Uwaga!

czwartek, 16 listopada 2017

Chapter 38





Pokazałam im książkę z pustymi stronami i ostatnią stroną na której było napisane:
- Nie odwracaj się... - przeczytał Niall. Przerażona spojrzałam na niego.
- Nie rób tego.
Wszyscy siedzieli bez ruchu nie odwracając się w żadną ze stron. Louis zatrzymał samochód zamykając oczy.
- Lusterka boczne też się liczą? - zapytał cicho.
- Chyba tak. - szepnęłam przerażona. - Dopóki nie dowiemy się co to jest nie możemy ryzykować. Niech nikt się nie odwraca. Ja to zrobię.
- Co czemu?! - podniósł głos Niall. - Ja to przeczytałem, więc ja się odwrócę.
Otworzyłam drzwi od samochodu wysiadając z niego i spuszczając wzrok.
- Lori... - szepnęła Edith. - Co ty wyprawiasz?
Podobny obraz- Louis pojedziecie do domku w górach. Zostawcie otwarte okno żebym mogła się kierować zapachem i was odnaleźć. - powiedziałam po czym zmieniłam się w wilka.
- Jedź Lou. - orzekł Liam. - Lori da sobie radę.
Wiedziałam, że to co czeka jest o wiele potężniejsze ode mnie. Od nas wszystkich. Ale muszę temu stawić czoło. Muszę dowiedzieć się gdzie jest amulet. Widziałam jak auto z moimi przyjaciółmi odjeżdża pomiędzy drzewami. Odwróciłam się. Za moimi plecami stał wilk. Ten sam którego widzieliśmy przy domku. Z paszczy leciała mu zielona wydzielina.
- Miałaś się nie odwracać. - warknął. Spojrzałam na niego moimi niebieskimi oczyma.
- I co z tym zrobisz?




Oczami Edith




Myślami byłam przy Lori. Dobrze wiedziałam, że muszę się wreszcie skupić, aby odgadnąć zapiski w tej cholernej książce. Edith!
- Edishia halo ziemia do Edith! - potrząsnęłam głową. To Liam. - Wszystko w porządku? Wydajesz się jakbyś się czymś martwiła.
- Oh.. - westchnęłam. - Ciągle myślę o Lori. Nie mogę się skupić, nie potrafię odgadnąć o co chodzi w tych zapiskach. Jestem do dupy.
- Nie mów tak. - zaprotestował Harry. - Pokaż mi to.
Oddałam mu do ręki książkę. Jedną z trzech. Przysunęłam się do niego zerkając na notatki.
- "Szukaj ochrony w Świątyni, Tam zyskasz łaskę Bogini. Na zachód leży Loch Ness, Gdzie wilki rządzą ziemią. Ich wódz ma na imię Zenth. W górze czyha cierni rząd, zaś w dole śmierć się czai. Na drodze staną strażnicy, Potwory upiorne i zabójcze. Ale dokona się cud, kiedy znajdą złoty amulet . Co zapewni na Świecie pokój, inaczej zguba czeka lud."
- To jest przepowiednia. - wyrzucił Zayn. - Jak dla mnie to w stu procentach jakaś przepowiednia. Tyle, że się nie rymuje.
- Czy wszystko musi się rymować Malik? - poirytował się Hazza. - Daj spokój.
- Co jest na innych kartkach? - zapytałam przerywając nadchodzącą kłótnię.
- Jakieś brednie... - mamrotał loczek. - Coś o płomieniach, martwych ciałach i iglastych drzewach. Non sens jak dla mnie.
Zabrałam mu książkę z ręki z czystej ciekawości. Może i są to brednie dla niego, ale może to być coś przydatnego. "Płomień je odstrasza, światło to ich wróg... Martwe ciało nigdy nie będzie martwe dopóki nie zostanie spalone... Nigdy nie ufaj oczom w górach, lubią zawodzić, że coś co wydaje się nam normalne jest tak naprawdę śmiertelne." Nagle auto stanęło.
- Lou? - zapytałam. - Czemu stoimy?
- Zawalone drzewo. - westchnął. - Nie wiem jak je przejechać, dlatego musimy je ręcznie usunąć, albo wracamy.
- Nie możemy. - powiedział Zayn. - Już jesteśmy blisko domu, poza tym to jedyne miejsce gdzie czułbym się bezpiecznie.
- Zgadzam się. - przytaknęłam, odkładając książkę na siedzenie obok. - Chodźcie musimy przesunąć te drzewo na tyle żebyśmy mogli przejechać. Ściemnia się, a wydaje mi się, że zostanie tutaj na środku drogi przy lesie nie jest dobrym pomysłem.
Czułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się widząc za sobą Harrego. Uśmiechnął się kiedy zauważył, że się na niego patrzę.
Podobny obraz- Chodź śliczna. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzewa. Poczułam przyjemne mrowienie na całym ciele. Podchodząc do drzewa zmieniłam się w konia. Zaczęłam je przesuwać z chłopakami. Nagle wpadła mi pewna myśl do głowy. Lori? Słyszysz mnie? Nic zero odzewu. Prychnęłam smutna. Stałam i czekałam, aż chłopcy wpakują się do samochodu. Wgapiona w las nawet nie spostrzegłam się, że już na mnie czekają. Odwróciłam się i galopem podbiegłam do auta.
- Wybaczcie zamyśliłam się. - odpowiedziałam zanim zdołali zapytać mnie o cokolwiek. Zapięłam pasy i Louis ruszył. Oparłam głowę na ramieniu Harrego wtulając się w niego.
- Wygodnie Ci? - zaśmiał się.
- Przepraszam myślałam.. - zacięłam się odsuwając od chłopaka. Ten natomiast przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Uśmiechnęłam się odwzajemniając jego gest. Nawet nie wiem kiedy pochłonęła mnie kraina Morfeusza.



Oczami Lori

Czułam jak krew spływa po mojej twarzy. Przeciwnik leżał rozszarpany, prawdopodobnie martwy. Usiadłam wykończona jako wilk i zaczęłam oblizywać rany. Czułam się osłabiona, nie miałam siły na nic. Lori? Słyszysz mnie? To Edith! Kurwa. Coś mnie blokuje. Nie mogę jej odpowiedzieć. Potrząsnęłam łbem. Usłyszałam szelest za mną. Wilczur podniósł się na cztery łapy. A raczej to co z nich zostało. Uśmiechnął się do mnie.
- Ty jesteś nieśmiertelny czy jak... - szepnęłam sama do siebie. - Jesteś trupem.
- Jakbyś była bystra to byś wiedziała jak mnie zabić. - zacharczał. - I co teraz z tym zrobisz?
Myśl, myśl, myśl. Potwór zbliżał się i dzieliło już nas niewiele. Stałam jak słup i zastanawiałam się co zrobić. Zmieniłam się w człowieka, wyciągając z kieszeni zapalniczkę. Widziałam strach w jego oczach. Wyjęłam ją przed siebie pokazując wrogowi.
- I co z tym zrobisz?


____________________________________
Witaaaam z następnym rozdziałem! Mam nadzieję, że się podoba ^^
Pozdrawiam wszystkich 
RiDa

Znalezione obrazy dla zapytania Tumblr obrazki



Znalezione obrazy dla zapytania tumblr obrazki zwierzęta

niedziela, 12 listopada 2017

Chapter 37






Właśnie dojeżdżaliśmy do miasteczka nad jeziorem .Od jakiś dwóch godzin nie widziałam żywej duszy. Trochę mnie to przeraziło. Tak tak my się niczego nie boimy... a jednak. Czułam coś w środku. I to nie chodzi o to , że byłam głodna. Spojrzałam na Lori. Siedziała cicho obok Nialla, rysując mu na dłoni jakieś wzorki.
- Edith? - usłyszałam obok siebie. To Harry. -  O czym myślisz?
W jednej sekundzie cała brygada na mnie spojrzała. Wypuściłam powietrze z ust.
- Boję się. - wypaliłam. - Tak boję. Skąd mamy wiedzieć, czy nie napotkamy jakiś kanibali czy coś..
 Lori się zaśmiała.
- Edishia nie patrz tak na to. Trzeba być dobrej myśli. - wtrąciła. - Dojechaliśmy.
Zerknęłam za szybę.
- Eee to ma być miasto? - zapytałam zdziwiona. - Przecież to opuszczony dom nad jeziorem. Jeden jedyny dom.
- Tam w górach widzę jakiś domek. - Orzekł Zayn. - Może się tam wybierzemy?
Zmieniłam się w wilka, wychodząc z samochodu. Zaczęłam węszyć. Poczułam kwiaty, zwierzęta, wodę, palone drewno i odór śmierci. Te dwa ostatnie nie były jakoś pocieszające. Lori czuje trupa. A może i kilka, zapach się miesza.
Zmieniłam się w człowieka i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Chyba nie powinniśmy wchodzić do tego domu... - odpowiedziała po krótkim czasie reszcie. Wyglądała jakby się serio bała. Dziwne.
- Przecież nic nam się nie stanie, a amuletu musimy szukać nad jeziorem tak? - odrzekł Harry.
Złapałam się za włosy.
- Czuje rozkładające się ciało i lepiej żebyście zostali w samochodzie a my pójdziemy to sprawdzić.Najlepiej jakbyście się jakoś w nim ukryli żeby nie było was widać. Tak dla bezpieczeństwa. - powiedziałam pewnie. A tak naprawdę tak się nie czułam. Ja? Pewna? Śmieszne.




Oczami Lori


Uśmiechnęłam się do Nialla, zmieniając w wilka i podchodząc do czekającej już przyjaciółki. Pomaszerowałyśmy szybko w kierunku domu. Nosem odsunęłam belkę leżącą nam przy wejściu do ruin. Zapach ciała był coraz ostrzejszy. Nie chce tam wchodzić Edith... 
Nagle poczułam dotyk na ogonie. Przestraszona odskoczyłam z warczeniem. Za mną na ziemi leżał ledwo żywy człowiek.
- Uciekajcie... - wyjąkał.Wyglądał jak umierający. Dopiero po chwili zauważyłam że ma brzuch przebity jakimiś kolcami. Jego skóra stawała się powoli zielona. Tak jakby zamieniał się w trupa.
- Kim jesteś? - zmieniłam się w człowieka. - Kto Ci to zrobił?
Nieznajomy wskazał na półkę z książkami.Podeszłam do niej szukając czegokolwiek co mogłabym wziąć za wskazówkę. Edith w tym czasie siedziała przy nim i próbowała dowiedzieć się co się stało. Na półce nie było niczego innego oprócz książek i jakiś skrawków papieru.
- Kurwa czego ja mam tutaj szukać? - zapytałam zrozpaczona.
- Książka... otwórz książkę... - jęknął umierający facet. Ale którą?
- Lori mi się wydaje ze to jakiegoś rodzaju wilki tak jak my. - powiedziała do mnie Edith. - Te kolce to mogą być efekt jakiejś mutacji genetycznej, ale nie jestem pewna. Zerknij na te ślady pazurów na jego ciele. Dokładniej jak wilk.
Otworzyłam pierwszą lepszą. Większość kartek była pusta, na niektórych były jakieś dziwne zapiski których w ogóle nie rozumiałam. Na ostatniej było napisane "Nie odwracaj się." Przerażona zamknęłam książkę i spojrzałam na przyjaciółkę. Przez ciało faceta przeszły dreszcze. Zielona wydzielina zalała jego otwarte rany, Edith przysunęła się do mnie. Wyglądał jakby się zmieniał w wilka. Wielkiego czarno-zielonego wilka. Jego kły ociekały zieloną mazią, dookoła łba miał kolce, a jego podbrzusze było poćwiartowane na kawałki. Flaki z jego zwierzęcego ciała zaczęły z sykiem spadać na panele.
- Miałyście się nie odwracać. - warknął. Cuchnęło trupem na wylot. Sparaliżowana stałam i przyglądałam się. Edishia pierwsza zareagowała, zmieniła się w wilka rzucając się na olbrzyma. Jedną łapą ją powalił. Lori uciekaj... - chrząknęła. - Nie damy mu rady.
W pośpiechu złapałam wszystkie notatki oraz książki z półki wymijając wilka i uciekając z domu. Edith biegła przy mnie w postaci wilka. Słyszałam jak po żwirze biegnie za nami bestia. Kiedy juz byłyśmy blisko samochodu krzyknęłam:
- Odpalaj kurwa silnik!
Nagle poczułam ciężką łapę na moich plecach. Wszystkie książki upadły na piasek a ja wraz z nimi. Poczułam odór śmierci nad moją głową.
- Nie prosiłem o to. - wycharczał. - Ale Ciebie też to spotka tak samo jak twoją koleżankę i całą resztę. Won od amuletu..
- Zostaw ją! - wrzasnął Liam wybiegając przed wilka. Miał w dłoni nóż. - Uciekaj tam skąd przyszedłeś.
- Hahaha.- zaśmiał się. Skupiony na brunecie, wyślizgnęłam się spod niego zabierając notatki i podbiegając do chłopaka. Zdezorientowany wilkołak wyszczerzył kły szarżując w nas. Edith wyskoczyła z auta, skacząc na barki zwierzęcia. Uderzyli w siebie z taką siła, że odlecieli w przeciwnych kierunkach. Korzystając z sytuacji, Li wziął oszołomioną Edith na ręce i szybkim krokiem wpakowaliśmy się do samochodu odjeżdżając.
- Edishia słyszysz mnie? - potrząsnęłam nią. - Louis już możesz zwolnić, jeżeli pojechałeś w przeciwnym kierunku,a nie w głąb.
- Wybacz. - skrzywił się. - Przestraszyłem się.
- Jak my wszyscy. - przytaknął Harry. - Kto to był?
- Trudno określić. - szepnęła brunetka poprawiając włosy. - Jak go znalazłyśmy był człowiekiem.  Potem kazał  Lori podejść do półki z książkami, a ja zostałam przy nim.
Ocucona przypomniałam sobie, że zabrałam wszystko co tam leżało ze sobą.
- Zapomniałabym. - orzekłam. - Wzięłam wszystko z tamtej półki. Nie wiedziałam o co mu dokładnie chodziło, ale jestem pewna, że to co przeczytałam to na pewno nie to.
Pokazałam im książkę z pustymi stronami i ostatnią stroną na której było napisane:
- Nie odwracaj się... - przeczytał Niall. Przerażona spojrzałam na niego.
- Nie rób tego.



_________________________________________
Nie... to wcale nie ja. To nie Rida, która wróciła i zaczęła pisać. Mam nadzieję, że się podoba nie będę się jak głupia rozpisywać! Pozdrawiam wszystkich
Rida <3





piątek, 4 marca 2016

Chapter 36



- Harry ty pojebańcu zasrany oddaj mi torebkę! - darła się Edith biegając po domu za loczkiem. Zaśmiałam się. To jest naprawdę urocze. Edishia wyglądała jakby chciała mu wydłubać oczy. Usiadłam na kanapie, przeglądając telewizję. Chłopcy o dziwo jeszcze spali. No może oprócz naszej trójki. Nie rozmawiałam z Niallem o wczorajszych pocałunkach. Bałam się tego trochę. Nie wiem co mam mu powiedzieć. Że nagle z dupy wiem co to miłość? Te trzysta lat nauczyło mnie wytrwałości i cierpliwości. Mimo swoich szesnastu lat nigdy nie miałam chłopaka. Ale gdzieś tam głęboko , pamiętałam co to przyjaźń czy miłość.Tak mi się zdaje.
- O której mamy lot? - zapytałam Liama, która właśnie schodził ze schodów.
- Za cztery godziny. - uśmiechnął się. - Co obieramy pierwsze?
- Ummmm a gdzie mamy pierwszy amulet? Bo wiesz Li ja nie czytałam waszych zapisków. - zaśmiałam się.
- Loch Ness? Amulet prawdopodobnie mamy znaleźć w mieście nad jeziorem jest dość od dawna opuszczone. Bynajmniej tak mi się zdaje. - przeczesał włosy. - Co tam ogólnie Lori? Jak się czujesz?
- Szczerze. - spojrzałam mu w oczy. - Wczoraj całowałam się z Niallem. I nie wiem co z tym zrobić.
- A co czujesz? - zapytał.
- Co ja nie czuję. Liam przez trzysta lat nie zaznałam miłości. Mam szesnaście lat. Boję się tego trochę. W naszych czasach nie mogło się tak wybierać partnera. Poza tym Niall jest starszy ode mnie...
Spojrzałam za okno. Słońce świeciło mocno. Lubię taką pogodę. Przypomina mi o dawnych czasach gdy z Edith wychodziłyśmy przed jeziorko i siedziałyśmy do później nocy.
- On nie zwraca na to uwagi Lori. Poza tym nawet sądzę, że może go trochę to kręcić.
- Co? - zdezorientowana zwróciłam wzrok na chłopaka.
- Twój wiek. - wyprzedził. Zaczerwieniłam się. Wow jak to?
- Leć się pakuj. - poklepał mnie po ramieniu. - Możesz przy okazji obudzić Nialla.
Fuknęłam. No jasne że ja. Pobiegłam schodami na górę, wchodząc do pokoju Irlandczyka. Usiadłam na nim okrakiem.
- Lori? - zamruczał. - Lori daj mi pospać.
Zaśmiałam się. Zaczęłam mu ściągać bokserki. Od razu się ożywił.
- Nie musiałaś. - zaczerwienił się. - Wstałbym spokojnie sam.
-  Jasne, jasne. - pocałowałam go w policzek. - Wstawaj żarłoku i się pakuj. Za cztery godziny mamy samolot.
Westchnął, siadając przy mnie. Zesztywniałam lekko.
- Niall.. - szepnęłam. - Myślałeś o wczoraj?
- Trochę. - przybliżył się. - A ty?
- Też. Co Ci siedzi w głowie?
- Ty Lori.
- Nie możemy być razem. - wstałam z łóżka. - Jestem potworem, a ...
- Złamiemy klątwę. Będziesz żyć normalnie. - podszedł do mnie, dotykając mojego policzka. - Obiecuję.
- A co ze stadem? Co z resztą? Nie chcą takiego życia a z drugiej strony...nie wyobrażam sobie życia bez tego drugiego ja. Bez wilka. Bez tygrysa.






Oczami Edith



Dogoniłam chłopaka dopiero w jego pokoju. Zmieniłam się w wilka skradając się do niego. Był przestraszony.
- Edith nie zabijaj mnie. - pisnął śmiesznie. Przeistoczyłam się w człowieka, przypierając go do półki z książkami.
- Ja? - pocałowałam go w szyję. Przez te dwa tygodnie, kiedy nie było Lori coś między nami zaiskrzyło... można to tak ująć, omijając wyzwiska które nadal rzucam w stronę chłopaka. Niespodziewanie poczułam jego usta na moich zdziwiona spojrzałam na niego. Miał przerażenie w oczach. Dziwne... w moim brzuchu działo się coś dziwnego. Co to jest? Odkleiłam się od niego, tylko po to by zaczerpnąć powietrze i zrobić to co on sam. Opatulił mnie w talii, przytulając do siebie.
- Edith? - zapytał.Odczepiłam się wychodząc na balkon. Co się ze mną dzieje?





Trzy Godziny Później



Czekaliśmy na samolot na lotnisku. Pierwszy kierunek jezioro Loch Ness, czyli Szkocja. Brzmi spoko. Chyba, że będziemy nurkować, To nie spoko.
- O czym myślisz Edith? - zapytał Harry siedzący obok.
- Czemu nie rozdajesz autografów Harry? - odbiłam piłeczkę. Wzruszył ramionami, uśmiechając się.
- Myślę o amulecie, gdzie może się znajdować. - odpowiedziałam. - Boję się , że będziemy musieli nurkować.
- Nie umiesz pływać? - dotknął mojej dłoni. Złączyłam palce z jego.Przytaknęłam. Odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu.




________________________________
Hej, hej hejo! Co tam? :) Jest tu ktoś? :c Smutno mi tak bez was. Mam nadzieję, że się podoba rozdział. Jeżeli przeczytałeś skomentuj, proszę to dla mnie dużo. :) Chcę wiedzieć, czy ktoś jeszcze jest tu. :) Pozdrawiam
RiDa




wtorek, 1 marca 2016

Hej wszystkim :)



Witajcie wszyscy. Chciałam was zaprosić na mojego nowego bloga :) Prosiłabym o komentarz pod prologiem, że ktokolwiek go przeczytał :) 
Pozdrawiam wszystkich
RiDa



poniedziałek, 29 lutego 2016

Chapter 35






Odsunęłam się od niej.
- Przecież minął jeden dzień. - odparłam. - Ucie..
- Jeden dzień? - wyłupiła oczy. - Aissia minęły dwa tygodnie od tamtego zdarzenia...
- Co?! - wrzasnęłam. - Boże co się ze mną działo??
- Nie mam pojęcia. - zapłakała. - Wejdź, błagam.
Weszłyśmy do salonu gdzie siedzieli chłopcy. Gdy mnie zobaczyli zaczęli płakać. Liam, Lou, Zayn i Harry podbiegli do mnie i mnie uścisnęli.
- Co się z tobą działo... - szepnął Louis.
- Uciekłam im. -- odrzekłam. - Położyłam się pod drzewem i zasnęłam.
- Dziwne. - mruknęła dziewczyna.- Bardzo...
Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu blondyna. Liam chyba zauważył, że go szukam.
- Jest w pokoju. - powiedział. - Nie wychodzi z niego wcale. Edith przynosi mu jedzenie od czasu do czasu, jeżeli ją wpuści.
- Myśleliśmy, że nie żyjesz. - wtrącił Zayn. - Na tydzień temu mieliśmy bilety na wyjazd..
- Kur.. - przekręciłam głowę. - Przepraszam naprawdę. Mogliście pojechać beze mnie.
- Nie chcieliśmy. Siedziałam w żałobie z chłopcami. Modliłam się po nocach do Boga żeby Cię sprowadził do domu.. - usiadła na kanapie.
Odetchnęłam. Zostawiłam resztę z myślami i pokierowałam się schodami na górę. Zapukałam do pokoju blondyna. Nic. Zero odpowiedzi.
- Niall otwórz. - szepnęłam cichutko. - To ja Lori proszę..
Nie musiałam długo czekać. Powłoka otworzyła się. Za nią stał blondyn.Czerwone od płaczu oczy, wychudzone policzki. Kiedy mnie zobaczył, łza spłynęła mu po policzku. Wtuliłam się w chłopaka. Przytuleni powędrowaliśmy na jego łózko. Zayn, przechodzący obok pokoju zamknął drzwi za nami.
- Gdzie byłaś.. - zapytał. - Bałem się. Tęskniłem. Nie wiedziałem czy chce żyć bez Ciebie na tym Świecie.
- Życie jest do bani. - skrzywiłam się. - Też tęskniłam Niall. Bardzo. Naprawdę nie wierzę, że spałam dwa tygodnie. Nawet nic mi się nie śniło.  Zero. Totalna pustka.
Przeczesałam włosy dłonią. Siedział wtulony we mnie, trzymając mnie za rękę.
- Myślisz, że się zmieniam? - wypalił. Zatkało mnie. Nie wiem czy się zmienia. Nie wiem jak to na niego wpłynęło.
- Nie wiem. - pocałowałam go w policzek. - Nie mam pojęcia. Ja.. mam taki burdel w głowie że nie wiem od czego zacząć.
- Może dać Ci coś na przebranie? - uśmiechnął się. - Wykąpiesz się, przebierzesz.
- Okej. - przytaknęłam. - Od tego można zacząć.
Wstałam z łóżka, wchodząc do łazienki. Zdjęłam z siebie podarte ciuchy zostając w samej bieliźnie. W tym samym czasie do łazienki wszedł chłopak podając mi koszulkę i dresy dla mnie. Zaczerwienił się i jak najszybciej wyszedł z łazienki. Wzięłam szybko prysznic, przebrałam się i zeszłam do kuchni gdzie znajdowali się domownicy. Wszyscy jedli.
- Zgłodnieliście ? - zaśmiałam się.
- Nic nie jedliśmy prawie przez ten czas. - orzekł Harry. - Coś się nam teraz należy nie?
Przytaknęłam siadając obok Nialla. Wzięłam z jego talerza jedną kanapkę. Nagle mnie olśniło.
- Moment, moment.. Czy ja nie przechodziłam właśnie zhybrydacenia?
Edith podniosła się, klaszcząc w dłonie.
- Pewnie tak. - zamyśliła się. - Ciekawi mnie tylko jeszcze dlaczego tak długo..
Popiłam kanapkę sokiem pomarańczowym i wstałam od stołu. Powędrowałam do pokoju Nialla.
- Lori? - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Nie zwracając na niego uwagi położyłam się na łóżku.
- Boję się. - westchnęłam. - Tej całej wyprawy, tego co musi się stać.
Blondyn położył się obok mnie,odwracając mnie w swoją stronę. Patrzyliśmy sobie w oczy. Odgarnął moje włosy z czoła.
- Nie ma czego. - uśmiechnął się. - Masz nas, Edith, Geo...
- Geo... - prychnęłam.
Zapadła pomiędzy nami cisza. Zaczęłam bawić się palcami. Było niezręcznie.Aż za bardzo.
- Aissia? Ile ty w ogóle masz lat?
- Szesnaście. - palnęłam. - A ty?
Dziewiętnaście. - podrapał się po głowie. - Młoda jesteś.
Zachichotałam.Złapałam chłopaka za rękę.Zarumienił się.
- Słodko się rumienisz. - zaśmiałam się. Ten tylko schował głowę w poduszkę. Usiadłam na jego plecach, masując kark. Zamruczał śmiesznie.
- Ale przyjemnie.. - wymamrotał. - Rób mi tak Lori.
Zeszłam z niego, siadając na przeciw niego. Wtuliłam się w jego klatkę chcąc usłyszeć bicie serca. Było takie spokojne.
- Lori.. - zaczął. - Dziwnie się zachowujesz. Jesteś taka wyluzowana.
- Może kiedyś powinnam. - odrzekłam przybliżając się do niego. Czułam jego oddech na swoim policzku. Jego usta delikatnie musnęły moje.
- Rób mi tak Niall...
Pocałował mnie. Uśmiechnęłam się. Mów szeptem jeżeli mówisz o miłości. Jest taka miłość, która nie umiera, mimo wszystko odebrano mi życie, rodziców, jednak czułam gdzie było moje miejsce. Przy nim.



_________________________________________

Jestem Bogiem kurwa *.* 35 rozdział a ja tu smyrce hyhyrce w łóżeczku piszę xD
Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tu są i czekają na następny rozdział.
RiDa




niedziela, 28 lutego 2016

Chapter 34




Oczami Lori



Czułam ich za sobą. Było ich troje może czworo. Jeżeli się poddam zginę. A wtedy nie zobaczę już Edith ani chłopców. Wyboru za dużego nie było.Biegłam dalej, nie zatrzymywałam się. Nagle przede mną ukazała się rzeka. Długa, rwąca rzeka. Powoli weszłam do wody stawiając kroki najostrożniej jak umiałam. Nagle usłyszałam wystrzał. Oberwałam w pysk. Nie zwracałam na to uwagi.
Wiedziałam, że ludzie nie pójdą za mną tędy. Przedostałam się na drugi brzeg, spokojnie kładąc się pod drzewem, wśród krzaków. Nie mogli mnie znaleźć. Mimo iż śnieg topniał kamuflaż pomiędzy nim a moim futrem nadal działał. Wcale nie było mnie widać. Zmęczona pościgiem, zamknęłam oczy wsłuchując się w rwącą rzekę i śpiew ptaków.  Mój oddech się wyrównał. W tej chwili nie myślałam o niczym. Było mi dobrze. Czy wszystko pozostałoby tak samo, kiedy by mnie nie było ? Czy Edith odwyknie od przytulania mnie w złych chwilach ? Czy stado zapomni o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić, będą się cieszyć. Zapomną. Nie łudźmy się. Ludzie zawsze pogrzebią nas w pamięci. A czy Niall też?  Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.




Oczami Edith




Otworzyłam oczy czując czyjąś dłoń na moim brzuchu. Skrzywiłam się, gdy poczułam coś co ciągnie za ranę. Lub ktoś. Powoli otworzyłam oczy. Liam.
- Li...- zajęczałam. - Co ty robisz?
- Przepraszam. - uśmiechnął się niemrawo. - poprawiałem Ci szwy.
- Oh. - zakłopotałam się. - To my już w domu?
Zaczęłam się rozglądać. Byłam w czyimś pokoju. Leżałam na łóżku w tych samych brudnych od krwi ciuchach. Li siedział obok poprawiając opatrunek. Przytuliłam się do niego.
- Dziękuję Liam za opiekę. - powiedziałam. - Ile już tak leżę?
- Prawie pół dnia. Zabraliśmy Cię o 15 wtedy a jest aktualnie 3 w nocy. - zaśmiał się. Wytrzeszczyłam oczy. Dopiero dostrzegłam na kanapie śpiącego Harrego.
- Czemu śpi na kanapie? - zdziwiłam się.
- Pilnował Cię od tej 15 do teraz. Jakąś godzinę temu zasnął. - zerknął na przyjaciela.
- Ale czemu na kanapie?
- Bo śpisz w jego łóżku. Nie chciał, żebyś się źle poczuła. - odrzekł. - Dobra Edith. Jak się czujesz? Chcesz coś do picia?
- Czuję się... - zamyśliłam się. - Dobrze. Nie dziękuję Li. Chcę zostać sama.
Puścił mi oczko i wyszedł z pokoju. Westchnęłam. Harry jest zbyt nadopiekuńczy. Przewróciłam oczami. Wstałam powoli podchodząc do Harrego. Wyglądał tak słodko. Przesunęłam go trochę kładąc się obok niego. Złapałam się kurczowo jego koszuli żeby nie spaść. Poczułam jak jego ręka mnie do siebie przyciąga. Uśmiechnęłam się. Zamknęłam oczy próbując ponownie zasnąć. Nic z tego.
- Edith? - usłyszałam przy uchu. - Co ty tu robisz?
- Leżę. - zaśmiałam się. - Nie widać?
- Powinnaś uważać na ranę. - zmartwił się. - Połóż się do łóżka.
- Nie. - odparłam naburmuszona jak małe dziecko. Harry tylko począł się śmiać. - Nie mogę zasnąć.
- Ja już też nie. - zerknął na mnie. - Chcesz coś zjeść?
- Nie wiem sama. - usiadłam. - Boję się o Lori. Nie wróciła prawda?
Pokręcił przecząco głową. Siedziałam bez żadnego wyrazu twarzy. Po twardym policzku spłynęła łza.Otarł ją palcem.
- Hazz to moja wina. - To ja tam się pierwsza...
- Czemu tam pobiegłyście? - wyprzedził mnie. - Powiedz mi.
- Jack wszystko wyśpiewał. - wypuściłam powietrze z ust. - Mroczy płomień jest w Pałacu Królowej. Musimy się tam dostać i go zniszczyć.
- Zawsze możemy my coś wymyślić. - rzekł loczek. - Nie musiałyście działać na własną rękę.
Wtuliłam się w niego. Jego serce biło tak idealnie. Tak jak kiedyś moje.
- Kiedy wyjeżdżamy? - szepnęłam. - No wiesz amulety..
- Ah tak. - podrapał się po głowie. - Jakoś za kilka dni. Nie pamiętam dokładnie.
Przytaknęłam. Czuję coś długie miesiące przed nami. Dziewięć amuletów do znalezienia, aby złamać klątwę. Przestałam już wierzyć. Marzyć. A jak człowiek nie marzy, umiera. Umarłam już dawno. Zero uczuć, zero bólu, Kamienne serce. Miłość ucieka mi sprzed nosa. Nie wiem co mam robić już ze sobą.




Oczami Lori


Czułam zapach świeżych kwiatów pod wilczym nosem. Wiatr łaskotał moje ucho. Co się stało ze śniegiem? Zmęczenie z wczorajszego wyścigu całkowicie przeszło. Ale chwila moment. Gdzie ja właściwie jestem? Powoli otworzyłam oczy. Zaczęłam się rozglądać na boki. Nie kojarzę tego miejsca. Czyżbym wybiegła poza Londyn? Nie. To nie jest możliwe. Zauważyłam w oddali jeziorko. Podbiegłam do niego. To było nasze jezioro. Moje I Edith. Tu byłam przetrzymywana. Tu zostałam zmieniona. Myślałam, że znam Londyn jak własną kieszeń. Widocznie się myliłam. Zaczęłam cofać się przez rzekę w kierunku miasta. Muszę wiedzieć czy Edith to przeżyła. Jak się trzyma reszta. A w szczególności Niall. Po dwudziestominutowej wędrówce usłyszałam ruch uliczny. Zmieniłam się w człowieka wychodząc na ulice niespostrzeżenie. Wyglądałam okropnie. Ciuchy nie dość , że brudne to jeszcze podarte. Westchnęłam idąc powoli ulicą. Z daleka widziałam dom chłopców. Przyspieszyłam kroku. Weszłam na posesję pukając do drzwi. Otworzyła mi mizerna Edith. Krzyknęła gdy mnie zobaczyła.
- To.. to ty żyjesz? - zaczęła płakać. - Mój Boże dziękuję Ci.
Odsunęłam się od niej.
- Przecież minął jeden dzień. - odparłam. - Ucie..
- Jeden dzień? - wyłupiła oczy. - Aissia minęły dwa tygodnie od tamtego zdarzenia...



CDN...




____________________________________________________


Halo? Jest tu ktoś? :c Ludzie halooooooo
Smutno mi nikt nie komentuje >.<
RiDa




sobota, 27 lutego 2016

Chapter 33




Biegłam z Edith przez Londyn ile sił w łapach. Jack wszystko wyśpiewał. Jeden podpunkt już znaliśmy. Wiemy gdzie jest Mroczny Płomień. Im jesteśmy bliżej niego czujemy się sobie obce. Tak on na nas działa.  Pałac Buckingham. Nie było wyjścia. Musimy go zniszczyć.



Oczami Nialla


- Chłopaki! - zawołał Liam. - Zerknijcie szybko!
Wziąłem szklankę z sokiem i poszedłem do salonu. Akurat w telewizji były podawane wiadomości. I co tam zobaczyłem przeszło moje oczekiwania.
-"Dzisiaj około godziny 15 widziano dwa wilki biegnące po ulicach Londynu. - Mówi kobieta. - Prawdopodobnie są to Błękitnokrwiści. Więc proszę zachować spokój i być ostrożnym..."
Dalej nie słuchałem. Usiadłem na kanapie załamany.
- Stary co jest? - zapytał Zayn.
- Nie wiem. - odpowiedziałem. - Boję się o Lori. To ona. Ta sama biała wilczyca.
Liam westchnął i wstał. Zaczął się ubierać. Patrzyliśmy na jego poczynania.
- Co będziecie tak siedzieć i patrzeć? - zapytał z uśmiechem na twarzy. - Jedziemy ich szukać.
Uśmiech wkradł mi się na twarz. Założyłem kurtkę i razem z chłopakami wsiedliśmy do samochodu.
- Macie jakieś pomysły? - zapytał Lou.
- Muszę mieć powód żeby biegać w tej skórze po mieście. - zamyślił się Liam.
- Lori? - zapytałem w myślach. - Słyszysz mnie ?
- Tak. - odpowiedział mi głos. - Niall to ty?
- Co wy robicie? - zapytałem bez ogródek. 
- Płomień... - warknęła. - On nas niszczy. On jest w pałacu Królowej.
Zachłysnąłem się powietrzem. Wszyscy na mnie spojrzeli.
-  Pałac Buckingham. - oświadczyłem. - Szybko.



Oczami Lori



Niall do mnie przemówił. Jakim cudem? Czy on się zmienia? To nie jest możliwe. Nagle sobie uświadomiłam, że już jesteśmy pod pałacem. I nagle te dziwny uczucie. Co my cholera robimy.
- Edith. - warknęłam. - Nie damy rady. Uciekajmy.
Wilczyca pokręciła głową rzucając się na strażnika. Jednak ten był szybszy. Wbił jej broń w delikatne podbrzusze. Krew rozlała się na posadzce. Złapałam Edith na grzbiet i pobiegłam z nią w stronę wyjścia. Straże mnie okrążyły. Warknęłam przeskakując nad nimi i w trybie ekspresowym zaczęłam biec w stronę lasu.
- Coś ty zrobiła. - szepnęłam jej w myślach. - Idiotko.
- Przepraszam. - wycharczała. - Przepraszam..
- Spokojnie - uspokoiłam ją. - Nic Ci nie będzie.
Chciałam w tamtej chwili mówić prawdę. Edishia była naprawdę w okropnym stanie. Nawet jak na Błękitnokrwistego.
Biegłam najszybciej  jak mogłam. Zauważyłam samochód chłopców przed nami. Dobiegłam do nich.
- O mój boże. - krzyknął Harry. - Co się dzieje?
- Weźcie ją do domu. - szepnęłam, słysząc jadące gliny w oddali. - Nie martwcie się.
Spojrzałam na Nialla. Przytuliłam się szybko do niego, zmieniając się znowu w wilka biegnąć w stronę lasu. Wiedziałam że nie odpuszczą. Albo zabiją, albo złapią. Nie wiem co by było gorsze. Nie dam się. Nie tak łatwo.



Oczami Edith 



Nie czułam nic. Zero. Miałam rozmazany obraz przed oczyma. Ale wiedziałam, że jestem bezpieczna. W postaci wilka, opatulona jakimś kocem leżałam na kolanach Harrego i Zayna.
- Edith trzymaj się. - powiedział Liam. - Niedługo będziemy w domu.
Czułam ciepło bijące od chłopców. Ciepłe dłonie głaszczące moje brązowe futro.Czemu nie czuję zapachu Lori? Czy ona tu jest? Czemu mnie zostawiła? Zmieniłam się w człowieka.
- Aissia? - wycharczałam cicho. - Aissia?
- Nie ma jej tu. - szepnął Harry odgarniając moje blond włosy. - Pobiegła odciągnąć uwagę od nas.
Moja głowa spoczywała na kolanach Zayna, natomiast reszta ciała na Hazzie.
- Przepraszam. - zapłakałam.- że brudzę Cię krwią.
- To nic. - uśmiechnął się. - Dopóki żyjesz wszystko jest w porządku Edishia.
Mój kącik ust uniósł się usłyszawszy moje całkowite imię. Przymknęłam oczy chcąc rozkoszować się ciepłem panującym w samochodzie. Leżałam cicho, przysłuchując się rozmowie Louisa z Harrym.
Niall siedział wpatrzony w okno. Dotknęłam ledwo jego ręki.Spojrzał na mnie. Miał łzy w oczach.
- Wiem, że się martwisz. - powiedziałam. - Wróci cała i zdrowa.
- Mam złe przeczucia. - mruknął. - Co się stanie jeżeli ją złapią?
- Są dwie opcje. - uśmiechnęłam się. - Śmierć powolna lub szybka.


____________________________________________


Nowy rozdział :) Jakoś nie mam siły na pisanie notatek, wiecie sami co robić :)
Pozdrawiam z całego serduszka
RiDa




Chapter 32



Szum wiatru pośród drzew owiał mi się o uszy. Zastrzygłam nimi , słysząc wrogą jednostkę. Odwróciłam się.Stał za mną Geo. Uśmiechnęłam się , podchodząc do niego. Ten zmarszczył brwi , odchodząc lekko. Zdziwiłam się . Co się dzieje ? Wilki zaczęły wychodzić zza drzew. Quill warknął pod nosem.
- Na co czekasz uciekaj! - wrzasnął w myślach przyjaciel. Nie wiedząc co robić posłuchałam rozumu i zaczęłam uciekać. Serce mówiło zostań , rozum - uciekaj, Wybrałam to drugie. Nie wiedząc co się dzieje zaczęłam nawoływać w myślach Lori. Nie odpowiadała. Byłam w potrzasku.
Ruszyłam przed siebie.Swoim wilczym węchem wyliczyłam iż do naszego domu jest jakaś godzina biegu.
- Edith... - szepnęła Lori.-Przyprowadź ich do domu. Są nam potrzebni...
- Potrzebni?! - zbulwersowana potrząsnęłam wilczym łbem. - Żeby przy stole nas wypatroszyli i zjedli ??
- Masz mało czasu.






Oczami Lori


- Czujesz to Lori ? - chłopak podniósł się gwałtownie. - To oni.Co robimy ?
- Ten znak....boli.Czuję ból.Co się dzieje ? - przerażona ściągnęłam spodnie.Znak świecił się na czerwono.A dokładnie jedno miejsce na amulet.Stado Z Manchesteru.Wtargnęli na nasz teren. Muszą zaznać bólu jak ja.
- O co do cholery chodzi?! - wrzasnął.
- Sama nie wiem. - zapłakałam. - To siedzi mi w głowie. To płomień, nic na to nie poradzę.
Nagle usłyszałam szczekanie. To Edith. Jest pod domem.
- Co musimy zrobić? - zapytał. Przymknęłam oczy. Czemu ja czuję ból? Co się dzieje?
-Jack wie coś o kręgu. - szepnęłam. - Dlatego musimy się dowiedzieć co.
Nuss dotknął mojego uda. Było ono gorące. Jakby paliło się od środka.
- Chodź. - podał mi rękę. - Oni już tu prawie są.
Wstałam pospiesznie, zmieniłam się z Nussem w wilka wychodząc przed dom.
- Nuss boję się. - szepnęłam do niego w myślach. - Jeszcze ten znak..
- Ból jest chujowy. - powiedział. - Ale podobno uczy.
Westchnęłam. Nie wiem co myśleć. Będziemy musieli z niego wyciągnąć informacje siłą. Nie lubię tego.Nagle podbiegła do nas Edith przemieniając się w wilka.
- Ty naprawdę masz nasrane. - wysapała ledwo. - Po co miałam tu z nimi biec? Prawie mi ogonek odgryźli.
Zaśmiałam się.
- Znak się jarzy. - wstałam otrzepując spodnie. - Coś mi mówi że Jack coś wie.
Potrząsnęła głową.
- Nie mam pytań. - zmrużyła oczy. - Wiesz co robisz?
- Chyba. - wzruszyłam ramionami. - Tak mi się wydaje.
Istnieje wielka różnica między niebezpieczeństwem, a strachem. Chciałabym w tej chwili czuć jedno z dwóch. A może i oba. Wszystko działo się tak szybko. Za szybko jak na Błękitnokrwistego.




________________________________________________


Witam wszystkich. Ciekawe czy ktokolwiek czyta jeszcze mojego bloga :) Jakoś mnie wzięło na skończenie blogów. Jednak ktoś to czytał więc powinno być warto. Emmm.. Czytał. No własnie. Jest tu ktoś jeszcze? Te dwa lata minęły tak szybko że nie wiem jak do tego doszło.Chciałam przerwy i minęły dwa lata. Trzeba to nadrobić. :)
RiDa






sobota, 15 listopada 2014

Cały czas jestem :)



Całe wakacje spędziłam ze swoim chłopakiem , za co przepraszam. Potem zaczęła się szkoła... i moje problemy ze zdrowiem. Mam anemię. Trochę się tym na początku przeraziłam. Przepraszam was za to. Ale chciałabym was poinformować o tym że już piszę rozdział tutaj i na "Story About Sholen" :) Więc w razie co sprawdzajcie blogi w ciągu kilku najbliższych dni. Co ja mogę jeszcze dodać... Kocham was i nigdy bym nie opuściła blogów :)
Pozdrawiam wszystkich xx
RiDa



sobota, 7 czerwca 2014

Chapter 31 part II




Sen o Tomku i Dorotce, zmienił się w koszmar wspomnień. Tamte zdarzenie sprawiło, że drżałam ze strachu. Pociły mi się oczy. Serce niemiłosiernie przyspieszyło. Otworzyłam nagle oczy.
- Studnia. - wyszeptałam."Mała włożyła chleb pod pachę i żwawym ruchem skierowała się w stronę studni - tam gdzie miała na nią czekać mama." Poderwałam się z łóżka na równe nogi , podbiegając do stołu. Po drodze staranowałam lezącego na podłodze w postaci wilka - Nussa.
- Ał. - jęknął, zmieniając się w człowieka , tym samym od razu łapiąc się za ramię.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam , śmiejąc się. Uruchomiłam laptopa.
- Co jest? - chłopak wstał , podchodząc do mnie.
- Wszystko ma sens... - pokręciłam głową w zdumieniu. - Rozumiesz? Wszystko się łączy w jedną całość. Odpowiadaj mi teraz na pytania Nuss. Jaki jest nasz cel?
- Złamanie zaklęcia rzecz jasna. - odparł.Wyciągnęłam kartkę zapisując u jej góry zdanie.
- Co musimy zrobić?
- Znaleźć potrzebne amulety.
Pokiwałam głową.Zalogowałam się na laptopie.
- Jak musimy złamać klątwę? - westchnęłam , przecierając oko.
- Należy je umieścić w Zagubionym Kręgu.
- Wiemy co to jest? - zapytałam.
- Wiemy , że znajduje się na Madagarkarze... - Nuss podrapał się po głowie. Wypuściłam powietrze.
- Co ma nad nami kontrolę? - uśmiechnęłam się półgębkiem.
- Mroczny Płomień... - warknął brunet.
- Skąd pochodziła Doni? - zacisnęłam ręce w pięści.
- Stado z Manchesteru.....
Zrobiłam schemat na kartce. Na samym środku umieściłam jedno z najważniejszych wydarzeń - powstanie Błękitnokrwistych. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Co ci to przypomina? - ukazałam moje dzieło chłopakowi.
- Krąg....










Oczami Edith

 
 

Przyczaiłam się , zniżając wilczy łeb. Wcisnęłam swoje ciało pomiędzy zarośla. Zaciągnęłam się powietrzem. Czuję go. Moja nowa , namierzona ofiara. Spojrzałam w bok na Geo , Setha i Quila. Czekali na mój znak. Śnieg delikatnie prószył. Mały płatek spadł mi na czubek nosa. Podrażnił moje zmysły. Zaczęłam kręcić wilczym nosem , aby nie kichnąć. Quil cicho warknął , chcąc ostrzec , że jeleń zaczął być czujny. Niestety musiałam prychnąć. Zwierzyna zaczęła uciekać , a my w pogoni za nią. Dosłownie topiliśmy się w śniegu.Biegłam ile miałam sił w łapach. Zauważyłam zamarzniętą rzekę przed nami. Przyspieszyłam. Jeleń przeskoczył zwalone drzewo , skacząc na rzekę. Lód był na tyle śliski , że  przewrócił się , lądując na brzuchu. Mieliśmy chwilę czasu , aby go zabić. Powtórzyłam jego czynność , skacząc od razu do gardła zwierzęciu.Moje kły wtopiły się w aortę. Jeleń już po kilku minutach przestał oddychać. Jego serce przestało bić. I nagle coś poczułam. Lód zaczął pękać. Quil dobiegł do mnie. Wgryzł się w nogę ofiary , ciągnąc ją na ląd. Wielka rysa pojawiła mi się pod łapami. Kiedy przyjaciel , już stał na lądzie , zaczęłam biec. Rzeka rozstąpiła się , a ja wpadłam do niej. Wpadłam do lodowatej wody. Zmieniłam się w Tygrysa chcąc przytrzymać ciepło przy sobie. Dopłynęłam wykończona na brzeg.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam głos Geo nad sobą.
- Nie. - westchnęłam zmieniając się w człowieka. - Wszystko w porządku. Możemy wreszcie coś zjeść?
Z powrotem przekształciłam się w wilka rozrywając brzuch Jelenia na strzępy.
- Uczta? - zza drzewa wyszedł Daveh. Zmienił się w wilka , rzucając na "moją" zdobycz. Warknęłam pod nosem , niechętnie odchodząc. Czarny wilk dumnie podszedł do jelenia , zaczynając rozszarpywać go na kawałki. Westchnęłam pod nosem , siadając pod drzewem. Odgarnęłam śnieg spod łap.
- Edith? - szepnął Quil myślach. - Czujesz to ?
Przymknęłam oczy, rozszerzając nozdrza. Wzniosłam głowę , ku górze. Poczułam obcy zapach. Stado z Manchesteru. Obróciłam się , po czym przeniosłam wzrok na skraj lasu. Zauważyłam wilka. I następnego i następnego.....

______________________________________________________

Nawet nie pytajcie błagam.... Nie mam słów na usprawiedliwienie mojej nieobecności. Po prostu 
lenistwo i koniec roku szkolnego. Powoli powracam do pisania skarby. Nie hejtujcie bo wiem , że was zawiodłam... Przepraszam
Sheeri <3