi od pani zmarszczek na tyłku.
Nie wytrzymałam. Zachichotałam pod nosem. Staruszka zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
-Hm? - podniosłam brew, uśmiechając się chamsko. NIE! Pokazałam kły. Kobieta zesztywniała. Widać było strach w jej oczach.
-Błę-błę-błę.....- jąkała się.
- Nic pani nie zrobimy. - uspokajałam ją. - Wyszliśmy tylko się przejść.
-BŁĘKITNOKRWIŚCI!!! - krzyknęła. Momentalnie ludzie w zasięgu naszego wzroku znieruchomieli.
-Nic się nie dzieje! - oświadczył głośno brunet, przyciskając dziewczynę do siebie. Szepnął jej coś do ucha i puścił. - To tylko pomyłka!
Edishia podeszła do mnie.
- Powiedział, żebyśmy się wycofały. - mruknęła mi do ucha. - Powoli.....
Kiedy Geo rozpoczął swój monolog ja z blondynką, wolnymi krokami wyszłyśmy z tłumu. Ucieczka nie była nam dana.
- TO ONE!! - do naszych uszu dobiegł wrzask. Zerknęłam kątem oka na przyjaciółkę. Czy my zawsze musimy mieć takiego pecha w życiu? Przepraszam. W życiu po śmierci.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z powodu wakacji nie  miałam czasu napisać rozdziału.Liczę , że się wam spodoba. Postaram się , dodać nowy rozdział przed moim wyjazdem w niedzielę. Ale zrozumcie , że zależy to też od was. Muszą być komentarze :P
JEŻELI TO PRZECZYTAŁEŚ/ŁAŚ ZOSTAW KOMENTARZ. UŚMIECH POJAWI SIĘ NA MOJEJ TWARZY SZYBCIEJ NIŻ MYŚLICIE.
                                                               Lori