Uwaga!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Chapter 27






Oczami Harrego


- Chłopaki! Wychodzę. - ogłosiłem , zakładając buty.
- Nie tak szybko Haroldzie. - w holu pojawił się Louis.
- Spieszę się. - mruknąłem. Podniosłem się , podchodząc do wyjścia.
- Co jest z tobą nie tak? - wtrącił Zayn. - Czemu je wygoniłeś?
Nie odpowiedziałem. Trzasnąłem drzwiami , kierując się w umówione miejsce.Dotarłem do niego po 20 minutach.
- Gdzie jesteś? - zawołałem.Brązowy wilk wyszedł  zza drzewa.
- Witaj Styles. - Jack przemienił się w człowieka. - Zadanie wykonane?
- Tssaaa... - bąknąłem bez entuzjazmu.
-Ależ jesteś sztywny. - zaśmiał się. - W każdym razie idę do Lori. Rozpocznę od zdołowania jej jeszcze bardzie , a następnie... pod wpływem agresji...
- Nie. - jęknąłem. Błękitny tylko wzruszył ramionami , przemieniając się w wilka.
- Do zobaczenia w piekle. - warknął , uciekając.
Złapałam się za włosy , ciągnąc ich końcówki.Boże wybacz mi. Co ja narobiłem...




Oczami Nialla


Usiadłem pomiędzy Liamem , a Zaynem. Podciągnąłem kolana pod brodę. Przymknąłem oczy , przypominając sobie słodkie usta Lori na moich.
- Horan co jest? - szepnął Li. Westchnąłem , przecierając oko.
- Myślę. - odpowiedziałem. - Nadal próbuję zrozumieć zachowanie Harrego. Przecież był zauroczony Edith.
- E chłopaki widzieliście moją czapkę? - w salonie zjawił się Tommo.
- Wybierasz się gdzieś? - zmarszczyłem brwi. Brunet podrapał się po głowie.
- Myśli Lou, myśl... - usłyszałem jego myśl. Jak to możliwe? Nie , nie mogę się zmieniać.
- Po prostu powiedz prawdę. - spojrzałem w jego oczy.
- Idę do dziewczyn. - wypuściłem powietrze z zadowolenia.
- Po co? - Zayn rozprostował nogi.
- Nie zadawajcie głupich pytań tylko powiedzcie gdzie moja czapa. - odszedł od tematu. Rzuciłem mu materiał z fotela. Złapał go , zakładając na włosy. - Będę jutro lub dzisiaj w nocy. Pa!
- Pa! - odkrzyknęliśmy. Kiedy usłyszałem trzask drzwi pobiegłem do lustra , obejrzeć swoje oko. Zamknąłem je , otwierając. Nie jest tak źle. - pomyślałem. Tęczówka była tylko coraz jaśniejsza. Zalane białko , powróciło do pierwotnego stanu.
- Wróciłem! - wzdrygnąłem się. Styles wrócił. - Co robisz Niall?
- Obserwuje swoje pryszcze na mordzie. - warknąłem. - A jak myślisz?
- Nie tak ostro. - uniósł ręce ku górze. - I jak?
- Lori by wiedziała co powiedzieć. - smutny wróciłem do salonu.
- Tak w ogóle to gdzie jest Louis? - loczek , poprawił włosy.
- Wyszedł do Lori. - odparł Zayn. Żebyście widzieli minę Harrego. Kąciki moich ust zadrżały.
- Co?! - wrzasnął przerażony. - Dzwońcie do niego. Szybko.
- Dlaczego? - Liam zmarszczył brwi skoncentrowany. Loczkowi zaczęły trząść się ręce.
- Jack on... - przełknął ślinę. - Powiedział , że muszę wypędzić dziewczyny do lasu. Jeżeli bym tego nie zrobił... zagroził , że nas wszystkich zabije.
- Oh idioto. - warknąłem pod nosem. - Trzeba było nam powiedzieć. Wywołaliśmy niepotrzebną sprzeczkę.
- Nie pomyślałem. - powiedział.
- Czy ty w ogóle kiedykolwiek myślałeś?




Oczami Lori



- Kto to może być? - zapytałam na głos. Louis tylko wzruszył ramionami. Wstałam , podchodząc do wejścia. Poczułam go.
- Lou schowaj się. - pospieszyłam go. Pukanie nasiliło się. Przyjaciel wszedł do szafy , zamykając się. - Bądź cicho.
- O! Siema Jack. - otworzyłam drzwi. - Co ty tu robisz?
- Myślałem , że otworzą chłopaki. - zdziwił się. Grał. Grał na kłamstwach. - Ale nie narzekam.
- Powiadasz... - zmrużyłam oczy. - Chcesz wejść? Czy co?
- Miałem Ci powiedzieć , że współczuję. - westchnął. - Prędzej czy później by to nadeszło.
- Nie rozumiem.
- Harry. Wyrzucił was na dwór. - dotknął mojego policzka. - Wcale na to nie zasłużyłyście.
- Fakt. - przytaknęłam. Nie dam mu się. Edith kazała mi przystopować. - Coś jeszcze?
Chłopak uśmiechnął się chytrze, łapiąc mnie w tali. Podniosłam brew do góry.
- Tak się zastanawiałem... - przyparł mnie do ściany w pokoju.Ucałował moją szyję i nagle się spiął. - Kto tu jest?
- Co? - udawałam głupią. Żeby go nie znalazł , proszę...
- Czuję jego zapach... - podniósł głowę do góry.Odepchnęłam go od siebie. - Co ty robisz?
- Pora na Ciebie. - warto spróbować uratować sytuację.
- Aissia no co ty... - zaśmiał się. - Gdzie jest dawna śnieżynka?
- Dawna śnieżynka nadal tu jest. - syknęłam. - Nie żartuję. Jestem zajęta.
- Zajęta płakaniem w poduszkę? - zakpił. - Oh nie! Niall mnie zostawił, błe , błe. - udawał mój głos.
- Jestem jeszcze spokojna. - zamknęłam oczy. - Liczę do trzech.
- Co to było? - usłyszeliśmy hałas z szafy. Louis idioto!
- Pewnie wieszak spadł. - skłamałam. - Nic takiego.
- Wolę się upewnić. - wszedł nieproszony.
- Jack! - zaszczekałam. Olał mnie totalnie otwierając gwałtownie drzwiczki...


To Be Continued...


______________________________________

Siedziałam i pomyślałam , aby wstawić wam rozdział :) Nie jest zbyt długi , lecz jest COŚ. Nowy pojawi się w 2014! Jak myślicie czy Louis będzie w tej szafie? Co się stanie? A! I znalazłam świetny szablon. Powinien wam się spodobać : LINK. Powiedźcie co o nim sądzicie? Ważna dla mnie jest wasza opinia :)
Liczę na Komentarze i Pozdrawiam <3
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
RIDA



Znalezione obrazy dla zapytania tumblr wolf

sobota, 28 grudnia 2013

Chapter 26




DLA ZUZANNY ZAWSZEOBECNEJ <3 



Dziewczynka nie odpowiedziała. Stała ze spuszczoną głową.
- Świetnie , wręcz! - złapałam się za włosy , ciągnąc je. No to kurwa mamy odpowiedź.





Oczami Lori



Podeszłam do Nialla , łapiąc go za policzki. Podniosłam jego głowę , patrząc w oczy. W jego lewym kąciku oka wpłynęła błękitna "fala" zalewając kawałek białka. Tęczówki pozostały takie same , skóra i zęby też.
- Nie zmieniasz się. - szepnęłam. Palcem wskazującym przebiegłam po jego brwi.
- Jak to możliwe? - wtrąciła Edishia. -A! Widziałaś jego oko?
- Nie trzeba było mu o tym mówić. - pociągnęłam blondyna w kierunku lustra. - Nie przestrasz się.
- Czy to dobrze , cz źle bo nie wiem? - zapytał. - Będę miał takie całe niebieskie oczy?
- Nie. - pokręciłam przecząco głową. - Lecz nadal nie wiem co spowodowało...
- Lekarstwo. - wyprzedziła siostra Zayna.
- Ono nie istnieje. - warknęła Edith , przewracając oczami. - Czy to tak trudno zrozumieć?
- A czy ty nie możesz pojąć tego , że Lori uzdrowiła Horana? - odgryzła się Safaa. Wyłupiłam oczy.
- Ja? - zdławiłam własne myśli. - Przecież nic nie zrobiłam.
- Zrobiłaś. - kłóciła się ze mną. - Tylko o tym nie wiesz.
- Poddaję się. - wyrzuciłam ręce w powietrze. - Nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Zemsta Płomienia. Zagubiony krąg. Zaćmienia i dary.
- Żeby to wszystko zrozumieć musisz skojarzyć fakty. - dziewczyna dotknęła swojej skroni. - Myśleć jak Płomień. Zajrzeć w przeszłość.
- Mam tego dość. - ogłosił Harry. - O co chodzi? Myślałem , że jesteście tyko zmutowanymi genetycznie potworami. Żadnej przeszłości nie było.
- Miło , że o nas tak sądzisz. - wycharczałam przez zęby. Poczułam coś mokrego na policzku.
- Łza? - przyjaciółka podeszła do mnie , zbierając słoną ciecz z mojej skóry. - Aissia?
- Sama nie wiem. - odwróciłam głowę. Nie żartuję. Jak mogę czuć , czy wyrażać jakiekolwiek emocje? To do mnie nie podobne.
- No a co mam innego myśleć? - spytał loczek. - To już się robi nudne.
- Czego pragniesz? - syknęła zdenerwowana blondynka. - Mów!
- Waszej śmierci? - wzruszył ramionami. - Oglądanie was w Zoo? Jesteście jak zwykłe zwierzęcia!
Zapadła grobowa cisza. Spuściłam głową , odchodząc od Nialla. Próbował złapać mnie za rękę , lecz się nie dałam.
- Zoo powiadasz? - szepnęłam. Zaśmiałam się pod nosem. - Wiecie. Tak się teraz zastanawiam... co byście zrobili jak byśmy wam nie pomogli? Jak Edith nie zaatakowałaby tamtego stada w lesie? Jak teraz bym pozwoliła zagryźć mojej przyjaciółce waszego przyjaciela? Nie. Nie przerywajcie. Nic byście nie zrobili. Utknęli byście w zupełnej kropce. Nie odczuwałyśmy potrzeby dostania oklasków za uratowanie ludzi z London Eye. Tak samo jak gratulacji. Chcemy wolności. Zasranego prawa , które pozwoli nam żyć jak inni.Potwory? To tylko jebane mity rozpowszechniane dla oskarżenia nas o czyny , o których nawet nie wiedzieliśmy. A ty Harry... może i masz rację. Wolność dla takich jak my? Powinniśmy zdychać w pierdlu.
- Nie mów tak. - Liam dotknął mojego ramienia. - Hazz nie chciał.
- Ale to powiedział. - wtrącił Louis. - Dziewczyny mają całkowitą rację.
- Ty przeciwko mnie? - zdziwił się Styles. - Dlaczego?
- Nie widzicie tego? - Lou uśmiechnął się , kiwając lekko głową. - Słuchaliście Safy? Bo jak widać nie. Sama Lori mówiła historię powstania Błękitnokrwistych. Wszystko zrozumiałem i to dzięki dziecku.
- Co zrozumiałeś? - spytał Zayn.
Znalezione obrazy dla zapytania louis tomlinson smile gif- Wybaczcie , że przerywam tak ckliwą chwilę , ale to ważne. - do mieszkania wszedł Quil.
- To nawet dobrze. - bąknął Harry. - Nie chcę was tutaj więcej widzieć.
- Jesteś pewien? - Edith zmrużyła oczy. Pokiwał energicznie głową , machając rękami. Uniosłam brwi ku górze. Jeszcze będzie tego żałować. Westchnęłam , biegnąc schodami na górę. Wpadłam do "mojego" pokoju zabierając kilka ksiąg , manuskrypt , zeszyty z notatkami i płaszcz. Zeszłam na dół. Chłopcy się kłócili.
- O co poszło? - zapytałam przyjaciółkę.
- O nas. - przewróciła oczami. Wykrzywiłam usta w grymas , podając kilka ksiąg przyjaciółce. Wyszliśmy przed dom nawet się nie żegnając. Quil zmienił się w konia , czekając ,aż na niego wsiądziemy. Kiedy miałam to zrobić usłyszałam krzyk.
- Lori!
Odwróciłam głowę. Niall razem z Liamem biegli w naszą stronę. Li przytulił mnie z całej siły , podnosząc do góry. Następny był Niall. Jego białko nie wyglądało tak źle. Na szczęście.
- Będę tęsknić. - wyszeptał.
- Nie jadę na drugi koniec świata. - zażartowałam , aby poprawić sytuację. - Ej, blondasku nie płacz.
- Nie chcę , abyś wracała do lasu. - wtulił się we mnie. Dziwne.
- J-ja też nie. - zająknęłam się. - Muszę. Nie chcecie mnie tutaj.
Pokręcił przecząco głową.
- Aissia zostań. - błagał.
- Będę was odwiedzać. - dotknęłam jego policzka. Nie wiem co mną kierowało. Zbliżyłam swoją twarz , delikatnie muskając wargi Horana. Był tak samo zszokowany jak , ja sama. Bez żadnego odzewu wsiadłam na Quila , zostawiając chłopaków przed willą.




~,~



- Co to było dziewczyno?! - wykrzyknął przyjaciel. - "Będę was odwiedzać." - naśladował mnie skrzekliwym głosem. - Oszalałaś?!
- Oh odwal się. - warknęłam.
- Teraz , odwal , a później pomóż mi. - zarechotał , trzaskając drzwiami. Westchnęłam siadając przy stoliku. Powinnam trochę ogarnąć. Zostawienie chatki było złym pomysłem. Wszędzie walały się brudne bokserki, okna pobrudzone były błotem. Totalny burdel.
Przetarłam stolik ścierką wkładając naczynia do zapchanej umywalki. Ułożyłam książki , notatki i manuskrypt na blacie siadając. Poprawiłam włosy , otwierając pierwszą stronę.
- Nic , nic i nic... - z każdą przewracaną stroną denerwowałam się coraz bardziej. Same podstawy.
Nieoczekiwanie rozległo się pukanie do drzwi. Zmęczona wstałam , otwierając powłokę.
- Jak znalazłeś dom?! - wykrzyknęłam zdziwiona.
- Nie jestem głupi. - uśmiechnął się. - Pamiętałem drogę i tyle.
- Byłeś tu?! - moje oczy wyglądały jak spodki.
- Edith nas przyprowadziła ,ale to było dawno. - machnął ręką. - Mogę wejść? Śnieg zaczął padać.
- W Listopadzie?! - wyjrzałam przez okno. Rzeczywiście.
- J-jasne tylko przepraszam za syf. - zerknęłam za siebie. - Tak to jest jak banda chłopów mieszka bez nadzoru kobiety.
- My też tak mieliśmy. - zachichotałam pod nosem widząc skrzywioną minę Tomlinsona. - Z czego się śmiejesz?
- Z Ciebie. - nie próbowałam tego ukryć. Zebrałam pierwszą warstwę ubrań z łóżka wrzucając do kosza na pranie. Niedługo będę musiała iść do pralni.
- Gdzie masz pralkę? - spytał.
- Nie mam. - zaprzeczyłam. - Kiedy mam czas piorę ręcznie z Geo i Edith , a tak to wybieram się do pralni.
- Ah. - przytaknął, podchodząc do kuchennego blatu.
- Co ty robisz?!
- Sprzątam , nie widać? - ukazał rząd białych zębów. - Ogarniemy tutaj , a potem pomogę Ci z tym manuskryptem.
- Dziękuję. - wyznałam. - Nie wiem zbytnio za co się to robi , ale dziękuję. Podobno ludzie tak mówią , nie?
Podobny obraz- Yhym. - złapał mnie za rękę. - Czy... kochasz Nialla?
- Słucham? - odkaszlnęłam , przekręcając lekko głowę.
- Kochasz to znaczy... no emh... - podrapał się po głowie. - Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć. Prawdopodobnie nad tym też musimy popracować.
- Chcesz mnie nauczyć czuć? - wytrzeszczyłam oczy.  Cokolwiek to znaczy.


~,~


- Znalazłeś coś? - spytałam z nad książki. - Cokolwiek?
- Zagubiony krąg. - pokazał mi starą fotografię manuskryptu. - Wiem , że masz rękopis , ale przyjrzyj się dokładniej. Zauważ , że jest dziewięć okręgów. Tutaj są one puste. Natomiast na tym. - wskazał na obrazek w księdze. - Wypełnione. A dokładniej , wciśnięto amulety.
- Talizmany? - zmarszczyłam brwi. - Czyli zagubiony krąg to?
- Coś jak stoły z wnękami. - wytłumaczył , manewrując pomiędzy stronami. - Te amulety są potrzebne do przemiany w człowieka.
- Czyli lekarstwo to zwykłe naszyjniki? - pokręciłam głową , otwierając notatnik. Coś na końcu mojego mózgu podpowiadało mi ,że gdzieś już o tym czytałam. Zerknęłam kątem oka na chłopaka , ciągle przewracając kartki.
- Aissia to trudniejsze niż sądziłem. - zaśmiał się. Westchnęłam z frustracji.
- Jak przyszłość może być łatwa , skoro przeszłości nie rozwiązało się z supła? - podparłam rękę o brodę. - Tak już jest Tommo. Idziesz dalej nie bacząc na nic. Na innych. Trzeba się do tego przyzwyczaić , jeżeli jest się potworem jak ja.
- Nie jesteś nim. - zaprzeczył , łapiąc mnie za rękę. Uwolniłam dłoń , kładąc ją na kolanie.
- Prawda boli. A najbardziej szczera. Spójrz na mnie. Kły , wilk , tygrys i koń w jednym. Niebieska krew dodatkowo dodaje charakteru. - podrapałam się w czoło. - Szybkość jak u wampira. Mogłabym wymieniać w nieskończoność.
- Marzyłyście zawsze o wolności? - wypalił.
- Edith to nie przeszkadzało , lecz robiło się to powoli irytujące. Najgorsi byli paparazzi wchodzący do lasu , chcąc znaleźć jednego z nas. - zaśmiałam się na wspomnienie. - Albo policjanci łapiący nas i wywożący do Zoo. Nawet nie wiesz ile z nas jest teraz w klatkach.
Chłopak objął mnie ramieniem, dodając mi otuchy.
- Mam już dość. - wyszeptałam. - Chcę uciec gdzieś daleko. Oddać się zapomnieniu. Ale po co jeżeli i tak wszystko wraca z biegiem czasu? Każda najmniejsza rzecz przypomina mi o dawnym życiu. Kiedy moje serce biło.
-Miałem się już wcześniej zapytać. - spojrzał mi w oczy. - Gdzie twoja rodzina?
- Zabiliście ich. - z rezygnacją moje oczy powędrowały za okno. - Babcię , dziadka , mamę , wujostwo. Wszystkich. Nie wiem tylko gdzie jest mój ojciec. Uciekł z pola bitwy i tyle go widziałam.
- Ile masz lat? - usiadł na przeciwko mnie. - Po ludzku. - wyprzedził.
-  16. - zachichotałam. - Młoda jestem co nie?
- Żartujesz? Obstawiałem najmniej 20.
- Dzięki. - udawałam smutną. - Wyglądam na tak starą?
Podniósł ręce w geście obronny.
- Nic nie powiedziałem.
Prychnęłam.
- Możemy wracać do pracy?
- Jak musimy. - odpowiedział. Ponownie zatopiliśmy nosy w księgach.

Każdy błękitny wojownik bał się kiedyś podjąć walkę.
Każdy błękitny wojownik zdradził i skłamał w przeszłości.
Każdy błękitny wojownik utracił choć raz wiarę w przyszłość.
Każdy błękitny wojownik cierpiał z powodu spraw , które nie były tego warte i o tym nie wiedział.
Każdy błękitny wojownik wątpił w to , że jest błękitnym wojownikiem.
Każdy błękitny wojownik zaniedbywał swoje  zobowiązania.
Każdy błękitny wojownik mówił "tak" , kiedy chciał powiedzieć "nie".
Każdy błękitny wojownik zranił kogoś , kogo kochał i twierdził , że nie wie co to znaczy.
I dlatego jest błękitnym wojownikiem. Bowiem doświadczył
tego wszystkiego i nie utracił nie znającej z pozoru nadziei , że stanie się lepszym człowiekiem Błękitnokrwistym.


___________________________________________

Siemka wszystkim! Mam wam tak dużo do powiedzenia , że nie wiem czy się wyrobię przed 22  xD
Po pierwsze chcę wszystkim podziękować za komentarze pod poprzednim rozdziałem! Jesteście niesamowici <3 Po drugie zmieniłam wygląd bloga :) Wydaje mi się , że szablon jest idealnie dopasowany względem fabuły. Następnie :

*Jest dłuższy rozdział :D
*Co sądzicie o cytacie?
A! Jeżeli podoba wam się rozdział , możecie zostawić komentarz :) A jak się nie podoba to też możenie zostawić komentarz :D Będzie mi miło ;) Gadżet "obserwatorzy" , zadziałał mi nie wiadomo z jakich przyczyn. Nie będę w się w to zagłębiać. Ważnie , że działa xD Nie wiem co jeszcze mam napisać. Liczę na te cholerne komentarze i pozdrawiam <3333
RiDa



Podobny obraz

środa, 25 grudnia 2013

Chapter 25


DLA WERONIKI TURLEJ <3 ZARAZ ZOBACZYSZ ZA CO ;)



- Skąd taka pewność? - zdziwił się Louis. - Uciekła. Proste i logiczne.
- Nie do końca... - w progu zjawiła się Safaa. Nim zdążyłam zapytać skąd się tutaj wzięła , okno obok mnie zostało wybite. Przeskoczył przez nie wilk , atakując Nialla.
- Nie! - wrzasnęłam.Zareagowałam natychmiastowo. Przeistoczyłam się w tygrysa , warcząc. Napastnik spojrzał na mnie , po czym wgryzł się ponownie w rękę chłopaka. Niall wrzasnął z bólu , próbując wydostać się z sideł wilka. Nie zostało mi nic innego jak  zaatakować.
Ryknęłam , dając susa w powietrze. Wilk szybko odrzucił półżywego blondyna  i sam również wyskoczył , zmieniwszy się w tygrysa. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.Mój przeciwnik ryczał tak głośno ,  że czułam jak wibracje przechodzą moje zwierzęce ciało.Zawarliśmy w powietrzu , i z ciężkim hukiem walnęliśmy o ziemię. Tarzaliśmy się po dywanie , szarpiąc sobie nawzajem grzbiety pazurami i gryźliśmy , gdy tylko nadarzyła się ku temu sposobność.
Chłopcy odczołgali Safeę tak daleko na bok ,jak się da. Próbowali krzyczeć , ale hałas jaki wytwarzaliśmy podczas walki był tak wielki , że zagłuszał każdy wrzask. Stanęliśmy ponownie naprzeciw siebie. Przyczaiłam się tuż przy ziemi z drgającym ogonem.
- Przestańcie! - zawołał Zayn. - Kim jesteś?!
Wróg przeskoczył przez kanapę uciekając w kierunku drzwi. Rzuciłam się za nim w pogoń.Uczepiłam pazury na jego grzbiecie , wgryzając się w kark. Ten natomiast przewrócił się na plecy , na szklany stolik. Napastnik wypadł mi z łap , przez nerwoból wywołany przecięciem pleców szkłem. Pozbierawszy się ja , jak i rywal stanęliśmy na równe łapy.Scenariusz zaczął się powtarzać lecz , gdy trafiłam na czułe miejsce agresora , walka została rozstrzygnięta. Padłam kilka metrów od zwijającego się z bólu nieprzyjaciela.
- Ukaż się! - wrzasnął Harry. - Już!
- Edishia koniec tego przedstawienia! - wrzasnęła siostra Zayna. Zmieniła się w słodkiego , malutkiego tygryska patrząc w oczy o dziwo mojej przyjaciółki. - Wyjdź z niej Mroczny Płomieniu!
Czarny dym ulotnił się z pyska tygrysa , rozpływając się w powietrzu. Blondynka od razu przeszła do oczyszczania ran. Ja też. Zaczęłam od przedartej rany na łapie. Wylizałam ją szybko , aby zobaczyć co się dzieje z innymi.
- Jak z nim? - kucnęłam przy chłopakach. Horan leżał w "kręgu".
- Ma rozszarpaną rękę. - zaczął Liam. - Nie jest tak , źle bo w porę zareagowałaś i za to Ci dziękuję.
- Dziękujemy , Daddy , dziękujemy. - poprawił go Louis. - Czyli Niallera zaatakowała twoja przyjaciółka?
- Nie myślała trzeźwo. - pokręciłam , chcąc odkręcić niepotrzebną , szykującą się awanturę. - Była w procesie zhybrydacienia.
- Nie chcę wiedzieć co to jest. - odezwała się ofiara. - W każdym razie , dlaczego akurat ja?
- Też się na tym zastanawiam... - zaczęłam. - Może byłeś najbliżej okna?
- Najbliżej okna był Zayn i Harry. - wtrąciła Safaa. - Niall był o dziwo najdalej. Ale dla waszej wiadomości , Edith zaatakowałam akurat jego bo wyczuła twój zapach.
- Mój? - podniosłam brwi do góry.
- Tak. - pokiwała głową. - To normalne. Przecież Geo też to przechodził. Miejmy nadzieję , że ty nie.
- Od czego to zależy? - przekręciłam głową. Kątem oka , zauważyłam jak moja przyjaciółka przeistacza się w człowieka. Wyglądała naprawdę źle. Czyli potrafię dokopać.
- Było zaćmienie. - siostra Zayna podeszła do nas. Jej oczy znowu stały się różowe. - To znaczy , że każdego Błękitnokrwistego czeka niezbyt miła niespodzianka. Co więcej , bez wyjątku każdy dostaje dar.
- Co z twoimi oczami? - przeraził się Mulat. Dziewczynka , zamknęła oczy , skierowując twarz na Irlandczyka.
- Ałć. - usłyszałam. Niall siedział obok mnie z ręką , bezwładnie leżącą obok. No tak pomiędzy. Tkanka mięśniowa złączała się, aż wreszcie sklepiona naciągnęła bladą skórę.
- Czy ty go uzdrowiłaś? - zawołałam , łapiąc przedramię Horana. - Jak?
- Dar. - uśmiechnęła się. I teraz nie zdziwiłam się. Mimo wieku była rozważna , a przede wszystkim mądra. Niebieska krew wspaniale komponowała się , ale trzeba znaleźć potrzebne lekarstwo.
- Nieźle Aissia , nieźle. - usłyszałam słaby głos Edith. - Teraz nawet Daveh Ci nie podskoczy.
- Nie byłabym tego taka pewna. - zachichotałam. - Pomimo to masz za swoje.
- Sama zaczęłaś. - fuknęła rozbawiona. - Harry?








Oczami Edith



Wszystko mnie boli jak cholera. Jeszcze ta rana na brzuchu. Co jak co , jednakoż Lori ma pazurki.
- Sama zaczęłaś. - fuknęłam rozbawiona. - Harry?
- Hm? - mruknął w moją stronę.
- Przepraszam za to rano. - spuściłam głowę , nie chcąc patrzeć na jego oczy. Nie umiem przepraszać , a tym bardziej jego.
- A co było rano? - Liam podniósł brwi do góry.
- Drapnęłam niechcący Hazzę w ramię. - Styles ukazał ranę. - Jako tygrys.
- Masz stary szczęście. - Niall pociągnął moją przyjaciółkę w swoją stronę. Ta odwróciła głowę , nie puszczając palców Horana. - Widziałeś jak kończy się taka zagrywka.
- Ja nie chciałam... - bąknęłam bez entuzjazmu w głosie. - To Płomień , w życiu bym Cię nie zaatakowała.
- Jak już przy tym jesteśmy.... - Aissia , energicznie zaczęła machać rękami w powietrzu. - Czy poprzez takie ugryzienie można stać się... jednym z nas?
- Nie żartuj! - wykrzyknął Lou.
- Chyba nie... - po raz pierwszy w życiu zaczęłam panikować. - M-mam bynajmniej taką nadzieję. Ty mnie ugryzłaś w szyję co nie?
Przyjaciółka pokiwała głową.
- Safaa? - zapytałam.
Dziewczynka nie odpowiedziała. Stała ze spuszczoną głową.
- Świetnie , wręcz! - złapałam się za włosy , ciągnąc je. No to kurwa mamy odpowiedź...






_____________________________________________
Jest rozdział jako prezent pod choinkę! Rozdział dedykowany Weronice Turlej za zgadnięcie kto jest tym "napastnikiem" . Rozwinięcie akcji. Czy Niall będzie potworem? Możecie strzelać w komentarzach ;)
Liczę na komentarze <3
RiDa






Libster Award!




 1) Zostałam nominowana przez : http://slawnamilosc1d.blogspot.com .
Dziękuję Ci skarbie <3
Chyba każdy wie o co chodzi :) Ale jeżeli nie to :
Nominację dostaje się od innego bloggera za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody , należy odpowiedzieć na 11 pytań oraz nominować 11 blogów.


Blogi które nominuję :
PS: Nie mam dużo wybranych blogów :(

1. http://littlethings-niallhoran.blogspot.com
2. http://theydontknowabouttheiloveyou.blogspot.com
3. http://image-fanfiction.blogspot.com
4. http://blackwinner.blogspot.com


Pytania :

1. Masz rodzeństwo?
Odp.: Mam. Brata i siostrę.

2. Lubisz czytać książki?
Odp.: Oczywiście , że tak! Ostatnio ,rzadko to robię  lecz próbuję wrócić.

3. Jak ma na imię twoja przyjaciółka?
Odp.: Asia <3

4. Ulubiona pisarka?
Odp.: Colleen Houck :)

5. Jak tam w szkole?
Odp.: Nijak xD Święta są ;#

6.Ulubione zwierzę?
Odp.: Biały tygrys i albinos wilk.

7. Lubisz żarty o blondynkach? (jeżeli tak to FOCH)
Odp.: Jak mam lubić jak sama nią jestem? :)

8. Taylor Swift vs. Selena Gomez.
Odp.: Selena , Selena!!!

9. Opisz Harrego jednym słowem. (tylko nie zboczeniec. Takie tam utrudnienie :P )
Odp.:Hm..... słodziak <3

10.Filmy vs. książki.
Odp.: Lubię książki , ale zdecydowanie filmy.

11. Czy uważasz siebie za osobę zdrową psychicznie? XD
Odp.: Hahahahahahhahhaah Nie xD.


Pytania :
1. Jak masz na imię?
2. Jakie województwo zamieszkujesz?
3. Masz jakieś zwierzę?
4. Opisz siebie jednym słowem.
5. Od kiedy jesteś Directioner?
6. Do jakich fandomów należysz?
7. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka?
8. Ulubiona książka?
9. Co robisz na co dzień?
10. Zerrie vs. Elounor ?
11. Kochasz mnie? :)



2) Zostałam także nominowana przez http://nirela-one-direction.blogspot.com .
Dziękuję Weronika <3



Blogi które nominuję :
1. http://kiss-you-one-direction123.blogspot.com
2. http://differentrebellious.blogspot.com
3. http://xiwanttobelovedbyyou.blogspot.com
4. http://thisismeandyoubaby.blogspot.com



Pytania :

1. Lubisz jakiś sport?
Odp.: Uni-hokej i siatkówkę :)

2. Kogo najbardziej lubisz z One Direction?
Odp.: Niallera <3

3. Ile masz lat?
Odp.: 14.

4.Ulubiony film?
Odp.: Szybcy i Wściekli 6 oraz This Is Us.

5. Jak byś miała/miał zamienić się w zwierzę jakie by to było?
Odp.: Biały tygrys <3

6. Ulubiony zespół oprócz One Direction?
Odp.: Dużo tego jest xD Imagine Dragons i Rudimental :)

7. Kiedy masz urodziny?
Odp.: 5 Czerwca.

8. Kochasz kogoś?
Odp.: Oczywiście , że tak <3

9. Jaki smak żelków lubisz najbardziej?
Odp.: Hm.....truskawkowe chyba najlepsze :)

10. Wytrzymasz dzień bez telefonu/komputera/telewizji ?
Odp.: Potrafiłabym ;)

11. Kogoś byś wybrała/wybrał z giazd aby spędzić z nim/nią dzień?
Odp.: Niall Horan lub Wiz Khalifa <3333



Pytania :

1. Jak masz na imię?
2. Jakie województwo zamieszkujesz?
3. Masz jakieś zwierzę?
4. Opisz siebie jednym słowem.
5. Od kiedy jesteś Directioner?
6. Do jakich fandomów należysz?
7. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka?
8. Kogo zabrałabyś na bezludną wyspę? (najwięcej 4 osoby)
9. Co sądzisz o hejterach?
10. Zerrie vs. Elounor ?
11. Kochasz mnie? xD



To chyba tyle <3 Rozdział pojawi się dzisiaj jako spóźniony prezent pod choinkę :)
RiDa



sobota, 21 grudnia 2013

Chapter 24




Oczami George'a



- Nie wiem. - wzruszyłem ramionami. - Skąd miałbym wiedzieć co z Lori?
- Bo masz z nią najlepszy kontakt. - rzucił na odchodne Daveh. 
Przewróciłem oczami , wstając z kanapy. Podszedłem do okna , poprawiając włosy.
- Nie chcesz to nie mów. - wyszedł z chatki trzaskając drzwiami. W moich czułych uszach, rozległ się głośny dźwięk. Bycie Błękitnokrwistym ma swoje minusy.
- Siemka Geo! - przez okno wskoczył Nuss.
- Wiesz do czego służą drzwi? - warknąłem. Wzruszył ramionami , siadając na parapecie.
- Co wstałeś lewą nogą? - zirytowany  , zacisnąłem ręce w pięści. - A przepraszam. Ty zawsze taki jesteś.
- Odwal się! - wrzasnąłem. - Nie wiesz nic!
- Znowu się kłócimy? - przewrócił oczami. - Wiem , że tęsknisz za Edith. Ja za Aissią i jest zajebiście wręcz.
- Chodzi o to , że mam złe przeczucia. - mruknąłem pod nosem. - Dzieje się coś niedobrego.
- A może to wytwórnia twojej wyobraźni? - zapytał. - Mroczny Płomień jest do wszystkiego zdolny.
- I w tym problem. - bąknąłem. - Czuję się pusty. Taki samotny bez nich. Mroczny Płomień wypełnia mnie żalem do Edith i Lori. Że mnie zostawiły na pastę losu.
- Tak bardzo się tym przejmujesz? - przyjaciel poklepał mnie po ramieniu. - Wyluzuj. Nie możesz je wiecznie trzymać przy sobie.
- Wiem. - szepnąłem. - Ale nie wiem co robić.
- Jest tylko jedno rozwiązanie. - spojrzał na mnie znacząco.



~,~



Wziąłem głęboki oddech przymykając oczy.Stanąłem przed posesją ludzi , rozglądając się na boki. Mam dziwne przeczucie , że ktoś mnie obserwuje. Walnąłem się ręką w czoło , chcąc pozbyć
 się tego... uczucia.Podszedłem pod drzwi , pukając w nie trzy razy. No cóż. Odwrotu nie ma.





Oczami Lori



Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. Odkleiłam się od Nialla , zmierzając na korytarz. Gdy miałam otworzyć drzwi poczułam dziwny zapach. Wilk?
- Geo! - rzuciłam się na przyjaciela. Otulił mnie ramionami , unosząc do góry. Zrobiłam to ze zdziwienia. Skąd miałabym wiedzieć co robić?
- Oh sorry. - rzuciłam. - Chcesz wejść?
- Yhym. - pokiwał głową. Zmarszczył nos , kiedy weszliśmy do kuchni.
- Przytulałaś go. - wskazał na Nialla. - Czuję jego zapach na tobie.
- I? - podniosłam brwi. Prychnął , mrucząc coś pod nosem.
- Przyszedłem po Ciebie. - wyznał bez ogródek. - Wracasz ze mną do lasu.
- Hahaha! - zaśmiałam się ironicznie. - Bardzo śmieszne. Powiesz mi gdzie Edishia?
- Spokojnie Lori. - Louis położył mi dłoń na ramieniu.Patrzyłam beznamiętnie na przyjaciela.
 Tudzież wzrok Geo dusił Tomlinsona od kilku minut.
- A co ja wróżka? - podniósł brew do góry. Nie zareagowałam. Zdenerwowany pociągnął mnie za rękę. Wyrwałam się , zmieniając w wilka. 
- Nie wygłupiaj się. - syknął. - Wolisz być tutaj z tymi LUDŹMI niż ze swoimi braćmi?
Warknęłam ukazując dziąsła z kłami.
 - Odsuńmy się lepiej. - szepnął Zayn.
- Słusznie. - syknął George do chłopaków , po czym zmienił się w wilka.
Zawył ,  stając na przeciw mnie. Krążyliśmy wokół siebie jak na polu bitwy.
- Nie warto. - wtrącił się Harry. - Jesteście przyjaciółmi.
- I co z tego? - zmieniłam się w człowieka. - Sam zaczął. A ja muszę wszystko dokańczać.
- Zawsze jest inne rozwiązanie. - odparł Liam.
- Nie wiecie jak to jest. - zacisnęłam ręce w pięści. - Wy macie wszystko. Dosłownie. A my? My żyliśmy przez wieki w lesie nie mając nic. Innego rozwiązania nie było i nie będzie. 
- Dlaczego chcecie walczyć o byle co? - zaczął Niall. - Nie warto Aissia.
- Ale to nie my! - wrzasnęłam. - Wiemy kiedy przystopować!  Ale Płomień...
Poczułam pod kostkami u rąk szczypanie. Moje gałki oczne ściemniały ; źrenice powiększyły się.
- Spokojnie... - brunet zmienił się w człowieka. Podbiegł do mnie , zakładając na mój wskazujący palec  pierścionek. W ciągu sekundy całe napięcie zniknęło.
- Dzięki. - mruknęłam. - Ale to nie znaczy , że nie jestem zła. Nadal jestem wściekła!
- Zawsze musi tak być? - zmęczony , skierował się w stronę drzwi. Wszyscy odprowadzaliśmy go wzrokiem. - Wracam do lasu. Jak zauważę Edith to zadzwonię.
- Tsa... - zaczęłam oglądać swoje paznokcie.
 Liam stuknął mnie łokciem. Wiedziałam czego ode mnie oczekuje.
- Dzięki. - wymamrotałam niewyraźnie. Geo przekrzywił głowę , uśmiechając się lekko. Wyszedł z domu. Szybko podbiegłam do okna. Chłopak odwrócił się , na co czekałam. Pomachałam mu , aby później , gdy odwróci się pokazać mu środkowy palec. 
- Giń. - wysyczałam. 
- Miła to ty jesteś. - zaśmiał się Zayn. Pokiwałam głową , wracając do chłopaków.
- O co chodziło Ci z tym płomieniem? - wspomniał Niall. Westchnęłam , stając na przeciw niego.
- To on ma nad nami kontrolę. - dotknęłam jego policzka. - Po części. Załóżmy taka Edishia. Ona sama nie wie gdzie jest , co robi. 
- Skąd taka pewność? - zdziwił się Louis. - Uciekła. Proste i logiczne.
- Nie do końca... - w progu zjawiła się Safaa. Nim zdążyłam zapytać skąd się tutaj wzięła , okno obok mnie zostało wybite. Przeskoczył przez nie wilk , atakując Nialla.
- Nie! - wrzasnęłam.









__________________________________________________
Siema , cześć i czołem! Muszę się sprężać! Mama zablokowała mi dostęp do Wi-Fi (najwyżej na kilka dni) , lecz wybłagałam ją aby dała mi dzisiaj chociaż z 3 godziny na ogarnięcie blogów. To chyba tyle <3
Liczę na komentarze i pozdrawiam!
RiDa
PS : Jak myślicie kto jest tym wilkiem? 







wtorek, 17 grudnia 2013

Chapter 23





Oczami Lori



- To nie tak jak myślisz! - krzyknęłam na Daveha. - Nie przespałam się z nim! Uwierz mi!
- Nie mogę. - warknął. - Nie możesz tak po prostu mieszkać sobie u tych ludzi. Oni coś knują.
- Skąd to możesz wiedzieć?! - wtrąciła Edith. - Tylko przyjaźń. Nic więcej.
- Ty też nie jesteś święta! - wrzasnął Geo. - Całowałaś Harrego!
- Nie prawda! - syknęła. - Jesteś zazdrosny.
- Nie wiem co to zazdrość. - prychnął. - Wybierajcie. Albo my albo oni.
- Nie macie prawa! - wrzasnęłyśmy. Pokiwali głową , zmieniając się w wilki. Nie te normalne. Byli nienormalnego wzrostu. W ich oczach płonął żywy ogień. Pazury ociekały zielonym jadem. Rzuciłyśmy się do ucieczki. Lecz było za późno....
- Nie! - wrzasnęłam, otwierając oczy. Nade mną stał Niall z Louisem. Mieli zmartwione miny.
- Sen? - zapytał blondyn. Pokiwałam lekko głową. Dopiero , gdy usłyszałam pod głową szelest, zorientowałam się , że po całym pokoju , rozwalone są notatki , kartki i książki.
- Co jest? - spytał Lou. - Jesteś trochę... przestraszona.
- Ja? - zaśmiałam się. - Jestem potworem. Nie boję się niczego. Tylko tak jakoś dziwnie się czuję. Gdzie Edishia?
- Kto? - przekręcił głowę brunet.
- Edith. - poprawiłam się , przewracając oczami. Spojrzeli po sobie , wzdychając.
- Więc? - zdenerwowana wstałam.
- Nie wiemy. - zniesmaczył się blondyn. - Ostatni raz widział ją Harry. Była u niego w pokoju. On zasnął , a kiedy się obudził w pokoju porozwalane były rzeczy, lecz Edith nie było.
- Coś się musiało stać. - mruknęłam. - I jeszcze ten sen... nie pytajcie. - wyprzedziłam. - Która godzina?
- 9 rano. - odpowiedział Liam wchodząc do pokoju. - Jak się spało?
- Te książki rzeczywiście są bardzo wygodne. - zachichotałam. - Ale są tego plusy. Mówią , że jak śpi się na książkach to wiedza przesiąka.
- No tak. - Li przytaknął. - Znalazłaś coś nowego?
- Czy coś znalazłam? - odparłam ,tym samym tonem. - Nawet nie wiesz ile. Dowiedziałam się takich rzeczy o których nawet Ci się nie śniło.
Podeszłam do jednej z gór książek , wyciągając z pierwszej znaleziony przeze mnie - pradawny manuskrypt.
- Patrz. - poklepałam miejsce obok siebie na łóżku. - Nie wiem jeszcze co to jest. Trzeba przeszukać internet , w poszukiwaniu "Zagubionego kręgu". Myślę także , że ma to coś wspólnego z Mrocznym Płomieniem.
- Co to jest? - dopytał się Lou.
- Płomień? - podniosłam brwi. - Czarownica. A krócej - jej dusza. Wiecie w ogóle jak powstaliśmy?
Pokręcili przecząco głowami.
- Zejdźcie na dół. - burknęłam. - Zwołajcie resztę , a ja się przebiorę i przyjdę.
Wyszli zostawiając mnie samą. Westchnęłam, rzucając się na łóżko. Co jest z moją ukochaną przyjaciółką? Co z Geo? A stado? Manchester , albo ten dziwny "Zagubiony krąg" ? Topię się we własnych przemyśleniach.Podeszłam do szafy, zaglądając do niej. Wypełniona była dziewczęcymi ubraniami. Dla nas? Nie wiem. Wybrałam spodnie marmurki , biało - szarą bluzkę i do tego Courty szare. Zeszłam schodami , już słysząc głośne śmiechy. Powoli weszłam do jadalnie , a przez nią do kuchni gdzie odbywała się prawdziwa wojna na jajka , mleko, mąkę , płatki kukurydziane i... MARCHEWKI?!
- Wow. - zrobiłam z ust dzióbek .  Niespodziewanie w moją stronę poleciała garstka mąki. Z wampirzą prędkością , odskoczyłam. Chwilę po tym siedziałam jak gdyby nigdy nic na kawałku czystego blatu.
- Jestem. - zaczęłam wymachiwać rękami. Chłopcy spojrzeli na mnie , po czym się uspokoili. Cali upaprani usiedli na wyspie kuchennej, nie zważając na panujący tam nieład. Czekali. Czekali , aż zacznę.
- To zaczęło się od roku 1240. W skrócie - Średniowiecze.Za rzeką oddzielającą królestwo Ahmiran i Dorgnad stała chatka czarownicy. Pragnęła zemsty za wygnanie z Ahmiran. Pewnie zapytacie za co. Otóż była bliską przyjaciółką siostry króla.  Któregoś dnia skatowała dziecko królowej z Dorgnad. Oczywiście zamki były w sojuszu. Władca który dowiedział się o śmierci syna wyruszył do Ahmiran. Tam natomiast zwalono całą winę na tą oto siostrę. Kilka dni po spaleniu na stosie kobiety , zgłosił się świadek. Powiedział , że to wina tej wiedźmy. Wypędzono ją. Zła osiedliła się po między królestwami.  Aż do 648 uczyła się czarnej magii. Gdy wreszcie ją opanowała złapała  przechodzącą gdzieś w pobliżu wieśniaczkę.  Zaczęła wypróbowywać na niej zaklęcia i mikstury. Za którymś razem podziałało. Mieszczanka jęczała, wręcz krzyczała z bólu. Na brzuchu pojawiły się rozstępy , które po pewnym czasie rozerwały skórę dziewczyny.
Usłyszałam cichy jęk z ust Zayna. Nie zwracając na niego uwagi mówiłam dalej :
- Krew wylewała się litrami , a ciało wreszcie zostało puste w środku. Wiedźma wlała eliksir mroku do ust trupa. Serca stwardniało niczym kamień. Skóra zrosła się. Zbladła jak u meduzy. Nerki rozpoczęły produkować niebieski , rzadki płyn. Krew. Niebieską krew. Oczy stały się błękitne  , a zęby jak u wampira. Ciało przeszył wstrząs. Czarownica zrozumiała , że stworzyła Błękitnokrwistą. Wysłała ją do miasta w celu zabicia króla z Ahmiran. Zmieniła się w konia i pobiegła w kierunku domu. Straże zauważając zwierzę zwabiły je do środka nie myśląc nad konsekwencjami. - pokiwałam lekko palcem. - W stajni zaczęło dziać się coś dziwnego. Błękitnokrwista nie zapanowała nas sobą . Przemieniła się w człowieka , zaczynając zabijać wszystko i wszystkich dookoła. Nie obchodziło ją nic. Tylko przemienienie swojej armii. Król także został ugryziony. Mieszczanie , szlachcice i rycerze przeszli ten sam przebieg transformacji co dziewczyna. Po ustaleniu faktów wpadli w furię. Zdali sobie sprawę , że tamta podstępna jędza zniszczyła ich ludzie życie. Nie czuli. Dlatego powstało takie przysłowie o nas : "Ich dusze są mroczne , serca twarde , a język kłamliwy.Myśli mordercze, czyny podstępne , a sumienia uśpione."
- Co było dalej? - Niall podniósł wzrok. Miał czerwone oczy. On płakał. Nie wiem co powinnam teraz zrobić. Pocieszyć? Ale jak to się robi?
- Naszym celem wtedy było tylko jedno. - szepnęłam , zamykając oczy. - Zabić czarownice.
- Zrobiliście to? - zapytał Harry. Pokiwałam głową , mówiąc :
- Tak. Udało się. Nie było to trudne. Znaleźliśmy ją przed chatą. Zaciągnęliśmy  do krzaków rozszarpując na strzępy.  Lecz popełniliśmy błąd. Ona była wiedźmą. Jej dusza ulotniła się szukając zastępczego ciała.. Unosiła się w domku , między pułkami bez celu. Niechcący potrąciła eliksir zamrażania. Dusza została zasklepiona w krysztale.  Po 20 latach zrozumieliśmy , że jesteśmy nieśmiertelni. Zaatakowaliśmy Dorgnad , i tak dalej i dalej. Ale tutaj nie poszło łatwo. Mieliście bardziej rozbudowaną technikę obronną. Trzy czwarte z nas zostało zabitych. Zmieniliśmy się w zwierzęta uciekając do lasu. Najgorsze jest to , że wy o nas wiecie , a Mroczny Płomień ma nad nami całkowitą kontrolę.
- Kiedy zostałyście przemienione? - spytał Louis.
- W 1260. - odpowiedziałam. - Edith rok później.
- Dlaczego? - Mulat zmarszczył brwi.
- Kiedy nas zaatakowali byłyśmy nad jeziorem. - zamknęłam oczy przypominając sobie tą scenę.
- Chodź Aissia! - zawołała Edishia. - Woda jest ciepła!
- Wolę sobie posiedzieć. - zachichotałam , siadając na kamieniach. Zanurzyłam stopy w strumyku.
- Aissia! - krzyknęła dziewczyna. - No chodź!
Przewróciłam oczami , zirytowana. Wstałam powoli podchodząc do jeziora. Przyjaciółka zanurkowała. Niespodziewanie poczułam chłodne dłonie na moich odsłoniętych biodrach. 
- Witaj... - szepnął nieznajomy. Przerażona , próbowałam się wyrwać. Na marne. 
- Nawet nie zaboli... - mruknął, wbijając się w moją szyję. Wrzasnęłam czując palący ból w sercu. Cała się trzęsłam , lecz ostatkiem sił zdołałam zawołać :
- Uciekaj Edishia! Uciekaj!
I zemdlałam.

- Chodzi o to , że wstałam dopiero godzinę później. Była już noc. Jak krzyczałam do Edith chodziło mi o nasze schronienie pod wodospadem. Przetrzymywałam ją tam calusieńki rok. - pokręciłam głową, śmiejąc się sama z siebie. - A późnej sama ją zaatakowałam. Mroczny Płomień mi kazał.
- Gdzie on dokładnie jest? - spytał Liam.
- Nie wiadomo. - wzruszyłam ramionami. - Za pewne gdzieś w Angli.
Niall nadal siedział ze spuszczoną głową. W powietrzu unosiły się jego ciche szlochy.
- Horan? - szepnęłam, zerkając na Harrego. Oczami pokazał abym do niego podeszła. Zeskoczyłam z blatu , stając przed blondynem. Złapałam jego rękę , nie  bardzo wiedząc co mam wykonać następnie.
- Przytul go. - usłyszałam obok swojego ucha. Liam.
Z niepewnością wtuliłam się w jego klatkę piersiową.Słyszałam jego bicie serca. Jest takie przyjemne. A to ciepło emitujące - jeszcze bardziej. Czy można zazdrościć komuś zwykłego człowieczeństwa? O tak. Na pewno. I nikt nie ma prawa tego zaprzeczyć.








___________________________________________
Witajcie! Przepraszam , za wszystko :) Za niedodanie rozdziału i te podobne. Ten jak widzicie jest o wiele dłuższy. Chciałam to jakoś wynagrodzić :) I hope you enjoy that! Liczę na komentarze  i pozdrawiam <3
Chora RiDa
PS : Edith zniknęła. Zgadnie ktoś gdzie się podziała?! :D
PSS : Za wszelkie błędy przepraszam! Jeżeli ktoś wyłapię literówkę niech napisze w komentarzu! Z góry dzięki <3






niedziela, 1 grudnia 2013

[*]






R.I.P Paul Walker. Wczoraj około godziny 14 zginął w wypadku znany aktor z filmu " Szybcy i Wściekli" . Mam nadzieję , że tam gdzie teraz jest ma lepsze , życie po śmierci. Bo jak to powtarzał "Live Fast, Die Young " . Ryczę niemiłosiernie. Byłam jego wielką fanką...
RiDa




sobota, 30 listopada 2013

Chapter 22





- Mam! - wrzasnęłam, tym samym budząc zmęczonych rówieśników. Spojrzeli bez sił, otwierając praktycznie , całkowicie zapełnione notatniki.
- Znalazłam coś co powinno się wam spodobać... - uśmiechnęłam się chytrze. Podłożyłam im przed nosy, wielką księgę. - Tutaj pisze, że zmiennokształtni w zaćmieniu słońca wybiorą swoje moce. Liczba się zgadza. Zaćmienie  występuje co około 385 lat. Mamy rok 2013. Przemiana była w 1240. Wychodzi na to, że było zaćmienie właśnie w dniu powstania Błękitnokrwistych, następne po 385 latach i... powinno być teraz.
- Jezu ile liczenia. - westchnął Liam, zapisując. - Ale to nie ma w ogóle nóg i rąk. Skoro Safaa dostała jakąś magiczną moc , czy coś w tym stylu to dlaczego wy nie dostałyście?
- Właśnie. - zaciekawiłam się. - Sama nie wiem. Czy przypadkiem wczoraj nie było zaćmienia? Nie zauważyliście czegoś dziwnego?
- Nie. - zaprzeczyli. - Mała siedziała cały czas w pokoju bawiąc się. Zjadła normalnie kolację i poszła spać.
- Tylko dlaczego ja nie dostałam? - myślałam na głos. - A może to tylko działa jak w pobliżu jest Mroczny Płomień?
- Uhh... - westchnął Niall , kładąc głowę na stół. - Pani Mitcy zamyka za chwilę. Bierzmy księgi i wynośmy się stąd.
- Zabrzmiało to jakbyś uciekał przed czymś. - pokręciłam głową. - Ale okej. Zbierajmy się. Możemy zabrać te książki nie przeczytane?
- Powtarzam po raz setny tak. - uśmiechnął się Liam, pomagając mi uporządkować miejsce pracy. - Gotowi?
- Tak! - wykrzyknęłam.





                                           ~,~



- Edith? - zawołałam, po przekroczeniu progu domu. W niespełna sekundę w holu pojawił się tygrys.
- Aaaa! - wrzasnął Niall. Podniosłam brwi , spoglądając na niego.
- Przestraszyłaś mnie. - wyszeptał trzymając się za serce. - Gdzie reszta?
Blondynka usiadła , liżąc swoją łapę.
- Coś jest nie tak. - zauważyłam. - Edishia? Słyszysz mnie?
- Tak. - usłyszałam w mojej głowie.
- Dlaczego nie zmienia się? - dopytał się Liam.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Edith! Mów o co chodzi?
- Nie mogę się zmienić. - odpowiedziała. - Jak wyszliście złapały mnie wstrząsy , aż zmieniłam się w tygrysa do teraz. Chyba przechodzę przez to co ty.
- O nie. - złapałam się za włosy. - Chłopcy mamy problem.
- Nie może się zmienić. - pokiwał głową Niall. - Zgadłem?
- Trafiłeś w dziesiątkę stary. - poklepałam go po plecach. - Więc pokażecie mój pokój?
- Jasne. - Li skierował się na schody. - Za mną.
Weszliśmy na górę ze stosem książek w rękach, dotarliśmy do końca korytarza, aż weszliśmy do sypialni.
- Ładnie tu. - przyznałam. Chłopcy rzucili księgi na dywan zostawiając mnie i tygrysicę same.
- Siadaj. - poklepałam miejsce na podłodze. Otworzyłam notatki licząc kolejne równania zaćmienia słońca.




Oczami Edith



Siedziałyśmy z Lori już kilka godzin. Aktualnie jest 6 rano. Aissia praktycznie śpi na notatkach. Cały pokój dosłownie zapełniony jest kartkami. Westchnęłam kładąc łeb na łapy. Dopiero dzień jestem w ciele zwierzęcia, a już mam dość. Trudno. Ryknęłam, ziewając. Wyszłam z pokoju, uprzednio przykrywając kocem przyjaciółkę. Tak w ogóle to...głodna jestem. Mam ochotę na krew, ale przecież nie mogę nikomu zrobić krzywdy. Ruszyłam do pokoju Harrego. Cholera! Musiał zamknąć drzwi. Zaczęłam pazurami drapać w powłokę. Zapiszczałam , waląc tułowiem w ścianę. Chwilę później stanął przede mną praktycznie goły Harold.
- Edith? - zdziwił się. - Co tu robisz?
Bez słowa weszłam do pomieszczenia kładąc się na jego łóżko. Spojrzał na mnie zdziwiony siadając obok mnie.
- Jak się czujesz? - zapytał, głaszcząc mnie po sierści. - Może chcesz coś do jedzenia?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Czyli przyszłaś do mnie tylko po żarcie? - zasmucił się. Ukazałam kły , liżąc jego policzek.
- Fuj... to obrzydliwe. - jęknął. - Ale jakbyś tak zrobiła jako dziewczyna nie miałbym nic do tego.
Przewróciłam oczami, kładąc łeb na jego nogach. Usłyszałam głębokie westchnięcie z jego strony i ciche słowa:
- Nawet nie wiesz ile zrobiłbym , abyś była teraz człowiekiem...
Przymknęłam oczy, zastanawiając się nam tymi słowami. Ile zrobiłby? Tego się nie dowiem w tutejszym czasie...





______________________________________________
Nie było 6 komentarzy. To znaczy nie było nie licząc spamu którego usunęłam. Tyle razy powtarza, że jest obok zakładka , że Błękitnokrwiści czekają na wasze blogi. Ale Whatever. Dodaje rozdział dla osób , które komentują. Dziękuję wam za to! Kocham was i liczę na komentarze <3
RiDa




środa, 27 listopada 2013

Chapter 21





- Nie sądzisz , że galopujesz Aissia? - zapytała Edishia.
- Sorry. - burknęłam. - To... Safaa? Safaa!
Dziewczyna nie zareagowała. Nadal stała nieruchomo wpatrzona w okno.
- Co robimy z nią? - spytał Zayn. - Rodzice pozwolili mi ją przetrzymać u siebie do Niedzieli. Jeszcze mamy trzy dni.
- Nie dobrze. - mruknęłam. - Macie jakąś bibliotekę lub coś w tym stylu?
- Nie. - zaprzeczył Niall. - Nie mamy.
- Kurwa. - warknęłam, ciągnąc się za włosy. Kły mi urosły ze złości.
- Uspokój się. - poradziła. Pokręciłam głową , próbując wyłapać ostatnią rzeczywistość. Zamknęłam oczy. Barwa moich tęczówek zmieniła się z niebieskich na błękitne. Mięśnie się powiększyły, a słuch wyostrzył.
- Nie teraz! - wrzasnęła. Potrząsnęła mną, wkładając na mój palec pierścionek. Temperatura zgasła, niczym ogień zalany wodą.
- Co to było?! - przestraszył się Louis.
- Zdenerwowałam się i tyle. - odparłam z przekąsem. - Weźmy się do roboty, a nie tylko stoimy. Muszę dostać się do biblioteki publicznej.
- Pojedziemy razem. - zaproponował Liam.
- Mogę z wami? - spytał Niall. Wzruszyłam ramionami zakładając na siebie kurtkę.
- Podasz mi torebkę , Zayn? - zapytałam. Podał mi przedmiot, uśmiechając się ciepło. Nie zrobiłam to co on. Prychnęłam pod nosem, wychodząc z mieszkania. W samochodzie czekali już chłopcy. Wsiadłam na miejsce pasażera, zapinając pasy.
- Jedź. - poleciłam. Wyjechał z podjazdu , kierując się w nieznanym mi kierunku. Włożyłam słuchawki puszczając piosenkę Imagine Dragons - Radioactive. To jedna z moich ulubionych. Przez całą drogę Liam i Niall szeptali do siebie. Chyba nie wiedzą o moim słuchu. Nie chcąc im przerywać, skierowałam swój wzrok za szybę. Praktycznie wszystkie liście spadły z drzew. Niekiedy wiatr zdmuchiwał uparte sztuki, które nie chciały opuścić swojego domu. Trochę mi to przypominało mnie. Nastał czas kiedy muszę opuścić niektóre rozdziały i zacząć pisać nowe. Przemiana w potwora , wygnanie do lasu. Imigracja.
- Lori. - powiedział blondyn. - Jesteśmy na miejscu.
 Westchnęłam, chowając sprzęt. Kiedy miałam zamiar wysiąść , przed moją twarzą pojawiła się ręka. Podniosłam głowę chcąc zobaczyć sprawcę. Horan. Uśmiechnęłam się półgębkiem przyjmując pomoc. Zatrzasnął za mną drzwi, prowadząc mnie w stronę drzwi. Puściłam jego dłoń, lecz on nadal oplatywał moją w szczelnym uścisku. Nie chcąc wyjść na niemiłą, ponowne go złapałam. Widziałam jak jego oczy się świecą. Ja nie mogę. Co za dziecko.
- Pani przodem. - ukłonił się Liam. Weszłam do budynku, rozpinając kurtkę. Zdjęłam szal , chowając go do torby. Założyłam ochraniacz na moje kły.
- Dzień dobry. - przywitałam się. Staruszka, założyła okulary uśmiechając się serdecznie.
- Witaj kruszynko. - wyspała. - Oh! Witajcie chłopcy. Jaki jest powód tego ,że mnie odwiedzacie?
- Koleżanka musi napisać referat. - odparł brunet. - Usiądziemy sobie w kącie pokoju. Będziemy cicho.
- Dobrze. - pokiwałam głową. Podążyłam za nimi. Dotarliśmy do końca pokoju  , gdzie znajdował się stolik z czterema krzesłami. Otoczony był półkami z książkami. Była tylko malusieńka wnęka aby dostać się do niego. Przesunęłam się bokiem , odsuwając krzesło. Położyłam na nim torbę i kurtkę. To samo uczynił Niall i Liam.
- Siadajcie. - zarządziłam. - Dam wam zeszyty i długopisy. Będziecie zapisywać potrzebne informacje , które wam podyktuje.
- Ale dlaczego ty nie możesz? - zapytał Niall.
- Tak będzie szybciej. - wytłumaczyłam. Pokiwał głową. Podrzuciłam im notesy, biegnąc w stronę działu fantasty.
- Błę, Błę, Błę.... - mówiłam pod nosem.
- Pomóc w czymś? - usłyszałam głos za sobą. To była ta staruszka co nas przywitała.
- Jak pani chce. - odparłam spokojnie. - Potrzebuję jak najwięcej książek o...
- O?
- O Błękitnokrwistych. - westchnęłam.
- Święty Boże. - zdusiła okrzyk. - Dlaczego tak bardzo chcesz właśnie książki o nich?
- Bo mnie fascynują. - przewróciłam oczami. - A teraz mogłaby pani wskazać mi CAŁY ten dział?
- Jasne. - przełknęła ślinę. Wskazała  ręką na oddzielną półkę. - Cała półka jest poświęcona o nich.
- Dziękuję. - wyszczerzyłam zęby. Zabrałam wózek , kładąc na niego kilkanaście książek. Wróciłam do chłopaków.
- Jestem. - oświadczyłam. Wyłożyłam pierwszą książkę , otwierając ją.
- Może nam to trochę zająć. - ostrzegłam. - Czy możemy jakoś zostać tutaj dłużej, albo wypożyczyć te księgi?
- Wziąć do domu. - zapewnił blondyn. Przytaknęłam rozpoczynając czytać pierwszy dział.
- Same nudy. - mruknęłam po dwudziestu minutach. - Weźcie też zacznijcie czytać. Jak znajdziecie ogółem coś ciekawego to zapisujcie. Pokiwali głowami, rozpoczynając wielogodzinną udrękę.





3 godziny później



- Mam! - wrzasnęłam, tym samym budząc zmęczonych rówieśników. Spojrzeli zmęczeni, otwierając praktycznie , całkowicie zapełnione notatniki.
- Znalazłam coś co powinno się wam spodobać... - uśmiechnęłam się chytrze.





___________________________________________
Nie wiem czy przeczytaliście , ale prosiłam was o 6 komentarzy. Nie to nie. Ale dodam wam ten rozdział. Jeżeli pod tym będzie 6 komentarzy będzie chapter #22 , w weekend. Jeżeli nie to w następnym. BTW pozdrawiam wszystkich i liczę na te 6 cholernych komentarzy :(
RiDa




Znalezione obrazy dla zapytania liam payne louis tomlinson gif

piątek, 15 listopada 2013

Chapter 20





Siostra Zayna nie odpowiedziała. Machnęła ręką, powodując , że fala uderzyła w Błękitnokrwistą.
- Hej co z nią jest? - zdziwił się Liam. - Patrzcie na jej oczy. Są różowe.
- Mam dość! - krzyknęła. Złapała Nialla , przygwożdżając do ściany.
- Pomocy! - zawołał. W tym samym momencie drzwi wypadły z zawiasów.
 Wleciały przez nie dwa wilki.Jeden to była Aissia, drugiego nie rozpoznałem.




Oczami Lori 


Rozwaliłam drzwi wbiegając do mieszkania. Nie. Nie jako koń. Jako wilczyca normalnych rozmiarów. Przemiana czegokolwiek, bo nie wiem co mi było - ustąpiła. Rzuciłam się na Doni, uwalniając blondyna.
- Witaj Lori. - wstała, śmiejąc się. - Co? Jednak im pomożesz? A już myślałam, że zdążę.
- Najpierw nas zabij. - obok mnie pojawiła się Edith w ciele człowieka. - Na co czekasz Doni? Aport.
Szatynka warknęła. Spojrzałam na chłopaków. Stali, oczekując rozwinięcia akcji. Obok nich siedziała Safaa. Co?! Dlaczego ona ma różowe oczy?!
- Aissia De'la Wohnet. - dziewczyna zaczęła krążyć dookoła mnie i przyjaciółki. - 773 letnia Błękitnokrwista. Oraz kochana 774 letnia Edishia Fleierbandey. Dwie ukochane przyjaciółeczki.
Zmieniłam się w człowieka.
- Do czego dążysz? - zapytałam, podnosząc brew.
- Manipulacja. - powiedziała mechanicznie siostra Zayna.
- Doni. - do mieszkania wszedł Jack. Odwróciła głowę. Skinęłam głową , blondynce. Zakradłyśmy się do niej. Złapałam ją za szyję, unosząc do góry.
- Pomóż. - szepnęła. Chłopak pokiwał głową.
- Żegnaj. - zamknął oczy. Ścisnęłam jej szyję odrywając głowę. Ciało opadło bezwładnie na panele.
Jack podszedł do mnie , całując w czoło.
- Dobra robota śnieżynko.
- Lori....... - chłopcy podeszli do nas. - Uratowałaś nas. Dziękujemy.
- I? - Edith zmrużyła oczy.
- I przepraszamy. - dopowiedział Liam. - Nie posłuchałem Cię. Czuję do siebie wstyd.
- Nie potrzebie. - odpowiedziałam. - Ważne , że zdążyłyśmy.
- Co jest z twoją siostrą? - wtrąciła dziewczyna. - Ma.....różowe oczy.
- Nie wiemy. - Harry wzruszył ramionami. - Doni nas zaatakowała, gdy nagle  znikąd pojawiła się. Tak po prostu.
- Musicie iść z tym do Yvonne. - poradził Jack. - Ja muszę już uciekać.
- Dlaczego? - zapytałam, łapiąc go za rękę. Uśmiechnął się chytrze łapiąc mnie w talii.
- Stado czeka śnieżynko. - pocałował mnie w policzek. - Ale jak nalegasz, żebym został...
- NIE. - przerwała Edith, oddzielając nas. - Lori musi zostać w centrum Londynu , a ty Romeo spierdalaj w podskokach do swoich panienek w Manchesterze.
Warknął , ukazując kawałek szczęki.
- Dobra. - syknął. - Niedługo się spotkamy skarbie.
Przeskoczył stół , zmieniając się w locie w wilka. Wybiegł z domu i tyle go widziałam...





______________________________________________
Rozdział jest do dupy :( Nie umiem pisać i gunwo -.- Liczę na szczere opinie popierające moją wypowiedź , gdyż jest ona prawdą w 100 %. Pozdrawiam :)
RiDa



poniedziałek, 11 listopada 2013

Chapter 19




- Jesteśmy. - powiedziałam w myślach, kiedy dotarliśmy z powrotem do rozwidlenia w lesie. Alfa z Manchesteru postanowił nam pomóc. Właśnie stoimy na naszym terenie, czekając na Daveh'a.
- Jestem. - z zarośli wyszedł alfa w postaci człowieka. Ukłoniłam się, mówiąc:
- Oto on. Pomoże nam wywabić Doni.
- Jak chcecie to zrobić? - zapytał.
- Otóż... - Jack przemienił się w człowieka. - Zamierzamy wzbudzić w niej zazdrość. Była kiedyś moją partnerką , więc Aissia będzie grała moją teraźniejszą dziewczynę.
- Mówię wam to się nie uda. - powtórzyła po raz setny Edith. - Doni pragnie krwi.
- Edishia ma rację. - Daveh przytaknął. - Co jeżeli to nie wypali?
- Pójdziemy na żywioł. - wzruszył ramionami. - Wejdziemy do mieszkania , zabijając ją.
- Ucieknie. - przewróciłam wilczymi oczami, siadając.
- Może zacznijmy działać. - wtrącił Nuss.
- Nie. - warknęłam. - Mam na nich focha. Zamiast mi uwierzyć, tak po prostu wyrzucili mnie z domu. Pożałują tego.
- Już teraz może być za późno śnieżynko. - Jack kucnął przede mną. - Chodźmy. Uratujmy ich.
- Śnieżynko? - zdziwił się Daveh.
- Kolor futra. - mruknęłam. Pokiwał głową, puszczając mi oczko. W mojej głowie rozbrzmiał jego głos :
- Podoba Ci się co?
- Nie. - odwróciłam głowę.
- Tssa.... - uśmiechnął się chytrze. - Przyznaj. Jest przystojny.
- No może trochę. - bąknęłam.
- Idziemy? - zapytał Nuss. - A! Właśnie, wie może ktoś za ile Aissia będzie mogła zmienić się w człowieka?
- Powinna już dawno móc. - Jack spojrzał mi w oczy. Były tak mocno niebieskie.
- Spróbuj. - orzekł.
- Hę?
- Zmienić się. - zarechotał. Zamknęłam oczy, wyobrażając siebie w ludzkiej postaci. Moje ciało przeszły drgawki. Ból rozsadzał każdy zakątek. Zawyłam. Dlaczego ja czuję ból? Co się dzieje? Jestem przecież BŁĘKITNOKRWISTĄ!
- Lori! - wrzasnęła blondynka. - Co się dzieje?
- Nie wiem. - wyszeptałam. Gdy Jack mnie dotknął zmieniłam się z powrotem w zwierzę. Tym razem w konia.
- Kurwa. - powiedziałam pod nosem.
- To mamy problem. - westchnął Seth wychodząc z chatki.




Oczami Louisa 


- Ja pierdziele! - wrzasnąłem. Zacząłem chodzić w tę i z powrotem po salonie.
- Stary wyluzuj. - orzekł Zayn. - Doni! Do nogi.
Suczka podbiegła do Mulata , kładąc się w jego nogach. Nie mogąc już utrzymać tego w tajemnicy : wybuchłem:
- To wszystko przez Ciebie! - warknąłem na psa. - Lori nas ostrzegła. Znamy twój sekret. Pokaż się do cholery!
Wilk wstał, podchodząc do mnie. Zawył , kłaniając się. Po chwili ukazała nam się , dziewczyna o której Harry mówił.
- Witam. - ukazała kły. Wszyscy wstaliśmy cofając się w stronę schodów.
- Czego chcesz od nas?! - zapytał Niall.
- Nic szczególnego. - zaśmiała się. - Tylko i wyłącznie waszej śmierci.
- Co my Ci zrobiliśmy? - zapytał Hazz.
- Wy? - zachichotała, podchodząc do niego. - Nic. Lori musi zapłacić za zabicie mojego stada.
- Nic mądrzejszego nie mogłaś wymyślić? - warknąłem. - Szmata.
Znalezione obrazy dla zapytania elena vampire gifOdwróciła się w moją stronę, sycząc. Rzuciła się na mnie. Przyparła moje ręce, do podłogi, siadając na mnie.
- Zginiesz jako pierwszy. - szepnęła. Zaczęła całować mnie po szyi ,niekiedy lekko ją przegryzając. Spojrzałem na chłopców. Nie mogli się ruszyć.
- Co im zrobiłaś? - stęknąłem.
- Żyją, jeszcze. Unieruchomiłam ich tylko, mogą tylko i wyłącznie oglądać. - zassała moją skórę. Jęknąłem z bólu. Gdy miała się wgryźć we mnie, wylądowała na kanapie. Podniosłem się szybko, dobiegając do bandy. Uderzenie spowodowała, że mogli się poruszać.
- Safaa?! - zdziwiłem się. Dziewczynka stała przed nami ,ściskając ręce w pięści.
- Witaj. - Doni podniosła się. - Możemy się podzielić jeżeli chcesz.
Siostra Zayna nie odpowiedziała. Machnęła ręką, powodując , że fala uderzyła w Błękitnokrwistą.
- Hej co z nią jest? - zdziwił się Liam. - Patrzcie na jej oczy. Są różowe.
- Mam dość! - krzyknęła. Złapała Nialla , przygwożdżając do ściany.
- Pomocy! - zawołał. W tym samym momencie drzwi wypadły z zawiasów.






______________________________________
Na wstępie chciałabym podziękować za 5 komentarzy :) Zaskoczyliście mnie liczbą :D Nie wiem co powinnam napisać ;/ Liczę oczywiście na nowe i cieplutko was pozdrawiam :*
RiDa




Znalezione obrazy dla zapytania louis tomlinson niall horan gif

czwartek, 7 listopada 2013

Chapter 18





Oczami Harrego 


Gdy Zayn wszedł do mieszkania , powiedziałem :
- Nie trzeba było jej od razu wyrzucać. Może po prostu była zazdrosna?
- Może. - wzruszył ramionami. Westchnąłem , wychodząc przed dom.
- Lori?! - krzyknąłem. Nic. Zupełna cisza. Wbiegłem do salonu.
- Aissia uciekła. - odrzekłem szybko. Wszystkie oczy zostały zwrócone w moją stronę. Doni podeszła do mnie , gryząc w nadgarstek.
- Auć. - syknąłem , gdy poczułem jak niechcący przebija moją skórę. Suczka , skuliła się skomląc.
- Nic się nie stało. - pogłaskałem ją po głowie. - A teraz chodźmy spać.
Ruszyłem schodami na górę z chłopakami. Pies też. Wchodząc do pokoju zauważyłem , że Doni idzie za mną. Rozebrałem się do bokserek ,kładąc się pod kołdrę. Suczka wskoczyła obok mnie , układając pyszczek przy moim brzuchu. Zamknąłem oczy , zasypiając.





                                          ~,~


Długie, ciemne włosy łaskotały mnie w nos. Moment CO?! W trybie natychmiastowym otworzyłem oczy. Obok mnie, a raczej na mnie leżała dziewczyna. A gdzie Doni?!
Chyba , że ona... o cholera. Powoli wstałem , nie chcąc jej obudzić. Wyszedłem z pokoju , zbiegając do kuchni. Wszyscy siedzieli przy stole.
- Siema stary. - przywitał mnie Louis.
- Słuchajcie nie uwierzycie. - zacząłem. - Doni to Błękitnokrwista. Kiedy się obudziłem , ona tak po prostu spała obok mnie. Lori miała rację , gdy próbowała ją przegonić.
Liam przytaknął.
- Gdy wróciła z Louisem , mówiła mi coś o niej. Nie pamiętam. - powiedział. - Coś ,że jest...
W tym samym momencie do kuchni weszła ONA. W postaci wilczycy. Usiadła obok mnie, kładąc łapę na kolano. Przełknąłem ślinę, stawiając przed nią talerz naleśników. Zaczęła je spożywać , nie spuszczając ze mnie wzorku.
- Zayn wpuściłeś Lori? - zapytałem.
- No emh... - jąkał się. - Nie wiem gdzie ona jest.
O święta Kunegundo. No to mamy problem...






Oczami Lori





Dotarliśmy do siedziby Manchesteru. Okropna stara rudera na zadupiu. Przez całą noc nie zatrzymywaliśmy się. Nie wiem nawet kto ze mną biegł.
- Aissia. - usłyszałam. Odwróciłam swój wilczy łeb. Za mną stała Edith z Nussem.
- Nie możesz , się przemienić nie? - zapytała Edishia. Pokręciłam przecząco głową. Chłopak podszedł do mnie  , wtulając twarz w moją sierść.
- Wzywałaś. - wyznał. - Co się stało? Dlaczego jesteśmy pod siedzibą Manchesteru?
 - Doni. - powiedziałam. - Ona się stała. Przez nią wyrzucili mnie na dwór.
- I to tyle?! - wykrzyknęła.
- Ona chce wypić z nich krew. - warknęłam. - Z pomocą możemy zgłosić się tylko do nich.
- A dlaczego nie do Daveh'a"? - zdziwił się.
- Ale Doni pochodzi z tych rejonów. - przewróciłam oczami. - Oni mogą nam pomóc. Jak coś to po prostu skończymy jako zakąsek dla alfy...
Edith zmieniła się w tygrysa , idąc po lewej stronie bruneta. Ja ustawiłam się po prawej. Zawyłam. Po mnie zaryczała przyjaciółka. W jednej chwili obok nas zjawiły się wilki. Jeden z nich zmienił się w człowieka. To chyba alfa, sądząc po kolorze sierści.
- Witajcie. - powiedział. - Co was sprowadza?
- Moja przyjaciółka... - Nuss wskazał na mnie. - Ma problem.
- Słucham Śnieżynko. - uśmiechnął się słodko. Oh... czy ja jestem w niebie?
- W tym problem ,że nie może przejść przemiany, więc ja powiem. - wtrąciła blondynka. - Doni , weszła butami w jej życie. Do kręgu jej przyjaciół - ludzi.
- Ludzi?! - oburzył się. - Pewnie ma zamiar...
- Wyssać z nich krew. Wiemy to. - machnęła ręką. - Czy pomoglibyście nam ją jakoś... zlikwidować?
- Ale jak? - podniósł brwi do góry. - Tak w ogóle to zapraszam. Wejdźcie do środka.
- Nie mamy zbytnio czasu. - szepnęłam w myślach. - Przebyliśmy daleki bieg.
- Z Londynu. - wyprzedził alfę Nuss.
- Londyn? - warknął. - Zabiliście moje stado.
- To nie my! - warknęłam. - To nasz przyjaciel , został zahipnotyzowany przez Mroczny Płomień.
- To nie jest usprawiedliwieni! - wrzasnął. Spuściłam głowę.
- Proszę... - połaszczyłam się przed chłopakiem.
- Dobrze. - westchnął. - Robię to tylko i wyłącznie dla Ciebie skarbie...



_____________________________________________________
Dziękuję , że wróciły komentarze :) Dziękuję Nuśka Nusia   za podsunięcie pomysłu :) i poparcie go przez Zuzannę Wszechobecną . Następny około za tydzień. Pozdrawiam i liczę na komentarze. :*
RiDa




Podobny obraz

poniedziałek, 4 listopada 2013

Chapter 17





- Lori chcesz położyć się na kanapie? - zapytał Liam. Podniosłam swoje paczadła na bruneta. Chłopcy oprócz niego - zasnęli. Uśmiechnęłam się wskakując swoim wielkim cielskiem na ich kolana.  Jęknęli otwierając oczy. Rozciągnęłam się , szczekając.
- Aissia. - pogłaskał mnie po pyszczku Louis. - Idziemy na spacer?
Na potwierdzenie jego słów, pobiegłam do drzwi frontowych drapiąc zdrową łapą o powłokę. Brunet zaśmiał się.
- Muszę założyć Ci obrożę. - podszedł do mnie ze smyczą i obrożą. Złapał mnie otwierając drzwi.
- Idziemy do parku. - zasugerował. Nasz spacer był trochę uciążliwy, gdyż nadal miałam łapę w bandażu. Brzuch mnie nie bolał, lecz od czasu do czasu zabolały zatoki.
- Chcesz się załatwić? - spojrzał na mnie. Pociągnęłam go w krzaki. Cały czas mi się przyglądał.
- Odwróć się idioto. - powiedziałam w myślach. Speszony odwrócił wzrok. Załatwiłam się , trąc łapami o ziemię.
- Quil?! - zdziwiłam się.
- Siemka Lori. - wyszedł z zarośli. - Co tu tu robisz?
- Jestem na spacerze. - potarłam łbem o nogę Lou. Odczepił smycz siadając niedaleko na ławce. - A ty?
- Mam tajną misję. - rozejrzał się na boki. - Samica alfa - Doni z jakiegoś nieznanego nam stada weszła na nasz teren.
- Jak wygląda?
- O połowę mniejszy od ciebie wilczur o mocno brązowej sierści. - odpowiedział. - Uważaj na nią. Twarda z niej sztuka.
- Powiadasz , że jestem od niej większa? - zachichotałam.
- O wiele większa. - przyznał. - Pamiętaj, tylko ,że ona czeka na okazję , aby znaleźć się w naszym kręgu. Miej oczy szeroko otwarte.
- Nie ma sprawy. W razie czego ty lub ktoś inny ze stada przyłączy się do mojego nowego mieszkanka.
- Znalazłaś już coś? - dopytał się, siadając.
- Nie. - pokręciłam łbem , zamykając oczy z bólu. - Czuję się fatalnie , chociaż o wiele lepiej.
- O pedałek wyszedł na spacerek! - usłyszałam. Odwróciłam głowę. Louis został otoczony przez grupkę dresiarzy.
- Odwalcie się. - przewrócił oczami. Zaśmiali się. Podeszliśmy bliżej , w razie potrzeby.
- A gdzie twoi przyjaciele? Czyżby zostali w domciu? A ta twoja laleczka , jak jej... Eleanor?
- Spierdalaj. - wysyczał Tommo. Jeden z nich uderzył go w twarz. Lou zachwiał się upadając na ziemię. Podniósł się oddając cios. Zaszczekałam. Spojrzeli na mnie. Quil warknął. Kopnęli mnie w brzuch powracając do wyzywania przyjaciela. Tego już na wiele. Stanęłam  przed Louisem warcząc.


- Ooooo ochrony lepszej nie mogłeś wytrzasnąć? - zarechotali złośliwie.Mroczny Płomień przejął kontrolę. Rzuciłam się na pierwszego. Zagryzłam jego rękę , odrzucając na bok. Jego paczka dawno już uciekła. Stanęłam na ciele chłopaka patrząc moimi hipnotyzującymi oczami w jego - zielone.
- Przeproś. - warknęłam w jego myśli. Zahipnotyzowałam go.
- Wstań. - rozkazałam. Wykonał moje polecenie.
- Przeproś. - podszedł do Loueh podając mu dłoń. Odszedł szybko, trzymając się za rozszarpaną rękę.
- Dziękuję. - ucałował mój łeb. Zaczęliśmy wracać do domu. Gdy drogę zagrodziła nam na pozór "pobita" suczka. To  Doni.
- Hej psino. - Tomlinson zostawił mnie podchodząc do tej suki. - Gdzie twój właściciel?
- Nie waż się.  warknęłam do niej w myślach. Zerknęła na mnie uśmiechając się złośliwie.
- Choć weźmiemy Cię do domu. - odpiął ode mnie obroże, przyczepiając do Doni. Warknęłam , idąc posłusznie za przyjacielem. Gdy dotarliśmy do domu, rzuciłam się do salonu. Wszyscy w nim siedzieli jak oczekiwałam.
- Liam, ona nie może tutaj zostać. - zaczęłam szybko tłumaczyć , za nim Doni postawi ich przeciwko mnie. - Ona jest naszym wrogiem. Wyprowadź ją.
- Jaka słodka. - Niall podszedł do niej. - Jak ją nazwiemy?
- Doni. - warknęłam , w myślach do blondyna. Spojrzał na mnie , przytulając alfę.  Zdenerwowana, rzuciłam się na samicę.
Nie mogła nic zrobić.
- Wynoś się. - szepnęłam do niej.
- Nigdy. - zarechotała. - Najpierw wypiję krew z twoich przyjaciół.
 Walnęłam ją łapą w twarz.
- Lori zejdź z niej. - podniósł mnie Zayn. Wyprowadził na dwór , mówiąc:
- Dzisiaj śpisz na dworze. Przepraszam.
- Ostrzegałam was. - powiedziałam , gdy zamknął za mną drzwi. Położyłam się przy krzakach , zamykając oczy.  Podeszłam do okna , zaglądając przez nie. Chłopcy bawili się z Doni. Ona dla "żartów" podgryzała ich nadgarstki. Muszę coś zrobić. Myśl Aissia, myśl... Nie wiem co we mnie wstąpiło lecz zaczęłam biec. Nie mam pojęcia gdzie. Moje ciało samo  mnie prowadziło. 
Wreszcie dotarłam. Stanęłam przed wejściem w las, wyjąc. Chwilę potem obok mnie pojawiły się dwa wilki. Nie wiem , kto to był.  Jest za ciemno na identyfikację. Najważniejsze , że pobiegły za mną.
Cel - zlikwidować Doni. Kierunek - Manchester.





_______________________________________________________
Nie wiem co powinnam napisać. Oczywiście , że dziękuję za komentarze i liczę na nowe. To podstawa. Jak myślicie po co Aissia z ...... i z ....... biegną do Manchesteru? Możecie także spróbować zgadnąć kto z nią jest :) Pozdrawiam :*
RiDa





sobota, 2 listopada 2013

Chapter 16





Dwa dni później - Lori



- Lori! - wrzasnęła Edith. - Gdzie jesteś?!
Ziewnęłam, przeciągając się. Tak w ogóle to nadal jestem w postaci wilka. Zajebiście , nie? Najgorsze jest to  ,że jestem chora i cały czas rosnę. Cokolwiek.
Zaszczekałam, wychodząc z wykopanej nory.
- Och jesteś... - westchnęła. - Słuchaj chłopcy po Ciebie przyjechali.
- Jakoś nie mam ochoty do nich jechać. - szepnęłam do niej w myślach. - Poza tym okropnie mnie boli brzuch i głowa.
- I masz zwichniętą łapę. - dodała. - Nie wiem co się z tobą dzieje.
- Tym bardziej ja. - mruknęłam.
- Chodź. - założyła mi ogromną obroże. Po 20 minutach dotarliśmy do chłopaków. Stał tam także Geo i Nuss.
- Dłużej nie było można? - zapytał sarkastycznie George.
- Aissia kuleje i wymiotowała. - warknęła przyjaciółka, w mojej obronie.
- Jaka ona wielka! - wykrzyknął Niall, wychodząc z auta. - Co się dzieje?
- Nie wiemy. - Edishia wzruszyła ramionami. - Nie może przybrać normalnych rozmiarów. Musimy coś wymyślić. Najlepiej by było jakby została w lesie ze mną.
Podobny obraz- Edith ty w ogóle myślisz? - zdziwił się Nuss. - Ona cierpi. My nawet nie mamy jak jej pomóc. U chłopców przynajmniej wyzdrowieje.
- Skąd ta pewność? - zerknęła na mnie. Jęknęłam czując ból w zatokach.
- Zapewnimy jej dobrą opiekę. - zapewnił Liam.
- A jeżeli to Mroczny Płomień? - zamyśliła się blondynka. - Wtedy może ich zaatakować.
- Aissia musi mieć założony ten o to pierścionek na palec w czasie furii. Coś jak padaczka. - podał  Zaynowi przedmiot George. - W teraźniejszym wypadku  musi mieć go na pazurze. O ile się zmieści.
- Coś jeszcze? - upewnił się Louis.
- Jedź z nami. - poprosiłam.
- Nie. - blondynka, pokręciła głową.
Warknęłam wyrywając się. Kulejąc podeszłam do Harrego.
- Zmuś ją. - powiedziałam do niego. - Musi ze mną jechać.
Loczek westchnął.
- Edith jeżeli nie pojedziesz z nami powtórzę to co zrobiłem przed pocztą. - uśmiechnął się chytrze. - To jak?
- Ughr! - zawarczała. - Ok.
- Bravo! - wykrzyknęłam w myślach. - Możecie mnie spakować do bagażnika? Jest mi coraz gorzej.
Zayn i Niall pomogli mi się dostać na wysokiego Range Rovera.Przykryli mnie dodatkowo kocem. Wszyscy wsiedli na swoje miejsca.
- Ruszamy? - spytał Lou. Pokiwałam łbem. Niespodziewanie przez moje ciało przeszły ciarki. Ught. Śmierdzę.





30 minut później - posesja One Direction


- Jesteśmy na miejscu. - powiedział Louis.
- Wreszcie. - Harry wyskoczył z samochodu. - Myślałem,że zemdleję z tego odoru.
- Przestań. - prychnęła Edith. - Nie jest tak źle.
- A ja? - zaszczekałam. Otworzyli bagażnik pozwalając mi wyjść.
- Trzeba Cię umyć. - zasugerowała dziewczyna. Ruszyłam za nią wchodząc do mieszkania. Jezu jak to pięknie!
Zaszczekałam czując przyjemnie ciepło mieszkania.
- Chodź Lori. - zawołał Liam. - Wykąpię Cię.
Zamerdałam ogonem , ruszając za głosem. Weszłam do wanny czekając na ruch człowieka.Po 10 minutach zabawy płynu i prysznica , wysuszył mnie suszarką.
Zeszłam schodami do salonu gdzie siedzieli chłopcy....gdzie Edishia?!
- Gdzie Edith? - zapytałam.
- Uciekła. - odpowiedział Harry. - Nie dotrzymała słowa.
Położyłam się w nogach "nowych właścicieli" rozmyślając o przyjaciółce...


____________________________________________
Dłuższego nie może być , gdyż nie dajecie mi motywacji... Gdy byłoby o wiele więcej komentarzy byłby dłuższy, ale to wasza sprawa.Liczę na komentarze i pozdrawiam :*
RiDa



Znalezione obrazy dla zapytania one direction gif