Uwaga!

sobota, 30 listopada 2013

Chapter 22





- Mam!!! - wrzasnęłam, tym samym budząc zmęczonych rówieśników. Spojrzeli zmęczeni, otwierając praktycznie , całkowicie zapełnione notatniki.
- Znalazłam coś co powinno się wam spodobać...... - uśmiechnęłam się chytrze. Podłożyłam im przed nosy, wielką księgę. - Tutaj pisze, że zmiennokształtni w 4095 zaćmieniu wybiorą swoje moce. Liczba się zgadza. Mamy rok 2013. Przemiana była w 648. Zaćmienie księżyca jest co cztery miesiące, a rok ma ich dwanaście. Czyli 1365 razy trzy to 4095.
- Jezu ile liczenia. - westchnął Liam, zapisując. - Ale to nie ma w ogóle nóg i rąk. Skoro Safaa dostała jakąś magiczną moc , czy coś w tym stylu to dlaczego wy nie dostałyście?
- Właśnie. - zaciekawiłam się. - Sama nie wiem. Tylko moment wczoraj było zaćmienie. Nie zauważyliście czegoś dziwnego?
- Nie. - zaprzeczyli. - Mała siedziała cały czas w pokoju bawiąc się. Zjadła normalnie kolację i poszła spać.
- Tylko dlaczego ja nie dostałam? - myślałam na głos. - A może to tylko działa jak w pobliżu jest Mroczny Płomień?
- Uhh... - westchnął Niall , kładąc głowę na stół. - Pani Mitcy zamyka za chwilę. Bierzmy księgi i wynośmy się stąd.
- Zabrzmiało to jakbyś uciekał przed czymś. - pokręciłam głową. - Ale ok. Zbierajmy się. Możemy zabrać te książki nie przeczytane?
- Powtarzam po raz setny tak. - uśmiechnął się Liam, pomagając mi uporządkować miejsce pracy. - Gotowi?
- Tak! - wykrzyknęłam.





                                           ~,~



- Edith? - zawołałam, po przekroczeniu progu domu. W niespełna sekundę w holu pojawił się tygrys.
- Aaaa!!!! - wrzasnął Niall. Podniosłam brwi , spoglądając na niego.
- Przestraszyłaś mnie. - wyszeptał trzymając się za serce. - Gdzie reszta?
Blondynka usiadła , liżąc swoją łapę.
- Coś jest nie tak. - zauważyłam. - Edishia? Słyszysz mnie?
- Tak. - usłyszałam w mojej głowie.
- Dlaczego nie zmienia się? - dopytał się Liam.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Edith!!! Mów o co chodzi?
- Nie mogę się zmienić. - odpowiedziała. - Jak wyszliście złapały mnie wstrząsy , aż zmieniłam się w tygrysa do teraz. Chyba przechodzę przez to co ty.
- O nie. - złapałam się za włosy. - Chłopcy mamy problem.
- Nie może się zmienić. - pokiwał głową Niall. - Zgadłem?
- Trafiłeś w dziesiątkę stary. - poklepałam go po plecach. - Więc pokażecie mój pokój?
- Jasne. - Li skierował się na schody. - Za mną.
Weszliśmy na górę ze stosem książek w rękach, dotarliśmy do końca korytarza, aż weszliśmy do sypialni.
- Ładnie tu. - przyznałam. Chłopcy rzucili księgi na dywan zostawiając mnie i tygrysicę same.
- Siadaj. - poklepałam miejsce na podłodze. Otworzyłam notatki licząc kolejne równania zaćmienia słońca.




Oczami Edith



Siedziałyśmy z Lori już kilka godzin. Aktualnie jest 6 rano. Aissia praktycznie śpi na notatkach. Cały pokój dosłownie zapełniony jest kartkami. Westchnęłam kładąc łeb na łapy. Dopiero dzień jestem w ciele człowieka, a już mam dość. Trudno. Ryknęłam, ziewając. Wyszłam z pokoju, uprzednio przykrywając kocem przyjaciółkę. Tak w ogóle to.....głodna jestem. Ruszyłam do pokoju Harrego. Cholera! Musiał zamknąć drzwi. Zaczęłam pazurami drapać w powłokę. Zapiszczałam , waląc tułowiem w ścianę. Chwilę później stanął przede mną praktycznie goły Harold.
- Edith? - zdziwił się. - Co tu robisz?
Bez słowa weszłam do pomieszczenia kładąc się na jego łóżko. Spojrzał na mnie zdziwiony siadając obok mnie.
- Jak się czujesz? - zapytał, głaszcząc mnie po sierści. - Może chcesz coś do jedzenia?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Czyli przyszłaś do mnie tylko po żarcie? - zasmucił się. Ukazałam kły , liżąc jego policzek.
- Fuj.... to obrzydliwe. - jęknął. - Ale jakbyś tak zrobiła jako dziewczyna nie miałbym nic do tego.
Przewróciłam oczami, kładąc łeb na jego nogach. Usłyszałam głębokie westchnięcie z jego strony i ciche słowa:
- Nawet nie wiesz ile zrobiłbym , abyś była teraz człowiekiem......
Przymknęłam oczy, zastanawiając się nam tymi słowami. Ile zrobiłby? Tego się nie dowiem w tutejszym czasie.......



CDN.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie było 6 komentarzy. To znaczy nie było nie licząc spamu którego usunęłam. Tyle razy powtarza, że jest obok zakładka , że Błękitnokrwiści czekają na wasze blogi. Ale Whatever. Dodaje rozdział dla osób , które komentują. Dziękuję wam za to! Kocham was i liczę na komentarze <3
RiDa




środa, 27 listopada 2013

Chapter 21





- Nie sądzisz , że galopujesz Aissia? - zapytała Edishia.
- Sorry. - burknęłam. - To...... Safaa? Safaa!
Dziewczyna nie zareagowała. Nadal stała nieruchomo wpatrzona w okno.
- Co robimy z nią? - spytał Zayn. - Rodzice pozwolili mi ją przetrzymać u siebie do Niedzieli. Jeszcze mamy 3 dni.
- Nie dobrze. - mruknęłam. - Macie jakąś bibliotekę lub coś w tym stylu?
- Nie. - zaprzeczył Niall. - Nie mamy.
- Kurwa. - warknęłam, ciągnąc się za włosy. Kły mi urosły ze złości.
- Uspokój się. - poradziła. Pokręciłam głową , próbując wyłapać ostatnią rzeczywistość. Zamknęłam oczy. Barwa moich tęczówek zmieniła się z niebieskich na błękitne. Mięśnie się powiększyły, a słuch wyostrzył.
- Nie teraz! - wrzasnęła. Potrząsnęła mną, wkładając na mój palec pierścionek. Temperatura zgasła, niczym ogień zalany wodą.
- Co to było?! - przestraszył się Louis.
- Zdenerwowałam się i tyle. - odparłam z przekąsem. - Weźmy się do roboty, a nie tylko stoimy. Muszę dostać się do biblioteki publicznej.
- Pojedziemy razem. - zaproponował Liam.
- Mogę z wami? - spytał Niall. Wzruszyłam ramionami zakładając na siebie kurtkę.
- Podasz mi torebkę , Zayn? - zapytałam. Podał mi przedmiot, uśmiechając się ciepło. Nie zrobiłam to co on. Prychnęłam pod nosem, wychodząc z mieszkania. W samochodzie czekali już chłopcy. Wsiadłam na miejsce pasażera, zapinając pasy.
- Jedź. - poleciłam. Wyjechał z podjazdu , kierując się w nieznanym mi kierunku. Włożyłam słuchawki puszczając piosenkę Imagine Dragons - Radioactive. To jedna z moich ulubionych. Przez całą drogę Liam i Niall szeptali do siebie. Nie chcąc im przerywać, skierowałam swój wzrok za szybę. Praktycznie wszystkie liście spadły z drzew. Niekiedy wiatr zdmuchiwał uparte sztuki, które nie chciały opuścić swojego domu. Trochę mi to przypominało mnie. Nastał czas kiedy muszę opuścić niektóre rozdziały i zacząć pisać nowe. Przemiana w potwora , wygnanie do lasu. Imigracja.
- Lori. - powiedział blondyn. - Jesteśmy na miejscu.
 Westchnęłam, chowając sprzęt. Kiedy miałam zamiar wysiąść , przed moją twarzą pojawiła się ręka. Podniosłam głowę chcąc zobaczyć sprawcę. Horan. Uśmiechnęłam się półgębkiem przyjmując pomoc. Zatrzasnął za mną drzwi, prowadząc mnie w stronę drzwi. Puściłam jego dłoń, lecz on nadal oplatywał moją w szczelnym uścisku. Nie chcąc wyjść na dziwkę, ponowne go złapałam. Widziałam jak jego oczy się świecą. Ja nie mogę. Co za dziecko.
- Pani przodem. - ukłonił się Liam. Weszłam do budynku, rozpinając kurtkę. Zdjęłam szal , chowając go do torby. Założyłam ochraniacz na moje kły.
- Dzień dobry. - przywitałam się. Staruszka, założyła okulary uśmiechając się serdecznie.
- Witaj kruszynko. - wyspała. - Och! Witajcie chłopcy. Jaki jest powód tego ,że mnie odwiedzacie?
- Koleżanka musi napisać referat. - odparł brunet. - Usiądziemy sobie w kącie pokoju. Będziemy cicho.
- Dobrze. - pokiwałam głową. Podążyłam za nimi. Dotarliśmy do końca pokoju  , gdzie znajdował się stolik z 4 krzesłami. Otoczony był półkami z książkami. Byłą tylko malusieńka wnęka aby dostać się do niego. Przesunęłam się bokiem , odsuwając krzesło. Położyłam na nim torbę i kurtkę. To samo uczynił Niall i Liam.
- Siadajcie. - zarządziłam. - Dam wam zeszyty i długopisy. Będziecie zapisywać potrzebne informacje , które wam podyktuje.
- Ale dlaczego ty nie możesz? - zapytał Niall.
- Tak będzie szybciej. - wytłumaczyłam. Pokiwał głową. Podrzuciłam im notesy, biegnąc w stronę działu fantasty.
- Błę, Błę, Błę.... - mówiłam pod nosem.
- Pomóc w czymś? - usłyszałam głos za sobą. To była ta staruszka co nas przywitała.
- Jak pani chce. - odparłam spokojnie. - Potrzebuję jak najwięcej książek o.....
- O?
- O Błękitnokrwistych. - westchnęłam.
- Święty Boże. - zdusiła okrzyk. - Dlaczego tak bardzo chcesz właśnie książki o nich?
- Bo mnie fascynują. - przewróciłam oczami. - A teraz mogłaby pani wskazać mi CAŁY ten dział?
- Jasne. - przełknęła ślinę. Wskazała  ręką na oddzielną półkę. - Cała półka jest poświęcona o nich.
- Dziękuję. - wyszczerzyłam zęby. Zabrałam wózek , kładąc na niego kilkanaście booków. Wróciłam do chłopaków.
- Jestem. - oświadczyłam. Wyłożyłam pierwszą książkę , otwierając ją.
- Może nam to trochę zająć. - ostrzegłam. - Czy możemy jakoś zostać tutaj dłużej, albo wypożyczyć te księgi?
- Wziąć do domu. - zapewnił blondyn. Przytaknęłam rozpoczynając czytać pierwszy dział.
- Same nudy. - mruknęłam po 20 minutach. - Weźcie też zacznijcie czytać. Jak znajdziecie ogółem coś ciekawego to zapisujcie. Pokiwali głowami, rozpoczynając wielogodzinną udrękę.





