Uwaga!

piątek, 21 września 2018

Chapter 42





- Chwila chwila chwila... - nabrałam powietrza. - Czy ty chcesz mi powiedzieć, że przed płomieniem był ktoś jeszcze?
- Dokładnie Edith. - przytaknął zwracając wzrok w moją stronę. - Nie wiem ile w tym prawdy, ale jeżeli chodzi o składanie ofiar w kręgu potrzeba i jednej i drugiej połówki.
- Składanie ofiar w kręgu? Nie widziałam żadnych zapisek na ten temat. - zmarszczyłam brwi. - Masz na myśli wampira i wilkołaka?
- Tak. Błękitnokrwiści to połączenie wilka, wampira i tygrysa? Dobrze rozumiem? Nie wiem jak zinterpretować waszego konia i tygrysa. Tej części jeszcze nie rozgryzłem. - oblizał usta. - Co się stało z waszymi rodzicami?
- Zginęli. Ojciec Lori przepadł z czego co mi wiadomo. Ciał nigdy nie odnaleziono. - odpowiedziałam.
- To skąd wiesz, że zginęli? - zapytał Harry. - Widziałaś ich śmierć?
- Stado tak mówiło. - odparłam jąkając się. - Nie widziałam ich śmierci, nie wiem czy to prawda, ale co miałam zrobić z Lori? Szukać ich po całej Wielkiej Brytanii? Mogą być wszędzie.
Chłopak siedział zamyślony. Po chwili zaczął przewijać kartki. Dosiadłam się do niego, zerkając mu przez ramie.
- A co to? - wskazałam palcem na obrazek. - Co to oznacza?
- Szukałem w internecie. - odparł. - Klątwa słońca i księżyca. Polega ona na tym, że wampiry palą się w słońcu dlatego wychodzą tylko nocą, a wilkołaki mogą się przemieniać tylko każdej pełni.
- Nie byłabym tego taka pewna czy to rzeczywiście klątwa dla obu ras. - mruknęłam. - Wiadomo coś o niej jeszcze?
- Że da się ją złamać. Jak? Nie mam pojęcia. Nie wiem nawet czy to nie jakiś tandetny mit. - powiedział chłopak zamykając książkę. - Przerwa. Głowa mi zaraz eksploduje od nadmiaru wiedzy.
Zaśmiałam się. Spojrzałam na chłopaka. Przyglądał mi się. Patrzył w moje oczy tak głęboko, że nie mogłam wytrzymać tego napięcia między nami. Odwróciłam wzrok bawiąc się paznokciami.
- Nie jesteś głodna? - zapytał Harry.
- Em no wiesz... - zniesmaczyłam się. Chyba zapomniał, że jestem potworem bez serca.
- Oh... no tak wybacz Edith.- zmieszał się. - Nie chciałem.
- Chętnie zjem coś normalnego. - odpowiedziałam chcąc uratować sytuacje. - Jest coś ciekawego w lodówce?
- Nie wiem nie zaglądałem. - wzruszył ramionami. - Jak Lori?
- Wysycha. - odparłam. - Zayn pojechał po torebki krwi.
- Umiera? - chłopak wstał, przeciągając się. Podał mi rękę na znak żebym poszła za nim. Złączył nasze dłonie razem prowadząc mnie do salonu. Lori leżała na kanapie bez życia. Niall siedział na podłodze obok jej twarzy.
- Niall wstań pewnie zimna ta podłoga. - rzucił Harry.
- Daj mi spokój... - mruknął niezadowolony Horan.
- Gdzie reszta? - zapytałam. Usiadłam obok blondyna. Siedział z łzami w oczach, trzymając Lori za rękę.
- Edith musisz to zobaczyć! - krzyknął Liam z innego pokoju. Wstałam spoglądając kątem oka na przyjaciółkę. Uśmiechała się do Nialla. Za kilka godzin wyschnie, ale nie umrze. Gdyby Lori umierała Niall z chęcią oddałby całą krew dla niej. Zakochany kundel.
- O co chodzi Li? - podeszłam do chłopaka. Stał pod wielką gablotą z książkami.
- Zerknij. - wskazał na półkę. - Książki mają nazwy, ale w środku są puste. Przejrzałem już kilka, każda na końcu ma jakąś literę. Myślę, że czegoś się dowiemy jeżeli...
Nie czekając, aż dokończy dotknęłam pierwszej lepszej książki. Podłoga zadrżała, a gablota powoli zaczęła się przesuwać. Lou i Harry znaleźli się w sekundę obok nas.
- Edishia powiedz, że nie wiedziałaś co robisz... - przerażony Li odsunął się w stronę bandy.
Zaśmiałam się podchodząc do przejścia, które ukazało nam się przed oczami. Poczułam ten sam odór śmierci jak u zmutowanych wilków.
- Co to jest? - dołączył do nas Niall.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Wygląda jak jakieś tajemnicze przejście. Idziemy to sprawdzić?
- Może to coś związanego z przepowiednią? - odezwał się Harry. - Mieliśmy odszukać jakąś Świątynię i zyskać łaskę Bogini.
- Nie sądzę żebyśmy musieli traktować to, aż tak dosłownie. - zamyślił się Liam. - Tak czy inaczej warto byłoby to sprawdzić.
- Pójdę sama. - ogłosiłam. - Nie wiadomo na co tam natrafimy.
- Nie ma mowy Edith.- zaprotestował Louis. - Niech chociaż jeden z nas pójdzie z tobą w razie czego.
- Słuchaj Lou doceniam to że się o mnie martwicie, ale zrozumcie że nie zamierzam nikogo niańczyć. Jeżeli któremuś z was by się coś stało nie wybaczyłabym sobie. Umówmy się, że jeżeli będę cała i nic niebezpiecznego w tym miejscu nie będzie dam sygnał Lori a ona uściśnie rękę Nialla w razie co. - powiedziałam na jednym wdechu.
 Chłopcy spojrzeli na siebie i pokiwali głowami wzdychając.
- Niech Ci będzie. - odrzekł Harry. - Potrzebujesz czegoś?
- Jakaś pochodnia by się przydała. - odparłam po chwili namysłu. - Zasięgu pewnie tam nie ma, więc nie ma co brać telefon.
Li skoczył do kuchni po czym przyniósł mi paczkę zapałek. Kiwnęłam głową w podzięce chowając je do kieszenie spodni.
- W tym czasie możecie spróbować odszyfrować te literki na książkach. - powiedziałam do nich. - Jezu nie patrzcie się tak nic mi nie będzie.
Styles podbiegł do mnie w mgnieniu oka przyciągając mnie do siebie. Usłyszałam jego rytmiczne bicie serca. Coś za czymś niemiłosiernie tęsknie. Wtuliłam twarz w jego tors ciesząc się chwilą.
- Muszę iść Harry. - wyszeptałam. - Tracimy czas.
Odsunęłam się od niego wchodząc w zupełną ciemność.



Oczami Louisa



Gdy Edith zniknęła nam z zasięgu wzroku półka z książkami zatrzasnęła przejście. Podbiegłem razem z Harrym do szafki próbując ją przesunąć.Nic z tego.
- Li jak możesz nic nie robić? - zapytałem poirytowany.
- Robię to o co mnie poprosiła Edishia. - odpowiedział. - I to co odkryłem wam się nie spodoba.
- Co jest? - Niall wstał z podłogi podchodząc do przyjaciela. - Ułożyłeś litery? Co to za słowo?
- Hella. - powiedział cicho Li. - Nordycka Bogini Śmierci.



___________________________________________
Witajcie! Nie wiem co mam już tu nawet napisać jeżeli chcecie się dowiedzieć
co mnie skusiło do dalszego pisania zapraszam na: opowiadanieoonedirectioniniekochanej.blogspot.com gdzie w notce pod rozdziałem 30 wytłumaczyłam mój powrót.
Serdecznie wszystkich pozdrawiam! <3
RiDa




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz