Uwaga!

sobota, 2 listopada 2013

Chapter 16





Dwa dni później - Aissia



- Lori!! - wrzasnęła Edith. - Gdzie jesteś?!
Ziewnęłam, przeciągając się. Tak w ogóle to nadal jestem w postaci wilka. Zajebiście , nie? Najgorsze jest to  ,że jestem chora i cały czas rosnę. Whatever -.-
Zaszczekałam, wychodząc z wykopanej nory.
- Och jesteś.... - westchnęła. - Słuchaj chłopcy po Ciebie przyjechali.
- Jakoś nie mam ochoty do nich jechać. - szepnęłam do niej w myślach. - Poza tym okropnie mnie boli brzuch i głowa.
- I masz zwichniętą łapę. - dodała. - Nie wiem co się z tobą dzieje.
- Tym bardziej ja. - mruknęłam.
- Chodź. - założyła mi ogromną obroże. Po 20 minutach dotarliśmy do chłopaków. Stał tam także Geo i Nuss.
- Dłużej nie było można? - zapytał sarkastycznie George.
- Aissia kuleje i wymiotowała. - warknęła przyjaciółka, w mojej obronie.
- Jaka ona wielka! - wykrzyknął Niall, wychodząc z auta. - Co się dzieje?
- Nie wiemy. - Edishia wzruszyła ramionami. - Nie może przybrać normalnych rozmiarów. Musimy coś wymyślić. Najlepiej by było jakby została w lesie ze mną.
- Edith ty w ogóle myślisz? - zdziwił się Nuss. - Ona cierpi. My nawet nie mamy jak jej pomóc. U chłopców bynajmniej wyzdrowieje.
- Skąd ta pewność? - zerknęła na mnie. Jęknęłam czując ból w zatokach.
- Zapewnimy jej dobrą opiekę. - zapewnił Liam.
- A jeżeli to Mroczny Płomień? - zamyśliła się blondynka. - Wtedy może ich zaatakować.
- Aissia musi mieć założony ten o to pierścionek na palec w czasie furii. Coś jak padaczka. - podał  Zaynowi przedmiot George. - W teraźniejszym wypadku  musi mieć go na pazurze. O ile się zmieści.
- Coś jeszcze? - upewnił się Louis.
- Jedź z nami. - poprosiłam.
- Nie. - blondynka, pokręciła głową.
Warknęłam wyrywając się. Kulejąc podeszłam do Harrego.
- Zmuś ją. - powiedziałam do niego. - Musi ze mną jechać.
Loczek westchnął.
- Edith jeżeli nie pojedziesz z nami powtórzę to co zrobiłem przed pocztą. - uśmiechnął się chytrze. - To jak?
- Ughr!!! - zawarczała. - Ok.
- Bravo! - wykrzyknęłam w myślach. - Możecie mnie spakować do bagażnika? Jest mi coraz gorzej.
Zayn i Niall pomogli mi się dostać na wysokiego Range Rovera.Przykryli mnie dodatkowo kocem. Wszyscy wsiedli na swoje miejsca.
- Ruszamy? - spytał Lou. Pokiwałam łbem. Niespodziewanie przez moje ciało przeszły ciarki. Ught. Śmierdzę.





30 minut później - posesja One Direction


- Jesteśmy na miejscu. - powiedział Louis.
- Wreszcie. - Harry wyskoczył z samochodu. - Myślałem,że zemdleję z tego odoru.
- Przestań. - prychnęła Edith. - Nie jest tak źle.
- A ja? - zaszczekałam. Otworzyli bagażnik pozwalając mi wyjść.
- Trzeba Cię umyć. - zasugerowała dziewczyna. Ruszyłam za nią wchodząc do mieszkania. Jezu jak to pięknie!
Zaszczekałam czując przyjemnie ciepło mieszkania.
- Chodź Lori. - zawołał Liam. - Wykąpię Cię.
Zamerdałam ogonem , ruszając za głosem. Weszłam do wanny czekając na ruch człowieka.Po 10 minutach zabawy płynu i prysznica , wysuszył mnie suszarką.
Zeszłam schodami do salonu gdzie siedzieli chłopcy....gdzie Edishia?!
- Gdzie Edith? - zapytałam.
- Uciekła. - odpowiedział Harry. - Nie dotrzymała słowa.
Położyłam się w nogach "nowych właścicieli" rozmyślając o przyjaciółce.......


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dłuższego nie może być , gdyż nie dajecie mi motywacji......Gdy byłoby o wiele więcej komentarzy byłby dłuższy, ale to wasza sprawa.Liczę na komentarze i pozdrawiam :*
RiDa




3 komentarze:

  1. Szkoda że Edith nie została z nimi
    Rozdział jak zwykle świetny tylko szkoda że krótki :C.... wiem mało komentarzy = brak weny :(

    OdpowiedzUsuń
  2. zalecany rozdział nie mogę doczekać się nexta xx

    OdpowiedzUsuń