3 godziny później



- Mam!!! - wrzasnęłam, tym samym budząc zmęczonych rówieśników. Spojrzeli zmęczeni, otwierając praktycznie , całkowicie zapełnione notatniki.
- Znalazłam coś co powinno się wam spodobać...... - uśmiechnęłam się chytrze.


CDN.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiem czy przeczytaliście , ale prosiłam was 0 6 komentarzy. Nie to nie. Ale dodam wam ten rozdział. Jeżeli pod tym będzie 6 komentarzy będzie chapter #22 , w weekend. Jeżeli nie to w następnym. BTW pozdrawiam wszystkich i liczę na te 6 cholernych komentarzy :(
RiDa





czwartek, 21 listopada 2013

Miło :)





Fani Igrzysk Śmierci i One Direction!!! Zapraszam was na emocjonujący blog Honey : http://the-hunger-game-new-story.blogspot.com . Każdy kto widzi tego posta ma wejść na blog i skomentować :)
RiDa




niedziela, 17 listopada 2013

Ja wkurwiona - bój się człowieku!



Jestem upierdliwa. I WKURWIONA. Dlaczego nie komentujecie rozdziałów?! To tylko chwila. Specjalnie usunęłam jeb*ną weryfikację obrazkową, abyście nie musieli się pieprzyć z tym gów*em. Może wolicie tą drugą opcję? Ja jestem zawsze gotowa , przestawić kilka guziczków i zatwierdzić. Jest mi smutno. JA się bynajmniej staram, poświęcam swój wolny czas na ten blog, a tu takie coś? Zawiodłam się na was, ale innej możliwości nie ma. Od razu ostrzegam , żeby nie zmieniać na anonimka bo usunę dany komentarz.Jestem bipolarna wiem ;)



6 KOMENTARZY=NOWY ROZDZIAŁ W WEEKEND


RiDa



Nowy rozdział!





Nowy rozdział na blogu mojej przyjaciółki <33 http://onedirectioncamp.blogspot.com . Komentować!
RiDa


piątek, 15 listopada 2013

W trybie nał!




 W trybie nał macie wejść na bloga mojej przyjaciółki i skomentować! To rozkaz :D Bardzo was proszę <3 http://onedirectioncamp.blogspot.com .
RiDa




Chapter 20





Siostra Zayna nie odpowiedziała. Machnęła ręką, powodując , że fala uderzyła w Błękitnokrwistą.
- Hej co z nią jest? - zdziwił się Liam. - Patrzcie na jej oczy. Są różowe.
- Mam dość!! - krzyknęła. Złapała Nialla , przygwożdżając do ściany.
- Pomocy! - zawołał. W tym samym momencie drzwi wypadły z zawiasów.
 Wleciały przez nie 2 wilki.Jedna to była Aissia, drugiego nie rozpoznałem.




Oczami Lori 


Rozwaliłam drzwi wbiegając do mieszkania. Nie. Nie jako koń. Jako wilczyca normalnych rozmiarów. Przemiana czegokolwiek, bo nie wiem co mi było - ustąpiła. Wracając.......Rzuciłam się na Doni, uwalniając blondyna.
- Witaj Lori. - wstała, śmiejąc się. - Co? Jednak im pomożesz? A już myślałam, że zdążę.
- Najpierw nas zabij. - obok mnie pojawiła się Edith w ciele człowieka. - Na co czekasz Doni? Aport.
Szatynka warknęła. Spojrzałam na chłopaków. Stali, oczekując rozwinięcia akcji. Obok nich siedziała Safaa. Co?! Dlaczego ona ma różowe oczy?!
- Aissia De'la Wohnet. - dziewczyna zaczęła krążyć dookoła mnie i przyjaciółki. - 753 letnia Błękitnokrwista. Oraz kochana 754 letnia Edishia Fleierbandey. Dwie ukochane przyjaciółeczki.
Zmieniłam się w człowieka.
- Do czego dążysz? - zapytałam, podnosząc brew.
- Manipulacja. - powiedziała mechanicznie siostra Zayna.
- Doni. - do mieszkania wszedł Jack. Odwróciła głowę. Skinęłam głową , blondynce. Zakradłyśmy się do niej. Złapałam ją za szyję, unosząc do góry.
- Pomóż. - szepnęła. Chłopak pokiwał głową.
- Żegnaj. - zamknął oczy. Ścisnęłam jej tarczycę , skręcając kark. Ciało opadło bezwładnie na panele.
Jack podszedł do mnie , całując w czoło.
- Dobra robota śnieżynko.
- Lori....... - chłopcy podeszli do nas. - Uratowałaś nas. Dziękujemy.
- I? - Edith zmrużyła oczy.
- I przepraszamy. - dopowiedział Liam. - Nie posłuchałem Cię. Czuję do siebie wstyd.
- Nie potrzebie. - odpowiedziałam. - Ważne , że zdążyłyśmy.
- Co jest z twoją siostrą? - wtrąciła dziewczyna. - Ma.....różowe oczy.
- Nie wiemy. - Harry wzruszył ramionami. - Doni nas zaatakowała, gdy nagle  znikąd pojawiła się. Tak po prostu.
- Musicie iść z tym do Yvonne. - poradził Jack. - Ja muszę już uciekać.
- Dlaczego? - zapytałam, łapiąc go za rękę. Uśmiechnął się chytrze łapiąc mnie w talii.
- Stado czeka śnieżynko. - pocałował mnie w policzek. - Ale jak nalegasz, żebym został.....
- NIE. - przerwała Edith, oddzielając nas. - Lori musi zostać w centrum Londynu , a ty Romeo spierdalaj w podskokach do swoich panienek w Manchesterze.
Warknął , ukazując kawałek szczęki.
- Dobra. - syknął. - Niedługo się spotkamy skarbie.
Przeskoczył stół , zmieniając się w locie w wilka. Wybiegł z domu i tyle go widziałam....


CDN.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Rozdział jest do dupy :( Nie umiem pisać i gunwo -.- Liczę na szczere opinie popierające moją wypowiedź , gdyż jest ona prawdą w 100 %. Pozdrawiam :)
RiDa



poniedziałek, 11 listopada 2013

Zapraszam!

 Zapraszam was na mojego bloga o Sholen : http://storyaboutsupernaturalandonediection.blogspot.com/ . Nie ma w ogóle komentarzy pod ostatnim rozdziałem ;(
RiDa




Chapter 19




- Jesteśmy. - powiedziałam w myślach, kiedy dotarliśmy z powrotem do rozwidlenia w lesie. Alfa z Manchesteru postanowił nam pomóc. Właśnie stoimy na naszym terenie, czekając na Daveh'a.
- Jestem. - z zarośli wyszedł alfa w postaci człowieka. Ukłoniłam się, mówiąc:
- Oto on. Pomoże nam wywabić Doni.
- Jak chcecie to zrobić? - zapytał.
- Otóż....... - Jack przemienił się w człowieka. - Zamierzamy wzbudzić w niej zazdrość. Była kiedyś moją partnerką , więc Aissia będzie grała moją teraźniejszą dziewczynę.
- Mówię wam to się nie uda. - powtórzyła po raz setny Edith. - Doni pragnie krwi.
- Edishia ma rację. - Daveh przytaknął. - Co jeżeli to nie wypali?
- Pójdziemy na żywioł. - wzruszył ramionami. - Wejdziemy do mieszkania , zabijając ją.
- Ucieknie. - przewróciłam wilczymi oczami, siadając.
- Może zacznijmy działać. - wtrącił Nuss.
- Nie. - warknęłam. - Mam na nich focha. Zamiast mi uwierzyć, tak po prostu wyrzucili mnie z domu. Pożałują tego.
- Już teraz może być za późno śnieżynko. - Jack kucnął przede mną. - Chodźmy. Uratujmy ich.
- Śnieżynko? - zdziwił się Daveh.
- Kolor futra. - mruknęłam. Pokiwał głową, puszczając mi oczko. W mojej głowie rozbrzmiał jego głos :
- Podoba Ci się co?
- Nie. - odwróciłam głowę.
- Tssa.... - uśmiechnął się chytrze. - Przyznaj. Jest przystojny.
- No może trochę. - bąknęłam.
- Idziemy? - zapytał Nuss. - A! Właśnie, wie może ktoś za ile Aissia będzie mogła zmienić się w człowieka?
- Powinna już dawno móc. - Jack spojrzał mi w oczy. Były tak mocno niebieskie.
- Spróbuj. - orzekł.
- Hę?
- Zmienić się. - zarechotał. Zamknęłam oczy, wyobrażając siebie w ludzkiej postaci. Moje ciało przeszły drgawki. Ból rozsadzał każdy zakątek. Zawyłam. Dlaczego ja czuję ból? Co się dzieje? Jestem przecież BŁĘKITNOKRWISTĄ!
- Lori!!! - wrzasnęła blondynka. - Co się dzieje?
- Nie wiem. - wyszeptałam. Gdy Jack mnie dotknął zmieniłam się z powrotem w zwierzę. Tym razem w konia.
- Kurwa. - powiedziałam pod nosem.
- To mamy problem. - westchnął Seth wychodząc z chatki.




Oczami Louisa 


- Ja pierdziele! - wrzasnąłem. Zacząłem chodzić w tę i z powrotem po salonie.
- Stary wyluzuj. - orzekł Zayn. - Doni! Do nogi.
Suczka podbiegła do Mulata , kładąc się w jego nogach. Nie mogąc już utrzymać tego w tajemnicy : wybuchłem:
- To wszystko przez Ciebie! - warknąłem na psa. - Lori nas ostrzegła. Znamy twój sekret. Pokaż się do cholery!!!
Wilk wstał, podchodząc do mnie. Zawył , kłaniając się. Po chwili ukazała nam się , dziewczyna o której Harry mówił.
- Witam. - ukazała kły. Wszyscy wstaliśmy cofając się w stronę schodów.
- Czego chcesz od nas?! - zapytał Niall.
- Nic szczególnego. - zaśmiała się. - Tylko i wyłącznie naszej śmierci.
- Co my Ci zrobiliśmy? - zapytał Hazz.
- Wy? - zachichotała, podchodząc do niego. - Nic. Lori musi zapłacić za zabicie mojego stada.
- Nic mądrzejszego nie mogłaś wymyślić? - warknąłem. - Szmata.
Odwróciła się w moją stronę, sycząc. Rzuciła się na mnie. Przeyparła moje ręce, do podłogi, siadając na mnie.
- Zginiesz jako pierwszy. - szepnęła. Zaczęła całować mnie po szyi ,niekiedy lekko ją przegryzając. Spojrzałem na chłopców. Nie mogli się ruszyć.
- Co im zrobiłaś? - stęknąłem.
- Żyją, jeszcze. Unieruchomiłam ich tylko, mogą tylko i wyłącznie oglądać. - zassała moją skórę. Jęknąłem z bólu. Gdy miała się wgryźć we mnie, wylądowała na kanapie. Podniosłem się szybko, dobiegając do bandy. Uderzenie spowodowała, że mogli się poruszać.
- Safaa?! - zdziwiłem się. Dziewczynka stała przed nami ,ściskając ręce w pięści.
- Witaj. - Doni podniosła się. - Możemy się podzielić jeżeli chcesz.
Siostra Zayna nie odpowiedziała. Machnęła ręką, powodując , że fala uderzyła w Błękitnokrwistą.
- Hej co z nią jest? - zdziwił się Liam. - Patrzcie na jej oczy. Są różowe.
- Mam dość!! - krzyknęła. Złapała Nialla , przygwożdżając do ściany.
- Pomocy! - zawołał. W tym samym momencie drzwi wypadły z zawiasów.


CDN.




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na wstępie chcałabym podziękować za 5 komentarzy :) Zaskoczyliście mnie liczbą :D Nie wiem co powinnam napisać ;/ Liczę oczywiście na nowe i cieplutko was pozdrawiam :*
RiDa



czwartek, 7 listopada 2013

Chapter 18





Oczami Harrego 


Gdy Zayn wszedł do mieszkania , powiedziałem :
- Nie trzeba było jej od razu wyrzucać. Może po prostu była zazdrosna?
- Może. - wzruszył ramionami. Westchnąłem , wychodząc przed dom.
- Lori?! - krzyknąłem. Nic. Zupełna cisza. Wbiegłem do salonu.
- Aissia uciekła. - odrzekłem szybko. Wszystkie oczy zostały zwrócone w moją stronę. Doni podeszła do mnie , gryząc w nadgarstek.
- Auć. - syknąłem , gdy poczułem jak niechcący przebija moją skórę. Suczka , skuliłam się skomląc.
- Nic się nie stało. - pogłaskałem ją po głowie. - A teraz chodźmy spać.
Ruszyłem schodami na górę z chłopakami. Pies też. Wchodząc do pokoju zauważyłem , że Doni idzie za mną. Rozebrałem się do bokserek ,kładąc się pod kołdrę. Suczka wskoczyła obok mnie , układając pyszczek przy moim brzuchu. Zamknąłem oczy , zasypiając.






                                          ~,~


Długie, ciemne włosy łaskotały mnie w nos. Moment CO?! W trybie natychmiastowym otworzyłem oczy. Obok mnie, raczej na mnie leżała dziewczyna. A gdzie Doni?!!


Chyba , że ona......o cholera. Powoli wstałem , nie chcąc jej obudzić. Wyszedłem z pokoju , zbiegając do kuchni. Wszyscy siedzieli przy stole.
- Siema stary. - przywitał mnie Louis.
- Słuchajcie nie uwierzycie. - zacząłem. - Doni to Błękitnokrwista. Kiedy się obudziłem , ona tak po prostu spała obok mnie. Lori miała rację , gdy próbowała ją przegonić.
Liam przytaknął.
- Gdy wróciła z Louisem , mówiła mi coś o niej. Nie pamiętam. - powiedział. - Coś ,że jest......
W tym samym momencie do kuchni weszła ONA. W postaci wilczycy. Usiadła obok mnie, kładąc łapę na kolano. Przełknąłem ślinę, stawiając przed nią talerz naleśników. Zaczęła je spożywać , nie spuszczając ze mnie wzorku.
- Zayn wpuściłeś Lori? - zapytałem.
- No emh...... - jąkał się. - Nie wiem gdzie ona jest.
O święta Kunegundo. No to mamy problem..........






Oczami Lori





Dotarliśmy do siedziby Manchesteru. Okropna stara rudera na zadupiu. Przez całą noc nie zatrzymywaliśmy się. Nie wiem nawet kto ze mną biegł.
- Aissia. - usłyszałam. Odwróciłam swój wilczy łeb. Za mną stała Edith z Nussem.
- Nie możesz , się przemienić nie? - zapytała Edishia. Pokręciłam przecząco głową. Chłopak podszedł do mnie  , wtulając twarz w moją sierść.
- Wzywałaś. - wyznał. - Co się stało? Dlaczego jesteśmy pod siedzibą Manchesteru?
 - Doni. - powiedziałam. - Ona się stała. Przez nią wyrzucili mnie na dwór.
- I to tyle?! - wykrzyknęła.
- Ona chce wypić z nich krew. - warknęłam. - Z pomocą możemy zgłosić się tylko do nich.
- A dlaczego nie do Daveh'a"? - zdziwił się.
- Ale Doni pochodzi z tych rejonów. - przewróciłam oczami. - Oni mogą nam pomóc. Jak coś to po prostu skończymy jako zakąsek dla alfy....
Edith zmieniła się w tygrysa , idąc po lewej stronie bruneta. Ja ustawiłam się po prawej. Zawyłam. Po mnie zaryczała przyjaciółka. W jednej chwili obok nas zjawiły się wilki. Jeden z nich zmienił się w człowieka. To chyba alfa, sądząc po kolorze sierści.
- Witajcie. - powiedział. - Co was sprowadza?
- Moja przyjaciółka.... - Nuss wskazał na mnie. - Ma problem.
- Słucham Śnieżynko. - uśmiechnął się słodko. Och....czy ja jestem w niebie?
- W tym problem ,że nie może przejść przemiany , więc ja powiem. - wtrąciła blondynka. - Doni , weszła butami w jej życie. Do kręgu jej przyjaciół - ludzi.
- Ludzi?! - oburzył się. - Pewnie ma zamiar....
- Wyssać z nich krew. Wiemy to. - machnęła ręką. - Czy pomoglibyście nam ją jakoś...... zlikwidować?
- Ale jak? - podniósł brwi do góry. - Tak w ogóle to zapraszam. Wejdźcie do środka.
- Nie mamy zbytnio czasu. - szepnęłam w myślach. - Przebyliśmy daleki bieg.
- Z Londynu. - wyprzedził alfę Nuss.
- Londyn? - warknął. - Zabiliście moje stado.
- To nie my! - warknęłam. - To nasz przyjaciel , został zahipnotyzowany przez Mroczny Płomień.
- To nie jest usprawiedliwienie!!! - wrzasnął. Spuściłam głowę.
- Proszę..... - połaszczyłam się przed chłopakiem.
- Dobrze. - westchnął. - Robię to tylko i wyłącznie dla Ciebie skarbie.....


CDN.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję , że wróciły komentarze :) Dziękuję Nuśka Nusia   za podsunięcie pomysłu :) i poparcie go przez Zuzannę Wszechobecną . Następny około za tydzień. Pozdrawiam i liczę na komentarze. :*
RiDa


poniedziałek, 4 listopada 2013

Chapter 17





- Lori chcesz położyć się na kanapie? - zapytał Liam. Podniosłam swoje paczadła na bruneta. Chłopcy oprócz niego - zasnęli. Uśmiechnęłam się wskakując swoim wielkim cielskiem na ich kolana.  Jęknęli otwierając oczy. Rozciągnęłam się , szczekając.
- Aissia. - pogłaskał mnie po pyszczku Louis. - Idziemy na spacer?
Na potwierdzenie jego słów, pobiegłam do drzwi frontowych drapiąc zdrową łapą o powłokę. Brunet zaśmiał się.
- Muszę założyć Ci obrożę. - podszedł do mnie ze smyczą i obrożą. Złapał mnie (tzw. założył obroże, przyczepiając smycz) otwierając drzwi.
- Idziemy do parku. - zasugerował. Nasz spacer był trochę uciążliwy, gdyż nadal miałam łapę w bandażu. Brzuch mnie nie bolał, lecz od czasu do czasu zabolały zatoki.
- Chcesz się załatwić? - spojrzał na mnie. Pociągnęłam go w krzaki. Cały czas mi się przyglądał.
- Odwróć się idioto. - powiedziałam w myślach. Speszony odwrócił wzrok. Załatwiłam się , trąc łapami o ziemię.?
- Quil?! - zdziwiłam się.
- Siemka Lori. - wyszedł z zarośli. - Co tu tu robisz?
- Jestem na spacerze. - potarłam łbem o nogę Lou. Odczepił smycz siadając niedaleko na ławce. - A ty?
- Mam tajną misję. - rozejrzał się na boki. - Samica alfa - Doni z jakiegoś nieznanego nam stada weszła na nasz teren.  
- Jak wygląda?
- O połowę mniejszy od ciebie wilczur o mocno brązowej sierści. - odpowiedział. - Uważaj na nią. Twarda z niej sztuka.

- Powiadasz , że jestem od niej większa? - zachichotałam.
- O wiele większa. - przyznał. - Pamiętaj, tylko ,że ona czeka na okazję , aby znaleźć się w naszym kręgu. Miej oczy szeroko otwarte.
- Nie ma sprawy. W razie czego ty lub ktoś inny ze stada przyłączy się do mojego nowego mieszkanka.
- Znalazłaś już coś? - dopytał się, siadając.
- Nie. - pokręciłam łbem , zamykając oczy z bólu. - Czuję się fatalnie , chociaż o wiele lepiej.
- O pedałek wyszedł na spacerek! - usłyszałam. Odwróciłam głowę. Louis został otoczony przez grupkę dresiarzy.
- Odwalcie się. - przewrócił oczami. Zaśmiali się. Podeszliśmy bliżej , w razie potrzeby.
- A gdzie twoi przyjaciele? Czyżby zostali w domciu? A ta twoja laleczka , jak jej.....Eleanor?
- Spierdalaj. - wysyczał Tommo. Jeden z nich uderzył go w twarz. Lou zachwiał się upadając na ziemię. Podniósł się oddając cios. Zaszczekałam. Spojrzeli na mnie. Quil warknął. Kopnęli mnie w brzuch powracając do wyzywania przyjaciela. Tego już na wiele. Stanęłam  przed Louisem warcząc.




- Ooooo ochrony lepszej nie mogłeś wytrzasnąć? - zarechotali złośliwie.Mroczny Płomień przejął kontrolę. Rzuciłam się na pierwszego. Zagryzłam jego rękę , odrzucając na bok. Jego paczka dawno już uciekła. Stanęłam na ciele chłopaka patrząc moimi hipnotyzującymi oczami w jego - zielone.
- Przeproś. - warknęłam w jego myśli. Zahipnotyzowałam go.
- Wstań. - rozkazałam. Wykonał moje polecenie.
- Przeproś. - podszedł do Loueh podając mu dłoń. Odszedł szybko, trzymając się za rozszarpaną rękę.
- Dziękuję. - ucałował mój łeb. Zaczęliśmy wracać do domu. Gdy drogę zagrodziła nam na pozór "pobita" suczka. To  Doni.
- Hej psino. - Tomlinson zostawił mnie podchodząc do tej suki. - Gdzie twój właściciel?
- Nie waż się.  warknęłam do niej w myślach. Zerknęła na mnie uśmiechając się złośliwie.
- Choć weźmiemy Cię do domu. - odpiął ode mnie obroże, przyczepiając do Doni. Warknęłam , idąc posłusznie za przyjacielem. Gdy dotarliśmy do domu, rzuciłam się do salonu. Wszyscy w nim siedzieli jak oczekiwałam.
- Liam, ona nie może tutaj zostać. - zaczęłam szybko tłumaczyć , za nim Doni postawi ich przeciwko mnie. - Ona jest naszym wrogiem. Wyprowadź ją.
- Jaka słodka. - Niall podszedł do niej. - Jak ją nazwiemy?
- Doni. - warknęłam , w myślach do blondyna. Spojrzał na mnie , przytulając alfę.  Zdenerwowana, rzuciłam się na samicę.


Nie mogła nic zrobić.
- Wynoś się. - szepnęłam do niej.
- Nigdy. - zarechotała. - Najpierw wypiję krew z twoich przyjaciół.
 Walnęłam ją łapą w twarz.
- Lori zejdź z niej. - podniósł mnie Zayn. Wyprowadził na dwór , mówiąc:
- Dzisiaj śpisz na dworze. Przepraszam.
- Ostrzegałam was. - powiedziałam , gdy zamknął za mną drzwi. Położyłam się przy krzakach , zamykając oczy.  Podeszłam do okna , zaglądając przez nie. Chłopcy bawili się z Doni. Ona dla "żartów" podgryzała ich nadgarstki. Muszę coś zrobić. Myśl Aissia, myśl.......
Nie wiem co we mnie wstąpiło lecz zaczęłam biec. Nie mam pojęcia gdzie. Moje ciało samo  mnie prowadziło. 




Wreszcie dotarłam. Stanęłam przed wejściem w las, wyjąc. Chwilę potem obok mnie pojawiły się dwa wilki. Nie wiem , kto to był.  Jest za ciemno na identyfikację. Najważniejsze , że pobiegły za mną.



Cel - zlikwidować Doni. Kierunek - Manchester.



CDN.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiem co powinnam napisać. Oczywiście , że dziękuję za komentarze i liczę na nowe. To podstawa. Jak myślicie po co Aissia z ...... i z ....... biegną do Manchesteru? Możecie także spróbować zgadnąć kto z nią jest :) Pozdrawiam :*
RiDa




sobota, 2 listopada 2013

Chapter 16





Dwa dni później - Aissia



- Lori!! - wrzasnęła Edith. - Gdzie jesteś?!
Ziewnęłam, przeciągając się. Tak w ogóle to nadal jestem w postaci wilka. Zajebiście , nie? Najgorsze jest to  ,że jestem chora i cały czas rosnę. Whatever -.-
Zaszczekałam, wychodząc z wykopanej nory.
- Och jesteś.... - westchnęła. - Słuchaj chłopcy po Ciebie przyjechali.
- Jakoś nie mam ochoty do nich jechać. - szepnęłam do niej w myślach. - Poza tym okropnie mnie boli brzuch i głowa.
- I masz zwichniętą łapę. - dodała. - Nie wiem co się z tobą dzieje.
- Tym bardziej ja. - mruknęłam.
- Chodź. - założyła mi ogromną obroże. Po 20 minutach dotarliśmy do chłopaków. Stał tam także Geo i Nuss.
- Dłużej nie było można? - zapytał sarkastycznie George.
- Aissia kuleje i wymiotowała. - warknęła przyjaciółka, w mojej obronie.
- Jaka ona wielka! - wykrzyknął Niall, wychodząc z auta. - Co się dzieje?
- Nie wiemy. - Edishia wzruszyła ramionami. - Nie może przybrać normalnych rozmiarów. Musimy coś wymyślić. Najlepiej by było jakby została w lesie ze mną.
- Edith ty w ogóle myślisz? - zdziwił się Nuss. - Ona cierpi. My nawet nie mamy jak jej pomóc. U chłopców bynajmniej wyzdrowieje.
- Skąd ta pewność? - zerknęła na mnie. Jęknęłam czując ból w zatokach.
- Zapewnimy jej dobrą opiekę. - zapewnił Liam.
- A jeżeli to Mroczny Płomień? - zamyśliła się blondynka. - Wtedy może ich zaatakować.
- Aissia musi mieć założony ten o to pierścionek na palec w czasie furii. Coś jak padaczka. - podał  Zaynowi przedmiot George. - W teraźniejszym wypadku  musi mieć go na pazurze. O ile się zmieści.
- Coś jeszcze? - upewnił się Louis.
- Jedź z nami. - poprosiłam.
- Nie. - blondynka, pokręciła głową.
Warknęłam wyrywając się. Kulejąc podeszłam do Harrego.
- Zmuś ją. - powiedziałam do niego. - Musi ze mną jechać.
Loczek westchnął.
- Edith jeżeli nie pojedziesz z nami powtórzę to co zrobiłem przed pocztą. - uśmiechnął się chytrze. - To jak?
- Ughr!!! - zawarczała. - Ok.
- Bravo! - wykrzyknęłam w myślach. - Możecie mnie spakować do bagażnika? Jest mi coraz gorzej.
Zayn i Niall pomogli mi się dostać na wysokiego Range Rovera.Przykryli mnie dodatkowo kocem. Wszyscy wsiedli na swoje miejsca.
- Ruszamy? - spytał Lou. Pokiwałam łbem. Niespodziewanie przez moje ciało przeszły ciarki. Ught. Śmierdzę.





30 minut później - posesja One Direction


- Jesteśmy na miejscu. - powiedział Louis.
- Wreszcie. - Harry wyskoczył z samochodu. - Myślałem,że zemdleję z tego odoru.
- Przestań. - prychnęła Edith. - Nie jest tak źle.
- A ja? - zaszczekałam. Otworzyli bagażnik pozwalając mi wyjść.
- Trzeba Cię umyć. - zasugerowała dziewczyna. Ruszyłam za nią wchodząc do mieszkania. Jezu jak to pięknie!
Zaszczekałam czując przyjemnie ciepło mieszkania.
- Chodź Lori. - zawołał Liam. - Wykąpię Cię.
Zamerdałam ogonem , ruszając za głosem. Weszłam do wanny czekając na ruch człowieka.Po 10 minutach zabawy płynu i prysznica , wysuszył mnie suszarką.
Zeszłam schodami do salonu gdzie siedzieli chłopcy....gdzie Edishia?!
- Gdzie Edith? - zapytałam.
- Uciekła. - odpowiedział Harry. - Nie dotrzymała słowa.
Położyłam się w nogach "nowych właścicieli" rozmyślając o przyjaciółce.......


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dłuższego nie może być , gdyż nie dajecie mi motywacji......Gdy byłoby o wiele więcej komentarzy byłby dłuższy, ale to wasza sprawa.Liczę na komentarze i pozdrawiam :*
RiDa




piątek, 1 listopada 2013

Why?

Dlaczego nikt nie komentuje? Smutam się :( Dziekuję Weronice Turlej , że praktycznie jako jedyna komentuje :) Miło mi z tego powodu.
RiDa