Uwaga!

sobota, 15 listopada 2014

Cały czas jestem :)



Całe wakacje spędziłam ze swoim chłopakiem , za co przepraszam. Potem zaczęła się szkoła... i moje problemy ze zdrowiem. Mam anemię. Trochę się tym na początku przeraziłam. Przepraszam was za to. Ale chciałabym was poinformować o tym że już piszę rozdział tutaj i na "Story About Sholen" :) Więc w razie co sprawdzajcie blogi w ciągu kilku najbliższych dni. Co ja mogę jeszcze dodać... Kocham was i nigdy bym nie opuściła blogów :)
Pozdrawiam wszystkich xx
RiDa



sobota, 7 czerwca 2014

Chapter 31 part II




Sen o Tomku i Dorotce, zmienił się w koszmar wspomnień. Tamte zdarzenie sprawiło, że drżałam ze strachu. Pociły mi się oczy. Serce niemiłosiernie przyspieszyło. Otworzyłam nagle oczy.
- Studnia. - wyszeptałam."Mała włożyła chleb pod pachę i żwawym ruchem skierowała się w stronę studni - tam gdzie miała na nią czekać mama." Poderwałam się z łóżka na równe nogi , podbiegając do stołu. Po drodze staranowałam lezącego na podłodze w postaci wilka - Nussa.
- Ał. - jęknął, zmieniając się w człowieka , tym samym od razu łapiąc się za ramię.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam , śmiejąc się. Uruchomiłam laptopa.
- Co jest? - chłopak wstał , podchodząc do mnie.
- Wszystko ma sens... - pokręciłam głową w zdumieniu. - Rozumiesz? Wszystko się łączy w jedną całość. Odpowiadaj mi teraz na pytania Nuss. Jaki jest nasz cel?
- Złamanie zaklęcia rzecz jasna. - odparł.Wyciągnęłam kartkę zapisując u jej góry zdanie.
- Co musimy zrobić?
- Znaleźć potrzebne amulety.
Pokiwałam głową.Zalogowałam się na laptopie.
- Jak musimy złamać klątwę? - westchnęłam , przecierając oko.
- Należy je umieścić w Zagubionym Kręgu.
- Wiemy co to jest? - zapytałam.
- Wiemy , że znajduje się na Madagarkarze... - Nuss podrapał się po głowie. Wypuściłam powietrze.
- Co ma nad nami kontrolę? - uśmiechnęłam się półgębkiem.
- Mroczny Płomień... - warknął brunet.
- Skąd pochodziła Doni? - zacisnęłam ręce w pięści.
- Stado z Manchesteru.....
Zrobiłam schemat na kartce. Na samym środku umieściłam jedno z najważniejszych wydarzeń - powstanie Błękitnokrwistych. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Co ci to przypomina? - ukazałam moje dzieło chłopakowi.
- Krąg....










Oczami Edith

 
 

Przyczaiłam się , zniżając wilczy łeb. Wcisnęłam swoje ciało pomiędzy zarośla. Zaciągnęłam się powietrzem. Czuję go. Moja nowa , namierzona ofiara. Spojrzałam w bok na Geo , Setha i Quila. Czekali na mój znak. Śnieg delikatnie prószył. Mały płatek spadł mi na czubek nosa. Podrażnił moje zmysły. Zaczęłam kręcić wilczym nosem , aby nie kichnąć. Quil cicho warknął , chcąc ostrzec , że jeleń zaczął być czujny. Niestety musiałam prychnąć. Zwierzyna zaczęła uciekać , a my w pogoni za nią. Dosłownie topiliśmy się w śniegu.Biegłam ile miałam sił w łapach. Zauważyłam zamarzniętą rzekę przed nami. Przyspieszyłam. Jeleń przeskoczył zwalone drzewo , skacząc na rzekę. Lód był na tyle śliski , że  przewrócił się , lądując na brzuchu. Mieliśmy chwilę czasu , aby go zabić. Powtórzyłam jego czynność , skacząc od razu do gardła zwierzęciu.Moje kły wtopiły się w aortę. Jeleń już po kilku minutach przestał oddychać. Jego serce przestało bić. I nagle coś poczułam. Lód zaczął pękać. Quil dobiegł do mnie. Wgryzł się w nogę ofiary , ciągnąc ją na ląd. Wielka rysa pojawiła mi się pod łapami. Kiedy przyjaciel , już stał na lądzie , zaczęłam biec. Rzeka rozstąpiła się , a ja wpadłam do niej. Wpadłam do lodowatej wody. Zmieniłam się w Tygrysa chcąc przytrzymać ciepło przy sobie. Dopłynęłam wykończona na brzeg.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam głos Geo nad sobą.
- Nie. - westchnęłam zmieniając się w człowieka. - Wszystko w porządku. Możemy wreszcie coś zjeść?
Z powrotem przekształciłam się w wilka rozrywając brzuch Jelenia na strzępy.
- Uczta? - zza drzewa wyszedł Daveh. Zmienił się w wilka , rzucając na "moją" zdobycz. Warknęłam pod nosem , niechętnie odchodząc. Czarny wilk dumnie podszedł do jelenia , zaczynając rozszarpywać go na kawałki. Westchnęłam pod nosem , siadając pod drzewem. Odgarnęłam śnieg spod łap.
- Edith? - szepnął Quil myślach. - Czujesz to ?
Przymknęłam oczy, rozszerzając nozdrza. Wzniosłam głowę , ku górze. Poczułam obcy zapach. Stado z Manchesteru. Obróciłam się , po czym przeniosłam wzrok na skraj lasu. Zauważyłam wilka. I następnego i następnego.....

______________________________________________________

Nawet nie pytajcie błagam.... Nie mam słów na usprawiedliwienie mojej nieobecności. Po prostu 
lenistwo i koniec roku szkolnego. Powoli powracam do pisania skarby. Nie hejtujcie bo wiem , że was zawiodłam... Przepraszam
Sheeri <3 


czwartek, 20 marca 2014

Chapter 31 part I



PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM CZŁOWIEKU TO WAŻNE!


- Ja czekam. - odchrząknęła Edith.
Powoli zbliżyłam usta , do warg żarłoka. Dotknęłam jego karku , ciągnąć pojedyncze włoski. Przełknęłam gulę w gardle zamykając oczy.



Oczami Nialla


Nagle wszystko przestało istnieć , gdy poczułem na ustach smak jej warg. Były chłodne , ale słodkie , chciałem aby ta chwila trwała wiecznie , chciałem więcej. Lecz niestety to tylko był ułamek sekundy. Kiedy oddaliiśmy nasze wargi , zdałem sobie sprawę z tego , że miałem zamknięte oczy.
- Tak trudno było? - zapytała Edith. - I jak?
- Srak. - odburknęła poirytowana Aissia. - Zadowolona?
- Nawet nie wiesz jak. - blondynka wyszczerzyła zęby w uśmiechu.




Oczami Lori



To było PER-FECT. Nie mogłam sobie nawet tego lepiej wyobrazić. Ciepłe usta blondyna , delikatnie masowały moje.
- Świetnie całujesz. - wyszeptałam do niego w myślach.
Chłopak zerknął na mnie wyszczerzając zęby w uśmiechu.
- Ty też Lori. - odpowiedział w myślach , lecz ja to usłyszałam. Jak to? Przecież nie potrafię czytać w ludzkich umysłach. Tylko Edith tak umie. A może Niall jest hybrydą?
- Skończyliśmy na tym , iż.... - wtrąciłam do jakże mądrej rozmowy Lou i Harrego o kotach , które mają marchewki zamiast nóg i pożywiają się żelem do włosów.
- Że mamy bilety. - Edishia pokiwała głową. - Ci idioci dokończyli za nas całą pracę. Ught jak ja ich nienawidzę.
- Chciałaś powiedzieć kocham. - zaśmiałam się. Usiadłam na kanapie obok Zayna sięgając do pliku papierów. Krąg , Krąg , krąg....ej!
- Widzieliście to? - zdjęłam swoje spodnie pokazując tatuaż na udzie. - Geo?Edith?
- Tygrysie oko.... - szepnął zdumiony Liam. - Lori twoja matka tak zginęła.
- Co? - słysząc słowa "matka" poczułam żar w brzuchu. Moja mama. - Skąd to wiesz?
- Ja mu powiedziałam. - zza pleców Harrego wyszła Safaa. - Pamiętasz słowa ojca? To on był w tym lesie Aissia. Twoja matka też jest blisko. Pamiętasz tamten dzień? Twoje czasy Lori myśl!
- Nic nie rozumiem. - pokręciłam głową. - O co w tym wszystkim chodzi? Już sama nie wiem , czym w tym "życiu" się kierujemy. Chcemy złamać zaklęcie. Ale trzeba znaleźć kilka amuletów po kilku stronach świata , pasujących do zagubionego kręgu leżącego gdzieś na Madagaskarze i do tego zagadka Mrocznego Płomienia , stada z Manchesteru , powstanie oraz pytanie Safy. Czy ktoś z was potrafi to uporządkować i powiedzieć - który z podpunktów powinniśmy rozszyfrować?


~*~(Włącz dla klimatu Radioactive w odtwarzaczu ;3)



Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać "być może". Tylko na nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi.~ Éric - Emmanuel Schmitt


 Pewnego dnia w tamtych czasach , czasach średniowiecza była sobie mała dziewczynka. Zwykła szatynka o nieskazitelnych niebieskich oczach. Wiedziała kim jest , czego pragnie. Wiedziała gdzie jej miejsce. Któregoś popołudnia wyruszyła na targ po chleb. W jednej dłoni trzymała cztery denary , w drugiej zaś na sznurku prowadziła małego wilczka. Mieszczanie nie zwracali uwagi ani na dziecko , ani na psinę. Jedna , starsza kobieta , stojąca przy swoim straganie pomogła wstać Aissi ciągnąc ją do swojego targu.
- Poproszę chleb. - powiedziała cichutko szatynka , pocierając brudny od błota policzek. 
- Masz moje drogie dziecko. - staruszka wręczyła jej świeżo wypieczony chleb. - Trzymaj go mocno , żeby Ci z rąk nie wypadł.
- Ile płacę? - zapytała grzecznie. 
- Trzy denary. - uśmiechnęła się kobieta. Aissia wręczyła jej pieniążki chowając jedną monetę do sukienki. Psina w tym czasie czekała spokojnie na swoją panią.Mała włożyła chleb pod pachę i żwawym ruchem skierowała się w stronę studni - tam gdzie miała na nią czekać mama. Kiedy pod nią dotarła nie zastałą nikogo. Wieśniacy i wieśniaczki chodzili w tą i z powrotem załatwiając swoje sprawy. Szatynka westchnęła , siadając na kamieniu. Czekała i czekała. Nagle usłyszano na placu dźwięk dzwona i wrzask:
-Smok!!!
Aissia poderwała się na równe nogi. Nie wiedziała co robić. Wzięła swojego wilka na ręce , pamiętając także , aby nie upuścić pieczywa. Pobiegła w stronę jednego ze straganów kucając przy drewnianym koszu. 
- Dziecko co ty robisz uciekaj. - usłyszała nad sobą. Dyszący ze zmęczenia wartownik. 
- Proszę niech pan zabierze mojego pieska i chleb i denar i zaniesie mojej mamusi. - wyszeptała. - Niech dotrą do mojego domku.
- Mała choć rzesz stąd. - pociągnął ją za sukienkę. Jednak dziewczyna ani drgnęła. Odstawił jej pakunek wraz z psem i uciekł.Niespodziewanie na plac buchnął ogień. Pisk i wrzask ludzi był nie wyobrażalnie głośny. Aissia pierwszy raz widziała takie zdarzenie. Nie ruszała się z miejsca mimo tego , iż smoczysko było kilkanaście metrów od niej. Miała zaczekać na matkę. I cały czas czeka. Taka była , ale czy nadal jest?
- Aissia dziecko! - usłyszała głos swojej matki, biegnącej w jej stronę. Ogień buchnął jak z procy. Oczy dziewczynki zalały się łzami. Czy jej mamusia żyje? 
- Córeczko uciekaj!! - wrzasnęła. Ona żyje. Schowała się za drzewem , które akurat w tej chwili płonęło.Wzięła chleb, psiaka i ruszyła biegiem w drugą stronę jak najdalej od smoka. Poczuła zimno i nagle otworzyła oczy. Smoki istnieją? Tak , ale tylko w bajkach? Co za bzdury. Właśnie jeden stoi za nią i czeka , na ten odpowiedni moment aby dmuchnąć jej prosto w zakurzoną wspomnieniami twarz.....




______________________________
Wiedzieliście o tym , że można popaść w takie coś
"Pierdole nikt nie czyta mojego bloga chociaż mam te komentarze. Nie piszę mam dość" XD
Jezu jak ja was zaniedbałam i to wszystko przez takiego jednego idiotę , który namieszał mi w głowie i nie mogę o nim zapomnieć. XD Niech na niego hejty lecą, a nie na mnie skarbusie ;c 
Ale nadal mnie kochacie? ;c 
A no i nie wiem czy zauważyliście ale jest pytanie "Czy ktoś z was potrafi to uporządkować i powiedzieć - który z podpunktów powinniśmy rozszyfrować?"
Czekam na wasze sugestie i przemyślenia! Przepraszam Little Ninja za tą przerwę proszę nie bijcie mnie ;c Wiem jestem okropna SaVanators <3
Pozdrawiam no i biorę się za pisanie rozdziału na innych blogach i następnego partu tutaj! :D
RiDa <333




środa, 26 lutego 2014

Tak to tylko taki jeden post XD



Hejo wszystkim :) Znowu wymuszam komentarze jaka ja jestem zła xD
Tak więc strasznie się boję bo pod #30 Dziewczyny napisał że chcą mnie zabić ;-;
Proszę nie. Kto wam będzie blogi prowadził? :D
A druga sprawa to , że mam mało znanego bloga : LINCZEK
I prosiłabym o komentarz :)
Zmotywujcie mnie , bo jakoś ostatnio mam mało komentarzy ;c
Z góry dziękuję ;**
A! Jeszcze coś. Rozdział na Mess Of Fame jest w trakcie pisania. Niebawem powinien się pojawić.
Przepraszam za wszelkie opóźnienia. Kiedy będę pisać rozdział na MOF zacznę także na ten podany powyżej i tutaj. Na Sholen potrzebuję kogoś kto by mi pomógł ruszyć z pisaniem rozdziału. 
Bo za żadne skarby nie mogę nic pisać ;/ Tak więc.... proszę o komentarz i chętni do pomocy na Story About Sholen  lub na innego bloga pisać w komentarzach. Najlepiej zgłosić się i podać facebooka :) "Zatrudnienie obowiązuje na 3 dni"!!!!
Pozdrawiam 
RiDa <3333


poniedziałek, 24 lutego 2014

Chapter 30


{...}
Stanęłam na tylnych łapach , zamachując pazurami w powietrzu. Angielski żołnierz przeciął mieczem aurę przed moim nosem. Zawarczałam , ukazując kły. Rzuciłam się na gardło człowieka. Przegryzłam je , odrzucając martwe ciało do rzeki. Niespodziewanie poczułam szarpnięcie. Oberwałam. Skoczyłam na bok , obserwując starania moich towarzyszy. Widziałam dzielnie walczącą Edishię , mamę , tatę , George'a. Daveh leżał niedaleko mnie półżywy.Podbiegłam do czarnego tygrysa , sprawdzając czy jeszcze żyje. Na szczęście. Pomarszczyłam nos , pomagając przyjaciółce zabić człowieka. 
- Giń potworze! - usłyszałam dziki okrzyk bojowy Londyńczyka. Zerknęłam swoimi tygrysimi oczami za siebie , widząc ostrze miecza. Prychnęłam wiedząc , że to koniec. 
I nie poczułam bólu. Nic. Zupełną pustkę. Oprócz ciężkiego ciała , leżącego nade mną. Moja mama. Uratowała mi życie. Miecz przebijał jej oko , natomiast strzała mostek. Niebieska krew ubrudziła mój pysk. Zdenerwowana wstałam. Ogarnęła mnie furia. Mroczny płomień wygrał. Rozszarpywałam każdego kto stanął mi na drodze.Ostatnie słowa , które usłyszałam od ojca przed walką było "Nie patrz na innych. Tylko na siebie. Deformujesz mnie słonko. Mimo wszystko chce być sobą , lecz nie mogę. Pamiętaj. Kocham cię mimo wszystko."........
{...}

Otworzyłam nagle oczy. Zauważyłam tylko sufit. Ten sufit. Byłam w naszej chacie. Podniosłam się na łokciach, rozglądając na boki. Na podłodze spał w postaci wilka George. Coraz bardziej się od siebie oddalamy szczerze mówiąc. Muszę coś z tym zrobić. Westchnęłam chcąc wstać. Niestety coś przygniatało moje nogi. Nuss. Co za przylepa. Wyswobodziłam łydki spod ciężkiego ciała wilczura. Niespodziewanie zauważyłam coś. Moje udo. Rana po kuli , sklepiła się , lecz pozostawiła po sobie ślad. Wzór. Szramy zacieśniły się w krąg podobny do tego co szukamy. W środku wyrzeźbione było małe niebieskie oko przebite mieczem. Kto tak zginął? Nie mogę sobie przypomnieć. Przecież musi być to ktoś spokrewniony. I jeszcze ten wilk. Czy to był mój ojciec? Te zdanie... Nie przecież on nie żyje. Potrząsnęłam głową. Podeszłam do okna. Śnieg sypał. Ciężko oj ciężko będzie teraz walczyć. Jeszcze znalezienie lekarstwa. Usiadłam na parapecie , przyciągając kolana do klatki piersiowej. Oparłam brodę o kolano. Przymknęłam oczy , wsłuchując się w ciche pomrukiwanie przez sen Geo. Myślami powędrowałam do powstania. Ledwo żyjący Daveh , Edith , rodzina. Moje życie było wtedy na krańcu przepaści. Mogłam zginąć. Poświęcenie mojej najbliższej rodziny uratowało mnie. Poczułam jak łza spływa z mojego oka. Czy kiedyś ich jeszcze spotkam? Czy lekarstwo nie tylko odwraca tą klątwę , ale też da przywrócić zmarłym życie? Nie sądzę. " Deformujesz mnie...." . W moim mózgu trwał burdel. Nie uporządkowana kolej rzeczy. Tata , powstanie , zagubiony krąg i amulety. Trzeba sięgnąć głębiej. O ile się da.
- Lori? - usłyszałam szept bruneta. Odwróciłam w jego stronę głowę. Zmieniony w człowieka , miał na sobie tylko zwisające jeansy. Pasek od bokserek wystawał zza spodni. Potarł swój goły tors podchodząc do mnie. Zeszłam z parapety , wtulając się w ciepłą klatkę piersiową chłopaka.
- Tak dawno cię nie przytulałam. - wyznałam. - Geo?
- Hm? - zamruczał.
- Zerknij. - pokazałam mu na moje udo. - Widziałeś?
- Tak. - przytaknął. - Poza tym ta banda tu była.
- Czego chcieli? - zerknęłam w tęczówki chłopaka.
- Co się stało i że zostawiłyście u  nich papiery. Dokończyli za was wszystko , nawet już załatwili bilety. - westchnął. Przeniosłam swój wzrok za okno.
- Kto jedzie? - wypaliłam.
- Ty , Edith , oni , i mają dodatkowe bilety dla nas. - uśmiechnął się niemrawo. - To kogo macie w planach zabrać?
- Daveh , Yvonne , Nuss i Seth powinni zostać. - powiedziałam. - Musi w ogóle ktoś zostać przecież jak tak , po prostu zostawimy nasze ziemię?
- Fakt. - przytaknął. - Czyli ja i Quil możemy z wami jechać?
Zamiast odpowiedzieć pocałowałam bruneta w policzek. Zauważyłam jak kąciki jego ust podnoszą się. Odczepiłam się od George'a podchodzą do szafy. Wygrzebałam z niej biały sweter , ciemne legginsy , czapkę cubus oraz buty. Na wierzch kurtka i jestem gotowa.
- Gdzie idziemy? - Nuss wstał , przeobrażając się w człowieka. - Poczekajcie okej?
- Nie. - pokazałam mu język , poprawiając czapkę. - Zostań tu i posprzątaj.
- Chyba cię pogięło Aissia. - młody wilk zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. - Tego jest od groma!
- Peszek! - wrzasnęłam i wybiegłam na dwór z Geo. Dało się jeszcze usłyszeć dzikie jęki Nussa. Zaśmiałam się pod nosem , ruszając pomiędzy drzewami w stronę miasta. Przyjaciel szedł tuż obok mnie. Niespodziewanie usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Zerknęłam na telefon. To od Nialla.
- Zaczekaj. - powiedziałam. Zatrzymałam się , odpisując chłopakowi.
- Zimno mi. - narzekał brunet od kilku minut. Przewróciłam oczami , łapiąc go za rękę , tym samym chowając telefon do kieszeni.



~*~


Podeszliśmy do drzwi. Zapukałam w drewnianą powłokę.Chwilę później otworzył mi Zayn.
- Siema. - przybił piątkę Mulat wilkowi. Uśmiechnęłam się wchodząc do przedpokoju. Zdjęłam zbędną odzież , kierując się do salonu. Od razu rzuciła mi się w oczy Edishia , siedząca obok Harrego. Podeszłam do niej śmiałym krokiem.
- Hej. - wstała , przytulając mnie. Odwzajemniłam gest , całując ją w policzek. Oderwałyśmy się od siebie.
- Jeszcze ja. - usłyszałam głos blondyna za sobą. Zachichotałam , wtulając się w Irlandczyka. Przymknęłam oczy , chcąc usłyszeć bicie serca chłopaka. Coś co mi brakuje. Coś czego potrzebuję , pożądam. Niestety wieki temu mi ten skarb odebrano.
- Ja nie wiem czy wy jesteście idiotami , debilami , ciotami , gimbusami czy cholera wie co , albo potrzebujecie soczewek , lecz ja widzę i wiem , że będą razem. - skomentowała blondynka. - Więc Niallu James'ie Horanie czy mógłby pan wreszcie pocałować Aissię De'la Wohnet?
Wyłupiłam oczy. Zerknęłam na twarz chłopaka. Jego policzki przybrał barwę buraka. Dobrze , że ja się nie potrafię tak rumienić. Odwróciłam wzrok , nadal nie odchodząc od Nialla.
- Ja czekam. - odchrząknęła Edith.
Powoli zbliżyłam usta , do warg żarłoka. Dotknęłam jego karku , ciągnąć pojedyncze włoski. Przełknęłam gulę w gardle zamykając oczy.




CDN.


_________________________________
HAHAHAHA. Zawsze kończę w takich momentach :D 
Co myślicie? Weronika nie mam pojęcia dlaczego myślałaś , że tym wilkiem jest Niall o.o 
To był ojciec Lori. Ojciec , który zostawił ją na pastwę losu ;c
Tak w ogóle to myślałam , że będzie więcej komentarzy ;c
Tylko 2 ;( Scena pocałunku ^^ Grr xD
Jezu odwala mi o.O
Tak więc pozdrawiam , liczę na komentarze i zapraszam na mojego tumblra [Liczę na polubienia , obserwacje i reblogi =)] http://walkingdestinywithdeath.tumblr.com/
RiDa





poniedziałek, 17 lutego 2014

Chapter 29




- Wolałbym robić o wiele lepsze rzeczy. - szepnąłem jej do ucha. Wzdrygnęła się przysuwając do Louisa.
- To co? Możemy na was liczyć?



Oczami Lori


Kiedy Niall usnął , wyswobodziłam się z jego ramion. Wyszłam z pokoju, uprzednio przykrywając chłopaka pościelą. Zeszłam szybko do reszty rozmawiającej w salonie. Od 10 minut wiedziałam , że są i rozmawiają. Wilczy słuch ma swoje zalety.
- Już jestem. - rzuciłam do Edith. - Siema wszystkim.
- Co z nim? - zapytał Louis.
- Zasnął. - odparłam. - To co? Bierzemy się do roboty?
- Proszę. - blondynka rozłożyła wszystko na stole. - To co Harry? Umiesz?
- Ja już próbowałam , lecz musiałam pomylić się o kilka stopni. - podrapałam się po głowie. - Wychodziło mi , że miejsce jest na środku oceanu.
- Haha. - zaśmiał się Liam. - Gratulacje.
Prychnęłam pod nosem. Usiadłam obok Zayna , biorąc laptopa na kolana. W czasie , gdy reszta obliczała położenia geograficzne , ja zaczęłam szukać czegoś ciekawego o zagubionym kręgu.
- Lori zaczekaj. - dotknął mojego ramienia Louis. - Wejdź w ten link.
- Ale tu pisze "Madagaskar , wyspa skarbów i tajemnic" - przeczytałam. - Tommo nie czas na takie idiotyzmy.
Brunet lekko zdenerwowany wyrwał mi laptopa wchodząc w poszczególny link. Wyłupiłam oczy, gdy ujrzałam całą stronę poświęconą o zagubionym kręgu.
- Mamy! - wykrzyknęłam z Edith w tym samym momencie. Poderwałam się , podchodząc do przyjaciółki. Zabrałam kartkę z obliczeniami siadając na poprzednie miejsce. Rozłożyłam mapę szukając poszczególnych punktów.
- Raz, dwa.... - mruczałam pod nosem. Reszta ekipy siedziała wyczekując na mój wynik.
- Skończyłam. - szepnęłam pełna entuzjazmu. - Więc tak. Znamy już miejsca amuletów. Zagubiony krąg znajduje się na Madagaskarze. - Zerknęłam na smutną Edishię. - Nie wiem Edith jak my tego dokonamy bez pieniędzy.
- Pomożemy wam. - ożywił się Harry. - Mamy sporo kasy na was i dla nas. Dodatkowe pary rąk nie zaszkodzą prawda?
- Zaszkodzą idioto. - pacnęłam się w czoło. - To nie jest wycieczka turystyczna. To złamanie klątwy.
- Złamanie czegoś niebezpiecznego. - dodała blondynka. - Nie chcemy was narażać.
- Czy tego chcecie czy nie dołączamy się do was. - wtrącił Liam.
- Tak więc witamy w Herd Of Dark Flame....


~*~{Dla nastroju włącz w odtwarzaczu "Get Down"}


Siedząc tak od godziny i czytając o jednym i tym samym , stawało się to już nudne. Ziewnęłam opierając głowę na ramieniu Louisa. Niespodziewanie usłyszałam wrzask z przed domu.
- Aissia! - zawołał Seth. - Wróg na wschodzie!
Niczym torpeda wstałam z kanapy.  Zerknęłam na Edith , która niechcący przewróciła szklankę z wodą. Nawet się nie żegnając wybiegłyśmy przed willę. Stał już tam Nuss i Seth.
Zmieniłam się w locie w wilka. Odwróciłam głowę , zerkając na stojących przed domem chłopaków. Moje niebieskie tęczówki, przeszywały ich na wskroś. Zauważyłam nawet Nialla. Musiał się obudzić. Zawyłam.
Odwróciłam swoje cielsko do czekających wilków. Zaszczebiotałam zębami przy uchu Edith , podążając sprintem za chłopakami. Niestety musieliśmy przebiec przez miasto. Inaczej się nie dało. Straż Miejska wraz z patrolująca policją zaczęło nas ścigać. Wyścig z czasem. Wróg przed nami i za nami. Co robić?



~*~


Przeskoczyłam nad kłodą , lądując na wilczych opuszkach. Kula w tylnej nodze , zawadzała lecz nie bolała; niebieska krew lała się strumieniem. Parsknęłam , chowając się pod drzewem. Ułożyłam głowę na przednich łapach , wdychając zimne powietrze. Śnieg mroził mój delikatny nos. Przymknęłam powieki , słysząc szelest za sobą. Wstrzymałam oddech, wąchając. Wilk. Obcy wilk. Poruszyłam się delikatnie. Przeciwnik zastrzygł uszami ,zerkając w moją stronę. Prychnęłam delikatnie. Do moich nozdrzy dotarł metaliczny zapach krwi. Już po mnie. Wilk obszedł zwalone drzewo , podchodząc do mnie. Przekręcił łeb , podnosząc skórę nad oczami. Oblizał kły , zniżając łeb do mojej rany. Szturchnął ją lekko nosem. Nacisnął na ścięgno , czego powodem było rozluźnienie mięśni gładkich. Kula wypłynęła z mojego wilczego uda. Krew trysnęła , niczym błękitna fontanna. Poruszyłam kończyną , zgarniając ją pod ogon. Wilk , wstał kładąc się nosem w nos ze mną. Zdziwiłam się lekko. O co chodzi?


 - Lori? - usłyszałam głos w mojej głowie. - Lori?
 - Kim jesteś? - spojrzałam w mocno błękitne oczy zwierzęcia.
 - Znasz mnie. - dotknął nosem mojego nosa. - Jak własną kieszeń.
 - Wyjaw się. - szepnęłam. - Kim jesteś?
 - Nie wiem kim jestem , ale cierpię , gdy mnie deformujesz...Wbrew wszystkiemu chce być sobą.
Zdenerwowana podniosłam się. Moja noga była zdrętwiała od zimna. Cofnęłam się , skomląc. Czy to jest on? Po tylu wiekach....Nie! To nie może być on. Każdy mógł nauczyć się tego przysłowia.
 - Aissia! - wrzasnął męski głos. Chwilę później leżałam przygnieciona ciałem Quila.
Zirytowana  zepchnęłam człowieka z siebie , spoglądając na tak dobrze znanego mi wilka. Lecz niestety.....on zniknął.



___________________________________
Obiecany rozdział :)) Mam nadzieję , że nie za krótki.
Jak myślicie kto jest tym wilkiem? ^^ Tylko sprytni się dowiedzą.
Liczę na komentarze
RiDa



niedziela, 2 lutego 2014

Takie tam sprostowanie :)



Hejo wszystkim ;) Mam nadzieję , że nie macie mi za złe tego , iż to nie jest nowy rozdział. Muszę wszystko wam sprostować , zareklamować i takie tam XD
1)WSZYSTKIE blogi biorę w obroty od 17 Lutego. Wtedy zaczynają mi się ferie c;
2)Przepraszam , że to nie jest nowy rozdział ;c
3)Zapraszam na mojego aska! http://ask.fm/Sheerima
4)Moja friend z klasy zaczęła pisać fanfiction o JB. Miło by było (nawet jeżeli nie jesteś fanką) wejść i skomentować. Ja nie jestem Belieber ale skomentowałam do zachęcenia jej :) Proszę was o to. Tylko jeden komentarz c; http://criminal-justin-bieber-fanfiction.blogspot.com/

No i to chyba na tyle :) Pozdrawiam wszystkich i przepraszam po raz setny.
RiDa





sobota, 25 stycznia 2014

Chapter 28 || Part two ||





- Pytając o to nie zmieniasz tematu.- zauważył Liam. - My was nie chcieliśmy wygonić. To ten chłopak , nie wiem jak on ma na imię nam kazał. Niall jakby mógł zamknął by Ciebie Lori w klatce.
- Heh. - zniesmaczyłam się. - Słodko.




2 dni później



- Edith? - zapytałam. - Znalazłaś tą mapę?
- Cały czas szukam! - zawołała , nurkując na dnie szafy. - A ty obliczyłaś współrzędne?
- Tak. - pokiwałam głową , choć przyjaciółka tego nie zauważyła. - Mniej więcej. Potrzebuję tylko mapy , aby sprawdzić wyniki.
- Siemka dziewczyny! - krzyknął Nuss wbiegając do chatki. - Co robicie?
- Edishia szuka mapy świata. - zaśmiałam się. Chłopak tylko podrapał się po głowie, podchodząc do blondynki. Poklepał ją po plecach , pomagając wstać. Kiedy dziewczyna westchnęła , stanął na palcach , wyjmując z górnej półki zgubę. Zaczęłam się niekontrolowanie śmiać z Edith.
- Dlaczego Daveh mi powiedział , żebym szukała na dnie szafy? - strzeliła face-palma.
- Znasz go. - odpowiedział Nuss. - Żart i tyle.
- PRZEZ NIEGO NURKOWAŁAM Z DWIE GODZINY! - wrzasnęła moja przyjaciółka.- Znalazłam takie ohydne rzeczy , że lepiej zasnąć i zapomnieć.
- Peszek. - wzruszyłam ramionami , zabierając mapę chłopakowi. Otworzyłam ją , szukając poszczególnych podpunktów. - Cholera. Mamy problem.
- Źle obliczyłaś , czy w ogóle nie umiesz liczyć? - zaśmiał się. Zgromiłam go wzrokiem. Potrzebuję pomocy.
- Dobra cokolwiek. - przewróciłam oczami , wyjmując z szafy komplet ubrań .
- Co ty robisz? - zdziwili się. Zaczęłam przebierać się przed nimi. - Aissia!!
- Wychodzę. - warknęłam. - Nie widać?
- Gdzie? - spytał.
- Daleko. - przewróciłam oczami. - Słuchaj jestem zdenerwowana. Nie pogarszaj.
- Lori...
- Nie jesteś moją matką! - wykrzyknęłam mu prosto w twarz. Edith tak samo jak ja przebrała się. - A ty gdzie?
 - Z tobą. - szepnęła w myślach. - Chcę do nich pójść.
 - Skąd wiesz gdzie mam zamiar się udać? - zdziwiłam się.
 - Intuicja. - odpowiedziała.
Pokiwałam głową , zapinając koszulę. Założyłam buty i płaszcz. Wrzuciłam wszystko potrzebne do torby.
- Podrzucisz nas Nuss? - spytałam.
- Jasne. - westchnął. - Gdzie dokładnie?
- Skraj lasu przy posesjach na Squrty Street(nazwa wymyślona).



10 minut później



- Dzięki. - ucałowałam konia w pysk. - Wracaj. Wrócimy jakoś same.
Zwierzę spojrzało na nas swoimi czarnymi oczami. Zamrugało , odwracając się i pędząc przez las.
 - Chodźmy. - odparłam ,dmuchając dymkiem z ust. - Zamarznę.
- Mam nadzieję , że nas wpuszczą. - westchnęła. Poklepałam dziewczynę po ramieniu. Ruszyłyśmy w kierunku willi chłopaków. Stanęłyśmy przed drzwiami. Zapukałam. Chwilę później otworzył nam Harry.
- Zanim coś powiesz to wiedz , że przyszłyśmy do Liama. - warknęła Edith na zasmuconego chłopaka. - Jest on w domu? 
- Wyszedł do sklepu z resztą. - odpowiedział. - Zostałem ja z Niallem.
- Och... - wzdrygnęłam się z zimna. - No to okej. Pa Harry. 
Odwróciłyśmy się zrezygnowane , odchodząc od lokersa. 
- Edith! Lori! - zawołał. - Poczekajcie proszę.
- Po co? - zdziwiła się blondynka.
- Przepraszam was , proszę wejdźcie. To także wasz dom. - mieszał się w zdaniach. - Niall się ucieszy widząc Cię Aissia. Ciągle jest załamany. Nic nie chce robić.  
- Dlaczego? - szepnęłam. 
- Wejdźmy bo na minusie jest. - odparł , biorąc nas pod rękę. Zauważyłam , że Edith zdjęła ramię Stylesa , łącząc swoją dłoń z jego. Na twarzy bruneta wpłynął rumieniec. Zachichotałyśmy. Zdjęłam buty  i płaszcz. Poprawiłam włosy , wchodząc do salonu.
- Gdzie jest? - spytałam.
- U siebie w pokoju.- odparł , siadając z moją przyjaciółką na kanapie. - Pierwsze drzwi po lewej.
 Przeskoczyłam szybko schody , pukając do rzekomej sypialni blondyna. Nie dostałam , żadnej odpowiedzi.
Weszłam po cichu do pokoju. O dziwo pomieszczenie było schludne. Na łóżku leżał Irlandczyk. Słyszałam pojedyncze pociągnięcia nosem i łkanie. On płakał? Dlaczego? Przeze mnie? 
- Jeżeli nie masz na imię Lori wyjdź i nie wracaj. - szepnął wściekły. Usiadłam za nim , przytulając się do jego pleców. Zdziwiony , okręcił się w moją stronę. Uniosłam oczy , mogąc spojrzeć na jego twarz. Oczy zakrwawione i takie.....błękitne. Na szyi ujawniła się niebiesko - zielona żyłka. Otarłam mu łzy , całując jego policzek.
- Wszystko teraz dobrze? - zapytałam. 
- Teraz tak. - odpowiedział. 



Oczami Edith 




 Usiadłam z Harrym na kanapie.  Ułożyłam swoje nogi na jego kolanach. Oparłam się o kanapę. 
- Nie za wygodnie Ci? - podniósł brwi do góry.
- Nie. - zagryzłam ze śmiechu wargę. 
- Edishia ja na serio chciałem was przeprosić. - zaczął zdruzgotany. - To Jack mi kazał. Bałem się o was. Jak i o  nas.
- Nie musisz... - zaczęłam. 
- Muszę. Przepraszam , proszę wybacz mi , to nie było na miejscu..
Z jego ust wysypało się tyle słów , że nie zanalizowałam ponad  połowy. Zdenerwowana , tym , aby się zamknął przycisnęłam swoje usta do jego. Wplotłam palce w jego , włosy ciągnąć je. Zasiadłam na zdziwionym chłopaku , przyciskając swoje ciało do torsu Stylesa. 
- Co to było? - wykrztusił , gdy przestałam go całować. Oblizałam wargi czując posmak mięty. 
- Pocałunek. - wzruszyłam ramionami. -  Twoje usta smakują miętą.
- A twoje jagodą. - zaśmiał się. - Błękitnokrwista mnie pocałowała. To takie podniecające. 
- Jaja sobie ze mnie robisz? - spytałam , zbliżając usta do jego szyi. Zaczęłam ją lekko gryźć. Słyszałam przyspieszony oddech chłopaka i pojedyncze jęki wydostające się z jego ust. 
- Przestań. - poprosił, zaczynając się wiercić. - Proszę. Jestem jeszcze opanowany.
Odkaszlnęłam. Usiadłam obok. 
- Przepraszam. - wyznałam.  
- Spoko. - odpowiedział. 




Oczami Harrego  


Jaki ja jestem głupi! Idiota , idiota , idiota!! Puknąłem się w myślach. Włączyłem telewizor , kątem oka spoglądając na ponętne wargi Edith. Dlaczego tego zaprzestałem? Och jakim ja jestem debilem. 
- Wróciliśmy!! - usłyszałem z holu krzyk Zayna. Spojrzałem na zmieszaną Edith. Złapałem ją za rękę ciągnąć do przedpokoju. Kiedy Louis zobaczył blondynkę rzucił się na nią.
- Dusisz mnie. - zachichotała. 
- A można udusić błękitnego? - zapytał Liam.  
- Można. - pokiwała głową. - Tak w ogóle to ja i Lori przyszliśmy do Ciebie Liam. 
- W jakim celu? - spytał , uśmiechając się.  
- Lekarstwo. - burknęła. - Umiesz obliczać współrzędne geograficzne przez rozciągłość południkową lub równoleżnikową? 
- Co to jest? - zaśmiał się.
- Myślałyśmy , że jesteś ten mądry. - zażartowała. 
- Ja coś tam umiem. - wtrącił Zayn. - Ale Harry potrafi. 
- Dlaczego nic nie mówisz? - szturchnęła mnie w ramię. Pokręciłem głową , całując ją w policzek.
- Wolałbym robić o wiele lepsze rzeczy. - szepnąłem jej do ucha. Wzdrygnęła się przysuwając do Louisa.
- To co? Możemy na was liczyć?





To Be Continued......
____________________________________________________
Siemka , siemka. To jest druga część jak widzicie ;)
Nie było mi ją trudno napisać. Chociaż nie powracam na stały ląd.
Od 17 lutego biorę blogi w obroty. Więc można powiedzieć , że blogi są teraz
zawieszone. Lecz napisałam ten rozdział :)
Liczę na komentarze i pozdrawiam bardzo serdecznie <3
Zapraszam na aska ;3
Oraz na Instagrama :D
RiDa <3333




czwartek, 23 stycznia 2014

Przepraszam!






Wybaczcie SaVannators , że nie dodawałam długo rozdziału. Po prostu dołki i brak weny. Spróbuję Cokolwiek napisać w ten weekend. SPRÓBUJĘ. Nic nie obiecuję. Więc noo pozdrawiam i zapraszam na aska ;)
Sheeri <333 (RiDa)






poniedziałek, 6 stycznia 2014

Chapter 28 || Part one ||



DLA WERONIKI TURLEJ & KOLOREK125 ! <3333
PRZEKLEŃSTWA!!!


- Wolę się upewnić. - wszedł nieproszony.
- Jack! - zaszczekałam. Olał mnie totalnie otwierając gwałtownie drzwiczki. Z szafy wypadło kilka wieszaków. Lecz po Louisie ani śladu.
- Mówiłam? - zaczęłam pewna siebie , podchodząc do chłopaka. Schyliłam się , wkładając wieszaki na poprzednie miejsce. - Możesz już iść.
- Nie tak prędko. - złapał mnie za nadgarstek. - Nie mogę zostać dłużej?
- Myślę , że nie. - syknęłam. - A teraz wypad!
- Śnieżynko..... - przewrócił oczami. - Ty wiesz kim ja jestem?
- Jebanym pederastom? - zapytałam. - O tak. To świetne określenie.
- Zostaw ją. - usłyszeliśmy głos za nami. Wyrwałam się , odwracając głowę w źródło dźwięku. Daveh i One Direction. Co oni tu kurwa robią?!
- Och Harry Styles czy nie wyraziłem się jasno? - syknął Jack. - Wypad gwiazdy.
Alfa podszedł do mnie , odciągając w swoją stronę. Kiedy mijałam nieprzyjaciela , poczułam jego przeszywający wzrok na plecach.
- Wszystko w porządku? - spytał Louis.
- Jak uciekłeś? - zdziwiłam się. On tylko uśmiechnął się , wskazując głową okno. - Sprytnie.
Nagle poczułam dotyk na ramieniu. Niall.
- Hej. - przywitałam się cicho.
- Hej. - odpowiedział.
- Aissia uważaj! - wrzasnął Daveh. Nie wiedząc co się dzieje , odskoczyłam na bok lądując na sofie. Chwilę później poczułam jak ostre zęby wgryzają się w moją rękę. Nie czułam nic. Kompletnie. Jack szarpał mnie , rozrywając moje ramię na kawałki. Niebieska krew lała się na kafelki. Chłopcy rzucili się na wilka , próbując go odciągnąć. Agresor odczepił się ode mnie , atakując czekającego Błękitnego.
- Uciekajcie stąd! - wrzasnęłam. Podskoczyłam z sofy , zmieniając się w tygrysa. Moja łapa była całkowicie rozwalona. Nie czułam jej. Zaatakowałam Jacka , tym samym pomagając Daveh'owi. Czułam spojrzenie chłopaków. Nadal tam stali. Mimo , iż kazałam im uciekać.
Przyparłam łapami łeb wilka do podłogi. Warknął , ukazując kły.
- Zostaw go Lori. - alfa zmienił się w człowieka. Jego włosy były poburzone. Koszulka , pogmatwana , całkowicie w kurzu.
Odeszłam od agresora , ukazując kły. On nadal leżał bez ruchu , łapiąc oddech. Przeistoczyłam się w człowieka.
- Czy to krew? - zauważył Liam. - Niebieska krew?
- Tsaa,... - burknęłam. Nagle poczułam powiem wiatru. Jack zwiał. Nie było po nim śladu. Wypuściłam powietrze  , siadając na blacie. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić Louis podszedł do mnie , wyciągając z najwyższej półki bandaże.
- Masz. - uśmiechnął się niemrawo.
- Dzięki. - szepnęłam. - Co wy tu robicie? Tommo jak uciekłeś? Daveh co to ma znaczyć?
Zaczęłam owijać swoje ramię opatrunkiem. Chociaż w ogóle nie był on potrzebny.
- Poczułem jego zapach. - mój przyjaciel wskazał na Lou. - I postanowiłem przyjść. Ciekawy byłem jak Cię znalazł. Podczas drogi zauważyłem resztę zespołu. Wszystko mi wyjaśnili.
- Ach czyli to , iż nas wypierdolili na zbity pysk? - przez okno wskoczyła Edith. Przewróciłam oczami , podchodząc do niej. Przybiłyśmy sobie żółwika , skierowując nasze twarze na pozostałych. -Hm?
- To nie tak.... - jęknął Hazza. - Jack mi kazał.
- Wielki gwiazdor bał się o swoje życie? - zaśmiałam się na słowa blondynki.
- Wielki gwiazdor bał się o życie Edith. - Harry powtórzył jej głosem. Wytrzeszczyłam oczy.
- Możemy zmienić temat? - spróbowałam uratować sytuację.
- Ja o siebie potrafię zadbać , czego nie mogę powiedzieć o TOBIE! - krzyknęła zdenerwowana Edishia.
- Bałem się to chyba normalne. - odpowiedział. - Musimy się kłócić?
- Zmieńmy temat. - wtrącił Zayn.
- Dobry pomysł. - potaknęłam. - Po co przyszliście?
- Pytając o to nie zmieniasz tematu.- zauważył Liam. - My was nie chcieliśmy wygonić. To ten chłopak , nie wiem jak on ma na imię nam kazał. Niall jakby mógł zamknął by Ciebie Lori w klatce.
- Heh. - zniesmaczyłam się. - Słodko.



TO Be Continued.....


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Musiałam rozdział 28 podzielić na party ;/ Nie zdążyłabym napisać go na dzisiaj i długiego :) Mam nadzieję , że wybaczycie. Zapraszam was na zwiastun , który się już pojawił. Czekam na wasze opinie :) Liczę na komentarze :*
RiDa <33




MM!





#NIE WIEM CZY POTWIERDZONE
Uwaga!
Teledysk do Midnight Memories pojawi się 11 stycznia 2014 roku. Musimy pobić rekord wyświetleń także do Zayn'a , ponieważ następnego dnia są jego urodziny.
Proszę wszystkich , wyświetlajcie teledysk i przekazujcie to wszędzie dalej  na : TT , IG , FB , GOOGLE+.
RiDa