Uwaga!

poniedziałek, 29 lutego 2016

Chapter 35






Odsunęłam się od niej.
- Przecież minął jeden dzień. - odparłam. - Ucie..
- Jeden dzień? - wyłupiła oczy. - Aissia minęły dwa tygodnie od tamtego zdarzenia...
- Co?! - wrzasnęłam. - Boże co się ze mną działo??
- Nie mam pojęcia. - zapłakała. - Wejdź, błagam.
Weszłyśmy do salonu gdzie siedzieli chłopcy. Gdy mnie zobaczyli zaczęli płakać. Liam, Lou, Zayn i Harry podbiegli do mnie i mnie uścisnęli.
- Co się z tobą działo... - szepnął Louis.
- Uciekłam im. -- odrzekłam. - Położyłam się pod drzewem i zasnęłam.
- Dziwne. - mruknęła dziewczyna.- Bardzo...
Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu blondyna. Liam chyba zauważył, że go szukam.
- Jest w pokoju. - powiedział. - Nie wychodzi z niego wcale. Edith przynosi mu jedzenie od czasu do czasu, jeżeli ją wpuści.
- Myśleliśmy, że nie żyjesz. - wtrącił Zayn. - Na tydzień temu mieliśmy bilety na wyjazd..
- Kur.. - przekręciłam głowę. - Przepraszam naprawdę. Mogliście pojechać beze mnie.
- Nie chcieliśmy. Siedziałam w żałobie z chłopcami. Modliłam się po nocach do Boga żeby Cię sprowadził do domu.. - usiadła na kanapie.
Odetchnęłam. Zostawiłam resztę z myślami i pokierowałam się schodami na górę. Zapukałam do pokoju blondyna. Nic. Zero odpowiedzi.
- Niall otwórz. - szepnęłam cichutko. - To ja Lori proszę..
Nie musiałam długo czekać. Powłoka otworzyła się. Za nią stał blondyn.Czerwone od płaczu oczy, wychudzone policzki. Kiedy mnie zobaczył, łza spłynęła mu po policzku. Wtuliłam się w chłopaka. Przytuleni powędrowaliśmy na jego łózko. Zayn, przechodzący obok pokoju zamknął drzwi za nami.
- Gdzie byłaś.. - zapytał. - Bałem się. Tęskniłem. Nie wiedziałem czy chce żyć bez Ciebie na tym Świecie.
- Życie jest do bani. - skrzywiłam się. - Też tęskniłam Niall. Bardzo. Naprawdę nie wierzę, że spałam dwa tygodnie. Nawet nic mi się nie śniło.  Zero. Totalna pustka.
Przeczesałam włosy dłonią. Siedział wtulony we mnie, trzymając mnie za rękę.
- Myślisz, że się zmieniam? - wypalił. Zatkało mnie. Nie wiem czy się zmienia. Nie wiem jak to na niego wpłynęło.
- Nie wiem. - pocałowałam go w policzek. - Nie mam pojęcia. Ja.. mam taki burdel w głowie że nie wiem od czego zacząć.
- Może dać Ci coś na przebranie? - uśmiechnął się. - Wykąpiesz się, przebierzesz.
- Okej. - przytaknęłam. - Od tego można zacząć.
Wstałam z łóżka, wchodząc do łazienki. Zdjęłam z siebie podarte ciuchy zostając w samej bieliźnie. W tym samym czasie do łazienki wszedł chłopak podając mi koszulkę i dresy dla mnie. Zaczerwienił się i jak najszybciej wyszedł z łazienki. Wzięłam szybko prysznic, przebrałam się i zeszłam do kuchni gdzie znajdowali się domownicy. Wszyscy jedli.
- Zgłodnieliście ? - zaśmiałam się.
- Nic nie jedliśmy prawie przez ten czas. - orzekł Harry. - Coś się nam teraz należy nie?
Przytaknęłam siadając obok Nialla. Wzięłam z jego talerza jedną kanapkę. Nagle mnie olśniło.
- Moment, moment.. Czy ja nie przechodziłam właśnie zhybrydacenia?
Edith podniosła się, klaszcząc w dłonie.
- Pewnie tak. - zamyśliła się. - Ciekawi mnie tylko jeszcze dlaczego tak długo..
Popiłam kanapkę sokiem pomarańczowym i wstałam od stołu. Powędrowałam do pokoju Nialla.
- Lori? - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się. Nie zwracając na niego uwagi położyłam się na łóżku.
- Boję się. - westchnęłam. - Tej całej wyprawy, tego co musi się stać.
Blondyn położył się obok mnie,odwracając mnie w swoją stronę. Patrzyliśmy sobie w oczy. Odgarnął moje włosy z czoła.
- Nie ma czego. - uśmiechnął się. - Masz nas, Edith, Geo...
- Geo... - prychnęłam.
Zapadła pomiędzy nami cisza. Zaczęłam bawić się palcami. Było niezręcznie.Aż za bardzo.
- Aissia? Ile ty w ogóle masz lat?
- Szesnaście. - palnęłam. - A ty?
Dziewiętnaście. - podrapał się po głowie. - Młoda jesteś.
Zachichotałam.Złapałam chłopaka za rękę.Zarumienił się.
- Słodko się rumienisz. - zaśmiałam się. Ten tylko schował głowę w poduszkę. Usiadłam na jego plecach, masując kark. Zamruczał śmiesznie.
- Ale przyjemnie.. - wymamrotał. - Rób mi tak Lori.
Zeszłam z niego, siadając na przeciw niego. Wtuliłam się w jego klatkę chcąc usłyszeć bicie serca. Było takie spokojne.
- Lori.. - zaczął. - Dziwnie się zachowujesz. Jesteś taka wyluzowana.
- Może kiedyś powinnam. - odrzekłam przybliżając się do niego. Czułam jego oddech na swoim policzku. Jego usta delikatnie musnęły moje.
- Rób mi tak Niall...
Pocałował mnie. Uśmiechnęłam się. Mów szeptem jeżeli mówisz o miłości. Jest taka miłość, która nie umiera, mimo wszystko odebrano mi życie, rodziców, jednak czułam gdzie było moje miejsce. Przy nim.



_________________________________________

Jestem Bogiem kurwa *.* 35 rozdział a ja tu smyrce hyhyrce w łóżeczku piszę xD
Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tu są i czekają na następny rozdział.
RiDa




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz