Uwaga!

piątek, 2 sierpnia 2013

Chapter 1




Oczami Lori



- Aissia! Idziesz coś przegryźć? - spytała Edith wchodząc do chatki. Zakryła gałęziami wejście i usiadła obok mnie.
- Jeżeli chodzi Ci o ludzi, to nie. - mruknęłam zła. Nie podoba mi się to. Wiem, że krew nas wzmacnia i bez niej jesteśmy słabi, ale ja nie mogę. Nie umiem zabijać i pić krwi. Za dużo już ludzi wycierpiało.
- No to... - zamyśliła się. - Chodźmy na miasto.
- Serio? - zdziwiłam się.
- Nie dla jaj. - przewróciła oczami. - Mówię poważnie. Zjedzmy te "ludzkie" jedzenie. Raz jak nie wgryzę się komuś w szyję nic się nie stanie. Pokaż mi ten zapomniany świat.
- Tak! - wrzasnęłam. Z całych sił przytuliłam przyjaciółkę. W tym samym momencie do kryjówki wbiegł Geo.
- Co jest? - podeszłam do chłopaka.
-  Mam świetną wiadomość. - z podekscytowania pocałował mnie w policzek. George tak jak ja nienawidzi swojej rasy. Okazuje uczucia co nie podoba się reszcie. Oprócz Edith. Mimo , że jest dumną Błękitnokrwistą, rozumie nas. Nigdy nie chcieliśmy takiego życia. I nie chcemy.
- Yvonne kupiła domek na obrzeżach Londynu. Powiedziała, żebyśmy się tam przeprowadzili. - dodał uśmiechając się szeroko.
- Ale ludzie... - schowałam twarz w dłoniach. Geo położył rękę na moim ramieniu.
- Aissia dom jest daleko od centrum. Nie masz czego się obawiać. Poza tym to jest jedna z trzech niespodzianek.
- Robi się ciekawie. - Edishia usiadła na kanapie.
- Londyn ma w kodeksie praw nowe zastrzeżenie. Myśliwi i inni mają zakaz skrzywdzenia Błękitnokrwistych.
- Słuchaj. Żarty żartami, ale to już przegięcie. - zaśmiałam się. Dołączyła do mnie dziewczyna.
- Hej. - oburzył się. - To nie żart.
- Myślisz , że jesteśmy idiotkami? - blondynka podniosła brwi do góry.
- Dobra. Wygrałyście.
Przybiłam piątkę z przyjaciółką.
-  Z tym domem to też żart? - spytałam. Brunet pokręcił przecząco głową. Że co?
- Yvonne kupiła ten domek, ale musimy poczekać z przeprowadzką. - wyjaśnił. - Próbuję dogadać się z radą.
- Co? - Edishia zrobiła wielkie oczy.
- Walczy, o to żebyśmy nie byli zagrożeni. - powiedziałam. - A teraz możemy już iść na miasto?
- Radziłbym się wam przebrać. - zarechotał złośliwie. - Cuchnie od was na kilometr.
Syknęłyśmy ukazując kły.
- Przepraszam. - wrzasnął kuląc się w kącie. Wyjęłam ubrania dla siebie i dla Edishii.
- Gotowe?
-Jasne. - odpowiedziałyśmy w tym samym momencie. Geo wybuchł  niepohamowanym śmiechem.  Moment później dołączyłyśmy do niego.
- Jesteśmy pojebani. - pokręciłam głową.
- Ale pozytywnie. - przyjaciółka podniosła wskazujący palec do góry.
- Ja i tak wiem swoje. - pokazałam jej język. Chłopak wzruszył ramionami i wyszedł z chatki. Ruszyłyśmy za nim, obierając sobie za cel miasto.

     
                                                             ~,~


- Jak na razie jest dobrze. - powiedziałam. -  Nikt nas nie rozpoznał.
- Nie jestem tego taka pewna. - Edith spojrzała na bruneta. - George zachowuj się!
- Sorry - uśmiechnął się szeroko. - Ale jak idę z takimi laskami to, aż chce się...
- Nie! - przerwałam mu. - Nawet nie dokańczaj tego zdania.
Edishia zaczęła się śmiać. Starałam się zachować powagę ,ale jakoś mi to nie wychodziło. Chwilę później całą trójką rechotaliśmy się na środku ulicy.
- Nie macie co robić tylko stać na środku ulicy i się rechotać bachory?! - usłyszeliśmy skrzeczący, surowy głos. Spojrzałam w bok. Boże... człowiek.
- Co panią to interesuje? - wysyczała moja przyjaciółka. - Może nas pani zgrabnie ominąć i iść w pizdu dalej.
-Nie pyskuj gówniaro. - pomachała palcem przed naszymi twarzami.
- Gówno to jest w lesie. - dodał chłopak przyciągając blondynkę do siebie. Opatulił jej talię rękoma. - A my i tak jesteśmy starsi od pani zmarszczek na tyłku.
Nie wytrzymałam. Zachichotałam pod nosem. Staruszka zmierzyła mnie morderczym spojrzeniem.
-Hm? - podniosłam brew, uśmiechając się chamsko. NIE! Pokazałam kły. Kobieta zesztywniała. Widać było strach w jej oczach.
- Błę-błę-błę... - jąkała się.
- Nic pani nie zrobimy. - uspokajałam ją. - Wyszliśmy tylko się przejść.
- BŁĘKITNOKRWIŚCI! - krzyknęła. Momentalnie ludzie w zasięgu naszego wzroku znieruchomieli.
- Nic się nie dzieje! - oświadczył głośno brunet, przyciskając dziewczynę do siebie. Szepnął jej coś do ucha i puścił. - To tylko pomyłka!
Edishia podeszła do mnie.
- Powiedział, żebyśmy się wycofały. - mruknęła mi do ucha. - Powoli...
Kiedy Geo rozpoczął swój monolog ja z blondynką, wolnymi krokami wyszłyśmy z tłumu. Ucieczka nie była nam dana.
- TO ONE! - do naszych uszu dobiegł wrzask. Zerknęłam kątem oka na przyjaciółkę. Czy my zawsze musimy mieć takiego pecha w życiu? Przepraszam. W życiu po śmierci.



______________________________________
Z powodu wakacji nie  miałam czasu napisać rozdziału. Liczę , że się wam spodoba. Postaram się , dodać nowy rozdział przed moim wyjazdem w niedzielę. Ale zrozumcie , że zależy to też od was. Muszą być komentarze :P
JEŻELI TO PRZECZYTAŁEŚ/ŁAŚ ZOSTAW KOMENTARZ. UŚMIECH POJAWI SIĘ NA MOJEJ TWARZY SZYBCIEJ NIŻ MYŚLICIE.
                                                               RiDa




Znalezione obrazy dla zapytania tumblr wolfs

czwartek, 25 lipca 2013

Prolog.



 Oczami Lori

Wewnętrzne rozdarcie między sercem, a rozumem. Czy tak powinno być? Czy to musiało nas spotkać? Klątwa, ukrywanie się... Nie ma w tym ciut normalnego życia. Chciałabym kiedyś poczuć ból i te uczucie bezradności, ale nie mogę. Błękitna krew w moich żyłach, jak i kamienne serce nie pozwalają mi zaznać szczęścia. Myśli mam podstępne, a co z tym idzie - zabijam. Od początku nie chciałam być tak jak inni. Zamiast spożywać ludzką krew nauczyłam się kontrolować umysł. Niestety mroczny płomień ma nad nami kontrolę. Nie wytrzymuję i wpadam w szał.  Atakuję wszystko dookoła. Łaknę krwi. Płomień to śmieszy, ale nie mnie. To okropne. Wracając... w normalne dni wychodzę z lasu. Przemierzam uliczki Londynu w poszukiwaniu szczęścia. Dziwne nie? Poprosiłam Edishię o pomoc. Chciałam odnaleźć odtrutkę. Najgorsze, że nie wiem od czego zacząć. Co może być lekarstwem?


Oczami Edith

Los obdarował mnie nowym życiem. Na szczęście o wiele lepszym. Ciszę się z klątwy rzuconej na mnie. Ktoś o świetnej przeszłości powiedziałby -"Za co mnie to spotkało?". Ja sądzę, że spełniło się moje marzenie. Życie bez bólu, problemów. O tak. Chociaż... nie do końca. Do dzisiaj myśliwi mają nakaz wytępienia Błękitnokrwistych z lasu. Co my im zrobiliśmy? No tak. Nie my, ale raczej nasi przodkowie. Po tylu latach nadal się mszczą, nadal chcą naszej śmierci. To nie uczciwe. Ale czy ludzie wiedzą co to jest? Nie sądzę. Samolubni, zapatrzeni w siebie Londyńczycy. Ja i tak wiem, że śmierć to dopiero początek.


niedziela, 21 lipca 2013

Istotki witają!

Witam wszystkich na blogu. Tytuł odnosi się do Sagi - "Błękitnokrwiści" . Blog dopiero został założony, bohaterowie są jeszcze niedopracowani. Rozdziały, będą się pojawiać co tydzień, ale teraz gdy jeszcze  nie wyjechałam, spróbuję dodać jak najwięcej. Oczywiście muszą być komentarze, bo co to za pisanie bez opinii innych? :) W każdym razie pozdrawiam i jutro powinni pojawić się bohaterowie i prolog.
RiDa