Uwaga!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Chapter 17





- Lori chcesz położyć się na kanapie? - zapytał Liam. Podniosłam swoje paczadła na bruneta. Chłopcy oprócz niego - zasnęli. Uśmiechnęłam się wskakując swoim wielkim cielskiem na ich kolana.  Jęknęli otwierając oczy. Rozciągnęłam się , szczekając.
- Aissia. - pogłaskał mnie po pyszczku Louis. - Idziemy na spacer?
Na potwierdzenie jego słów, pobiegłam do drzwi frontowych drapiąc zdrową łapą o powłokę. Brunet zaśmiał się.
- Muszę założyć Ci obrożę. - podszedł do mnie ze smyczą i obrożą. Złapał mnie (tzw. założył obroże, przyczepiając smycz) otwierając drzwi.
- Idziemy do parku. - zasugerował. Nasz spacer był trochę uciążliwy, gdyż nadal miałam łapę w bandażu. Brzuch mnie nie bolał, lecz od czasu do czasu zabolały zatoki.
- Chcesz się załatwić? - spojrzał na mnie. Pociągnęłam go w krzaki. Cały czas mi się przyglądał.
- Odwróć się idioto. - powiedziałam w myślach. Speszony odwrócił wzrok. Załatwiłam się , trąc łapami o ziemię.?
- Quil?! - zdziwiłam się.
- Siemka Lori. - wyszedł z zarośli. - Co tu tu robisz?
- Jestem na spacerze. - potarłam łbem o nogę Lou. Odczepił smycz siadając niedaleko na ławce. - A ty?
- Mam tajną misję. - rozejrzał się na boki. - Samica alfa - Doni z jakiegoś nieznanego nam stada weszła na nasz teren.  
- Jak wygląda?
- O połowę mniejszy od ciebie wilczur o mocno brązowej sierści. - odpowiedział. - Uważaj na nią. Twarda z niej sztuka.

- Powiadasz , że jestem od niej większa? - zachichotałam.
- O wiele większa. - przyznał. - Pamiętaj, tylko ,że ona czeka na okazję , aby znaleźć się w naszym kręgu. Miej oczy szeroko otwarte.
- Nie ma sprawy. W razie czego ty lub ktoś inny ze stada przyłączy się do mojego nowego mieszkanka.
- Znalazłaś już coś? - dopytał się, siadając.
- Nie. - pokręciłam łbem , zamykając oczy z bólu. - Czuję się fatalnie , chociaż o wiele lepiej.
- O pedałek wyszedł na spacerek! - usłyszałam. Odwróciłam głowę. Louis został otoczony przez grupkę dresiarzy.
- Odwalcie się. - przewrócił oczami. Zaśmiali się. Podeszliśmy bliżej , w razie potrzeby.
- A gdzie twoi przyjaciele? Czyżby zostali w domciu? A ta twoja laleczka , jak jej.....Eleanor?
- Spierdalaj. - wysyczał Tommo. Jeden z nich uderzył go w twarz. Lou zachwiał się upadając na ziemię. Podniósł się oddając cios. Zaszczekałam. Spojrzeli na mnie. Quil warknął. Kopnęli mnie w brzuch powracając do wyzywania przyjaciela. Tego już na wiele. Stanęłam  przed Louisem warcząc.




- Ooooo ochrony lepszej nie mogłeś wytrzasnąć? - zarechotali złośliwie.Mroczny Płomień przejął kontrolę. Rzuciłam się na pierwszego. Zagryzłam jego rękę , odrzucając na bok. Jego paczka dawno już uciekła. Stanęłam na ciele chłopaka patrząc moimi hipnotyzującymi oczami w jego - zielone.
- Przeproś. - warknęłam w jego myśli. Zahipnotyzowałam go.
- Wstań. - rozkazałam. Wykonał moje polecenie.
- Przeproś. - podszedł do Loueh podając mu dłoń. Odszedł szybko, trzymając się za rozszarpaną rękę.
- Dziękuję. - ucałował mój łeb. Zaczęliśmy wracać do domu. Gdy drogę zagrodziła nam na pozór "pobita" suczka. To  Doni.
- Hej psino. - Tomlinson zostawił mnie podchodząc do tej suki. - Gdzie twój właściciel?
- Nie waż się.  warknęłam do niej w myślach. Zerknęła na mnie uśmiechając się złośliwie.
- Choć weźmiemy Cię do domu. - odpiął ode mnie obroże, przyczepiając do Doni. Warknęłam , idąc posłusznie za przyjacielem. Gdy dotarliśmy do domu, rzuciłam się do salonu. Wszyscy w nim siedzieli jak oczekiwałam.
- Liam, ona nie może tutaj zostać. - zaczęłam szybko tłumaczyć , za nim Doni postawi ich przeciwko mnie. - Ona jest naszym wrogiem. Wyprowadź ją.
- Jaka słodka. - Niall podszedł do niej. - Jak ją nazwiemy?
- Doni. - warknęłam , w myślach do blondyna. Spojrzał na mnie , przytulając alfę.  Zdenerwowana, rzuciłam się na samicę.


Nie mogła nic zrobić.
- Wynoś się. - szepnęłam do niej.
- Nigdy. - zarechotała. - Najpierw wypiję krew z twoich przyjaciół.
 Walnęłam ją łapą w twarz.
- Lori zejdź z niej. - podniósł mnie Zayn. Wyprowadził na dwór , mówiąc:
- Dzisiaj śpisz na dworze. Przepraszam.
- Ostrzegałam was. - powiedziałam , gdy zamknął za mną drzwi. Położyłam się przy krzakach , zamykając oczy.  Podeszłam do okna , zaglądając przez nie. Chłopcy bawili się z Doni. Ona dla "żartów" podgryzała ich nadgarstki. Muszę coś zrobić. Myśl Aissia, myśl.......
Nie wiem co we mnie wstąpiło lecz zaczęłam biec. Nie mam pojęcia gdzie. Moje ciało samo  mnie prowadziło. 




Wreszcie dotarłam. Stanęłam przed wejściem w las, wyjąc. Chwilę potem obok mnie pojawiły się dwa wilki. Nie wiem , kto to był.  Jest za ciemno na identyfikację. Najważniejsze , że pobiegły za mną.



Cel - zlikwidować Doni. Kierunek - Manchester.



CDN.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiem co powinnam napisać. Oczywiście , że dziękuję za komentarze i liczę na nowe. To podstawa. Jak myślicie po co Aissia z ...... i z ....... biegną do Manchesteru? Możecie także spróbować zgadnąć kto z nią jest :) Pozdrawiam :*
RiDa




3 komentarze:

  1. Niech Lori szczeli foch ale uratuje a pozniej niech jakis wilk z nia chodzi najlepiej jakis nowy alfa i zeby Niall byl zazdrosny ^^ mila ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nuśka Nusia dobrze prawi... Rozdział jest PER-FECT nic dodać nic ująć xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy następny rozdział jest coraz lepszy ;)
    Mam nadzieję że Aissia uda się uratować chłopców...

    OdpowiedzUsuń