Uwaga!

piątek, 27 września 2013

Chapter 8





Przyciągnęłam ją zębami do siebie, gryząc w boczek. Gdy ruszyłam , spojrzałam na dziewczynkę. Zrozumiała, aby podążyła za mną. Po 20 minutowym truchcie dotarłyśmy do TEGO miejsca.

- Pięknie tutaj. - usłyszałam cichy szept za sobą. Przemieniłam się w człowieka siadając na trawie. Usadowiłam sobie Safeę na kolanach.Miała racje. Te miejsce jest wyjątkowe. Odizolowane od całego lasu. Mruknęłam w odpowiedzi.
- Po co tutaj jesteśmy? - zapytała.
- Boisz się?
- Nie. - odparła.
- Tutaj będziesz się uczyć, także będziemy tutaj mieszkać. Na troszkę zastąpię Ci mamę. Dobrze? - spytałam najmilej jak umiałam. To dopiero jest wyzwanie. Co to znaczy, że ktoś jest miły?
- Super! - klasnęła w rączki. Zmieniłam się w wilka tym samym zmieniając miejsce Safy. Teraz siedziała na moim grzbiecie. Złapała się mojej sierści na karku. Rozpoczęłam trucht wokół pobliskich skał i drzew. Z każdą sekundą przy spieszałam.
- Szybciej! - krzyknęła. Posłuchałam. Teraz sprintowałam 4 metry na sekundę. Po 5 minut zatrzymałam się obok pobliskiej skały. Weszłam w jej otwór sprawdzając, czy zostawiona przeze mnie ściółka jeszcze się nadaje. Niestety myliłam się. Dziewczynka cały czas mnie obserwowała. Znalazłam nie opodal krzaczek poziomek i jagód.
- Siedź tutaj i jedz owoce. - poinformowałam. - Za chwilę przyjdę.
Zmieniłam się z powrotem w wilczycę wbiegając w las. Zebrałam trochę siana, gałązek oraz paprotek w pysk i pognałam do skały. Wytrzepałam łapami stare, zgniłe podszycie na ziemi kładąc tam nowe. Zrobiłam z 10 kursów w tę i z powrotem. W tym samym czasie Safaa zjadła obiad (czyt. owoce leśne) , pod koniec także mi pomagając. Weszła do otworu rozkładając równomiernie pościel.
- Gotowe. - oznajmiła. Przeistoczyła się. Podeszłam do jeziorka wskakując do niego. Safaa uczyniła to samo. Robiła to co ja. Dosłownie jak córka i matka.







 Oczami Edith




Ubieraj się. - zarządził George. - Idziemy na miasto.
- Po co? - spytałam zła.  - Po coś mnie kurwa budził?
-M - I - A - S - T - O . -przeliterował. - Kapujesz? Idziemy na miasto. Musimy znaleźć tych fagasów od tej dziewczynki. Znając Lori ona robi to z przymusu.
- Nie nadążam.
- Opiekuje się Safaą  dlatego , że jest jej żal. Ona nie chce takiego życia. 
- Racja. - przytaknęłam. Ubrałam na siebie to ,po czym ruszyłam za Geo. 



                                                                   ~,~




- Chodźmy do tamtej kawiarenki. - zaproponował.
- Nie. - zaprzeczyłam. - To głupi pomysł. 
- Masz inny pomysł mądralo? - podniósł brew do góry.
- A może i mam. - uśmiechnęłam się chytrze. Stanęłam na ławce, po czym krzyknęłam :
- Jestem żoną Zayna Malika!!! Gdzie jesteś mój mężu?!
Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Geo już dawno leżał na chodniku. 
- To było debilne. - zachichotałam. - Nie wiem co mamy robić. 
- Ja też nie. - usiadł na ławce obok mnie. - Idziemy na zakupy?
- Baba? - podniosłam brwi do góry.
- Chłop? - złapał się za policzki, po czym  za głowę i jęknął. Po chwili parsknęliśmy śmiechem.
- Wiesz możemy iść, ale tak się zastanawiam........ może powinniśmy pomóc Lori?- westchnęłam , wstając.
-  Jesteśmy samolubami i mamy to we krwi. - odpowiedział. - Nie wiem co to pomoc.
- Kim ty jesteś?! - zdziwiłam się. - Gdzie jest Geo?!*


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że rozdział jest krótki. Jeżeli byłoby więcej komentarzy dodawałabym częściej :|
 Ale i tak się cieszę, że w ogóle ktoś komentuje :3  A jeżeli chodzi o gwiazdkę na końcu zdania - już tłumaczę.

Te osoby , które czytają bloga, wiedzą , że George nie lubi swojej rasy. Ta nagła zmiana to - zhybrydacenie (nazwa wymyślona). Istota Błękitna przechodzi pod wpływ Mrocznego Płomienia. Robi na przekór wszystkiego co dotychczas robił. Jeżeli Geo przechodzi ten proces, będzie samolubny, chamski i głodny krwi. Istota przebywająca w jego towarzystwie, zostanie zmieniona tylko wtedy gdy nie zauważy zmian. Jeżeli zauważy , będzie droga wyjścia. Lekarstwo jest znane,ale.....nie powiem wam co to jest ;) Dowiecie się w następnym czasie.
RIDA




środa, 25 września 2013

Chapter 7





Oczami Edith






- Lori!! Lori!!! Gdzie jesteś?! - wrzasnęłam po raz wtóry.
- To nic nie daje. - Geo zmienił się w człowieka. - Nie martw się. Nic się jej nie stanie.
- Mam nadzieję. - zrobiłam dzióbek z ust. - Wracajmy.
Zmieniliśmy się w wilki i pognaliśmy drogą powrotną. Niespodziewanie usłyszałam skowyt. Odwróciłam swój wilczy łeb. Na skale stał wilk. Nie jakiś tam zwykły. To nowy Błękitnokrwisty.
Podeszłam do skały , ukazując kły.  Wilk zszedł , podchodząc do mnie i łasząc się przede mną. George stanął po drugiej stronie.
Zmieniłam się w człowieka.
- Ukaż się. - ogłosiłam ostro.  Zwierzę zmieniło się w ludzką istotę. To było dziecko!
- Ileż ty masz lat? - spytałam miękko klęcząc przed nią.
- 10 . - uśmiechnęła się. Dziewczyna miała blado-niebieskie oczy, czarne włosy sięgające do łopatek i lekko ciemną skórę. Tak jak Zayn.
- Jak Ci , na imię?
- Safaa.
-Piękne imię. - uśmiechnęłam się lekko. Co ja wyrabiam?! Jestem Bad Girl! - Kiedy zostałaś zamieniona?
- Nie dawno. - założyła kosmyk włosów za ucho. - Poszłam przed chwilą za bratem do lasu i ugryzł mnie piesek.
Przed chwilą? Nie to nie może być prawda....Szła za Zaynem?
-Zayn to twój brat , tak? - spytałam już o wiele ostrzej. Pokiwała głową. O kurwa.....No to mamy problem.









Oczami Zayna






- Doniya! Miałaś ją pilnować! - wrzasnąłem wściekły. Odebraliśmy Danielle ze szpitala, później pojechaliśmy do domu, gdzie moje siostry z siostrami Louisa zostały.
- Ale ja ją pilnowałam. - odpowiedziała płacząc. - Ona no po prostu zniknęła. Nie wiem, może poszła za wami?
- Waliya ma rację. - Charlotte pokiwała głową. -  Może po prostu wyszła?
- Tak szczerze to widziałam ją w centrum. - powiedziała El. - Prawdopodobnie szła za nami.
- To nie może być prawda. - szepnąłem zrozpaczony. - A jeżeli ona poszła za mną do lasu?
- Nie byłaby na tyle głupia. - wtrącił Harry.
-Nie znasz Safy. - spojrzałem na Pezz. - Idę do......nich.
- Gdzie? - spytał Liam.
- Błękitnokrwistych. - sprecyzowałem.
- Idiota! - wrzasnął Louis.
- Co poradzę?



Wracamy do Lori








Powoli skierowałam się w stronę powrotną. Z daleka już wyczułam nowy zapach. Pognałam za nim ,aż znalazłam. Edith, Geo i jakaś mała dziewczynka. Przyczaiłam się w krzakach przysłuchując się rozmowie. Siostra Zayna?! No to mamy przejebane jak to określiła Edishia. Podbiegłam do nich , nadal w postaci wilka. Safaa zmieniła się w małego wilka. Przyciągnęłam ją zębami do siebie, gryząc w boczek. Gdy ruszyłam , spojrzałam na dziewczynkę. Zrozumiała, aby podążyła za mną.  Co ty robisz?? - spytała w moich myślach Edith. Ona musi się nauczyć paru rzeczy. Sama nie przeżyje, jak teraz jest taka pora roku. Odegram jej matkę. Musimy ją oddać Zaynowi!! - wrzasnęła. Wiem. - odpowiedziałam. - Oddamy. Ale i tak muszę jej pomóc przetrwać. Spotkamy się niedługo. Gdzie idziesz? W jedno pewne miejsce.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo wam dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem :) Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy <3 Zapraszam na bloga o Sholen - http://storyaboutsupernaturalandonediection.blogspot.com/ . Pozdrawiam i od razu mówię - Chapter 8 pojawi się za tydzień. Może i nawet mniej. Pozdrawiam :*
RIDA











niedziela, 22 września 2013

Chapter 6




Kiedy już myślałam , że spadnę ktoś mnie złapał. Ale nie. I tak spadłam. Lecz nie sama. Z tym aniołem, który złapał mnie w nieodpowiednim momencie.  Zanim uderzyliśmy w taflę wody otworzyłam oczy zmieniając się w człowieka.
- Trzymaj się mnie. - ostrzegłam, łapiąc wdech. Moment później byliśmy pod wodą. Mimo tego iż nie umiem pływać złapałam dziewczynę , która jak widać była przerażona. Krzyczała i płakała. Pewnie sobie coś złamała..... Zmieniłam się w konia , machając kopytami tak szybko jak to było możliwe. Brunetka wiedząc o co mi chodzi , z wielkim trudem wpłynęła na mój grzbiet. Najszybciej jak umiałam dotarłam na brzeg. Dziewczyna leżała na moich plecach trzymając się za nogę. Lewa ręka wisiała bezwładnie. Prychnęłam i kłusem wbiegłam górką na most. Z daleka widziałam Harrego i jego przyjaciół , wyrywających się i wrzeszczących. Edith i Geo klęczeli ze spuszczoną głową . Stanęłam dęba , wymachując kopytami na wszystkie strony. Zobaczyli. Zauważyli. Znieruchomieli. Potruchtałam do tłumu, gdzie w środku  znajdowali się policjanci. George zdjął dziewczynę ze mnie kładąc ją na chodniku. Moje ciało natomiast od razu padło na ziemię. Zmieniłam się w człowieka , podpełzając do dziewczyny.
- Dziękuję. - wyszeptałam. - Ale nie musiałaś tego robić.
- Ty mnie uratowałaś, ja ciebie i jesteśmy kwita. - uśmiechnęła się niemrawo.
- Co cię boli? - spytałam.
- Noga i lewy nadgarstek. - odpowiedziała. Kiedy miałam nastawić jej kolano poczułam,a raczej usłyszałam wystrzał. Zerknęłam na swoje ramię. Było postrzelone.
- Zostaw ją!! - ostrzegł komendant. Powoli odsunęłam się od ciała, nie chcąc dostać ponowny raz kulkę. Nie to , że nas to boli, ale raczej nie chcę wrócić podziurawiona . Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć dostałam drugi raz w nogę. George zmienił się w ogiera, czekając aż wsiądziemy na niego. Kiedy to zrobiłyśmy Edith powiedziała :
- Jedź Geo. Ludzie nawet po otrzymaniu pomocy są okropni i niewdzięczni.





Oczami Zayna




Gdy Błękitnokrwiści ruszyli całą paczką rzuciliśmy się do Danielle.
- Ugryzła Cię? - spytał Liam.
- Mam tego dość. - wkurzona dziewczyna po mimo złamanej nogi wstała zwracając się do policjanta :
- Czy pan ma choć trochę oleju w głowię ?!! Ona mnie uratowała. Raczej uratowała ludzi z London Eye , a pan ją postrzelił!!!??
- To była Błękitnokrwista młoda panno. - odpowiedział złowrogo. Nie chcąc dalej słuchać tej kłótni spojrzałem na oddalającego się konia. Zauważyłem, że wchodzą do lasu. Nie zwracając uwagi na Perrie czy chłopaków ruszyłem za nimi.






Oczami Lori




Podczas drogi przez las miałam wrażenie , że ktoś nas obserwuje lub co gorsza - śledzi. Rana od druta nie wyglądała tak źle. Inaczej można powiedzieć o ranach postrzałowych. Podczas jazdy wyciągnęłam kulkę z ramienia, niestety z nogi nie udało mi się. Była głębiej niż myślałam.
- Aissia jak się czujesz? - spytała cicho Edith.
- Nie wiem. - zapłakałam. - Przecież nic nie czuję. A jeżeli chodzi ci o to , że nie podziękowali to.......sama nie wiem. Czuję się okropnie. Może dlatego, że jestem Błękitnokrwistą.
- Nie martw się. Ważne , iż TY wiesz , że zrobiłaś coś dobrego.
Nagle Geo się zatrzymał. Odwrócił się i rżnął. Zza drzewa wyszedł człowiek. Chłopak o lekko ciemnej skórze, ubrany w jeansy , koszulkę z napisem " LOVE" i Bejsbolówkę.
- Co tutaj robisz? - spytałam. - Nie powinieneś tutaj być. Wracaj  stamtąd skąd przyszedłeś.
- Nie. - odparł, podszedłszy do nas. - Jestem Zayn. Przyjaciel Harrego.
- Ahh. - westchnęłam.
- Chciałbym wiedzieć jak się czujesz. - zaczął. - I w imieniu innych podziękować.
- Jak się czuję?!!?! - kulawo zeskoczyłam z konia. -Nijak! Ja nie czuję, zrozum to! Ja nie wiem co to ból, czy radość. Nie wiem......
Upadłam na kolana. Mulat pokręcił głową.
- Przepraszam....
- Och nie zgrywaj takiego kozaka. - Edith wystąpiła zza konia. - Robisz to z litości. Przyznaj się. Jak tutaj by nie było Lori już dawno zagryzłabym Cię na śmierć!!!!
- Przestań! - wrzasnęłam, czując jak fala złości przypływa na mój brzeg. Och przestań Mroczny Płomieniu!!! - Przestań, Edith, przestań!
- Uciekaj. - Geroge zmienił się w człowieka, polecając rozkaz Zaynowi.
- Nie. - stał stanowczo, ale w głębi duszy bał się jak cholera. Zmieniłam się w tygrysa , ukazując kły. W moich oczach płonął żywy ogień. Mroczny Ogień. Płomień zapanował nade mną. Nie wiedząc co robię rzuciłam się na Zayna. W ostatnim momencie Geo odsunął go na bok. Dziką szarżą ruszyłam przez las. Nie zwracałam uwagi na nic. Biegłam ,rozszarpując po drodze wszystko ,co się dało. To wiewiórkę, jelenia czy owady lub drzewa. Po krótkiej chwili zaczęłam odzyskiwać świadomość. Ruszyłam do
jeziorka. Spojrzałam w taflę wody. Wodne odbicie mojego tygrysiego pyska, rozpłynęło się za pomocą machnięciem mojej łapy. Zmieniłam się w człowieka.
- Jestem niczym. - szepnęłam do siebie. - Nic wartościową suką!!!
Walnęłam pięścią o kamień. Z powodu siły rozpadł się na 4 mniejsze. Załkałam głośno. Dlaczego jestem niczym?
Bezradność rodzi złość , a złość...... Właśnie. Widzieliście co powoduje złość?


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam wszystkich bardzo.....ŻART!!! HAHAHA xd Co tam u was? Podoba się rozdział? Liczę na komentarze :)
RIDA











czwartek, 19 września 2013

Chapter 5





- Edith! Łap ją!!! - krzyknęłam, gdy przestałam czuć grunt pod nogami. Rzuciłam dziecko w ręce przyjaciółki, w tym samym momencie zmieniając się w wilka. Byłam pół metra od mostu.Wygięłam swoje wilcze ciało najbardziej jak to było możliwe. Ledwo co dotknęłam łapami granicy pomostu z przepaścią. Zaparłam pazury w mur, wierzgając na wszystkie możliwe strony. Widziałam jak Edith oddaje dziewczynkę , a George biegnie w moją stronę. Słyszałam wiwaty i oklaski ludzi. Ale nie poddawałam się Siłowałam się w skórze wilka , walcząc o to aby wspiąć się na grunt. Mój bok został przecięty przez ostry drut. Krew wylewała się strumieniem. Brunet był jeszcze bliżej. Zawyłam z bezradności .  Dopiero wtedy wszyscy spojrzeli w moją stronę.
- Już Ci pomogę. - przyjaciel znalazł się obok mnie w samą porę. Szczekałam i skomlałam. Jak teraz się zmienię w człowieka to spadnę, a pływać nie umiem. Chłopak złapał mnie pod boki próbując wciągnąć na most. Jego ręce były całe blade w błękitnej krwi. Nie miał tyle siły aby mnie wciągnąć. Blondynka , która sekundę później dołączyła do Geo była w takim samym opłakanym stanie jak chłopak. Puśćcie mnie . - powiedziałam w myślach do Edishii.
- Nigdy!! - wrzasnęła bliska płaczu. Wie co to strach?
- Nie mam siły. - sapnął przyjaciel. Po moim wilczym policzku spłynęła łza. Boję się tak strasznie się boję......bynajmniej tak mi się wydaje.






Oczami Harrego



Kiedy Lou dostała Lux w ręce ucieszyłem się jak dziecko. Ale teraz gdy widzę jak ta.....nie wiem jak ją nazwać. Wilczyca? Teraz gdy widzę jak ta dziewczyna walczy , aby wejść na most jestem bezradny wobec losu. Podejść i pomóc? A może widzieć jak spada do Tamizy?
- Pomóżcie jej!!!! - krzyknęła Perrie. Nic. Żadnego odzewu. Wkurwiona Danielle oderwała się od Liama biegnąc w stronę Błękitnokrwistych.




Oczami Lori



Zerkając w bok zauważyłam dziewczynę w lokach , biegnącą w naszą stronę. To była ta dziewczyna z wagonu. Kiedy już miała mi pomóc tak się wygięłam z bólu (czyt. drut ) , że przyjaciele mnie nie zdążyli złapać. Jeszcze chwilę trzymałam się łapami muru ,po czym schowałam pazury. Kiedy już myślałam , że spadnę ktoś mnie złapał. Ale nie. I tak spadłam. Lecz nie sama. Z tym aniołem, który złapał mnie w nieodpowiednim momencie.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam,że rozdział jest krótki , ale te ostatnie zdanie mi właśnie pasowało.  Chyba każdy wie kto jest tym aniołem :) Liczę na komentarze :D
RIDA




sobota, 14 września 2013

Dziękuję!

Chciałabym podziękować Weronice Turlej za komentowanie rozdziałów :) Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy <3
RIDA



piątek, 13 września 2013

Chapter 4




- Wychodzimy. - ogłosiłam , bez sprzeciwu. Jak potulne baranki przyjaciele w ruszyli za mną w stronę wyjścia .  Gdy szliśmy już w tłumie powiedziałam :
- Ty deklu dlaczego nie miałeś żadnego zabezpieczenia?
- A właśnie. - ściągnął pierścionek,  po czym założył go na mojego palca. - Dziękuję jeszcze raz.
- Nie ma sprawy. - schowałam dłonie do kieszeni. - Ta zazdrość.......
- Hhahahhahaha. - Edith wybuchła śmiechem. - Nie mogę. To było świetne George. 100 punktów dla ciebie.
- To był komplement? - podniósł brew do góry.
- Nie. - odparła "poważnie" .
- Ja walę. - pokręciłam głową.
- Kogo? -spytała.
- Hę?
- No.....kogo walisz? - zachichotałam.
- Nie łap mnie za słówka. - naburmuszyłam się.
- Oj tam , oj tam. - dodał Geo.
- A co to ma do rzeczy? - zapytałam rozbawiona.
- JEDNOROŻCE!!!!! - wydarła się Edishia. - ZABIŁEŚ DWA JEDNOROŻCE!!!
- Serio?! - moje słowo ociekało sarkazmem jak ryż polany sosem.
- Nie no co ty. Ja jestem bad girl. - strzepnęła niewidzialny pyłem z ramion. - I'am a London Bad Girl.
- Tssaaa...... - mruknął chłopak.
- Mówiłeś coś szczylu? - podwinęła rękawki od swetra.
- Może i mówiłem, cwelu. - wystawił pięści przed siebie. Wyglądało to komicznie.
- I teraz będziecie się bić, zgadłam?
Przytaknęli.
- To ja sobie usiądę i was nagram. - uśmiechnęłam się szeroko, siadając na pierwszej lepszej ławce. Wyciągnęłam telefon , włączając nagrywanie. Walka zaczęła się od.......co za idioci -.-
Edith została przyciągnięta do Georga.  Zamiast go odepchnąć , położyła ręce na jego ramionach natomiast chłopak objął ją w talii, po czym zaczęli.....tańczyć!!!!
- To ma być walka?! - krzyknęłam.
- To jest walka. - odpowiedziała Edishia. - Walka na kroki.
- What?! - moja mina wyglądała naprawdę komicznie. Niespodziewanie usłyszałam dzikie wrzaski i ryki. Ludzie zaczęli biegnąć w stronę London Eye .
- Hej. - zaczepiłam jakąś dziewczynę przechodzącą obok. - Co się dzieje?
- London Eye się zatrzymało. - odpowiedziała. - Nie działa od jakiś 10 minut. Ale teraz zaczęło skrzypieć i pochyla się w stronę Tamizy. Jeszcze chwila i wpadnie razem z pasażerami .
- Dzięki. - podziękowałam , po czym z prędkością światła podbiegłam  do przyjaciół.
- Szybko biegniemy do London Eye. Natychmiast. - powiedziałam ciągnąc ich w biegu.
- Co jest? - zapytała Edith.
- Sama zobaczysz.
Dobiegliśmy pod atrakcję. Policja odganiała tłum , który robił się coraz większy. Jakoś przedostaliśmy się do początku tej "kolejki" .
- Proszę się cofnąć. - zasugerował komendant.
- Pomożemy wam. - powiedziałam.
- Tylko Hulk nam może pomóc. - zarechotał. - Cofnijcie się!
Dopiero po chwili zauważyłam , że tłum jest odciągnięty jakieś 20 lub  nawet więcej metrów od nas. My stoimy okrążeni w okręgu. Gdy ruszyłam w stronę koła ( czyt. London Eye ) zostałam zatrzymana przez tego fagasa. Edishia się wkurzyła. Odciągnęła Policjanta na bok , po czym ryknęła ukazując kły.
- Błękitnokrwiści!!!!!
Rozpętała się panika. Komisarze wyciągnęli broń celując w blondynkę. My z Georgem nie traciliśmy czasu. Z prędkością wampira podbiegliśmy do London Eye ciągnąc ją w drugą stronę ( czyt. przechylała się w prawo więc my ciągnęliśmy ją w lewo. ) .
- Nie damy rady sami. - sapnęłam ciągnąć mocniej. - Edishia!!!!
- Nie mogę. - odpowiedziała.
- Mam pomysł. - brunet spojrzał w górę. - Tych ludzi nie jest dużo. Wchodź i  ich ściągaj.
- Poradzisz sobie? - spojrzałam mu w oczy.
- Czuję , że mięśnie to moja zdolność. - za wszelką cenę próbował mnie rozśmieszyć.Gdy zobaczyłam przy nas przyjaciółkę , puściłam rury odchodząc kilka kroków od koła. Tylko 2 wagony były  zajęte. Wzięłam rozbieg i wskoczyłam na maszynę. Usłyszałam lekki jęk chłopaka.
- Przepraszam! - krzyknęłam. Niczym małpa przedostałam się do pierwszego wagoniku. Dwie staruszki.
- Proszę się mnie złapać. - objęłam jedną kobietę natomiast drugą poprosiłam aby się do mnie przyczepiła.
- Niech się panie trzymają. - ogłosiłam wychodząc z wagoniku. Tłum widząc mnie z staruszkami aż zdusił wielki okrzyk.  Jedną ręką było trudno się przemieszczać , ale przecież jestem Błękitnokrwistą. Szybko zeszłam odstawiając pasażerów przy policjantach. Mój wzrok przebiegł po całym tłumie. Przy bramkach zauważyłam Harrego z kolegami. Kłócili się z komendantem. Kiedy miałam do nich podejść usłyszałam wrzask.
Spojrzałam na London Eye.  Przyjaciele nie dawali rady. Ponownie wskoczyłam na maszynę , wspinając się do wagonika.
- Kurwa. - przeklęłam pod nosem widząc 5 (czyt. Danielle , El , Pezz , Lou z Lux  ) osób siedzących w puszeczce.
- Szybciej Lori! - krzyknęła Edith.
- Pomóż mi! - odpowiedziałam. Po chwili przy mnie zjawiła się blondynka.
 - Weź dwie z nich , ja też wezmę i zostanie jedna to ja ją wezmę. - moje opisy są w chuj skomplikowane. Wzięłam dziewczynę w lokach i z fioletowymi włosami. Przyjaciółka wzięła natomiast blondynkę i brunetkę.
- Dziecko musi zostać. - oznajmiłam.
- Nie. - matka zaprzeczyła. - Ja zostanę weźcie ją. Mnie zostawcie, proszę......
- Koniec gadania. - odburknęła Edith , po czym zeszła.
- Przyjdę po nią obiecuję. - spojrzałam w jej oczy.
- Dobrze. Chodźmy. - wtuliła się we mnie. Zeszłam szybko z maszyny. London Eye prawie leżało . Edith postawiła kobiety, po czym pomogła Geo. Tak w ogóle to nawet policja i strażacy dołączyli się do nich. Nie wiele pomagają ale......cóż.
- Możemy puszczać? - spytali.
- NIE!!!!! - matka dziewczynki wbiegła , a za nią Harry?!
- Już po nią idę. - ogłosiłam. Wspięłam się do puszeczki wyciągając z niej małą blondyneczkę.
- AISSIA UCIEKAJ!!!! - wrzasnęła Edith ostatkiem sił (sama) trzymając London Eye.
- O cholera. - koło powoli przekręciło się w bok spadając do rzeki. Mocno trzymając dziecko biegłam ostatkiem sił po rurkach. Widziałam strach w oczach kobiety jak i Harrego. Nie zdążę...... muszę coś zrobić.Zdjęłam pierścionek dając go w rączki dziewczynki.
- Edith! Łap ją!!! - krzyknęłam, gdy przestałam czuć grunt pod nogami. Rzuciłam dziecko w ręce przyjaciółki, w tym samym momencie zmieniając się w wilka. Byłam pół metra od mostu.


CDN.......


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i wreszcie coś się dzieje!! :D Podoba się? Jak myślicie czy nasza Lori wpadnie do wody czy uda jej się wskoczyć na most? Liczę na komentrze :)
RIDA



sobota, 7 września 2013

Ekhmm -.-

Słuchajcie wiecie , że na tym blogu istnieje zakładka z oznaczeniem "SPAM" ? Nie wiecie? To warto czytać strony po prawej stronie bloga -.- Ta uwaga tyczy się  "Natalia - Chan"  i  "Jess." . Zamiast dodać reklamacje  w zakładce o spamie bezczelnie dodałyście to w komentarzu. Komentarze są do tego aby napisać czy się podoba lub nie. Jeżeli będą reklamowane blogi pod rozdziałami po prostu to zignoruje i nie wpadnę na bloga. Jeżeli reklamacja będzie w ZAKŁADCE "Spam"  oczywiście zobaczę i nawet może - dodam komentarz. To chyba wszystko.
RIDA



piątek, 6 września 2013

Chapter 3



- Spróbuj mój sok. - zaproponowałam. Dziewczyna upiła łyk trunku.Zamknęła oczy i mruknęła :
- Jakie to pyszne. Normalnie cud świata.
- To tylko sok porzeczkowy. - zachichotałam. - Normalna ludzka rzecz.
- Ha! - podniosła palec do góry. - Właśnie. Ludzka rzecz.
- Lori........
Zerknęłam kątem oka w bok. George.
- Siemka Geo. - mruknęłam spuszczając głowę. Chłopak dosiadł się do nas.
- Aissia... - zaczął. - Przepraszam. Nie powinienem tak mówić.
- Masz całkowitą rację. - Edishia pokiwała głową. - Nie powinieneś.
- Edith ,ale ja Ci......
- Ne mówiłaś. Wiem. - machnęła ręką. - Niektórzy Błękitnokrwiści mają specjalne zdo.....
- Zdolności. - brunet wyprzedził dziewczynę. - Ja jeszcze nie wiem co umiem, a wy?
- Ja też nie. - zaprzeczyłam.
- Ja potrafię wszystko związane z myślami. - uśmiechnęła się szeroko. - Czytać myśli, mówić w myślach innych lub nawet odczytywać wspomnienia. Takie jak na przykład wasza kłótnia.
- Yhym. - bąknęłam dokańczając muffina. - Więc co mówi tamta starsza babka?
Blondynka zamknęła oczy, po czym ogłosiła :
- Myśli o swoim wnuku, który jest zaginiony, myśli także o......nas
- Nas?! - zdziwiłam się.
- Coś podejrzewa. - otworzyła oczy. - Może zobaczyła moje kły?
Spojrzała na staruszkę. Kobieta widząc to odwróciła głowę, natomiast Edith zachichotała.
- Pani rachunek. - ni stąd ni zowąd pojawił się kelner. Położył paragon na stoliku. Gdy miałam położyć banknot, George wyprzedził mnie.
- Dziękuję. Miłego dnia życzę. - wziął pieniądze odchodząc od stolika.
- Co robimy? - zapytałam.
- Bo ja wiem?! - przyjaciółka wywróciła oczami. - Tamci mężczyźni z kąta nas obserwują.
Zerknęłam za siebie. Rzeczywiści. Byli wgapieni w moje plecy.




Oczami Nialla 


Od 5 minut obserwowaliśmy te dwie dziewczyny. Były....niezwykłe. Bynajmniej tak mi się wydawało. W pewnym momencie szatynka odwróciła się w naszą stronę. Od razu moje oczy powędrowały w innym kierunku.
- Nieźle Nialler. - szepnął mi do ucha Harry.
- Hę? - spojrzałem na niego zdziwiony.
- Tamta laska teraz na ciebie się patrzy. - zerknąłem na sąsiedni stolik.


Oczami Lori


UPS! Oblałam się różem, po czym w trybie natychmiastowym odwróciłam głowę w stronę przyjaciół.
- Nudzi mi się.......- mruknął George.
- Chodźmy na dziwki. - zaproponowała Edishia.
- CO!? - wrzasnęłam, zapominając gdzie się teraz znajduję.Cała kawiarnia spuściła swój wzrok na mnie. Machnęłam ręką ,wracając do konwersacji z Edith.
- Żartuje mózgu . - szturchnęła mnie w ramię. - Idziemy?
- Gdzie? - spytałam.
- Ekhm.....Lori ktoś tutaj idzie. - rozbawiony brunet położył głowę na stoliku. Poczęłam rozglądać się na wszystkie strony. Niespodziewanie poczułam rękę na swoim ramieniu.
- Hej. - mężczyzna o zielonych oczach i brązowych włosach uśmiechnął się szeroko .
- Słucham pana....- oparłam się luzacko na krześle , przeczesując włosy palcami.
- Jestem Harry.
- A je nie jestem tobą zainteresowana. - odpowiedziałam zakładając nogę na nogę. - Coś jeszcze?
- Dasz mi swój numer..... - zaczął. - Nie dla mnie. Dla mojego kolegi. - dokończył widząc moją minę. Kolegi powiada?
- Czy to ten blondyn przy waszym stoliku? - wskazałam palcem chłopaka.
- Podoba Ci się? - zaśmiał się , spoglądając na naburmuszonego Geo.
Niespodziewanie George poderwał się na równe nogi.
- Koniec pytań. - syknął popychając Harrego. Ja z blondynką wstałyśmy odciągając przyjaciela na bok.
- Zazdrosny? - podniosłam brwi do góry.
- A żebyś była tego świadoma. - mruknął zły, dysząc ciężko. Nagle zbladł. Drgawki ogarnęły jego ciało. Najgorsze było to , że Harry i jego znajomi przyglądali się całemu zajściu. ON SIĘ ZMIENIA! Zerknęłam na jego dłoń. Nie miał ani bransoletki, ani pierścionka. Co za idiota!!!! Momentalnie zdjęłam swoją ozdobę zakładając ją na palec przyjaciela. Od razu znormalniał.
- Dziękuję. - wyszeptał uzyskując równowagę. - Bardzo dziękuję.

~~~~~~~~~~
Liczę na komentarze!! :D Następny za tydzień :) Pozdrawiam i życzę wytrwałości w nowym roku szkolnym.
RIDA


poniedziałek, 2 września 2013

Chapter 2




Lori



- Aissia co robisz?
Rozbawiony , ciepły głos wybudził moje myśli. Pogrążona w rozmyślaniu o Samie i Grace zerknęłam kątem oka w bok. Geo.
- Poluje na zebry. - mruknęłam nie odrywając wzroku z nad książki . - Nie widać?
- No nie za bardzo. - uśmiechnął się szeroko siadając obok mnie.
- Masz pecha. - bąknęłam , odkładając przedmiot na stolik.  - Gdzie Edishia?
- Poszła jeść. - odparł , spoglądając w kierunku wyjścia. - Może dołączymy do....
- Nie. - przerwałam mu. Chłopak machnął ręką.
- Chodźmy na miasto. - zaproponował.
- Wiesz..... - położyłam palec na brodzie. - Z tego co pamiętam wczorajszy wypad nie był zaskakująco świetny.
- I co z tego? Przecież nadal żyjemy. Cieszmy się życiem.
- Raczej śmiercią. - odparłam podchodząc do szafy.
- Zaczynasz? - syknął naburmuszony. - Chciałem wyjść z tobą na miasto. Ale nie. Wielka panna  De'la  Wohnet  rozpoczyna swój wykład. Miej wyjebane, a będzie Ci kurwa dane Lori!
Krzyknął i wyszedł. Co ja zrobiłam? Spierdoliłam kolejną sprawę.Może śmie... znaczy życie daje mi nauczkę? Już sama nie wiem.
- Hejooo!!! - wrzasnęła Edith wbiegając do chatki. Gdy mnie zobaczyła , uspokoiła się. - Co się stało?
- Geo się stał. - schowałam twarz w dłonie. - Dlaczego ja muszę być taką idiotką?
- Nie jesteś nią. - przytuliła mnie. - Jesteś niemądrą istotą żywą.
Zachichotałam. Edishia wie jak poprawić mi humor.



W domu One Direction


- Chłopcy! - zawołał Liam. - Spójrzcie.
Cała banda chwile później siedziała przed telewizorem.
- Mówią o Błękitnokrwistych. - wytłumaczył Payne. - Słu....
- Po co? - wtrącił Zayn. - To już się robi nudne.
- Zrozum , że oni są niebezpieczni. - Li pod głosił telewizor. - Zamknąć paszcze i słuchać.
- Wczoraj w Centrum Londynu stało się coś okropnego. Na ulicy Wollys Street Błękitnokrwiści zaatakowali 62-letnią kobietę. "Obrażali mnie i poniżali. - mówiła. - Było to dwie dziewczyny i chyba z czego pamiętam chłopak." Tak więc, prosimy o ostrożność! Potwory są wszędzie. Z Centrum Londynu  mówiła - Anne Beylour.
- Wielkie mi halo! - Louis wyrzucił ręce w powietrze. - Oni tylko tą staruchę obrażali. Nie zagryźli na śmierć.
- Lou! - wykrzyknął oburzony Payne. - Jak ty się wyrażasz.
- Przepraszam mamo. - bąknął rozbawiony Tommo. Reszta chłopaków wpadła w padaczkę śmiechu.
- Rzeczywiście śmieszne. - przewrócił oczami Liam. Chwile później dołączył do reszty.



Wracamy do Lori


- Idziesz ze mną po bułki? - spytałam przyjaciółkę. Ta jedynie spojrzała na mnie, po czym wybuchła gromkim śmiechem.
- Co w tym śmiesznego? - podniosłam brwi do góry.
- Nie nic. - otarła niewidzialną łzę z kącika oka. - Idź się przebrać.
- Aż tak ode mnie zalatuje? - strzeliłam focha.
- Mam być szczera?
- Tak. - odparłam "poważnie".
- Duszę się tymi oparami. - rzekła i zaczęła płakać ze śmiechu.
- Ha ha ha. - zmarszczyłam brwi, aby rozśmieszyć Edith. - Bardzo śmieszne.
Ruszyłam w stronę szafki. Wyciągnęłam z niej na prędko ciuchy. Wzięłam prysznic, umalowałam się, założyłam ochraniacze na kły (czyt. aby ich nie było widać) oraz przebrałam się w wybrany komplet. Edith czekała odświeżona jak i przebrana przed chatką. Dobiegłam do niej wyciągając z kieszeni pierścionek , zakładając go na serdeczny palec. Tak dla bezpieczeństwa poleciłam także przyjaciółce to zrobić. Nikt chyba nie chce zobaczyć jak przemieniamy się w konia lub wilka, nie?
- Tak w ogóle.... - zaczęła, przebiegając ze mną na drugą stronę ulicy, kierując się w stronę miasta. - Po co Ci bułki?
- A tak jakoś....mam ochotę na drożdżówkę z kruszonką i marmoladą. - oblizałam usta.
- Aissia......ty wiesz, o tym , że my nie potrzebujemy jeść takich rzeczy?
- Wiem. - wzruszyłam ramionami. - Ale chce. Chce czuć. Chce być człowiekiem.
- To jest nieodwracalne. - pokręciła głową, ciągnąc mnie w stronę kawiarenki.
- Skąd ta pewność?
Nie odpowiedziała. Weszłyśmy do lokalu, od razu kierując się w stronę jakiegoś kontu. Niestety stolik był zajęty przez 5 mężczyzn.
- Dobra. - prychnęłam. - Mówi się trudno. Chodź usiądziemy obok.
- Ale tam nikt nas nie rozpozna. - uśmiechnęła się krzywo ukazując nie zabezpieczone kły.
- Nie założyłaś?! - zdziwiłam się .
- Strasznie uwiera w zęby. - usiadła na krześle, zakrywając blade jak mąka nadgarstki. Dosiadłam się do niej, prosząc o kelnera.
- Słucham panie. - chłopak ubrany w czarny fartuszek wyciągnął notesik z kieszeni.
- Poprosimy wodę, sok porzeczkowy i.....dwa razy muffina cytrynowego. - uśmiechnęłam się grzecznie.
- Jakiś ty przystojny. - dodała cicho Edith. - Schrupałabym Cię.
- Edis...Edith! - oburzona wykrzyknęłam cicho. Ta jedynie przewróciła oczami i posłała całuska nastolatkowi. Brunet oblał się różem i sztywnym krokiem ruszył do następnych gości.
- Ty... - szturchnęłam ją łokciem. W 5 minut przyniesiono nasze zamówienie.
- Spróbuj mój sok. - zaproponowałam. Dziewczyna upiła łyk trunku.Zamknęła oczy i mruknęła:
- Jakie to pyszne. Normalnie cud świata.
- To tylko sok porzeczkowy. - zachichotałam. - Normalna ludzka rzecz.
- Ha! - podniosła palec do góry. - Właśnie. Ludzka rzecz.
...............
CDN.




Ważne!

Z powodu iż jest początek roku szkolnego (kurwa co ja pierdole -.- )...........Rozdziały będą pojawiały się co tydzień. Nieraz może mi coś wypaść, ale zrozumcie to - Mam 6 blogów. Chapter 2 pojawi się za kilka godzin :) Pozdrawiam przemienionych i tych nieprzemienionych.
RIDA