Przyciągnęłam ją zębami do siebie, gryząc w boczek. Gdy ruszyłam, spojrzałam na dziewczynkę. Zrozumiała, aby podążyła za mną. Po 20 minutowym truchcie dotarłyśmy do TEGO miejsca.
- Pięknie tutaj. - usłyszałam cichy szept za sobą. Przemieniłam się w człowieka siadając na trawie. Usadowiłam sobie Safeę na kolanach. Miała racje. Te miejsce jest wyjątkowe. Odizolowane od całego lasu. Mruknęłam w odpowiedzi.
- Po co tutaj jesteśmy? - zapytała.
- Boisz się?
- Nie. - odparła.
- Tutaj będziesz się uczyć, musisz wiedzieć jak teraz twój organizm pracuje. Zostaniemy tu na troszkę dobrze? - spytałam najmilej jak umiałam. To dopiero jest wyzwanie. Co to znaczy, że ktoś jest miły?
- Super! - klasnęła w rączki. Zmieniłam się w wilka tym samym zmieniając miejsce Safy. Teraz siedziała na moim grzbiecie. Złapała się mojej sierści na karku. Rozpoczęłam trucht wokół pobliskich skał i drzew. Z każdą sekundą przyspieszałam.
- Szybciej! - krzyknęła. Posłuchałam. Teraz biegałam z wampirzą prędkością. Po pięciu minutach zatrzymałam się obok pobliskiej skały. Weszłam w jej otwór sprawdzając, czy zostawiona przeze mnie ściółka jeszcze się nadaje. Niestety myliłam się. Dziewczynka cały czas mnie obserwowała. Znalazłam nieopodal krzaczek poziomek i jagód.
- Siedź tutaj i jedz owoce. - poinformowałam. Nie mogę jej nauczyć pić ludzkiej krwi. Źle to by się skończyło w domu. Mimo, iż jej potrzebujemy nie mogę na to pozwolić. Mogłaby kogoś skrzywdzić. - Za chwilę przyjdę.
Zmieniłam się z powrotem w wilczycę wbiegając w las. Zebrałam trochę siana, gałązek oraz paprotek w pysk i pognałam do skały. Wytrzepałam łapami stare, zgniłe podszycie na ziemi kładąc tam nowe. Zrobiłam z dziesięć kursów w tę i z powrotem. W tym samym czasie Safaa zjadła owoce, pod koniec także mi pomagając. Weszła do otworu rozkładając równomiernie pościel.
- Gotowe. - oznajmiła. Przeistoczyła się. Podeszłam do jeziorka wskakując do niego. Safaa uczyniła to samo. Robiła to co ja. Dosłownie jak córka i matka.
Oczami Edith
Ubieraj się. - zarządził George. - Idziemy na miasto.
- Po co? - spytałam zła. - Po coś mnie kurwa budził?-M - I - A - S - T - O . -przeliterował. - Kapujesz? Idziemy na miasto. Musimy znaleźć tych fagasów od tej dziewczynki. Znając Lori ona robi to z przymusu.
- Nie nadążam.
- Opiekuje się Safaą dlatego, że jest jej żal. Ona nie chce takiego życia.
- Racja. - przytaknęłam. - Co to żal Geo?
-Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Tak mi się powiedziało.
Ubrałam na siebie strój, po czym ruszyłam za chłopakiem.
~,~
- Chodźmy do tamtej kawiarenki. - zaproponował.
- Nie. - zaprzeczyłam. - To głupi pomysł.
- Masz inny pomysł mądralo? - podniósł brew do góry.
- A może i mam. - uśmiechnęłam się chytrze. Stanęłam na ławce, po czym krzyknęłam:
- Jestem żoną Zayna Malika! Gdzie jesteś mój mężu?!
Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Geo już dawno leżał na chodniku.
- To było debilne. - zachichotałam. - Nie wiem co mamy robić.
- Ja też nie. - usiadł na ławce obok mnie. - Idziemy na zakupy?
- Baba? - podniosłam brwi do góry.
- Chłop? - złapał się za policzki, po czym za głowę i jęknął. Po chwili parsknęliśmy śmiechem.
- Wiesz możemy iść, ale tak się zastanawiam... może powinniśmy pomóc Lori?- westchnęłam wstając.
- Jesteśmy samolubami i mamy to we krwi. - odpowiedział. - Nie wiem co to pomoc.
- Kim ty jesteś?! - zdziwiłam się. - Gdzie jest Geo?
____________________________
Przepraszam, że rozdział jest krótki. Jeżeli byłoby więcej komentarzy dodawałabym częściej :|
Ale i tak się cieszę, że w ogóle ktoś komentuje :3 A jeżeli chodzi o gwiazdkę na końcu zdania - już tłumaczę.
Te osoby , które czytają bloga, wiedzą , że George nie lubi swojej rasy. Ta nagła zmiana to - zhybrydacenie (nazwa wymyślona). Istota Błękitna przechodzi pod wpływ Mrocznego Płomienia. Robi na przekór wszystkiego co dotychczas robił. Jeżeli Geo przechodzi ten proces, będzie samolubny, chamski i głodny krwi. Istota przebywająca w jego towarzystwie, zostanie zmieniona tylko wtedy gdy nie zauważy zmian. Jeżeli zauważy , będzie droga wyjścia. Lekarstwo jest znane,ale... nie powiem wam co to jest ;) Dowiecie się w następnym czasie.
RiDa















