Uwaga!

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Chapter 40






- Bardzo śmieszne. - rzuciłam w niego poduszką. Chłopcy się zaśmiali. Nagle przypomniałam sobie o jednej ważnej rzeczy.
- Gdzie Quill i George ?
- Jak to gdzie? - zapytał blondyn.
- Mieli z nami jechać... - zawiesiłam się. - Pojechali z nami?
- Nie było ich nawet na lotnisku. - odpowiedział Lou. - Z czego wiem to Liam z nimi rozmawiał i coś tam nam mówił, że zrezygnowali z szukania amuletu.
- To dziwne... - zamyśliłam się. - Nic mi nie mówili w dniu wyjazdu, że rezygnują.
- Ale co dziwne? - do salonu wszedł Zayn z Liamem.
- Skąd macie czyste ubrania? - zapytałam. - I dziwne, że nic nie wiem o tym że Quill i Geo zrezygnowali.
- Miałem Ci powiedzieć, ale nie było czasu. - zmieszał się Payne. - Wybacz Edith.
Westchnęłam poirytowana. Zawsze o wszystkim dowiaduje się na końcu. Wstałam kierując się schodami na górę i szukając łazienki. Gdy ją znalazłam rozebrałam się wchodząc do wanny pełnej ciepłej wody. Zamknęłam oczy chcąc odpocząć. Zrelaksować się przed kolejnym pełnym wrażeń dniem. Mam powoli dość tego wszystkiego. Lori się zachciało szukać amuletu,a teraz błąka się sama po ciemnym lesie...
- Wybacz musiałem siku, a Niall nie chciał mnie wpuścić. - do łazienki wparował Styles.
- Nawet nie zapukałeś. - oburzyłam się zakrywając piersi. - Odcedź kartofle i spadaj bo chce w spokoju przemyśleć kilka rzeczy.
- Już nie denerwuj się tak księżniczko. - zapiął rozporek, puszczając mi oczko i wychodząc z łazienki. Co za palant.






Oczami Lori



Wilczym truchtem biegłam przez iglasty las. Dawno ich już zgubiłam za sobą. Najlepsze, że nie mam pojęcia gdzie mam iść. Zapach przyjaciół się ulatnia i nie czuje już praktycznie nic. Milion myśli w głowie i zero odpowiedzi. Kim oni byli, gdzie jest moja paczka i gdzie mamy się udać. Czuje jak moje oczy wysiadają. Jakbym miała zaraz zemdleć. Co się ze mną dzieje. Oparłam się o drzewo czekając ,aż dziwne uczucie zniknie. Powoli otworzyłam oczy. Widziałam jakiś domek i w środku ludzi. Obraz był zbyt rozmazany żebym mogła powiedzieć kto to dokładnie był. Przez moje ciało przeszły dreszcze. Pod dom podeszły dwa ogromne wilki zmieniając się w Quilla i Geo. Zaczęłam krzyczeć. Nawet się nie odwrócili. Zacisnęłam mocno oczy, otwierając je powoli. Siedziałam w lesie, oparta o drzewo w formie wilka. Co to do cholery było? Czy ja widzę przyszłość? Może w tym domu są chłopcy z Edith. To nie był Quill i Geo. Jestem tego pewna,  gdyż zostali w Londynie chcąc pomóc przy obronie terytorium. Więc... jeżeli to nie moi bracia to kto to był?
- Muszę szybko znaleźć resztę. - mruknęłam do siebie w myślach. Oni mogą być w niebezpieczeństwie. Ruszyłam przed siebie, szukając zapachu przyjaciół. Resztki perfum Louisa unosiły się w powietrzu. Nie wiem czy perfumował się specjalnie dlatego, ale zrobił dobrze. Powoli wokół mnie zaczęła unosić się woń śmierci. To nie wróży nic dobrego. Usłyszałam szelest po prawej stronie zarośli. Przystanęłam wpatrując się w drzewa. Gałęzie nieznacznie się przybliżyły w moją stronę.
- Co jest kurwa. - powiedziałam szeptem. Igły wbiły się w moje futro, przyciągając mnie do pienia. Moje białe futro stawało się niebieskie od błękitnej krwi. Zawyłam z rozpaczy. Drzewo wbijało we mnie coraz więcej igieł z każdą sekundą. Edith pomóż mi... 








Oczami Edith




- Edith pomóż mi... - Usłyszałam w myślach. Naprędce wyskoczyłam z wanny, owinęłam się czarnym szlafrokiem zbiegając na parter. Chłopcy gdy mnie zobaczyli zaczęli się śmiać.
- A ubrania gdzie zgubiłaś? - zachichotał Harry.
Podobny obraz- Lori ona mnie woła. - zaczęłam panikować i wymachiwać rękami. - Prosi o pomoc ja nie wiem co mam robić gdzie ona jest i co się z nią dzieje.
- Nie możesz się z nią skontaktować w myślach lamusie? - powiedział Louis. - Zapytaj się co się dzieje. My nie możemy w nocy wychodzić, przecież te drzewa nas zabiją.
- Co ty nie powiesz. - przekręciłam głowę w bok. - Nie wiedziałam, że mogę się do niej odezwać no jaki ze mnie głuptas. Nie odpowiada Louis pacanie.
- Dobrze proszę pani hrabino Edith. - wyciągnął ręce w geście poddania. - Jakże śmiem proponować coś tak oczywistego.
- Tommo kurwa koniec żartów. - przerwał mu Niall. - Edishia musimy po nią wyjść, a co jeżeli drzewa ją złapały albo się zgubiła i nie może nas znaleźć.
- Po perfumowałem się po tym jak wyszła z samochodu, żeby zapach był intensywniejszy. - odpowiedział Lou. - Nie mogła się zgubić.
Edith drzewa one żyją. Ja już nie mam siły się wyrywać nie dam rady. Niedługo przyjdą dwie osoby to nie będzie prawdziwy Geo i Quill. To są te fałszywe czarne wilki. Nie pozwólcie im wejść do środka.
- Lori?! - wrzasnęłam na głos. Upadłam na kolana, łapiąc się za włosy. Lori słyszysz mnie?
- Co się dzieję? - klęknął przy mnie Liam. Nie mam już siły Edith... nie mam siły. 






_______________________________
Miłego czytania!
Pozdrawiam.
RiDa


Znalezione obrazy dla zapytania tumblr love

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz