Uwaga!

poniedziałek, 2 września 2013

Chapter 2




Lori



- Aissia co robisz?
Rozbawiony , ciepły głos wybudził moje myśli. Pogrążona w rozmyślaniu o Samie i Grace zerknęłam kątem oka w bok. Geo.
- Poluje na zebry. - mruknęłam nie odrywając wzroku z nad książki . - Nie widać?
- No nie za bardzo. - uśmiechnął się szeroko siadając obok mnie.
- Masz pecha. - bąknęłam , odkładając przedmiot na stolik.  - Gdzie Edishia?
- Poszła jeść. - odparł , spoglądając w kierunku wyjścia. - Może dołączymy do....
- Nie. - przerwałam mu. Chłopak machnął ręką.
- Chodźmy na miasto. - zaproponował.
- Wiesz..... - położyłam palec na brodzie. - Z tego co pamiętam wczorajszy wypad nie był zaskakująco świetny.
- I co z tego? Przecież nadal żyjemy. Cieszmy się życiem.
- Raczej śmiercią. - odparłam podchodząc do szafy.
- Zaczynasz? - syknął naburmuszony. - Chciałem wyjść z tobą na miasto. Ale nie. Wielka panna  De'la  Wohnet  rozpoczyna swój wykład. Miej wyjebane, a będzie Ci kurwa dane Lori!
Krzyknął i wyszedł. Co ja zrobiłam? Spierdoliłam kolejną sprawę.Może śmie... znaczy życie daje mi nauczkę? Już sama nie wiem.
- Hejooo!!! - wrzasnęła Edith wbiegając do chatki. Gdy mnie zobaczyła , uspokoiła się. - Co się stało?
- Geo się stał. - schowałam twarz w dłonie. - Dlaczego ja muszę być taką idiotką?
- Nie jesteś nią. - przytuliła mnie. - Jesteś niemądrą istotą żywą.
Zachichotałam. Edishia wie jak poprawić mi humor.



W domu One Direction


- Chłopcy! - zawołał Liam. - Spójrzcie.
Cała banda chwile później siedziała przed telewizorem.
- Mówią o Błękitnokrwistych. - wytłumaczył Payne. - Słu....
- Po co? - wtrącił Zayn. - To już się robi nudne.
- Zrozum , że oni są niebezpieczni. - Li pod głosił telewizor. - Zamknąć paszcze i słuchać.
- Wczoraj w Centrum Londynu stało się coś okropnego. Na ulicy Wollys Street Błękitnokrwiści zaatakowali 62-letnią kobietę. "Obrażali mnie i poniżali. - mówiła. - Było to dwie dziewczyny i chyba z czego pamiętam chłopak." Tak więc, prosimy o ostrożność! Potwory są wszędzie. Z Centrum Londynu  mówiła - Anne Beylour.
- Wielkie mi halo! - Louis wyrzucił ręce w powietrze. - Oni tylko tą staruchę obrażali. Nie zagryźli na śmierć.
- Lou! - wykrzyknął oburzony Payne. - Jak ty się wyrażasz.
- Przepraszam mamo. - bąknął rozbawiony Tommo. Reszta chłopaków wpadła w padaczkę śmiechu.
- Rzeczywiście śmieszne. - przewrócił oczami Liam. Chwile później dołączył do reszty.



