Uwaga!

wtorek, 22 października 2013

Chapter 14






Następnego dnia - Oczami Lori



Poczułam jak coś ciężkiego upada na mnie. Ziewnęłam , po czym  otworzyłam powoli oczy. Quil.
- Dlaczego śpisz w postaci wilka? - zdziwił się. Wstałam , otrzepując się z kurzu. Spróbowałam przemienić się w człowieka. Nie udało mi się.
- Nie wiem , ale nie mogę przemienić się w człowieka. - powiedziałam do niego w myślach. - Zauważyłeś, że jestem kilka razy większa?
- Tak. - odpowiedział. - Przez kilka dni też tak miałem. Jak każdy.
- Jak każdy?!
- Tak. Nie wiem jak to się nazywa, ale też tak miałem. Idziemy?
- Gdzie?
- Jak to "Gdzie" ? Na granicę. Mamy małe zebranie, przed atakiem.
- Ok. - odpowiedziałam.
Chłopak zmienił się w mocno brązowego wilka , wychodząc z chatki.
- Ścigamy się? - zapytał.
- Jasne.
Ruszyliśmy przez drzewa, w stronę granicy. Po kilku minutowym biegu, ukazaliśmy się na polance. Wyprzedziłam Quil'a o kilka metrów. Zawył dla żartu.
- Baba mnie pokona. - zaśmiał się.
- A żebyś wiedział. - pomyślałam.
W zaledwie 10 minut byliśmy na granicy.
Wszyscy czekali w postaciach wilków.
- Ok. Jesteśmy wszyscy. - oznajmił Daveh. - Musimy porozmawiać na temat tych 5 fagasów. Po pierwsze : kto ich sprowadził?
- Ja. - Edith wyszła z szeregu. 
- Dlaczego?
- Ja....no.....ekhm.....
- Aby zabrali nową. - wtrąciłam.
- Nie pytam Ciebie. - warknął.
Nie zmylcie się. Daveh nie jest surowy. To świetny przyjaciel, ale jeżeli chodzi o granice i ataki, to potrafi zaatakować. W dosłownym znaczeniu.
- Można im ufać?
- Tak. - odparła moja przyjaciółka. - W 100%.
Samiec alfa westchnął. 
- My dzisiaj zaczynamy atak. - oznajmił. - Musimy tych skurwieli przepędzić z naszych ziem.
- Tak jest. - warknęliśmy. 
- Mam pytanko. - wystąpiłam na przód. - Czy będę mogła za 2 dni wybyć na trochę do miasta?
- Sprecyzuj. - rozkazał.
- Idę do tych "5 fagasów" do domu, jako pies. Będzie to taki mały kamuflaż , w centrum. Chcę znaleźć lekarstwo.
Wszyscy oprócz Edishii - zaśmiali się.
- Żartujesz? - sapnął Seth.
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie. - Daveh ukazał kły.
- Dlaczego? - oburzyłam się.
- Bo nie.
- I tak pójdę. - prychnęłam. Alfa miał coś odpowiedzieć, gdy przede mnie wystąpiła Yvonne.
- Pozwól jej. - doradziła. - Złem niczego nie wskórasz. Nawet pogorszysz.
- Wyraziłem się jasno. - podszedł bliżej.
- Nie! - warknęła, waląc go łapą. Samiec nadymał się, spoglądając w oczy swojej dziewczyny.


Na około zebrani szczerzyli kły, widząc tą scenkę. Nigdy nie zdarzyło się, aby Daveh zawarczał na Yvonne.
- Przestańcie. - zaszczekałam. Daveh prychnął parą z nosa , na czoło Yvonne. - Pozwalam. - westchnął. - Ale pamiętaj. Ostrzegałem Cię. Nie ma lekarstwa. 
- Zobaczy się. - mruknęłam. - Chociaż nie mówię nie. 
Po dokładniejszym rozplanowaniu ataku, rozdzieliliśmy się. Ja z Nuss'em , Quilem oraz Yvonne ustawiliśmy się od wschodu. Natomiast przywódca z Edishią oraz Seth'em od północy. Zza drzewa wyłoniła się jasno-brązowa wilczyca. Gdy nas zauważyłam, zniknęła , a za chwilę pojawiła się z resztą stada.
- Witajcie. - zaczął George. - Słucham.
Nie odzywając się , ruszyliśmy z warkotem na wrogów. Myślę ,że wystarczy napisać, iż wygraliśmy. Został tylko samotny Geo. Zagryzłam jego kark, robiąc wraz z nim fikołek. Przyparłam go do ziemi.




- Wyjdź z niego Czarownico. - zawarczałam. - Natychmiast!
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Widziałam w nich, jak Mroczny Płomień gaśnie. Wilk potrząsnął łbem, wstając. Zachowywał się dziecinnie , jak poprzednio.
- Co się stało? - zapytał. -  Ostatnie co pamiętam to , że wyszliśmy na miasto z Edith.
- Udało się. - powiedział Nuss. - Płomień zgasł.
Odetchnęliśmy z ulgą. To i tak nie jest koniec walk z Manchesterem.





                                          ~,~


- Możesz się zmienić? - zapytał Nuss. Pokręciłam głową.
- Szkoda. - westchnął. - Chciałem Cię zabrać na spacer.
- Jakiż ty jestem szczery. - powiedziałam do niego w myślach.
- Jestem , jestem. - zaśmiał się. - Mam ukrywać, że mi się podobasz?
- Raczej tak. - wtrącił Geo. - Aissia jest moja.
- Od kiedy? - zapytałam , drapiąc pazurami ziemię.
- Od zawsze byłaś moją przyjaciółką. - wyznał poważnie. - Me serce ku tobie ucieka....
- Jak Romeo? - zarechotał złośliwie Quil. - Stary też sobie wybrałeś.
- Nigdy was nie zrozumiem. - zaszczekałam. - Faceci....
- Kobito , nie radzę. Nas jest 3, ty jedna. - pogłaskał mnie George. - Suko moja kochana.
- Suko tak? - zawarczałam. - Masz 5 sekundy życia. Jeden......dwa...
Brunet zaczął uciekać.
- Dwa i pięć. - dokończyłam rzucając się na biednego Błękitnokrwistego.
- A gdzie trzy i cztery? Pomocy! - wrzasnął. - Wilk mnie bije.
- Nie mam kciuków idioto. - zaśmiałam się w myślach. 
- Oj tam. - przewrócił oczami, zmieniając się w wilka. Już nie był czarny. Miał poprzedni kolor sierści.
Nie wiadomo skąd przybył Daveh. Stanął pomiędzy nami, mówiąc:
- Widzieliście Lori?
Czołgając się , podpełzłam do niego , kładąc się przy jego nogach.
- Jaja sobie ze mnie robisz? - zaśmiał się.
- Ee.... nie. - wstałam.
- Możesz się przemienić? - spytał.
- Jeszcze nie i to mnie wkurwia. - przewróciłam oczami.
- Ech..... - westchnął. - Nie za dobrze. Potrzebuję kogoś kto, poszedł by po paczkę na pocztę.
- A nie możesz ty sam iść? - zapytał Quil.
- Nie lubię miasta. - mruknął. - Może Edishia by poszła?
- Pewnie tak. - pokiwałam głową, marszcząc nos.





Oczami Edith



- Edith? - w progu domu zjawił się Seth. - Widziałaś Nuss'a?
- Nie. - zaprzeczyłam.
- A Daveh'a?
- Jestem. - do chatki wszedł wilk o którym była mowa XD.
- Edishia mogłabyś pójść na pocztę odebrać paczkę dla mnie? - zapytał przywódca.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Przebrałam się w czyste ciuchy, wychodząc z mieszkanka. Seth podbiegł do mnie.
- Mogę iść z tobą? - zapytał. - W postaci pieska.
Zaśmiałam się.
- Ok. Tylko nie bądź za duży jak na  tego "pieska ".
- Robi się. - zasalutował , przybierając formę wilka, o wiele mniejszego niż zwykle.
- Poczekaj potrzebuję smyczy. - zarechotałam złośliwie. Wróciłam się , zabierając z półki smycz łańcuchową. Założyłam obrożę przyjacielowi , zapinając smycz. Zamerdał szczęśliwie ogonem. Uśmiechnęłam się pod nosem , ruszając w stronę miasta.

Seth w postaci "psa".




                                            ~,~




- Sprawujesz się świetnie w roli psiaka. - powiedziałam do niego w myślach. - Chcesz Seth się załatwić, lub pobiegać?
- Miło by było. - odparł. Weszliśmy do parku , gdzie usadowiłam się na ławce, uwalniając Seth'a. Zachowywał się wzorowo. Załatwiał swoje potrzeby, bawił się z innymi psami, a raz mały chłopczyk go pogłaskał. Cudo.
- Hej Edith. - usłyszałam męski głos za plecami.
- Hej Hazz. - przytuliłam go. Dosiadł się do mnie.
- Po co Ci smycz? - zdziwił się. W tej samej chwili podbiegł do nas mój "pies".
- Masz psa?!
- Te Seth idioto. - szepnęłam, przewracając oczami. - Nic się nie dzieje. Możesz wracać.
Posłuchał mnie. Moment późnej ścigał się po polance z jakimś dalmatyńczykiem.
- Ah.....mogłem się domyślić. - strzelił face-palma. - Masz czas?
- Zależy. - poprawiłam włosy.
- Poszlibyśmy może teraz na jakiś lunch, albo kawę? - zaproponował. - Oczywiście ja stawiam.
- Muszę iść na pocztę. - skrzywiłam się. - Po za ty mówiłam , abyście o nas zapomnieli.
- Ja o tobie nigdy nie zapomnę. Za dużo dla mnie znaczysz.......

CDN.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Huhuhuhuh dzieje się dużo ^.^ Wyznanie Harolda......ojć :P Dziękuję za komentarze i pozdrawiam. :*

RiDa




1 komentarz: