Uwaga!

niedziela, 27 października 2013

Chapter 15




- Poszlibyśmy może teraz na jakiś lunch, albo kawę? - zaproponował. - Oczywiście ja stawiam.
- Muszę iść na pocztę. - skrzywiłam się. - Po za ty mówiłam , abyście o nas zapomnieli.
- Ja o tobie nigdy nie zapomnę. Za dużo dla mnie znaczysz.......
- Zwariowałeś?!! - wrzasnęłam. - Nigdy nie będziemy przyjaciółmi. Nie masz na co liczyć!
Odwróciłam się , wołając Seth'a. Chłopak stał wmurowany, lecz po chwili podbiegł do mnie.
- Przepraszam. - odparł. - Bynajmniej mogę Cię odprowadzić na pocztę?
Westchnęłam spoglądając w jego oczy. Były tak nieskazitelnie zielone, że było trudno odmówić.
- Ok. - zapięłam smycz do obroży przyjaciela. - Chodźmy.
Przez całą drogę milczeliśmy. Od czasu do czasu Seth trącał nasze dłonie do siebie. Yght! Policzę się z nim.
- Dzięki. - szepnęłam, przywiązując smycz do słupka. Gdy miałam wchodzić do budynku, złapał mnie za rękę.
- Co? - zdenerwowałam się.
- To. - pocałował mnie. Osłupiałam z wrażenia. Nie wiedziałam co robić. Nigdy nikogo nie całowałam.......nie wiem co czuję. Nie wiem po co to zrobił.Odepchnęłam go lekko od siebie. Bez słowa odwróciłam się wchodząc na pocztę.





Oczami Harrego



- Kurwa po co to zrobiłem. - złapałem się za włosy. Seth trącił moją nogę.
- Nie przejmuj się. - usłyszałem w mojej głowie. - Ona nie wiedziała co zrobić. My nie czujemy.
- Seth? - pomyślałem zdziwiony. - Dlaczego szperasz w mojej głowie?
- Nie szperam. - prychnął. - Tylko porozumiewam się z tobą myślami.
- Aha. - powiedziałem na głos. - Do zobaczenia Seth.
Zaszczekał , potwierdzając moje słowa. Wróciłem niespiesznie do mieszkania.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, wiem, że jest CHU*OWO krótki , ale to musi wam wystarczać. Nie mam po prostu czasu na napisanie dłuższego. Musice mi dać czas, abym napisała 16.Liczę na komentarze i dziękuję Weronice Turlej za komentowanie :)
RiDa






wtorek, 22 października 2013

Chapter 14






Następnego dnia - Oczami Lori



Poczułam jak coś ciężkiego upada na mnie. Ziewnęłam , po czym  otworzyłam powoli oczy. Quil.
- Dlaczego śpisz w postaci wilka? - zdziwił się. Wstałam , otrzepując się z kurzu. Spróbowałam przemienić się w człowieka. Nie udało mi się.
- Nie wiem , ale nie mogę przemienić się w człowieka. - powiedziałam do niego w myślach. - Zauważyłeś, że jestem kilka razy większa?
- Tak. - odpowiedział. - Przez kilka dni też tak miałem. Jak każdy.
- Jak każdy?!
- Tak. Nie wiem jak to się nazywa, ale też tak miałem. Idziemy?
- Gdzie?
- Jak to "Gdzie" ? Na granicę. Mamy małe zebranie, przed atakiem.
- Ok. - odpowiedziałam.
Chłopak zmienił się w mocno brązowego wilka , wychodząc z chatki.
- Ścigamy się? - zapytał.
- Jasne.
Ruszyliśmy przez drzewa, w stronę granicy. Po kilku minutowym biegu, ukazaliśmy się na polance. Wyprzedziłam Quil'a o kilka metrów. Zawył dla żartu.
- Baba mnie pokona. - zaśmiał się.
- A żebyś wiedział. - pomyślałam.
W zaledwie 10 minut byliśmy na granicy.
Wszyscy czekali w postaciach wilków.
- Ok. Jesteśmy wszyscy. - oznajmił Daveh. - Musimy porozmawiać na temat tych 5 fagasów. Po pierwsze : kto ich sprowadził?
- Ja. - Edith wyszła z szeregu. 
- Dlaczego?
- Ja....no.....ekhm.....
- Aby zabrali nową. - wtrąciłam.
- Nie pytam Ciebie. - warknął.
Nie zmylcie się. Daveh nie jest surowy. To świetny przyjaciel, ale jeżeli chodzi o granice i ataki, to potrafi zaatakować. W dosłownym znaczeniu.
- Można im ufać?
- Tak. - odparła moja przyjaciółka. - W 100%.
Samiec alfa westchnął. 
- My dzisiaj zaczynamy atak. - oznajmił. - Musimy tych skurwieli przepędzić z naszych ziem.
- Tak jest. - warknęliśmy. 
- Mam pytanko. - wystąpiłam na przód. - Czy będę mogła za 2 dni wybyć na trochę do miasta?
- Sprecyzuj. - rozkazał.
- Idę do tych "5 fagasów" do domu, jako pies. Będzie to taki mały kamuflaż , w centrum. Chcę znaleźć lekarstwo.
Wszyscy oprócz Edishii - zaśmiali się.
- Żartujesz? - sapnął Seth.
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie. - Daveh ukazał kły.
- Dlaczego? - oburzyłam się.
- Bo nie.
- I tak pójdę. - prychnęłam. Alfa miał coś odpowiedzieć, gdy przede mnie wystąpiła Yvonne.
- Pozwól jej. - doradziła. - Złem niczego nie wskórasz. Nawet pogorszysz.
- Wyraziłem się jasno. - podszedł bliżej.
- Nie! - warknęła, waląc go łapą. Samiec nadymał się, spoglądając w oczy swojej dziewczyny.


Na około zebrani szczerzyli kły, widząc tą scenkę. Nigdy nie zdarzyło się, aby Daveh zawarczał na Yvonne.
- Przestańcie. - zaszczekałam. Daveh prychnął parą z nosa , na czoło Yvonne. - Pozwalam. - westchnął. - Ale pamiętaj. Ostrzegałem Cię. Nie ma lekarstwa. 
- Zobaczy się. - mruknęłam. - Chociaż nie mówię nie. 
Po dokładniejszym rozplanowaniu ataku, rozdzieliliśmy się. Ja z Nuss'em , Quilem oraz Yvonne ustawiliśmy się od wschodu. Natomiast przywódca z Edishią oraz Seth'em od północy. Zza drzewa wyłoniła się jasno-brązowa wilczyca. Gdy nas zauważyłam, zniknęła , a za chwilę pojawiła się z resztą stada.
- Witajcie. - zaczął George. - Słucham.
Nie odzywając się , ruszyliśmy z warkotem na wrogów. Myślę ,że wystarczy napisać, iż wygraliśmy. Został tylko samotny Geo. Zagryzłam jego kark, robiąc wraz z nim fikołek. Przyparłam go do ziemi.




- Wyjdź z niego Czarownico. - zawarczałam. - Natychmiast!
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Widziałam w nich, jak Mroczny Płomień gaśnie. Wilk potrząsnął łbem, wstając. Zachowywał się dziecinnie , jak poprzednio.
- Co się stało? - zapytał. -  Ostatnie co pamiętam to , że wyszliśmy na miasto z Edith.
- Udało się. - powiedział Nuss. - Płomień zgasł.
Odetchnęliśmy z ulgą. To i tak nie jest koniec walk z Manchesterem.





                                          ~,~


- Możesz się zmienić? - zapytał Nuss. Pokręciłam głową.
- Szkoda. - westchnął. - Chciałem Cię zabrać na spacer.
- Jakiż ty jestem szczery. - powiedziałam do niego w myślach.
- Jestem , jestem. - zaśmiał się. - Mam ukrywać, że mi się podobasz?
- Raczej tak. - wtrącił Geo. - Aissia jest moja.
- Od kiedy? - zapytałam , drapiąc pazurami ziemię.
- Od zawsze byłaś moją przyjaciółką. - wyznał poważnie. - Me serce ku tobie ucieka....
- Jak Romeo? - zarechotał złośliwie Quil. - Stary też sobie wybrałeś.
- Nigdy was nie zrozumiem. - zaszczekałam. - Faceci....
- Kobito , nie radzę. Nas jest 3, ty jedna. - pogłaskał mnie George. - Suko moja kochana.
- Suko tak? - zawarczałam. - Masz 5 sekundy życia. Jeden......dwa...
Brunet zaczął uciekać.
- Dwa i pięć. - dokończyłam rzucając się na biednego Błękitnokrwistego.
- A gdzie trzy i cztery? Pomocy! - wrzasnął. - Wilk mnie bije.
- Nie mam kciuków idioto. - zaśmiałam się w myślach. 
- Oj tam. - przewrócił oczami, zmieniając się w wilka. Już nie był czarny. Miał poprzedni kolor sierści.
Nie wiadomo skąd przybył Daveh. Stanął pomiędzy nami, mówiąc:
- Widzieliście Lori?
Czołgając się , podpełzłam do niego , kładąc się przy jego nogach.
- Jaja sobie ze mnie robisz? - zaśmiał się.
- Ee.... nie. - wstałam.
- Możesz się przemienić? - spytał.
- Jeszcze nie i to mnie wkurwia. - przewróciłam oczami.
- Ech..... - westchnął. - Nie za dobrze. Potrzebuję kogoś kto, poszedł by po paczkę na pocztę.
- A nie możesz ty sam iść? - zapytał Quil.
- Nie lubię miasta. - mruknął. - Może Edishia by poszła?
- Pewnie tak. - pokiwałam głową, marszcząc nos.





Oczami Edith



- Edith? - w progu domu zjawił się Seth. - Widziałaś Nuss'a?
- Nie. - zaprzeczyłam.
- A Daveh'a?
- Jestem. - do chatki wszedł wilk o którym była mowa XD.
- Edishia mogłabyś pójść na pocztę odebrać paczkę dla mnie? - zapytał przywódca.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Przebrałam się w czyste ciuchy, wychodząc z mieszkanka. Seth podbiegł do mnie.
- Mogę iść z tobą? - zapytał. - W postaci pieska.
Zaśmiałam się.
- Ok. Tylko nie bądź za duży jak na  tego "pieska ".
- Robi się. - zasalutował , przybierając formę wilka, o wiele mniejszego niż zwykle.
- Poczekaj potrzebuję smyczy. - zarechotałam złośliwie. Wróciłam się , zabierając z półki smycz łańcuchową. Założyłam obrożę przyjacielowi , zapinając smycz. Zamerdał szczęśliwie ogonem. Uśmiechnęłam się pod nosem , ruszając w stronę miasta.

Seth w postaci "psa".




                                            ~,~




- Sprawujesz się świetnie w roli psiaka. - powiedziałam do niego w myślach. - Chcesz Seth się załatwić, lub pobiegać?
- Miło by było. - odparł. Weszliśmy do parku , gdzie usadowiłam się na ławce, uwalniając Seth'a. Zachowywał się wzorowo. Załatwiał swoje potrzeby, bawił się z innymi psami, a raz mały chłopczyk go pogłaskał. Cudo.
- Hej Edith. - usłyszałam męski głos za plecami.
- Hej Hazz. - przytuliłam go. Dosiadł się do mnie.
- Po co Ci smycz? - zdziwił się. W tej samej chwili podbiegł do nas mój "pies".
- Masz psa?!
- Te Seth idioto. - szepnęłam, przewracając oczami. - Nic się nie dzieje. Możesz wracać.
Posłuchał mnie. Moment późnej ścigał się po polance z jakimś dalmatyńczykiem.
- Ah.....mogłem się domyślić. - strzelił face-palma. - Masz czas?
- Zależy. - poprawiłam włosy.
- Poszlibyśmy może teraz na jakiś lunch, albo kawę? - zaproponował. - Oczywiście ja stawiam.
- Muszę iść na pocztę. - skrzywiłam się. - Po za ty mówiłam , abyście o nas zapomnieli.
- Ja o tobie nigdy nie zapomnę. Za dużo dla mnie znaczysz.......

CDN.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Huhuhuhuh dzieje się dużo ^.^ Wyznanie Harolda......ojć :P Dziękuję za komentarze i pozdrawiam. :*

RiDa




piątek, 18 października 2013

Chapter 13






- Wracajmy do domu. - oświadczył biorąc ją na ręce.
- Nie!!! - krzyknęła, wyrywając się. - Nie, nie , nie!!!
Nie zdając sobie sprawy z tego co robi , przez przypadek ukazała kły.
- Zamieniłyście ją?! - Zayn złapał mnie za gardło. Zamknęłam oczy, nie z bólu. Raczej z bezradności. Nic nie czułam.
- Puść ją. - szepnęła Safaa. Malik spojrzał na dziewczynkę, a następnie na mnie. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co robi.
- Nie chciałem. - odparł sadzając mnie na ziemię. Poprawiłam czapkę.
- Zayn twoja siostra została przemieniona , kiedy poszła za tobą do lasu. - zaczęła Edith. - To nie my. Po co miałybyśmy to robić? Lori nawet z przymusu opiekowała się Safaą.
- Nie musiałaś tego mówić. - syknęłam , popychając przyjaciółkę. Uśmiechnęła się krzywo, wstając.
- Dzięki. - walnęła mnie w ramię.
- Co ja powiem mamie? - złapał się za włosy.
- Że jest Błękitnokrwistą? - zapytał Louis.
- Może uda się znaleźć lekarstwo. - powiedziałam na ucho Edith.
- Odwala Tobie?! NIE MA lekarstwa! - przewróciła oczami.
- Jest!! - wrzasnęłam. Chłopcy przyglądali się nam.
- Trzeba tylko poszperać w historii i znaleźć odpowiednie składniki. - wyjaśniłam. - Ja nie chcę takiego życia. A bynajmniej pomoglibyśmy im.
-Nie wiem....  - zacięła się. - Nie mamy teraz czasu na takie gówno. Musimy bronić terytorium, a poza tym jak chciałabyś wyjść na miasto? Ludzie chcą nas zabić.
- Możemy coś z tym zrobić. - zaproponował blondyn. Zerknęłam na niego , z ukosa. Mimo, iż minęło z 10 minut cały czas patrzył na mnie. Podeszłam do niego. Speszony odwrócił wzrok.
- Nie wstydź się.... - szepnęłam mu na ucho, przelotnie całując w policzek. - A co do poprzedniego stwierdzenia......moglibyście?
- Jasne. - połknął tzw. gulę w gardle. Odeszłam na poprzednie miejsce.
- Lepiej będzie jak na razie odejdziecie, zapominając o nas. - wtrąciła Edishia. - Co do Safy , to wasza sprawa. Powiedzcie jak uważacie. Na ten okres musicie zniknąć z naszego życia.Kiedy wszystko się uformuje , znajdziemy was i dopiero wtedy pomożemy. Sorry , ale mamy dużo na głowie.
Warknęłam , czując jak intuicja zwierzęca bierze w górę. Pokręciłam głową , chcąc wywalić z mego umysły Płomień.
- Lori wszystko ok? - zapytała Edith. Wrzasnęłam, upadają na kolana. Moje ciało przetransformowało się w wilka. Nie takiego jak poprzedniego. Byłam z dwa razy większa. Mój rozmiar wkraczał na większy poziom. Nie byłam tak ogromna jak Daveh czy Quil ,ale to coś. Spojrzałam morskimi oczami na resztę.
- Dlaczego Lori jest taka wielka? - zdziwił się Liam.
- Sama nie wiem. - blondynka spojrzała na mnie. - Aissia słyszysz mnie? Co się dzieje?
Spróbowałam się zmienić lecz na marne. Cholera! Co jest?! Zawyłam, padając przed przyjaciółkę.
- Nie może się zmienić. - zmartwiła się. - Chyba na was czas.
- Nie!! - wrzasnął blondyn.....chyba Niall. - Nie chce jej tak zostawiać.
To  byłe miłe z jego strony. Podeszłam do niego, ocierając się bokiem o jego nogę. Jak pies.......MAM POMYSŁ!
- Edith! - wrzasnęłam w myślach.
- Co? - spytała.
- Mam malutki pomysł. - zaśmiałam się. - Mamy dużo spraw, nie? To tak może.......przez 2 dni jeszcze pobędziemy tutaj, pomagając odeprzeć atak. Safaa nie chce iść beze mnie , więc jeden z chłopców zostanie z nią w domku. Następnie, pójdziemy jako "psy" chłopców do ich domu. Takim o to sposobem będziemy mogli przemieszczać się po mieście.....
- Tak kurwa wytłumaczyłaś , że nic nie rozumiem oprócz psów. - odpowiedziała.- Ale spoko. Spróbuję powiedzieć o tym chłopcom. A! I co się stało? Nie możesz się zmienić....
- Sama nie wiem......
- I co? - dopytywał się Harry.
- Emh.......na was już czas. - skłamała. Warknęłam. Ugryzłam ją w kolano. Spojrzała na mnie , po czym powiedziała :
- Tamten pomysł nie wypali. Sorry Aissia. Nie mogą z nami przebywać.
Podeszłam do chłopców, padając przed nogi.
- O co jej chodzi? - Louis przekręcił głowę.
- Chce abyście ją zabrali do siebie, jako domową suczkę. - wtrąciła Safaa. - Edith kłamstwo w ogóle nie popłaca.
- Oh.... - przewróciła oczami. - Przyjdźcie do lasu za dwa dni. Wtedy ją zabierzecie.
- A dlaczego nie teraz? - Niall zmarszczył brwi.
- Bo nie. - odparła. - Idźcie już. Traficie?
- Jasne. - Zayn złapał siostrę za rękę.
- Pa Lori. - uśmiechnęła się. Polizałam ją w policzek. O Nialla nogę otarłam się , tak samo jak z innymi. Ruszyli przez górę w kierunku wyjścia. Kiedy znikali w oddali zawyłam. Z czego? Sama nie wiem. Nie wiem jak nazywa się to uczucie.



Oczami Nialla


Szliśmy około godziny. Panowała okropna cisza. Za wszelką cenę chce ją przerwać. Ale nie wiem jak.
- Safaa jaka jest Lori? - wypaliłem. Dziewczyna uśmiechnęła się, zaczynając :
- Jest spoko. Karmiła mnie, zajmowała się mą cały czas. Nieraz wujek Nuss , przychodził.
-Nuss? - zdziwił się Louis. - To chyba ten z ich stada, nie?
Przytaknęła.
- Czy Lori będzie z nami mieszkać? - spytała.
- Tak. - odpowiedział Harry. - Tylko szkoda , że Edishia nie będzie.
- Coś się kroi. - Liam uśmiechnął się chytrze.
- Tsssa.... - mruknął. - Nieśmiertelna i gwiazda popu. Bravo dla was.
- A w ogóle widzieliście o tym jakimś lekarstwie? - poprawiłem włosy.
- Edith dziwnie zareagowała na pomysł brunetki. - pokręcił głową Zayn. - Może podoba jej się takie życie?
- Las , walki i śmierdząca sierść? - zarechotał Hazza. - O niczym innym nie marzyłem przez lata.
- Głąby. - przewróciłem oczami. - Nieśmiertelne są.
- Aaaa no tak! - wykrzyknął Louis. - Zayn?
-Hmm?
- Co się nie odzywasz?
- Myślę co zrobić z Safą. - spuścił głowę. - Prawda, czy kłamstwo?
Niespodziewanie usłyszeliśmy szelest w krzakach.Gwałtownie odwróciliśmy głową chcąc zidentyfikować sprawcę. Z zarośli wyszedł czarny, masywny wilk. Mniejszy od Lori , ale nie taki mały.
Warknął , ukazując kły.
- Nigdy nie zdobędziesz serca Lori. - usłyszałem w głowie. - Ona będzie moja.
- George? Tak się nazywasz? - spytałem, myśląc.
- Może i tak się nazywam. - przekręcił łeb. - Nie mam wilczego pojęcia co ona w tobie widzi. Zwykły człowiek, nie zdobędzie kamiennego serca Błękitnokrwistej.
- Jaki ty masz problem? - zdziwiłem się.
- Geo!!!!! - wrzasnął kobiecy głos.
Zza nas wyszła wilczyca o śnieżno-białej sierści. Lori. Śledziła nas? Stanęła przed nami, pyskiem w stronę George'a.
- Szukałam Cię. - odpowiedziała. - Wracaj do nas.
- Nigdy. - syknął.
- Lori. - szepnąłem.
- Nie wtrącaj się człowieku. - szczeknął na  mnie wilk. - Nie zasługujesz na nią.
- Zasługuje na miłość o wiele bardziej , niż ty na życie wygnańcu. - wtrąciła się. - Znikaj  stąd, albo zabiję cię.
Chwile przypatrywał się nam, po czym odwrócił się i pobiegł w stronę przeciwną. Dziewczyna prychnęła pod nosem, ocierając grzbietem o drzewo. Odwróciła się w naszą stronę. Stała, a po chwili zerknęła na mnie, po czym uśmiechnęła się. Po wilczemu. Musicie zobaczyć to na żywo. Żadne zdjęcie tego nie opisze. Tym bardziej słowa.
















~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest rozdział :) Jak zwykle - dziękuję za komentarze. Następny pojawi się możliwe , że we wtorek, lub nawet wcześniej. Liczę na komentarze i pozdrawiam :*
RiDa





poniedziałek, 14 października 2013

Zapraszam!



Zapraszam was serdecznie na tego o to bloga : http://one-life-one-loveniallhoran.blogspot.com . Dziewczyna dopiero zaczyna. Skomentowalibyście? Zróbcie to dla mnie ;)
Pozdrawiam
RiDa



niedziela, 13 października 2013

Chapter 12




- Ja chciałbym coś powiedzieć. - zaczął Li. - Przepraszam, za te niewinne oskarżenia. Zawsze myślałem , że jak widzisz człowieka to wysysasz z niego ludzkie życie. Wiem, to absurdalne.....
- Stop. - machnęłam ręką. - Wybaczam, bo każdy ma prawo do błędu. Każdy ma swoje życie. Swoje wybory.Swoje lekcje. A przede wszystkim swoje błędy....
- To było piękne. - uśmiechnął się Harry. - A w ogóle......masz jakieś ubrania na zmianę?
- Jasne. Spoko. - podeszłam do szafy wyjmując z niej stos ciuchów. - Wybierzcie sobie coś, ja pójdę za filar się przebrać.
Zabrałam komplet ubrań, chowając się za rogiem. Zmieniłam odzież wracając do chłopców.
- Gotowi? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział Niall. - Tak w ogóle.......nie przedstawiłaś się.
- Ah.....przepraszam. Mówcie do mnie Edith. - włożyłam pierścionek na palec.
- A jak masz na imię? - dopytywał się Mulat.
- Edishia. - mruknęłam cicho.
- Ej moment.....ty jesteś tą dziewczyną z kawiarenki i London Eye? - zaskoczony Liam ,aż złapał się za włosy. - Nie poznałem Cię.
- A gdzie tamta brunetka? - zapytał się blondyn.
- Nie ważne. Kiedy oddamy wam Safeę zapomnijcie o nas. Nie musicie wiedzieć o nas wszystkiego.- wyszliśmy z mieszkania. Skierowaliśmy się do głębi lasu.
 - Dlaczego? - Harry złapał mnie za ramię.
- Bo nie jesteśmy niczego warci. - warknęłam. - A teraz proszę. Milcz.
- Ale.......
Zdenerwowana zmieniłam się w wilka.
- I coś zrobiła debilu? - syknął Louis. - Zawsze wszystko spieprzysz.
- Nie moja wina. - podniósł ręce do góry.
Prychnęłam. Szykuje się długa droga......






Oczami Lori




- Lori! Lori! - wrzasnęła Safa wybiegając z lasu. - Widziałam kogoś.
- Kogo? - wyszłam z nory.
- Bandę wilków. - sapnęła , tuląc się do moich ramion. - Na czele stał duży ,czarny samiec.
- Nie dobrze. - mruknęłam. Niespodziewanie przypomniało mi się ostrzeżenie Edith. To mógł być George.....
- Schowaj się do domku.  - poleciłam. - Zmień się w wilka i czekaj. Pod żadnym pozorem nie wychodź. Zrozumiano?
Przytaknęła, znikając z mojego pola widzenia. No to teraz Aissia myśl...... Potrzebuję pomocy. Najlepiej Seth i Daveh. No i Yvonne też.Nagle usłyszałam warkot. No......pomocy to ja nie wezwę. Na górce pojawił się samiec alfa. George. Staliśmy w ciszy przypatrując się sobie. Nie mrugnęliśmy nawet okiem. Gdy ruszyłam w jego stronę , oddalił się.
Mam szczerą nadzieję, że nie wróci. Ale jak to się mówi nadzieja matką głupich. Ale też umiera ostatnia. Warknęłam wzywając resztę stada. Na lekkim zimowym podłożu ,(śnieg był stopiony z deszczem) zagalopował tylko i wyłącznie Seth.
Zmienił się w człowieka.
- Wzywałaś. - powiedział. Przytaknęłam.
- Gdzie reszta?
- Nie mogła , przyjść. - odparł. - Walczą na wschodnim krańcu z jakimś obcym stadem. Chyba to Ci z Manchesteru.
- Na pewno. - kiwnęłam głową. - Słuchaj prze chwilą pojawił się George. Sam.
- Wróci. Tym się nie martw. - zaśmiał się.
- Nie. Właśnie NIE chce żeby wracał. Safaa! Chodź tutaj na chwilkę.
Z norki wyłonił się mały wilczek. Seth'owi prawie oczy wyszły z orbit.
- Pilnuj ją. - ostrzegłam. - Jakby coś mi się stało, uciekaj z nią do Edith.
- Jasne. - pogłaskał dziewczynę. - Ale co może się......
Nie zdążył nawet dokończyć zdania. Zza drzew wyłoniły się wilki.Cholerny Geo!


- Schowajcie się. - ostrzegłam, zmieniając się w wilka. Stado okrążyło mnie z każdej strony. Nie mam nic do stracenia. Z głośnym rykiem rzucam się na pierwszego lepszego. Odpycha atak. Są o wiele silniejsi. Przydałaby się Edishia i Daveh. Och proszę....... Warknęłam na przyjaciela. Nie ruszył się. Nic , a nic. Skoczyłam na niego, wgryzając się w kark. To jest najskuteczniejsze. Wróg nie ma , żadnego wyjścia. Chyba że walnie plecami o drzewo. W tym przypadku nie mam na co liczyć. Brunet po pewnym czasie, zatrzymał się czekając , aż inny wilk zdejmie moje ciało. Kurcze! Moment później leżałam pod drzewem, obita z lewej strony. Zaatakowałam dalej, nie wiedząc, że moje wyczyny są obserwowane......






Wracamy do Edishii



Zatrzymaliśmy się przy wielkiej sośnie , obserwując walkę.
- Muszę jej pomóc. - szepnęłam do chłopaków. Siedzieli z otwartymi ustami nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Idź. - zalecił Liam. - Pomóc wam?
- Nie, jeszcze byś oberwał. - pokręciłam głową. - Nie chciałabym tego.
- Edith? - zapytał Niall. - Spójrz.
Zerknęłam na przyjaciółkę. Właśnie w tym samym momencie została odrzucona w najbliższe drzewo. Leżała chwilę, po czym ponownie zaatakowała wilka.
- Daveh? - powiedziałam na głos, odwracając głowę. - Co tu tu robisz?
- Zaatakowali nas od wschodu. - odpowiedział. - Wzywano mnie i Seth'a.
- To gdzie on jest? - zdziwiłam się.
- Pewnie pilnuje Safy. - wzruszył ramionami.
- Safy?! - wrzasnął Zayn.
- Ty idioto.- szepnęłam. Wrogowie odwrócili się w naszą stronę. Nie zrezygnowali. Jeden z wilków ruszył w naszą stronę. Gdy wyjrzał za drzewo skręciłam mu kark.





Aissia 




- Safy?! - wrzasnął głos. Odrobinę przypominał Zayna. Ał, moja głowa. Pulsuje, chociaż nie czuję bólu. Zapamiętajcie to. Jeden z wilków poszedł na górę. Kiedy tylko postawił na niej łapę, został zabity, przez sprawne ręce mojej przyjaciółki. Wstałam , zawyłam. Zzza rogu wybiegł Daveh i Edith. Przemienieni w wilki.
Dopiero mogłam bez przeszkód ruszyć do ataku. Walczyliśmy zaciekle, nie poddając się. Niedługo potem dołączył do nas Nuss i Quil. Z każdym krokiem atakowało się coraz lepiej. Kiedy zostały 3 wilki wraz z Geo, brunet wycofał się w stronę lasu. Kiedy Nuss miał zamiar zmienić się w postać, warknęłam na niego.
- Co jest Lori? - zapytał. 
- Spójrz. - powiedziałam. 
Z górki powoli zeszło 5 chłopaków. Zayn , Harry i jego koledzy. Powoli wycofałam się do tyłu. Quil ruszył na nich z wyszczerzonymi kłami.
- Nie! - wrzasnęłam telepatycznie. - Wracajcie do granic. 
- Ok. - odpowiedział.
Razem z Nuss'em i Daveh'em wbiegli w las. Edith zmieniła się w człowieka.
- Nic wam nie jest? - zapytała ich. Prychnęłam, warcząc. Co się ze mną dzieje? Nie ufam im. Proste i logiczne.
- Nie. - odpowiedział blondyn, spoglądając na mnie. Zaszczekałam , czując jak sierść na karku zjeżyła mi się.
- Hej, co jest? - Edishia ukucnęła obok mnie. Oparłam swoją głowę, na jej kolanie.
- Nie ufam im. - szepnęłam.
-Dlaczego? - zapytała.
- Sama nie wiem. Jak powiesz im, kim jest Safaa wkurwią się, zabijając nas. Mają noże.
- Skąd to wiesz? - zdziwiła się. - Chłopcy wyjmujcie broń.
Mężczyźni wyjęli , małe sztylety z bluz. Warknęłam, kiedy upuścili wszystkie na liście. Zabrałam je do norki, chowając pod ściółką. TERAZ mogłam wyluzować.
- Zmień się. - poleciła przyjaciółka. Pokręciłam głową.
- Nie wstydź się. - zachęciła mnie. Jak miałam się zmienić kiedy ten blondyn wgapiał swoje gały we mnie?!! Nie zdążyłam nic zrobić, gdy z norki wyszedł Seth. Podszedł do nas, zmieniając się w człowieka.
- Lori dawaj. - zachęcił. Zawyłam , przetransformują się w człowieka. Miałam na sobie jedynie to, ależ to i tak nic.
- To ty. - szepnął Harry.
- Co ja? - spytałam  sarkastycznie , słodko. Zauważyłam jak na twarzy pozostałych wkradają się uśmiechy.
- Dziewczyna z kawiarni. - odpowiedział.
- Gdzie Safaa? - zapytał Zayn.
- Śpi. - odpowiedział Seth.
- Gdzie?
- Tu. - wskazał na skałę.
- To przecież dziecko. - wkurzył się. - Śpi na ziemi?!
- Nie powiedziałyście mu? - Seth przeczesał włosy. - Powodzenia. Jakby coś ja idę do domku. Do zobaczyska.
- Pa. - odburknęłam. - Edith nie powiedziałaś im?
- Nie. - spuściła głowę. Zaśmiałam się.
- To masz problem. - zmieniłam się w wilka idąc po dziewczynę. Akurat się przebudzała.
- Co jest? - spytała w pół sennie.
- Twój brat przyszedł. - uśmiechnęłam się. - Wracasz do mamusi.
- Nie chce. - zrobiła grymas. - I.....ja mam brata?
- Zapomniałaś? - zrobiłam wielkie oczy. Pokręciła pozytywnie głową.
- Zayn. Zayn Malik.Mówi Ci to coś?
- Możliwe........
Wyszła z kryjówki.
- Safaa?!!!! - pisnął jakiś brunet. Mulat gdy zobaczył siostrę, uśmiechnął się.
- Safaa......cukiereczku. - powiedział, rozkładając ręce. Dziewczynka niechętnie podeszła do chłopaka.
- Wracajmy do domu. - oświadczył biorąc ją na ręce.
- Nie!!! - krzyknęła, wyrywając się. - Nie, nie , nie!!!
Nie zdając sobie sprawy z tego co robi , przez przypadek ukazała kły.......

CDN.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję TYM co komentują rozdziały :) Bynajmniej wy macie odwagę coś napisać :3 Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Dziękuję jeszcze raz, oraz liczę na komentarze. Kocham was <3
PS: Następny za tydzień.
SaVannah (RiDa)






czwartek, 10 października 2013

Chapter 11






- Stado z tamtego rejonu coś musiało przywiać. - pokręciła głową. - Sami by nie przybiegli taki kawał drogi. Widzą o tym , że Daveh jest, to znaczy był samcem alfa i nie warto z nim zadzierać. Boją się tego miejsca.
- Co to oznacza? - zapytałam.
- Oznacza to , że Mroczny Płomień igra z naturą. - mruknęła. - Chce nam dać nauczkę.
- Za co? - strzeliłam face - palma. - Jaka kurwa nauczka?!
- To ty nie wiesz? - Poprowadziła konie do chłopców. - Nauczka za zabicie jej.
- Ale to było z 500 lat temu? Może i nawet więcej.
- Tak....... - zacięła się. - Ale ona wie , że jesteśmy najgroźniejszym stadem które żyje, znaczy zmarło . Wszyscy się nas boją. Nikt jeszcze nie odważył się zaatakować Daveh'a .
- Nie rozumiem. - złapałam się za włosy. - A co z Geo?
- Przechodzi proces zhybrydacenia. - poprawiła bluzę.
- Czyli to on ich zwołał!! - wrzasnęłam. - Wszystko układa się w całość. Płomień ma nad nami kontrolę. Jak George się zmienia jest pod jej wpływem, czyli to ciało Geo, zwołało innych.
- Jest w tym coś. - pokręciła palcem. - Dobra. Wskakujcie. Podwieziemy was. Potem spróbuję rozwiązać sprawę z...........tym.
- Daj znać jak coś. - zmieniła się w konia. Zrobiłam to samo. Na Seth'u siedział Niall i Liam, na Daveh'u Zayn. Mnie dosiadł Harry , a Yvonne Louis. Pognaliśmy przez las, w kierunku domku. Poczułam jak ręka chłopaka wplata się w moją grzywę. Prychnęłam. Mój spokój przerwała odpowiedz w mojej głowie.
- Edishia  jesteś? - zapytała Lori. Tak tak! - wrzasnęłam. - Słuchaj , uważaj. W pobliżu czai się Geo ze stadem z Manchesteru.
- No i co? To , że ught. Po prostu uważaj. Niedługo przybędę z Harrym i jego przyjaciółmi. 
- Ok. Czekam.
Zatrzymaliśmy się przed chatką. Zmieniłam się w tygrysa, uprzednio czekając aż Harry zejdzie ze mnie. Yvonne razem z chłopakami uciekła do lasu. Stanęłam przed drzwiami, unosząc nos do góry. Pchnęłam powłokę łapą, wchodząc do środka. Pusto. Reszta weszła za mną.
- Zmienisz się? - spytał Zayn. Wykonałam jego polecenie.
- Aż taka jestem brzydka? - spuściłam głowę. - Rozgośćcie się. Herbaty, wody?
- Poproszę szklankę wody. - powiedział Liam. Podałam mu trunek. Sama zaparzyłam sobie herbatę. Usiadłam obok Nialla.
- To.......kim jesteś? - orzekł Louis.
- Kobietą. - przewróciłam oczami. - A jak myślisz?
- Ee......Błękitnokrwistą? - walnęłam czołem o powłokę stołu.
- Serio?! Nie wiedziałam. - udawałam głupią. - Myślałam że jestem z Hogwardu.
Chłopcy zaśmiali się.
- Ja chciałbym coś powiedzieć. - zaczął Li. - Przepraszam, za te niewinne oskarżenia. Zawsze myślałem , że jak widzisz człowieka to wysysasz z niego ludzkie życie. Wiem, to absurdalne.....
- Stop. - machnęłam ręką. - Wybaczam, bo każdy ma prawo do błędu. Każdy ma swoje życie. Swoje wybory.Swoje lekcje. A przede wszystkim swoje błędy.........



CDN.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję bardzo za komentarze pod poprzednim rozdziałem :) 11 jest krótki, ale za to wstawiłam go wcześniej. Mam nadzieję, że pod tym postem będzie nawet i więcej komentarzy, a żeby nie mniej ;) Pozdrawiam.
RiDa





niedziela, 6 października 2013

Chapter 10






Poszedłem za brunetem, zakładając kaptur na głowę. Zapukałem do drzwi. I drugi raz i trzeci.
- Dobra tam. - przewróciłem oczami. - Wchodzimy.
Popchnąłem drewnianą powłokę. Wszedłem pierwszy do pomieszczenia.
- Jejku.......- odezwał się Liam. Miał rację. To co zobaczyliśmy było nie do opisania. Normalnie szok. Chatka była elegancka. Ściany koloru beżowego, w niektórych miejscach pokryte kamiennymi płytkami. Dywan koloru czarnego, w białe kwiaty. Stały tu dwa duże łóżka, mała szafka i kącik kuchenny. Sama kuchenka elektryczna , mała lodóweczka oraz 2 o dziwo stare, zardzewiałe blaty. Na środku pomieszczenia , znajdował się stół dla 3 może 4 osób.
- Jeżeli oni tu mieszkają to.... - zacząłem. -  Mają takie luksusy? Jezu nie wiem co powiedzieć.
- Ja też nie. - pokręcił głową. - Myliłem się. Bynajmniej tak mi się wydaje.





Oczami Lori




Gdy zaczął padać deszcz zmieniłyśmy się w wilki , układając się w grocie. Safaa wtuliła się w moje ciało. Było jej zimno. Niestety nie mogę nic poradzić. Musi się nauczyć. Nie wiadomo ile będzie z nami. Leżeliśmy tak około godziny. I godzinę za długo. Edith powiedziała , że przyjdzie do nas. Godzinę temu. I nie przyszła. Nie wiem co się dzieje. Deszcz pada, oprócz tego czuję obcą woń. Inne stado jest w tym rejonie lasu. A nie powinno być. Nawet Geo się nie odzywa. Nie wiem co robić......
Chociaż.......





Oczami Edith



- Niall wejdź tutaj! - poinformował  blondyna brunet. Nasza pułapka zapełnia się wodą. Chłopcom sięga już do brzucha. Wspięli się na małą półkę skalną, wydrążoną przez wodę w dziurze. Myślą nie tylko o sobie. Mnie także zabrali. Nie chciałam się zmieniać w człowieka i pokazywać im mojego prawdziwego oblicza. Od około godziny byłam wtulona w ramiona Harrego. Nie puszczał mnie nawet na sekundę. Jeżeli tak dalej będzie to nie wiem co z nami będzie. Tamte tygrysy pognały w stronę tymczasowego mieszkania Lori i Safy. Wracając.......Nialler nie mógł wejść do nas. Nie miał w ogóle kondycji. Przewróciłam wilczymi oczami. Niedługo to na się utopi. Wyrwałam się lokersowi , skacząc do wody. O mało co nadziałabym się na kłodę.
Zanurkowałam zmieniają się w człowieka. Kiedy się wynurzyłam myślałam, że na zawał padną. Harremu opadła szczęka. Nie zwracając uwagi , pomogłam Horanowi wejść, do chłopców. Zmieniłam się w wilczycę zapierając się o skałę. Dla jasności próbowałam dostać się na poprzednie miejsce. W ramiona przystojnego bruneta. Złapali mnie za boki, wciągając na skałkę. Wtuliłam pysk w tors Stylesa. Opatulił mnie opiekuńczo. Nie myślcie sobie za wiele. Nic z tego nie będzie. Nagle usłyszałam warkot.Spojrzałam w górę. Przy otworze stał George w postaci wilka. Czarnego wilka. Zawyłam , szczerząc kły. Pomóż nam! - krzyknęłam w myślach. Chyba coś cię boli. - odpowiedział. - Mam pomóc ludziom? Poza tym mam do ciebie żal.
Dlaczego? - zapytałam. Powinnaś dołączyć do mojego stada. - odparł. - Tak samo jak Lori, Safaa i stado Yvonne. 
- Oni dołączyli? - zdziwiłam się. Nie. - zaprzeczył. - Ale to zrobią. A i coś twoi koledzy zostawili w naszej chatce.
- Co? - przekręciłam łeb. Dwóch kolesi jest w domku. - odpowiedział. - Masz godzinę na to aby ich  stamtąd wykurzyć, albo dołączą do nas. 
- Co się z tobą dzieje? - spuściłam głowę. Ze mną? Nic. Ale ty moja droga oddalasz się. Ta 3 idiotów dawno powinna leżeć martwa. Zachowujesz się jak Aissia.
- I co z tego! - wrzasnęłam. - Nie twój zasrany interes. 
- Jak chcesz. - odparł obojętnie. - Jestem teraz przywódcą stada. I tego i, z rejonów Manchesteru. 
- To oni? - szepnęłam. Przytaknął. 
- Bywaj Edishia. - ukazał kły, warcząc. - Spotkamy się niedługo.
Uciekł. Zawyłam , szczekając i warcząc. Wyrwałam się z ramion Harrego kładąc łapy na oczach. Nie wiem co robić. Muszę się zmienić w człowieka , aby im pomóc. Muszę też odnaleźć Lori, Yvonne, a co najważniejsze odczarować Geo. Och......nie wiem od czego zacząć......
- Czy tylko mi się wydaje, czy pada śnieg? - zdziwił się Niall. Położyłam łapę na ramieniu Harrego. Spojrzał mi w oczy.
- Jest coraz zimniej. - orzekł Louis. - Pada , a my tkwimy mokrzy w jakiejś dziurze. Co robimy?
Wtuliłam swoje mokre ciało w ciało bruneta.
- Mogłabyś się zmienić? - szepnął Styles. - Proszę.......
Spełniłam jego prośbę. Moja przemiana, nie trwałą długo, ale wystarczająco , aby ponownie zdziwić bruneta. Mój policzek wciśnięty był w jego koszulę ; ręka wszczepiona w spodnie. To co miałam na sobie było, lekko wilgotne, lecz pokryte błotem.
- Jesteś śliczna. - powiedział. Złapał mnie tak jak niemowlaka. Przymknęłam oczy, czując ciepło bijące od jego ciała. Nie to co ja. Zimna , biała skóra. Czyżbym zmieniała zdanie o sobie tak jak Aissia? Możliwe.
- Przepraszam ,że przerywam ,ale WODA nas goni. - zażartował Niall. Otrząsnęła się, poprawiając włosy.
- Macie telefon? - zapytałam.
- Mówisz po naszemu? - zdziwił się Lou.
- Nie ,mówię po marsjańsku. - przewróciłam oczami. - Mamy mało czasu. Dzwońcie do tych innych dwóch kolesi. Szybko.
- Po co? - wstaliśmy, czując jak woda dosięga do półki.
- Jeżeli nie zadzwonicie, moi wrogowie zrobią z nich trupy, albo Błękitnokrwistych. - sapnęłam. Harry wyciągnął telefon. Wybrał numer.
- Co mam powiedzieć? - spytał szybko.
- Powiedz , żeby najszybciej jak to możliwe opuścili chatkę. Następnie posłużyli się GPS , aby dojść do nas. Muszą nas stąd wyciągnąć. - odpowiedziałam, pocierając żuchwę. Oblizałam kły, czując jak pragnienie rozchodzi się po moich żyłach. - Jestem głodna. Macie coś.........do jedzenia?
- Nie oddam Ci mojej krwi!!! - wrzasnął Niall. Zarechotałam.
- Nie piję krwi. Batonik lub cukierek.....nie wiem.
- Masz. - blondyn wyciągnął w moją stronę baton czekoladowy. Zjadłam go , po czym spojrzałam na niebo. Chmury były czarne jak węgiel. Nie dobrze.
- Już biegną. - Harold schował urządzenie. - Nie wiem jak, ale telefon w ogóle mi się nie popsuł.
- Szczęście. - mruknęłam. Nie musieliśmy długo czekać. Nad dziurą pojawiło się dwóch facetów. Zayn i......ktoś.
- Kto to? - zapytał ten drugi, wskazując na mnie. Skuliłam się chowając za ciało Louisa. W 10 minut byli już na powierzchni. Zostałam tylko ja.
- Zostawcie ją. - orzekł Liam? Chyba tak. - Nie zasługuje na życie.
- Proszę.....pomóżcie. - zapłakałam. Dziwne uczucie. Nigdy tego nie robiłam. Moje błękitne łzy spływały do dna pułapki.
- Szukajmy Safy. - poradził Zayn. - Nie będzie nam potrzebna.
- Dziwisz się! - po mojej stronie stanął Niall. - Gdy by nie ona byłbym martwy. Tak samo jak Louis i Harry.
Prychnął.
- Poza tym w lesie biega stado wrogie wam jak i mi. - dodałam. - Obronię was.
- Tsaa. - Li założył ręce na piersi. - Niech Ci będzie.
Styles schylał się , aby mi pomóc, lecz powstrzymałam go machnięciem ręki.
Zmieniłam się w wilka, szykując do skoku. Wycelowałam i Bach! Leżałam na ziemi pomiędzy nogami Zayna.
- Dlaczego wcześniej nie wyskoczyłaś? - Lou zrobił wielkie oczy.
- Nie chciałam was zostawiać. Poza tym nie miałam jak. Idziemy po Safeę?
- Wiesz gdzie ona jest? - Harry trząsł się z zimna. - Prowadź.
- Nie tak szybko. - zaśmiałam się. - Jest pod opieką. Ale wam też się ona przyda. Nie chcielibyście czegoś cieplejszego, lub nawet napić się herbaty?
- Jestem za. - poparł mnie Niall.
- Skierujmy się do domku. - otrzepałam ręce.
- Ale to daleko. - narzekał Liam.
- Ok....... - zaczęłam. - Poczekajcie chwilkę. Idę po przyjaciół.
Zmieniłam się w tygrysa biegnąc w las. Ryknęłam , uderzając łapami o drzewo. Moment później zza zakrętu wyłoniły się 3 konie. A dokładnie Yvonne (najciemniejszy koń) , Seth (najjaśniejszy koń) oraz Daveh (koń w środku). Poprowadziłam ich do chłopców. Yvonne zmieniła się w człowieka, mówiąc :
- To ludzie.
- Tak. - przytaknęłam. - Moglibyście nas podwieźć do chatki? Ogólnie rzecz biorąc coś dziwnego dzieje się z Geo. Podobno jest teraz samcem alfa i  tutaj i w Manchesterze.
Przytaknęła.
- Stado z tamtego rejonu coś musiało przywiać. - pokręciła głową. - Sami by nie przybiegli taki kawał drogi. Widzą o tym , że Daveh jest, to znaczy był samcem alfa i nie warto z nim zadzierać. Boją się tego miejsca.
- Co to oznacza? - zapytałam.
-.......................................


CDN.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na początek wyjaśnię wam wszystko związane ze stadem. Stado te tutaj (Lori , Edith itd.) jest najgroźniejsze. Każdy ma swój przedzielony kolor futra. Jak i jest podzielność drzewa genealogicznego. Stado Daveh'a składa się z niego samego i : Lori , Edith, Seth, Yvonne , George , Quil oraz Nuss.
Daveh - samiec alfa tzw. przywódca.
Lori - samica podrzędna tzw. członek stada.
Edith - samica podrzędna tzw. członek stada.
Seth - samiec podrzędny tzw. członek stada.
Nuss -  samiec podrzędny tzw. członek stada.
Yvonne - samica alfa tzw. przywódczyni , lecz mimo, iż jest partnerką samca nie rządzi stadem.
George - samiec podrzędny tzw. członek stada .
Quil - samiec podrzędny tzw. członek stada.

Lori nie ma na tym zdjęciu ze względu na kolor futra i posturę :






Wilcza odmiana Lori. Jako jedyna jest rzadkim wyjątkiem - ma śnieżno-białe futro :



















George zmienił kolor futra, gdyż został samcem alfa stada z Manchesteru, mimo , iż nie do końca zajął miejsce Daveh'a w Londyńskim stadzie.Mroczny płomień ma nad nim całkowitą kontrolę. Lekarstwem jest znieważenie (czyt. pokonanie lub zniżenie dumy na ostatni poziom) osobnika , który przechodzi proces zhybrydacenia. Jeżeli chodzi i genealogię stada to:
* Yvonne jest dziewczyną Daveh'a
* Nuss jest bliźniakiem Seth'a

I to chyba tyle :P Wstawiam rozdział wcześniej, bo później nie miałabym czasu. Liczę, że oprócz Weroniki Turlej będą inne komentarze ;) Mi zależy. Dajecie mi motywację, uwierzcie na słowo.Więc.....pozdrawiam i zapraszam na moje inne blogi :*
RiDa




czwartek, 3 października 2013

Chapter 9




- Wiesz możemy iść, ale tak się zastanawiam........ może powinnismy pomóc Lori?- westchnęłam , wstając.
-  Jesteśmy samolubami i mamy to we krwi. - odpowiedział. - Nie wiem co to pomoc.
- Kim ty jesteś?! - zdziwiłam się. - Gdzie jest Geo?!
- Przecież to ja. - ukazał śnieżnobiałe kły. - Mam ochotę na krew.
- Hej co się z tobą dzieje?!! - wytrzeszczyłam oczy. - Nie jesteś sobą.
- Jestem Błękitnokrwistym. - oblizał usta. - Jestem maszynom do zabijania.
-Nie! - wrzasnęłam. - Jesteś słodkim brunecikiem, który kocha  jedzenie i ŻYCIE.
- Wolę śmierć. - zachichotał złośliwie. - Do zobaczenia w lesie maleńka. 
Wśród gwarnego tłumu zmienił się w wilka, gnając przed siebie. Rozpoczęłam pościg.
- Stój!!! - krzyczałam. Ludzie odskakiwali przerażeni widząc wilka w środku Londynu. Nie no coś wam się pomyliło. Przecież to normalka.........




 3 dni później - Oczami Nialla





- Jadę na policję. - ogłosił Zayn wstając z kanapy. - Kto ze mną?
- Chcesz powiedzieć, że ta śliczna ciemnowłosa porwała twoją siostrę? - zdziwiłem się. - To absurd. Proszę stary nie rób tego. Zabiją ją. 
- Zakochany kundel. - mruknął siadając z powrotem na sofie. - Nie mogę no........minęły już 72 godziny od zaginięcia.
-Nie dramatyzuj. - Louis przewrócił oczami. - Jeżeli się zgubiła na pewno nie jest sama.
- Na pewno jest pod opieką 1000 letniej kobiety. - westchnąłem poirytowany, wypowiedzią Mulata.  
- Jak chcesz ją odnaleźć jak siedzisz na dupsku? - zapytał Liam. - Pomyśl. Latarka w dłoń, jakiś nóż do obrony i idziemy do lasu.
- Ok. - Zayn wstał kierując się w stronę schodów. - Idziecie ze mną?
- Ja mogę. - zaproponowałem. Reszta także się dołączyła. Każdy z nas poszedł do swojego pokoju, ubrać się i zabrać potrzebne rzeczy. Za 20 minut mieliśmy spotkać się na dole. Zabrałem komórkę, latarkę i batonik. Mógłbym zgłodnieć.  Zszedłem do kuchni, gdzie chłopaki wybierali noże.
- To konieczne? - zapytałem.
- Później będziesz jęczeć , że zostałeś zaatakowany. - mruknął Hazz, podając żelazny przyrząd. - Masz. Schowaj do kieszeni bluzy. 
- Ok. 



                                                                  ~,~


- No to.....którędy? - zapytałem, gdy doszliśmy przed las.
-Najpierw musimy wejść do środka matoły. - westchnął Li. - Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Ruszyliśmy przez gęstwinę drzew iglastych. Kiedy dotarliśmy na rozdzielenie dróg , zatrzymaliśmy się.
- Musimy się rozdzielić. - zarządził Harry. - Ja z Niallem i Louisem pójdziemy w lewo. A ty Liam z Zaynem w prawo. Pasuje?
- Okk. - przytaknęli. Ruszyłem za Larrym. Weszliśmy głęboko w las. Kluczyliśmy pomiędzy drzewami i wiele razy zmienialiśmy kierunek. Z rozpaczą stwierdziłem, że całkowicie straciłem orientację. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, a gęste korony drzew zasłaniały pełny księżyc. Ogarnął mnie dławiący strach, a po plecach przeszedł zimny dreszcz. Nerwowo wykręciłem rękaw bluzy.
- Słyszeliście to? - zapytał Louis, gwałtownie się zatrzymując.
- Nie.... - nie pewnie rozejrzałem się dookoła. Nic. Tylko ciemna pustka. Niespodziewanie usłyszałem warkot.






Oczami Edith






Od kilku minut obserwowałam tych pacanów. Kiedy pojawili się na rozwidleniu, inni Błekitnokrwiści wyczuli ich zapach. Mając na myśli "innych" mam na myśli osobniki w ogóle mi nieznane. Z innego rejonu lasu. Powoli podążałam w zaroślach za 3 śmiałków. Jeden z nich to był Harry. Niespodziewanie stanęli. Usłyszałam cichy warkot z, drugiej kępy. Och jezu.....Z krzaków wyszły wilki otaczając chłopaków. A dokładnie 5 istot błękitnych. Przewróciłam swoimi wilczymi oczyma. Co mam zrobić? No pomogę im.....wreszcie sami weszli do lasu , aby znaleźć Safeę. Podniosłam łeb, do góry po czym zawyłam. I drugi i trzeci raz.
Wreszcie wyszłam z ukrycia. Miny chłopców były bezcenne. Zaszczekałam na wilki. Odpowiedziały tym samym. Ruszyłam do walki. Rzuciłam się na pierwszego, gryząc jego kark. Drugiemu zagryzłam ogon, trzeciemu podrapałam delikatne podbrzusze. Reszta poszła jak spłatka. Zmieniłam się w konia dając znak chłopcom. Wsiedli na mój grzbiet. Gdy ruszyłam z wampirzą prędkością w las , już dawno stado przemieniało się w tygrysy, zaczynając pościg. Biegłam na tyle szybko, że straciłam orientację. Nagle usłyszałam Harrego :
- Szybciej. Doganiają nas.
Prychnęłam. Niespodziewanie poczułam jak jeden z Błękitnokrwistych wszczepił się w mój zad. Rżnęłam , próbując w sprincie zrzucić gościa. Z pomocą Blondyna udało mi się. Lekko odwróciłam głowę chcąc zaznać się z pościgiem. Nie było tak źle. 3 w tyle , 2 nas doganiała.
- Uważaj! - wrzasnął brunet. Nie zdążyłam nawet zorientować się o co chodzi, a już walczyłam aby nie spaść. Spaść?! Tak. Spaść. Wpadłam w pułapkę na zwierzynę. O ile to dziwne brzmi, to sami słyszycie. Próbowałam kopytami wejść na ziemię, ale nie było mi to dane. Stado okrążyło mnie , co jakiś czas podgryzając moje kostki. Nie chcąc dalej walczyć spadłam do 3 metrowej pułapki. A wiecie co jest najlepsze? Że zaczął padać deszcz. Wprost cudownie. Przemieniłam się w wilczycę , rozglądając się na boki. Chłopcy siedzieli na złamanym , wbitym w ziemię  drągalu. Warknęłam na nich, czując jak zwierzęca intuicja bierze w górę. Woda deszczowa zalewała moje futro. Ukazałam kły, mówiąc, że jestem dowódcą. Mroczny Płomień? O tak. Tak to można nazwać.
- Hej piesku. - Harry odezwał się. Jego loki były mokre ; pojedyncze krople spływały z jego kosmyków włosów. Co to takiego jest, że kiedy człowiek spogląda na kogoś innego czuje, mrowienie na całym ciele? Nie wiem. Możecie mi powiedzieć? Ot to właśnie poczułam. Ukłoniłam się lekko, podchodząc do Harrego. Cały czas siedział w tej samej pozycji. W siadzie prostym , oparty był o kłodę. Mimo tego iż kałuża w naszej pułapce robiła się coraz większa, nie postanowił usiąść na beli. Polizałam jego rękę , chcą sprawdzić  czy, aby chłopak nie zrobi mi krzywdy. Kiedy ani drgnął ułożyłam swój górny szkielet na jego nogach. Zamrugałam oczyma spoglądając w otwartą otchłań pułapki. Lori gdzie jesteś? - zapytałam w myślach. Nie ma żadnego odzewu. Cóż......ważne , że JA zrobiłam coś dobrego.








Oczami Zayna



- Hej! Zaczął padać deszcz. - powiedziałem, czując krople deszczu na twarzy. Nagle w zasięgu mojego wzroku, pojawiła się chatka. - Ej. Spójrz.
- Idziemy? - zapytał Li.
- Może to jest ich dom? - nie wiedziałem co mówię.
- Możliwe..... - mruknął. - Trudno. Idziemy.
Poszedłem za brunetem, zakładając kaptur na głowę. Zapukałem do drzwi. I drugi raz i trzeci.
- Dobra tam. - przewróciłem oczami. - Wchodzimy.
Popchnąłem drewnianą powłokę. Wszedłem pierwszy do pomieszczenia.
- Jejku.......

CDN.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam :D I jak rozdział? Jest dłuższy? Mam nadzieję, że tak. Rozdział następny pojawi się za tydzień, gdyż muszę go po prostu napisać. Innego rozwiązania nie ma. Liczę na komentarze :D
RIDA