Wracamy do Lori


- Idziesz ze mną po bułki? - spytałam przyjaciółkę. Ta jedynie spojrzała na mnie, po czym wybuchła gromkim śmiechem.
- Co w tym śmiesznego? - podniosłam brwi do góry.
- Nie nic. - otarła niewidzialną łzę z kącika oka. - Idź się przebrać.
- Aż tak ode mnie zalatuje? - strzeliłam focha.
- Mam być szczera?
- Tak. - odparłam "poważnie".
- Duszę się tymi oparami. - rzekła i zaczęła płakać ze śmiechu.
- Ha ha ha. - zmarszczyłam brwi, aby rozśmieszyć Edith. - Bardzo śmieszne.
Ruszyłam w stronę szafki. Wyciągnęłam z niej na prędko ciuchy. Wzięłam prysznic, umalowałam się, założyłam ochraniacze na kły (czyt. aby ich nie było widać) oraz przebrałam się w wybrany komplet. Edith czekała odświeżona jak i przebrana przed chatką. Dobiegłam do niej wyciągając z kieszeni pierścionek , zakładając go na serdeczny palec. Tak dla bezpieczeństwa poleciłam także przyjaciółce to zrobić. Nikt chyba nie chce zobaczyć jak przemieniamy się w konia lub wilka, nie?
- Tak w ogóle.... - zaczęła, przebiegając ze mną na drugą stronę ulicy, kierując się w stronę miasta. - Po co Ci bułki?
- A tak jakoś....mam ochotę na drożdżówkę z kruszonką i marmoladą. - oblizałam usta.
- Aissia......ty wiesz, o tym , że my nie potrzebujemy jeść takich rzeczy?
- Wiem. - wzruszyłam ramionami. - Ale chce. Chce czuć. Chce być człowiekiem.
- To jest nieodwracalne. - pokręciła głową, ciągnąc mnie w stronę kawiarenki.
- Skąd ta pewność?
Nie odpowiedziała. Weszłyśmy do lokalu, od razu kierując się w stronę jakiegoś kontu. Niestety stolik był zajęty przez 5 mężczyzn.
- Dobra. - prychnęłam. - Mówi się trudno. Chodź usiądziemy obok.
- Ale tam nikt nas nie rozpozna. - uśmiechnęła się krzywo ukazując nie zabezpieczone kły.
- Nie założyłaś?! - zdziwiłam się .
- Strasznie uwiera w zęby. - usiadła na krześle, zakrywając blade jak mąka nadgarstki. Dosiadłam się do niej, prosząc o kelnera.
- Słucham panie. - chłopak ubrany w czarny fartuszek wyciągnął notesik z kieszeni.
- Poprosimy wodę, sok porzeczkowy i.....dwa razy muffina cytrynowego. - uśmiechnęłam się grzecznie.
- Jakiś ty przystojny. - dodała cicho Edith. - Schrupałabym Cię.
- Edis...Edith! - oburzona wykrzyknęłam cicho. Ta jedynie przewróciła oczami i posłała całuska nastolatkowi. Brunet oblał się różem i sztywnym krokiem ruszył do następnych gości.
- Ty... - szturchnęłam ją łokciem. W 5 minut przyniesiono nasze zamówienie.
- Spróbuj mój sok. - zaproponowałam. Dziewczyna upiła łyk trunku.Zamknęła oczy i mruknęła:
- Jakie to pyszne. Normalnie cud świata.
- To tylko sok porzeczkowy. - zachichotałam. - Normalna ludzka rzecz.
- Ha! - podniosła palec do góry. - Właśnie. Ludzka rzecz.
...............
CDN.




2 komentarze:

  1. [SPAM - BLOG FANTASY O 1D]

    Malik - potężny klan wilkołaków. Niestety zostaje wybity, ale przy życiu został tylko jeden człowiek. Zayn Malik - ostatni młody wilkołak. Czy uciekanie przed przeszłością i pozwoli mu zapomnieć kim jest? Czy to właśnie goniąca go przyszłość postawi na nogi?
    Horan - klan telepatów i jasnowidzów. Mimo, że rodzina ta ma potężną moc, są potwornie słabi i często ich ciało odmawia posłuszeństwa. Niall Horan jest właśnie taki - słaby. Moc klanu zabija go od środka... Czy uda mu się powstrzymać i żyć dalej, a może zginie?
    Nie wiadomo niczego, ale na pewno będzie to ciekawy rok w Akademii de Villiers, głównie dlatego, że zaczynają uczęszczać tam Louis, Liam, Harry i Hope. Akademia de Villiers - inaczej szkoły magii...
    Zapraszam na: http://mlody-wilkolak.blogspot.com/
    Pozdrawiam,
    N.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział bardzo ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń