Uwaga!

czwartek, 3 października 2013

Chapter 9




- Wiesz możemy iść, ale tak się zastanawiam........ może powinnismy pomóc Lori?- westchnęłam , wstając.
-  Jesteśmy samolubami i mamy to we krwi. - odpowiedział. - Nie wiem co to pomoc.
- Kim ty jesteś?! - zdziwiłam się. - Gdzie jest Geo?!
- Przecież to ja. - ukazał śnieżnobiałe kły. - Mam ochotę na krew.
- Hej co się z tobą dzieje?!! - wytrzeszczyłam oczy. - Nie jesteś sobą.
- Jestem Błękitnokrwistym. - oblizał usta. - Jestem maszynom do zabijania.
-Nie! - wrzasnęłam. - Jesteś słodkim brunecikiem, który kocha  jedzenie i ŻYCIE.
- Wolę śmierć. - zachichotał złośliwie. - Do zobaczenia w lesie maleńka. 
Wśród gwarnego tłumu zmienił się w wilka, gnając przed siebie. Rozpoczęłam pościg.
- Stój!!! - krzyczałam. Ludzie odskakiwali przerażeni widząc wilka w środku Londynu. Nie no coś wam się pomyliło. Przecież to normalka.........




 3 dni później - Oczami Nialla





- Jadę na policję. - ogłosił Zayn wstając z kanapy. - Kto ze mną?
- Chcesz powiedzieć, że ta śliczna ciemnowłosa porwała twoją siostrę? - zdziwiłem się. - To absurd. Proszę stary nie rób tego. Zabiją ją. 
- Zakochany kundel. - mruknął siadając z powrotem na sofie. - Nie mogę no........minęły już 72 godziny od zaginięcia.
-Nie dramatyzuj. - Louis przewrócił oczami. - Jeżeli się zgubiła na pewno nie jest sama.
- Na pewno jest pod opieką 1000 letniej kobiety. - westchnąłem poirytowany, wypowiedzią Mulata.  
- Jak chcesz ją odnaleźć jak siedzisz na dupsku? - zapytał Liam. - Pomyśl. Latarka w dłoń, jakiś nóż do obrony i idziemy do lasu.
- Ok. - Zayn wstał kierując się w stronę schodów. - Idziecie ze mną?
- Ja mogę. - zaproponowałem. Reszta także się dołączyła. Każdy z nas poszedł do swojego pokoju, ubrać się i zabrać potrzebne rzeczy. Za 20 minut mieliśmy spotkać się na dole. Zabrałem komórkę, latarkę i batonik. Mógłbym zgłodnieć.  Zszedłem do kuchni, gdzie chłopaki wybierali noże.
- To konieczne? - zapytałem.
- Później będziesz jęczeć , że zostałeś zaatakowany. - mruknął Hazz, podając żelazny przyrząd. - Masz. Schowaj do kieszeni bluzy. 
- Ok. 



                                                                  ~,~


- No to.....którędy? - zapytałem, gdy doszliśmy przed las.
-Najpierw musimy wejść do środka matoły. - westchnął Li. - Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Ruszyliśmy przez gęstwinę drzew iglastych. Kiedy dotarliśmy na rozdzielenie dróg , zatrzymaliśmy się.
- Musimy się rozdzielić. - zarządził Harry. - Ja z Niallem i Louisem pójdziemy w lewo. A ty Liam z Zaynem w prawo. Pasuje?
- Okk. - przytaknęli. Ruszyłem za Larrym. Weszliśmy głęboko w las. Kluczyliśmy pomiędzy drzewami i wiele razy zmienialiśmy kierunek. Z rozpaczą stwierdziłem, że całkowicie straciłem orientację. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, a gęste korony drzew zasłaniały pełny księżyc. Ogarnął mnie dławiący strach, a po plecach przeszedł zimny dreszcz. Nerwowo wykręciłem rękaw bluzy.
- Słyszeliście to? - zapytał Louis, gwałtownie się zatrzymując.
- Nie.... - nie pewnie rozejrzałem się dookoła. Nic. Tylko ciemna pustka. Niespodziewanie usłyszałem warkot.






Oczami Edith






Od kilku minut obserwowałam tych pacanów. Kiedy pojawili się na rozwidleniu, inni Błekitnokrwiści wyczuli ich zapach. Mając na myśli "innych" mam na myśli osobniki w ogóle mi nieznane. Z innego rejonu lasu. Powoli podążałam w zaroślach za 3 śmiałków. Jeden z nich to był Harry. Niespodziewanie stanęli. Usłyszałam cichy warkot z, drugiej kępy. Och jezu.....Z krzaków wyszły wilki otaczając chłopaków. A dokładnie 5 istot błękitnych. Przewróciłam swoimi wilczymi oczyma. Co mam zrobić? No pomogę im.....wreszcie sami weszli do lasu , aby znaleźć Safeę. Podniosłam łeb, do góry po czym zawyłam. I drugi i trzeci raz.
Wreszcie wyszłam z ukrycia. Miny chłopców były bezcenne. Zaszczekałam na wilki. Odpowiedziały tym samym. Ruszyłam do walki. Rzuciłam się na pierwszego, gryząc jego kark. Drugiemu zagryzłam ogon, trzeciemu podrapałam delikatne podbrzusze. Reszta poszła jak spłatka. Zmieniłam się w konia dając znak chłopcom. Wsiedli na mój grzbiet. Gdy ruszyłam z wampirzą prędkością w las , już dawno stado przemieniało się w tygrysy, zaczynając pościg. Biegłam na tyle szybko, że straciłam orientację. Nagle usłyszałam Harrego :
- Szybciej. Doganiają nas.
Prychnęłam. Niespodziewanie poczułam jak jeden z Błękitnokrwistych wszczepił się w mój zad. Rżnęłam , próbując w sprincie zrzucić gościa. Z pomocą Blondyna udało mi się. Lekko odwróciłam głowę chcąc zaznać się z pościgiem. Nie było tak źle. 3 w tyle , 2 nas doganiała.
- Uważaj! - wrzasnął brunet. Nie zdążyłam nawet zorientować się o co chodzi, a już walczyłam aby nie spaść. Spaść?! Tak. Spaść. Wpadłam w pułapkę na zwierzynę. O ile to dziwne brzmi, to sami słyszycie. Próbowałam kopytami wejść na ziemię, ale nie było mi to dane. Stado okrążyło mnie , co jakiś czas podgryzając moje kostki. Nie chcąc dalej walczyć spadłam do 3 metrowej pułapki. A wiecie co jest najlepsze? Że zaczął padać deszcz. Wprost cudownie. Przemieniłam się w wilczycę , rozglądając się na boki. Chłopcy siedzieli na złamanym , wbitym w ziemię  drągalu. Warknęłam na nich, czując jak zwierzęca intuicja bierze w górę. Woda deszczowa zalewała moje futro. Ukazałam kły, mówiąc, że jestem dowódcą. Mroczny Płomień? O tak. Tak to można nazwać.
- Hej piesku. - Harry odezwał się. Jego loki były mokre ; pojedyncze krople spływały z jego kosmyków włosów. Co to takiego jest, że kiedy człowiek spogląda na kogoś innego czuje, mrowienie na całym ciele? Nie wiem. Możecie mi powiedzieć? Ot to właśnie poczułam. Ukłoniłam się lekko, podchodząc do Harrego. Cały czas siedział w tej samej pozycji. W siadzie prostym , oparty był o kłodę. Mimo tego iż kałuża w naszej pułapce robiła się coraz większa, nie postanowił usiąść na beli. Polizałam jego rękę , chcą sprawdzić  czy, aby chłopak nie zrobi mi krzywdy. Kiedy ani drgnął ułożyłam swój górny szkielet na jego nogach. Zamrugałam oczyma spoglądając w otwartą otchłań pułapki. Lori gdzie jesteś? - zapytałam w myślach. Nie ma żadnego odzewu. Cóż......ważne , że JA zrobiłam coś dobrego.








Oczami Zayna



- Hej! Zaczął padać deszcz. - powiedziałem, czując krople deszczu na twarzy. Nagle w zasięgu mojego wzroku, pojawiła się chatka. - Ej. Spójrz.
- Idziemy? - zapytał Li.
- Może to jest ich dom? - nie wiedziałem co mówię.
- Możliwe..... - mruknął. - Trudno. Idziemy.
Poszedłem za brunetem, zakładając kaptur na głowę. Zapukałem do drzwi. I drugi raz i trzeci.
- Dobra tam. - przewróciłem oczami. - Wchodzimy.
Popchnąłem drewnianą powłokę. Wszedłem pierwszy do pomieszczenia.
- Jejku.......

CDN.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam :D I jak rozdział? Jest dłuższy? Mam nadzieję, że tak. Rozdział następny pojawi się za tydzień, gdyż muszę go po prostu napisać. Innego rozwiązania nie ma. Liczę na komentarze :D
RIDA




1 komentarz:

  1. Cudo ! :) może chłopcy znaleźli tą chatke od czarownicy... Niech Geo znajdzie lekarstwo żeby nie został całkowicie przemieniony w błękitnokrwistego

    OdpowiedzUsuń