Uwaga!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Chapter 30


{...}
Stanęłam na tylnych łapach , zamachując pazurami w powietrzu. Angielski żołnierz przeciął mieczem aurę przed moim nosem. Zawarczałam , ukazując kły. Rzuciłam się na gardło człowieka. Przegryzłam je , odrzucając martwe ciało do rzeki. Niespodziewanie poczułam szarpnięcie. Oberwałam. Skoczyłam na bok , obserwując starania moich towarzyszy. Widziałam dzielnie walczącą Edishię , mamę , tatę , George'a. Daveh leżał niedaleko mnie półżywy.Podbiegłam do czarnego tygrysa , sprawdzając czy jeszcze żyje. Na szczęście. Pomarszczyłam nos , pomagając przyjaciółce zabić człowieka. 
- Giń potworze! - usłyszałam dziki okrzyk bojowy Londyńczyka. Zerknęłam swoimi tygrysimi oczami za siebie , widząc ostrze miecza. Prychnęłam wiedząc , że to koniec. 
I nie poczułam bólu. Nic. Zupełną pustkę. Oprócz ciężkiego ciała , leżącego nade mną. Moja mama. Uratowała mi życie. Miecz przebijał jej oko , natomiast strzała mostek. Niebieska krew ubrudziła mój pysk. Zdenerwowana wstałam. Ogarnęła mnie furia. Mroczny płomień wygrał. Rozszarpywałam każdego kto stanął mi na drodze.Ostatnie słowa , które usłyszałam od ojca przed walką było "Nie patrz na innych. Tylko na siebie. Deformujesz mnie słonko. Mimo wszystko chce być sobą , lecz nie mogę. Pamiętaj. Kocham cię mimo wszystko."........
{...}

Otworzyłam nagle oczy. Zauważyłam tylko sufit. Ten sufit. Byłam w naszej chacie. Podniosłam się na łokciach, rozglądając na boki. Na podłodze spał w postaci wilka George. Coraz bardziej się od siebie oddalamy szczerze mówiąc. Muszę coś z tym zrobić. Westchnęłam chcąc wstać. Niestety coś przygniatało moje nogi. Nuss. Co za przylepa. Wyswobodziłam łydki spod ciężkiego ciała wilczura. Niespodziewanie zauważyłam coś. Moje udo. Rana po kuli , sklepiła się , lecz pozostawiła po sobie ślad. Wzór. Szramy zacieśniły się w krąg podobny do tego co szukamy. W środku wyrzeźbione było małe niebieskie oko przebite mieczem. Kto tak zginął? Nie mogę sobie przypomnieć. Przecież musi być to ktoś spokrewniony. I jeszcze ten wilk. Czy to był mój ojciec? Te zdanie... Nie przecież on nie żyje. Potrząsnęłam głową. Podeszłam do okna. Śnieg sypał. Ciężko oj ciężko będzie teraz walczyć. Jeszcze znalezienie lekarstwa. Usiadłam na parapecie , przyciągając kolana do klatki piersiowej. Oparłam brodę o kolano. Przymknęłam oczy , wsłuchując się w ciche pomrukiwanie przez sen Geo. Myślami powędrowałam do powstania. Ledwo żyjący Daveh , Edith , rodzina. Moje życie było wtedy na krańcu przepaści. Mogłam zginąć. Poświęcenie mojej najbliższej rodziny uratowało mnie. Poczułam jak łza spływa z mojego oka. Czy kiedyś ich jeszcze spotkam? Czy lekarstwo nie tylko odwraca tą klątwę , ale też da przywrócić zmarłym życie? Nie sądzę. " Deformujesz mnie...." . W moim mózgu trwał burdel. Nie uporządkowana kolej rzeczy. Tata , powstanie , zagubiony krąg i amulety. Trzeba sięgnąć głębiej. O ile się da.
- Lori? - usłyszałam szept bruneta. Odwróciłam w jego stronę głowę. Zmieniony w człowieka , miał na sobie tylko zwisające jeansy. Pasek od bokserek wystawał zza spodni. Potarł swój goły tors podchodząc do mnie. Zeszłam z parapety , wtulając się w ciepłą klatkę piersiową chłopaka.
- Tak dawno cię nie przytulałam. - wyznałam. - Geo?
- Hm? - zamruczał.
- Zerknij. - pokazałam mu na moje udo. - Widziałeś?
- Tak. - przytaknął. - Poza tym ta banda tu była.
- Czego chcieli? - zerknęłam w tęczówki chłopaka.
- Co się stało i że zostawiłyście u  nich papiery. Dokończyli za was wszystko , nawet już załatwili bilety. - westchnął. Przeniosłam swój wzrok za okno.
- Kto jedzie? - wypaliłam.
- Ty , Edith , oni , i mają dodatkowe bilety dla nas. - uśmiechnął się niemrawo. - To kogo macie w planach zabrać?
- Daveh , Yvonne , Nuss i Seth powinni zostać. - powiedziałam. - Musi w ogóle ktoś zostać przecież jak tak , po prostu zostawimy nasze ziemię?
- Fakt. - przytaknął. - Czyli ja i Quil możemy z wami jechać?
Zamiast odpowiedzieć pocałowałam bruneta w policzek. Zauważyłam jak kąciki jego ust podnoszą się. Odczepiłam się od George'a podchodzą do szafy. Wygrzebałam z niej biały sweter , ciemne legginsy , czapkę cubus oraz buty. Na wierzch kurtka i jestem gotowa.
- Gdzie idziemy? - Nuss wstał , przeobrażając się w człowieka. - Poczekajcie okej?
- Nie. - pokazałam mu język , poprawiając czapkę. - Zostań tu i posprzątaj.
- Chyba cię pogięło Aissia. - młody wilk zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. - Tego jest od groma!
- Peszek! - wrzasnęłam i wybiegłam na dwór z Geo. Dało się jeszcze usłyszeć dzikie jęki Nussa. Zaśmiałam się pod nosem , ruszając pomiędzy drzewami w stronę miasta. Przyjaciel szedł tuż obok mnie. Niespodziewanie usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Zerknęłam na telefon. To od Nialla.
- Zaczekaj. - powiedziałam. Zatrzymałam się , odpisując chłopakowi.
- Zimno mi. - narzekał brunet od kilku minut. Przewróciłam oczami , łapiąc go za rękę , tym samym chowając telefon do kieszeni.



~*~


Podeszliśmy do drzwi. Zapukałam w drewnianą powłokę.Chwilę później otworzył mi Zayn.
- Siema. - przybił piątkę Mulat wilkowi. Uśmiechnęłam się wchodząc do przedpokoju. Zdjęłam zbędną odzież , kierując się do salonu. Od razu rzuciła mi się w oczy Edishia , siedząca obok Harrego. Podeszłam do niej śmiałym krokiem.
- Hej. - wstała , przytulając mnie. Odwzajemniłam gest , całując ją w policzek. Oderwałyśmy się od siebie.
- Jeszcze ja. - usłyszałam głos blondyna za sobą. Zachichotałam , wtulając się w Irlandczyka. Przymknęłam oczy , chcąc usłyszeć bicie serca chłopaka. Coś co mi brakuje. Coś czego potrzebuję , pożądam. Niestety wieki temu mi ten skarb odebrano.
- Ja nie wiem czy wy jesteście idiotami , debilami , ciotami , gimbusami czy cholera wie co , albo potrzebujecie soczewek , lecz ja widzę i wiem , że będą razem. - skomentowała blondynka. - Więc Niallu James'ie Horanie czy mógłby pan wreszcie pocałować Aissię De'la Wohnet?
Wyłupiłam oczy. Zerknęłam na twarz chłopaka. Jego policzki przybrał barwę buraka. Dobrze , że ja się nie potrafię tak rumienić. Odwróciłam wzrok , nadal nie odchodząc od Nialla.
- Ja czekam. - odchrząknęła Edith.
Powoli zbliżyłam usta , do warg żarłoka. Dotknęłam jego karku , ciągnąć pojedyncze włoski. Przełknęłam gulę w gardle zamykając oczy.




CDN.


_________________________________
HAHAHAHA. Zawsze kończę w takich momentach :D 
Co myślicie? Weronika nie mam pojęcia dlaczego myślałaś , że tym wilkiem jest Niall o.o 
To był ojciec Lori. Ojciec , który zostawił ją na pastwę losu ;c
Tak w ogóle to myślałam , że będzie więcej komentarzy ;c
Tylko 2 ;( Scena pocałunku ^^ Grr xD
Jezu odwala mi o.O
Tak więc pozdrawiam , liczę na komentarze i zapraszam na mojego tumblra [Liczę na polubienia , obserwacje i reblogi =)] http://walkingdestinywithdeath.tumblr.com/
RiDa





8 komentarzy:

  1. Cholera, zabije cię za tą przerwę!
    Jeszcze ktoś im przeszkodzi :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni zgadzam się z Little Ninja. Jak chcesz pomogę ci zabić RiDe :).
      /Patuu

      Usuń
  2. W takim momencie?! =) kocham<3 czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyłączam się do zabijania!!
    W takim momencie?! TO JEST BOSKIE *.*
    zapraszam do siebie: http://true-life-directioner.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Gorzko gorzko gorzko gorzko gorzko wahają super rozdział kiedy dodasz na innych blogach??

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział i przyłączam się do zabijania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale świetny rozdział!! <3 <3 nsdjhbfdyifidbfds :*

    OdpowiedzUsuń