Uwaga!

niedziela, 12 listopada 2017

Chapter 37






Właśnie dojeżdżaliśmy do miasteczka nad jeziorem .Od jakiś dwóch godzin nie widziałam żywej duszy. Trochę mnie to przeraziło. Tak tak my się niczego nie boimy... a jednak. Czułam coś w środku. I to nie chodzi o to , że byłam głodna. Spojrzałam na Lori. Siedziała cicho obok Nialla, rysując mu na dłoni jakieś wzorki.
- Edith? - usłyszałam obok siebie. To Harry. -  O czym myślisz?
W jednej sekundzie cała brygada na mnie spojrzała. Wypuściłam powietrze z ust.
- Boję się. - wypaliłam. - Tak boję. Skąd mamy wiedzieć, czy nie napotkamy jakiś kanibali czy coś..
 Lori się zaśmiała.
- Edishia nie patrz tak na to. Trzeba być dobrej myśli. - wtrąciła. - Dojechaliśmy.
Zerknęłam za szybę.
- Eee to ma być miasto? - zapytałam zdziwiona. - Przecież to opuszczony dom nad jeziorem. Jeden jedyny dom.
- Tam w górach widzę jakiś domek. - Orzekł Zayn. - Może się tam wybierzemy?
Zmieniłam się w wilka, wychodząc z samochodu. Zaczęłam węszyć. Poczułam kwiaty, zwierzęta, wodę, palone drewno i odór śmierci. Te dwa ostatnie nie były jakoś pocieszające. Lori czuje trupa. A może i kilka, zapach się miesza.
Zmieniłam się w człowieka i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Chyba nie powinniśmy wchodzić do tego domu... - odpowiedziała po krótkim czasie reszcie. Wyglądała jakby się serio bała. Dziwne.
- Przecież nic nam się nie stanie, a amuletu musimy szukać nad jeziorem tak? - odrzekł Harry.
Złapałam się za włosy.
- Czuje rozkładające się ciało i lepiej żebyście zostali w samochodzie a my pójdziemy to sprawdzić.Najlepiej jakbyście się jakoś w nim ukryli żeby nie było was widać. Tak dla bezpieczeństwa. - powiedziałam pewnie. A tak naprawdę tak się nie czułam. Ja? Pewna? Śmieszne.




Oczami Lori


Uśmiechnęłam się do Nialla, zmieniając w wilka i podchodząc do czekającej już przyjaciółki. Pomaszerowałyśmy szybko w kierunku domu. Nosem odsunęłam belkę leżącą nam przy wejściu do ruin. Zapach ciała był coraz ostrzejszy. Nie chce tam wchodzić Edith... 
Nagle poczułam dotyk na ogonie. Przestraszona odskoczyłam z warczeniem. Za mną na ziemi leżał ledwo żywy człowiek.
- Uciekajcie... - wyjąkał.Wyglądał jak umierający. Dopiero po chwili zauważyłam że ma brzuch przebity jakimiś kolcami. Jego skóra stawała się powoli zielona. Tak jakby zamieniał się w trupa.
- Kim jesteś? - zmieniłam się w człowieka. - Kto Ci to zrobił?
Nieznajomy wskazał na półkę z książkami.Podeszłam do niej szukając czegokolwiek co mogłabym wziąć za wskazówkę. Edith w tym czasie siedziała przy nim i próbowała dowiedzieć się co się stało. Na półce nie było niczego innego oprócz książek i jakiś skrawków papieru.
- Kurwa czego ja mam tutaj szukać? - zapytałam zrozpaczona.
- Książka... otwórz książkę... - jęknął umierający facet. Ale którą?
- Lori mi się wydaje ze to jakiegoś rodzaju wilki tak jak my. - powiedziała do mnie Edith. - Te kolce to mogą być efekt jakiejś mutacji genetycznej, ale nie jestem pewna. Zerknij na te ślady pazurów na jego ciele. Dokładniej jak wilk.
Otworzyłam pierwszą lepszą. Większość kartek była pusta, na niektórych były jakieś dziwne zapiski których w ogóle nie rozumiałam. Na ostatniej było napisane "Nie odwracaj się." Przerażona zamknęłam książkę i spojrzałam na przyjaciółkę. Przez ciało faceta przeszły dreszcze. Zielona wydzielina zalała jego otwarte rany, Edith przysunęła się do mnie. Wyglądał jakby się zmieniał w wilka. Wielkiego czarno-zielonego wilka. Jego kły ociekały zieloną mazią, dookoła łba miał kolce, a jego podbrzusze było poćwiartowane na kawałki. Flaki z jego zwierzęcego ciała zaczęły z sykiem spadać na panele.
- Miałyście się nie odwracać. - warknął. Cuchnęło trupem na wylot. Sparaliżowana stałam i przyglądałam się. Edishia pierwsza zareagowała, zmieniła się w wilka rzucając się na olbrzyma. Jedną łapą ją powalił. Lori uciekaj... - chrząknęła. - Nie damy mu rady.
W pośpiechu złapałam wszystkie notatki oraz książki z półki wymijając wilka i uciekając z domu. Edith biegła przy mnie w postaci wilka. Słyszałam jak po żwirze biegnie za nami bestia. Kiedy juz byłyśmy blisko samochodu krzyknęłam:
- Odpalaj kurwa silnik!
Nagle poczułam ciężką łapę na moich plecach. Wszystkie książki upadły na piasek a ja wraz z nimi. Poczułam odór śmierci nad moją głową.
- Nie prosiłem o to. - wycharczał. - Ale Ciebie też to spotka tak samo jak twoją koleżankę i całą resztę. Won od amuletu..
- Zostaw ją! - wrzasnął Liam wybiegając przed wilka. Miał w dłoni nóż. - Uciekaj tam skąd przyszedłeś.
- Hahaha.- zaśmiał się. Skupiony na brunecie, wyślizgnęłam się spod niego zabierając notatki i podbiegając do chłopaka. Zdezorientowany wilkołak wyszczerzył kły szarżując w nas. Edith wyskoczyła z auta, skacząc na barki zwierzęcia. Uderzyli w siebie z taką siła, że odlecieli w przeciwnych kierunkach. Korzystając z sytuacji, Li wziął oszołomioną Edith na ręce i szybkim krokiem wpakowaliśmy się do samochodu odjeżdżając.
- Edishia słyszysz mnie? - potrząsnęłam nią. - Louis już możesz zwolnić, jeżeli pojechałeś w przeciwnym kierunku,a nie w głąb.
- Wybacz. - skrzywił się. - Przestraszyłem się.
- Jak my wszyscy. - przytaknął Harry. - Kto to był?
- Trudno określić. - szepnęła brunetka poprawiając włosy. - Jak go znalazłyśmy był człowiekiem.  Potem kazał  Lori podejść do półki z książkami, a ja zostałam przy nim.
Ocucona przypomniałam sobie, że zabrałam wszystko co tam leżało ze sobą.
- Zapomniałabym. - orzekłam. - Wzięłam wszystko z tamtej półki. Nie wiedziałam o co mu dokładnie chodziło, ale jestem pewna, że to co przeczytałam to na pewno nie to.
Pokazałam im książkę z pustymi stronami i ostatnią stroną na której było napisane:
- Nie odwracaj się... - przeczytał Niall. Przerażona spojrzałam na niego.
- Nie rób tego.



_________________________________________
Nie... to wcale nie ja. To nie Rida, która wróciła i zaczęła pisać. Mam nadzieję, że się podoba nie będę się jak głupia rozpisywać! Pozdrawiam wszystkich
Rida <3





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz