Uwaga!

wtorek, 21 listopada 2017

Chapter 39




Przyglądałam się jak jego ciało płonie. Widziałam jak ostatkiem sił próbuje walczyć, jak się podnosi.
- Zenth was zniszczy.. - wykrzyczał po czym został po nim proch. Zielono-szary proszek pod wpływem wiatru rozleciał się w różnych kierunkach. Prychnęłam chcąc strącić z nosa pył.
- Kto to jest Zenth.. - mruknęłam sama do siebie. Jeszcze przez chwile stałam wpatrując się w las. Powinnam ruszyć w drogę zacząć szukać reszty. Na pewno się o mnie martwią. Dziwne... Nie mogę zmienić się w wilka. Poczułam coś śliskiego na moim ramieniu. Zadrapanie. Zielona wydzielina która z sykiem spadała na ziemię. O cholera. Mam przejebane. Musi ty gdzieś być blisko rzeka, albo jakieś jezioro. Muszę czym prędzej zmyć to z siebie. Weszłam w głąb lasu szukając źródła wody. Przez cały marsz czułam się obserwowana. Wiedziałam, że gdzieś w zaroślach są wilki które tylko czekają, żeby się na mnie rzucić. Podeszłam do upragnionego strumyka obmywając ranę. Nie wyglądała tak źle. Gdy uniosłam głowę zauważyłam w zaroślach czyjeś oczy.
- Na co czekacie co?! - wrzasnęłam poirytowana. - Złapcie mnie jeżeli potraficie.
W sekundzie zjawiły się wilki które od pewnego czasu mnie obserwowały. Uciekałam z wampirzą prędkością podążając za zapachem przyjaciół.
 - Nie uciekniesz nam kruszynko. - śmiały się wilczury za mną. Deptali mi po piętach.Nie bałam się o siebie. Przerażał mnie fakt, że nie wiem co się dzieje z moimi przyjaciółmi.





Oczami Edith




- Patrzcie! - powiedział podekscytowany Lou. - Jest i domek.
Otworzyłam oczy, podnosząc głowę.
- Obudziłeś mnie. - mruknęłam zła. Poczułam usta Harrego na moim czole. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Dojechaliśmy Edith. - orzekł Liam. - W środku pali się światło, a na dworze jest ciemno jak w dupie. Zaparkuj Tomlinson wreszcie.
- Szukam miejsca. - odpowiedział. - Wszędzie dookoła są jebane choinki. Gdzie mam kurwa stanąć?
- Może tam. - wskazałam palcem wzdychając. Kiedy auto się zatrzymało naprędce wyszłam z niego. Zmieniłam się w wilka. Czułam śmierć. Dookoła nas. To nie wróży nic dobrego.
- Czuję coś złego w pobliżu. - powiedziałam znowu stając się człowiekiem. Li spojrzał na mnie zmęczony. - Chodźmy do środka wreszcie bo zamarzniecie.
- Rzeczywiście. - przytaknął Lou. - Dopiero poczułem jak okropnie mi zimno.
Zabrałam z siedzenia notatki i sweter. Spojrzałam na blondyna, który opierał się o maskę samochodu. Od kiedy Lori nie ma nie odzywał się.
- Niall? - szepnęłam. Zerknął na mnie smutny. - Wszystko okej?
- Można tak powiedzieć. - mruknął, wymijając mnie. Wzruszyłam ramionami podbiegając do chłopaków. Na przodzie stał Zayn z Liamem za nimi był Lou z Harrym którzy namiętnie o czymś dyskutowali oraz ja z Niallem na samym końcu. Blondyn szedł ze spuszczoną głową. Dotknęłam jego ramienia. Spojrzał na mnie.
- Edith ja naprawdę... - przystanął przy drzewie. Zauważyłam jak gałąź pełnych igieł oplątuje mu się wokół ramienia. Przestraszona zerwałam ją, odciągając Irlandczyka od sosny.
- Biegiem do domu! - wrzasnęłam zmieniając się w tygrysa. Cała brygada biegła, a ja zrywałam paszczą pojedyncze gałęzie próbujące owinąć się wokół szyi chłopaków. Na schodach przed domem potknęłam się dając się igłom owinąć wokół mojej tygrysiej talii. Drzewo przyciągnęło mnie do siebie wbijając w moje ciało mnóstwo kolców.
Podobny obraz- Edith! - wrzasnął Harry chcąc ruszyć w moją stronę. Liam razem z Zaynem trzymali go nie pozwalając mu ruszyć. Gdyby się zbliżył mogłoby coś mu się stać. Ja nie czuje bólu. Chociaż jeden plus tego wszystkiego. Zaczęłam się wyrywać, a drzewo przyciągnęło mnie jeszcze bliżej. Koniec takiej zabawy. Zmieniłam się w konia urywając wszystkie gałęzie które były owinięte wokół mnie. Drzewo się wywróciło, a ja razem z nim. Niall podbiegł do mnie biorąc moje ludzkie ciało na ręce. Weszliśmy do domu zamykając drzwi na klucz. Nie wiem czy to był dobry pomysł.
- Boże Jedyny. - Niall położył mnie białej sofie klękając na podłodze obok mnie. - Edith mów do nas nie zamykaj oczu.
- Spokojnie. - wycharczałam, czując jak błękitna krew spływa po moim ciele. - Pamiętajcie, że ja nie czuje bólu, wszystko jest dobrze nie martwcie się.
- Kurwa mać jak mamy się nie martwić jak całe ciało masz przebite kolcami. - Harry ukląkł obok mnie, wycierając strużkę krwi z mojej buzi.
- W mieszkaniu jest pusto. - obok nas pojawił się Zayn z Lou. - Sprawdziliśmy wszystkie pokoju, ani żywej duszy.
- Ktoś musi tu mieszkać. - zamyślił się Liam. - W kominku się pali oraz świece są zapalone. Ktoś musiał tu być.
- Widzieliśmy światło tak na dobrą sprawę już jak byliśmy przy tym domku na dole góry. - podniosłam się na łokciach. - Coś mi tu śmierdzi. I to nie chodzi o Ciebie Haroldzie.
- Bardzo śmieszne. - burknął. Cała paczka się zaśmiała.
- Co teraz? - zapytał Niall. -Edishia próbowałaś się skontaktować z Aissią?
- Tak. - przytaknęłam wyciągając z ciała kolce. - Ale nie odpowiadała.
- Myślę, że powinniśmy znaleźć Lori i dowiedzieć się kto jest właścicielem tego domu. - powiedział Liam. Jak zawsze zaradny.
- Nie możemy wyjść. - pokręciłam przecząco głową. - W nocy jest niebezpiecznie. Te drzewa, wilki... nie wiemy co jeszcze na nas czeka.
- Edith zabrałem te notatki co upuściłaś przed domem. - położył je na stoliku Niall.
- Czy jest tu coś do jedzenia tak na dobrą sprawę? - zapytałam. Wszyscy się na mnie dziwnie spojrzeli. - Nie jesteście głodni?
- A ty? - odpowiedzieli pytaniem na pytanie.
- Jakoś nie mam ochoty nic jeść. Nie odczuwam takiej potrzeby. - podniosłam się z kanapy siadając. Całe moje ubrania były ubrudzone krwią. Przeczesałam ręką moje blond włosy. Chłopcy rozeszli się po mieszkaniu. Zostałam sama z Niallem.
- Edith ja naprawdę się boje o Lori. - zaczął rozmowę blondyn. - Co jeżeli ten wilk ją zabił? Co jeżeli nie może nas znaleźć? Błądzi po lesie, gdzie te okropne drzewa obmacują jej futro kolcami.
- Niall nie panikuj. - uśmiechnęłam się lekko. Ostatnio za często to robię. - Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
- Znaleźliśmy łazienkę na górze. - do salonu wszedł Lou. - Nawet dwie. Harry i Liam poszli się umyć. Wam też by wam się przydało robaczki. Szczególnie tobie niebieska panienko.
- Bardzo śmieszne. - rzuciłam w niego poduszką. Chłopcy się zaśmiali. Nagle przypomniałam sobie o jednej ważnej rzeczy.
- Gdzie Quill i George ?



__________________________________________________
Nikt i tak tego nie czyta tralalala więc po co mam się rozpisywać xD
Pozdrawiam wszystkich 
Wasza kochana RiDa


Znalezione obrazy dla zapytania tumblr love

czwartek, 16 listopada 2017

Chapter 38





Pokazałam im książkę z pustymi stronami i ostatnią stroną na której było napisane:
- Nie odwracaj się... - przeczytał Niall. Przerażona spojrzałam na niego.
- Nie rób tego.
Wszyscy siedzieli bez ruchu nie odwracając się w żadną ze stron. Louis zatrzymał samochód zamykając oczy.
- Lusterka boczne też się liczą? - zapytał cicho.
- Chyba tak. - szepnęłam przerażona. - Dopóki nie dowiemy się co to jest nie możemy ryzykować. Niech nikt się nie odwraca. Ja to zrobię.
- Co czemu?! - podniósł głos Niall. - Ja to przeczytałem, więc ja się odwrócę.
Otworzyłam drzwi od samochodu wysiadając z niego i spuszczając wzrok.
- Lori... - szepnęła Edith. - Co ty wyprawiasz?
Podobny obraz- Louis pojedziecie do domku w górach. Zostawcie otwarte okno żebym mogła się kierować zapachem i was odnaleźć. - powiedziałam po czym zmieniłam się w wilka.
- Jedź Lou. - orzekł Liam. - Lori da sobie radę.
Wiedziałam, że to co czeka jest o wiele potężniejsze ode mnie. Od nas wszystkich. Ale muszę temu stawić czoło. Muszę dowiedzieć się gdzie jest amulet. Widziałam jak auto z moimi przyjaciółmi odjeżdża pomiędzy drzewami. Odwróciłam się. Za moimi plecami stał wilk. Ten sam którego widzieliśmy przy domku. Z paszczy leciała mu zielona wydzielina.
- Miałaś się nie odwracać. - warknął. Spojrzałam na niego moimi niebieskimi oczyma.
- I co z tym zrobisz?




Oczami Edith




Myślami byłam przy Lori. Dobrze wiedziałam, że muszę się wreszcie skupić, aby odgadnąć zapiski w tej cholernej książce. Edith!
- Edishia halo ziemia do Edith! - potrząsnęłam głową. To Liam. - Wszystko w porządku? Wydajesz się jakbyś się czymś martwiła.
- Oh.. - westchnęłam. - Ciągle myślę o Lori. Nie mogę się skupić, nie potrafię odgadnąć o co chodzi w tych zapiskach. Jestem do dupy.
- Nie mów tak. - zaprotestował Harry. - Pokaż mi to.
Oddałam mu do ręki książkę. Jedną z trzech. Przysunęłam się do niego zerkając na notatki.
- "Szukaj ochrony w Świątyni, Tam zyskasz łaskę Bogini. Na zachód leży Loch Ness, Gdzie wilki rządzą ziemią. Ich wódz ma na imię Zenth. W górze czyha cierni rząd, zaś w dole śmierć się czai. Na drodze staną strażnicy, Potwory upiorne i zabójcze. Ale dokona się cud, kiedy znajdą złoty amulet . Co zapewni na Świecie pokój, inaczej zguba czeka lud."
- To jest przepowiednia. - wyrzucił Zayn. - Jak dla mnie to w stu procentach jakaś przepowiednia. Tyle, że się nie rymuje.
- Czy wszystko musi się rymować Malik? - poirytował się Hazza. - Daj spokój.
- Co jest na innych kartkach? - zapytałam przerywając nadchodzącą kłótnię.
- Jakieś brednie... - mamrotał loczek. - Coś o płomieniach, martwych ciałach i iglastych drzewach. Non sens jak dla mnie.
Zabrałam mu książkę z ręki z czystej ciekawości. Może i są to brednie dla niego, ale może to być coś przydatnego. "Płomień je odstrasza, światło to ich wróg... Martwe ciało nigdy nie będzie martwe dopóki nie zostanie spalone... Nigdy nie ufaj oczom w górach, lubią zawodzić, że coś co wydaje się nam normalne jest tak naprawdę śmiertelne." Nagle auto stanęło.
- Lou? - zapytałam. - Czemu stoimy?
- Zawalone drzewo. - westchnął. - Nie wiem jak je przejechać, dlatego musimy je ręcznie usunąć, albo wracamy.
- Nie możemy. - powiedział Zayn. - Już jesteśmy blisko domu, poza tym to jedyne miejsce gdzie czułbym się bezpiecznie.
- Zgadzam się. - przytaknęłam, odkładając książkę na siedzenie obok. - Chodźcie musimy przesunąć te drzewo na tyle żebyśmy mogli przejechać. Ściemnia się, a wydaje mi się, że zostanie tutaj na środku drogi przy lesie nie jest dobrym pomysłem.
Czułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się widząc za sobą Harrego. Uśmiechnął się kiedy zauważył, że się na niego patrzę.
Podobny obraz- Chodź śliczna. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzewa. Poczułam przyjemne mrowienie na całym ciele. Podchodząc do drzewa zmieniłam się w konia. Zaczęłam je przesuwać z chłopakami. Nagle wpadła mi pewna myśl do głowy. Lori? Słyszysz mnie? Nic zero odzewu. Prychnęłam smutna. Stałam i czekałam, aż chłopcy wpakują się do samochodu. Wgapiona w las nawet nie spostrzegłam się, że już na mnie czekają. Odwróciłam się i galopem podbiegłam do auta.
- Wybaczcie zamyśliłam się. - odpowiedziałam zanim zdołali zapytać mnie o cokolwiek. Zapięłam pasy i Louis ruszył. Oparłam głowę na ramieniu Harrego wtulając się w niego.
- Wygodnie Ci? - zaśmiał się.
- Przepraszam myślałam.. - zacięłam się odsuwając od chłopaka. Ten natomiast przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Uśmiechnęłam się odwzajemniając jego gest. Nawet nie wiem kiedy pochłonęła mnie kraina Morfeusza.



Oczami Lori

Czułam jak krew spływa po mojej twarzy. Przeciwnik leżał rozszarpany, prawdopodobnie martwy. Usiadłam wykończona jako wilk i zaczęłam oblizywać rany. Czułam się osłabiona, nie miałam siły na nic. Lori? Słyszysz mnie? To Edith! Kurwa. Coś mnie blokuje. Nie mogę jej odpowiedzieć. Potrząsnęłam łbem. Usłyszałam szelest za mną. Wilczur podniósł się na cztery łapy. A raczej to co z nich zostało. Uśmiechnął się do mnie.
- Ty jesteś nieśmiertelny czy jak... - szepnęłam sama do siebie. - Jesteś trupem.
- Jakbyś była bystra to byś wiedziała jak mnie zabić. - zacharczał. - I co teraz z tym zrobisz?
Myśl, myśl, myśl. Potwór zbliżał się i dzieliło już nas niewiele. Stałam jak słup i zastanawiałam się co zrobić. Zmieniłam się w człowieka, wyciągając z kieszeni zapalniczkę. Widziałam strach w jego oczach. Wyjęłam ją przed siebie pokazując wrogowi.
- I co z tym zrobisz?


____________________________________
Witaaaam z następnym rozdziałem! Mam nadzieję, że się podoba ^^
Pozdrawiam wszystkich 
RiDa

Znalezione obrazy dla zapytania Tumblr obrazki



Znalezione obrazy dla zapytania tumblr obrazki zwierzęta

niedziela, 12 listopada 2017

Chapter 37






Właśnie dojeżdżaliśmy do miasteczka nad jeziorem .Od jakiś dwóch godzin nie widziałam żywej duszy. Trochę mnie to przeraziło. Tak tak my się niczego nie boimy... a jednak. Czułam coś w środku. I to nie chodzi o to , że byłam głodna. Spojrzałam na Lori. Siedziała cicho obok Nialla, rysując mu na dłoni jakieś wzorki.
- Edith? - usłyszałam obok siebie. To Harry. -  O czym myślisz?
W jednej sekundzie cała brygada na mnie spojrzała. Wypuściłam powietrze z ust.
- Boję się. - wypaliłam. - Tak boję. Skąd mamy wiedzieć, czy nie napotkamy jakiś kanibali czy coś..
 Lori się zaśmiała.
- Edishia nie patrz tak na to. Trzeba być dobrej myśli. - wtrąciła. - Dojechaliśmy.
Zerknęłam za szybę.
- Eee to ma być miasto? - zapytałam zdziwiona. - Przecież to opuszczony dom nad jeziorem. Jeden jedyny dom.
- Tam w górach widzę jakiś domek. - Orzekł Zayn. - Może się tam wybierzemy?
Zmieniłam się w wilka, wychodząc z samochodu. Zaczęłam węszyć. Poczułam kwiaty, zwierzęta, wodę, palone drewno i odór śmierci. Te dwa ostatnie nie były jakoś pocieszające. Lori czuje trupa. A może i kilka, zapach się miesza.
Zmieniłam się w człowieka i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Chyba nie powinniśmy wchodzić do tego domu... - odpowiedziała po krótkim czasie reszcie. Wyglądała jakby się serio bała. Dziwne.
- Przecież nic nam się nie stanie, a amuletu musimy szukać nad jeziorem tak? - odrzekł Harry.
Złapałam się za włosy.
- Czuje rozkładające się ciało i lepiej żebyście zostali w samochodzie a my pójdziemy to sprawdzić.Najlepiej jakbyście się jakoś w nim ukryli żeby nie było was widać. Tak dla bezpieczeństwa. - powiedziałam pewnie. A tak naprawdę tak się nie czułam. Ja? Pewna? Śmieszne.




Oczami Lori


Uśmiechnęłam się do Nialla, zmieniając w wilka i podchodząc do czekającej już przyjaciółki. Pomaszerowałyśmy szybko w kierunku domu. Nosem odsunęłam belkę leżącą nam przy wejściu do ruin. Zapach ciała był coraz ostrzejszy. Nie chce tam wchodzić Edith... 
Nagle poczułam dotyk na ogonie. Przestraszona odskoczyłam z warczeniem. Za mną na ziemi leżał ledwo żywy człowiek.
- Uciekajcie... - wyjąkał.Wyglądał jak umierający. Dopiero po chwili zauważyłam że ma brzuch przebity jakimiś kolcami. Jego skóra stawała się powoli zielona. Tak jakby zamieniał się w trupa.
- Kim jesteś? - zmieniłam się w człowieka. - Kto Ci to zrobił?
Nieznajomy wskazał na półkę z książkami.Podeszłam do niej szukając czegokolwiek co mogłabym wziąć za wskazówkę. Edith w tym czasie siedziała przy nim i próbowała dowiedzieć się co się stało. Na półce nie było niczego innego oprócz książek i jakiś skrawków papieru.
- Kurwa czego ja mam tutaj szukać? - zapytałam zrozpaczona.
- Książka... otwórz książkę... - jęknął umierający facet. Ale którą?
- Lori mi się wydaje ze to jakiegoś rodzaju wilki tak jak my. - powiedziała do mnie Edith. - Te kolce to mogą być efekt jakiejś mutacji genetycznej, ale nie jestem pewna. Zerknij na te ślady pazurów na jego ciele. Dokładniej jak wilk.
Otworzyłam pierwszą lepszą. Większość kartek była pusta, na niektórych były jakieś dziwne zapiski których w ogóle nie rozumiałam. Na ostatniej było napisane "Nie odwracaj się." Przerażona zamknęłam książkę i spojrzałam na przyjaciółkę. Przez ciało faceta przeszły dreszcze. Zielona wydzielina zalała jego otwarte rany, Edith przysunęła się do mnie. Wyglądał jakby się zmieniał w wilka. Wielkiego czarno-zielonego wilka. Jego kły ociekały zieloną mazią, dookoła łba miał kolce, a jego podbrzusze było poćwiartowane na kawałki. Flaki z jego zwierzęcego ciała zaczęły z sykiem spadać na panele.
- Miałyście się nie odwracać. - warknął. Cuchnęło trupem na wylot. Sparaliżowana stałam i przyglądałam się. Edishia pierwsza zareagowała, zmieniła się w wilka rzucając się na olbrzyma. Jedną łapą ją powalił. Lori uciekaj... - chrząknęła. - Nie damy mu rady.
W pośpiechu złapałam wszystkie notatki oraz książki z półki wymijając wilka i uciekając z domu. Edith biegła przy mnie w postaci wilka. Słyszałam jak po żwirze biegnie za nami bestia. Kiedy juz byłyśmy blisko samochodu krzyknęłam:
- Odpalaj kurwa silnik!
Nagle poczułam ciężką łapę na moich plecach. Wszystkie książki upadły na piasek a ja wraz z nimi. Poczułam odór śmierci nad moją głową.
- Nie prosiłem o to. - wycharczał. - Ale Ciebie też to spotka tak samo jak twoją koleżankę i całą resztę. Won od amuletu..
- Zostaw ją! - wrzasnął Liam wybiegając przed wilka. Miał w dłoni nóż. - Uciekaj tam skąd przyszedłeś.
- Hahaha.- zaśmiał się. Skupiony na brunecie, wyślizgnęłam się spod niego zabierając notatki i podbiegając do chłopaka. Zdezorientowany wilkołak wyszczerzył kły szarżując w nas. Edith wyskoczyła z auta, skacząc na barki zwierzęcia. Uderzyli w siebie z taką siła, że odlecieli w przeciwnych kierunkach. Korzystając z sytuacji, Li wziął oszołomioną Edith na ręce i szybkim krokiem wpakowaliśmy się do samochodu odjeżdżając.
- Edishia słyszysz mnie? - potrząsnęłam nią. - Louis już możesz zwolnić, jeżeli pojechałeś w przeciwnym kierunku,a nie w głąb.
- Wybacz. - skrzywił się. - Przestraszyłem się.
- Jak my wszyscy. - przytaknął Harry. - Kto to był?
- Trudno określić. - szepnęła brunetka poprawiając włosy. - Jak go znalazłyśmy był człowiekiem.  Potem kazał  Lori podejść do półki z książkami, a ja zostałam przy nim.
Ocucona przypomniałam sobie, że zabrałam wszystko co tam leżało ze sobą.
- Zapomniałabym. - orzekłam. - Wzięłam wszystko z tamtej półki. Nie wiedziałam o co mu dokładnie chodziło, ale jestem pewna, że to co przeczytałam to na pewno nie to.
Pokazałam im książkę z pustymi stronami i ostatnią stroną na której było napisane:
- Nie odwracaj się... - przeczytał Niall. Przerażona spojrzałam na niego.
- Nie rób tego.



_________________________________________
Nie... to wcale nie ja. To nie Rida, która wróciła i zaczęła pisać. Mam nadzieję, że się podoba nie będę się jak głupia rozpisywać! Pozdrawiam wszystkich
Rida <3