Uwaga!

czwartek, 16 listopada 2017

Chapter 38





Pokazałam im książkę z pustymi stronami i ostatnią stroną na której było napisane:
- Nie odwracaj się... - przeczytał Niall. Przerażona spojrzałam na niego.
- Nie rób tego.
Wszyscy siedzieli bez ruchu nie odwracając się w żadną ze stron. Louis zatrzymał samochód zamykając oczy.
- Lusterka boczne też się liczą? - zapytał cicho.
- Chyba tak. - szepnęłam przerażona. - Dopóki nie dowiemy się co to jest nie możemy ryzykować. Niech nikt się nie odwraca. Ja to zrobię.
- Co czemu?! - podniósł głos Niall. - Ja to przeczytałem, więc ja się odwrócę.
Otworzyłam drzwi od samochodu wysiadając z niego i spuszczając wzrok.
- Lori... - szepnęła Edith. - Co ty wyprawiasz?
Podobny obraz- Louis pojedziecie do domku w górach. Zostawcie otwarte okno żebym mogła się kierować zapachem i was odnaleźć. - powiedziałam po czym zmieniłam się w wilka.
- Jedź Lou. - orzekł Liam. - Lori da sobie radę.
Wiedziałam, że to co czeka jest o wiele potężniejsze ode mnie. Od nas wszystkich. Ale muszę temu stawić czoło. Muszę dowiedzieć się gdzie jest amulet. Widziałam jak auto z moimi przyjaciółmi odjeżdża pomiędzy drzewami. Odwróciłam się. Za moimi plecami stał wilk. Ten sam którego widzieliśmy przy domku. Z paszczy leciała mu zielona wydzielina.
- Miałaś się nie odwracać. - warknął. Spojrzałam na niego moimi niebieskimi oczyma.
- I co z tym zrobisz?




Oczami Edith




Myślami byłam przy Lori. Dobrze wiedziałam, że muszę się wreszcie skupić, aby odgadnąć zapiski w tej cholernej książce. Edith!
- Edishia halo ziemia do Edith! - potrząsnęłam głową. To Liam. - Wszystko w porządku? Wydajesz się jakbyś się czymś martwiła.
- Oh.. - westchnęłam. - Ciągle myślę o Lori. Nie mogę się skupić, nie potrafię odgadnąć o co chodzi w tych zapiskach. Jestem do dupy.
- Nie mów tak. - zaprotestował Harry. - Pokaż mi to.
Oddałam mu do ręki książkę. Jedną z trzech. Przysunęłam się do niego zerkając na notatki.
- "Szukaj ochrony w Świątyni, Tam zyskasz łaskę Bogini. Na zachód leży Loch Ness, Gdzie wilki rządzą ziemią. Ich wódz ma na imię Zenth. W górze czyha cierni rząd, zaś w dole śmierć się czai. Na drodze staną strażnicy, Potwory upiorne i zabójcze. Ale dokona się cud, kiedy znajdą złoty amulet . Co zapewni na Świecie pokój, inaczej zguba czeka lud."
- To jest przepowiednia. - wyrzucił Zayn. - Jak dla mnie to w stu procentach jakaś przepowiednia. Tyle, że się nie rymuje.
- Czy wszystko musi się rymować Malik? - poirytował się Hazza. - Daj spokój.
- Co jest na innych kartkach? - zapytałam przerywając nadchodzącą kłótnię.
- Jakieś brednie... - mamrotał loczek. - Coś o płomieniach, martwych ciałach i iglastych drzewach. Non sens jak dla mnie.
Zabrałam mu książkę z ręki z czystej ciekawości. Może i są to brednie dla niego, ale może to być coś przydatnego. "Płomień je odstrasza, światło to ich wróg... Martwe ciało nigdy nie będzie martwe dopóki nie zostanie spalone... Nigdy nie ufaj oczom w górach, lubią zawodzić, że coś co wydaje się nam normalne jest tak naprawdę śmiertelne." Nagle auto stanęło.
- Lou? - zapytałam. - Czemu stoimy?
- Zawalone drzewo. - westchnął. - Nie wiem jak je przejechać, dlatego musimy je ręcznie usunąć, albo wracamy.
- Nie możemy. - powiedział Zayn. - Już jesteśmy blisko domu, poza tym to jedyne miejsce gdzie czułbym się bezpiecznie.
- Zgadzam się. - przytaknęłam, odkładając książkę na siedzenie obok. - Chodźcie musimy przesunąć te drzewo na tyle żebyśmy mogli przejechać. Ściemnia się, a wydaje mi się, że zostanie tutaj na środku drogi przy lesie nie jest dobrym pomysłem.
Czułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się widząc za sobą Harrego. Uśmiechnął się kiedy zauważył, że się na niego patrzę.
Podobny obraz- Chodź śliczna. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzewa. Poczułam przyjemne mrowienie na całym ciele. Podchodząc do drzewa zmieniłam się w konia. Zaczęłam je przesuwać z chłopakami. Nagle wpadła mi pewna myśl do głowy. Lori? Słyszysz mnie? Nic zero odzewu. Prychnęłam smutna. Stałam i czekałam, aż chłopcy wpakują się do samochodu. Wgapiona w las nawet nie spostrzegłam się, że już na mnie czekają. Odwróciłam się i galopem podbiegłam do auta.
- Wybaczcie zamyśliłam się. - odpowiedziałam zanim zdołali zapytać mnie o cokolwiek. Zapięłam pasy i Louis ruszył. Oparłam głowę na ramieniu Harrego wtulając się w niego.
- Wygodnie Ci? - zaśmiał się.
- Przepraszam myślałam.. - zacięłam się odsuwając od chłopaka. Ten natomiast przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Uśmiechnęłam się odwzajemniając jego gest. Nawet nie wiem kiedy pochłonęła mnie kraina Morfeusza.



Oczami Lori

Czułam jak krew spływa po mojej twarzy. Przeciwnik leżał rozszarpany, prawdopodobnie martwy. Usiadłam wykończona jako wilk i zaczęłam oblizywać rany. Czułam się osłabiona, nie miałam siły na nic. Lori? Słyszysz mnie? To Edith! Kurwa. Coś mnie blokuje. Nie mogę jej odpowiedzieć. Potrząsnęłam łbem. Usłyszałam szelest za mną. Wilczur podniósł się na cztery łapy. A raczej to co z nich zostało. Uśmiechnął się do mnie.
- Ty jesteś nieśmiertelny czy jak... - szepnęłam sama do siebie. - Jesteś trupem.
- Jakbyś była bystra to byś wiedziała jak mnie zabić. - zacharczał. - I co teraz z tym zrobisz?
Myśl, myśl, myśl. Potwór zbliżał się i dzieliło już nas niewiele. Stałam jak słup i zastanawiałam się co zrobić. Zmieniłam się w człowieka, wyciągając z kieszeni zapalniczkę. Widziałam strach w jego oczach. Wyjęłam ją przed siebie pokazując wrogowi.
- I co z tym zrobisz?


____________________________________
Witaaaam z następnym rozdziałem! Mam nadzieję, że się podoba ^^
Pozdrawiam wszystkich 
RiDa

Znalezione obrazy dla zapytania Tumblr obrazki



Znalezione obrazy dla zapytania tumblr obrazki zwierzęta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz